Jump to content

13. Odliczanie czas zacząć

Muzycy oraz ich menedżerowie zostali w końcu zmuszeni do wypowiedzenia słów, które plączą im się po głowach już od dłuższego czasu. Kwestia odejścia Tarji wypłynęła po raz pierwszy 22 lutego 2005, podczas podróży z Belgii do Trier w Niemczech.

– Po raz kolejny podróżowaliśmy sami – męska część zespołu z zespołem menadżerskim – chociaż jechaliśmy dwupoziomowym autokarem, wyposażonym w podwójne łóżko, idealne dla potrzeb Tarji – wspomina Jukka. – Ale z Marcelo zorganizowała sobie osobny transport dla nich samych. Właśnie dlatego trasa po Stanach miała się nie odbyć. Można powiedzieć, że nikt nie był specjalnie zadowolony: Marco, Tuomas i nasi menedżerowie zostali na parterze, kiedy ja z Emppu poszliśmy spać. Po kilku godzinach wróciłem na dół, a chłopcy wciąż tam byli. Wyczułem, że atmosfera się zmieniła. Coś już się wydarzyło.

Zapytali, co bym pomyślał, gdybyśmy wyrzucili Tarję z zespołu – bo wygląda na to, że nie ma innej alternatywy. W tym momencie miałem silne przeczucie, że jeśli to zrobimy, nigdy więcej nie będziemy mogli przedstawiać się jako Nightwish… Później zmieniłem zdanie. Odejście Tarji było jedynym racjonalnym rozwiązaniem w obecnej sytuacji, a zespół wcale nie musi zmieniać nazwy, jeśli jedyną rzeczą, która się zmienia, jest osoba, która interpretuje twórczość tekściarza. Ta decyzja była chyba największym szokiem dla Emppu, który z nas wszystkich był najbliższy Tarji.

Powód, dla którego Emppu dał radę pozostać w stosunkowo dobrych relacjach z Tarją i Marcelo, prawdopodobnie wynikał z tego, że przyjął on dość bierną postawę, skupiając się na wykonywaniu własnej roboty, bez zastanawiania się nad „wielką polityką”, jak trafnie to ujmuje Kirsti Nortia-Holopainen. Emppu znalazł się między młotem a kowadłem.

– Okropnie było znaleźć się pośrodku tego wszystkiego – wzdycha Emppu. – Byłem jedyną osobą, która dogadywała się z Tarją. Po plecach przechodził mi dreszcz na samą myśl, co by się stało, gdybym po prostu do niej poszedł i powiedział, że ją wyrzucamy. Myślę, że to podstawowa sprawa przetrwania, chociaż wciąż wierzę, że mogliśmy to uzgodnić poprzez rozmowę. Ale w Nightwish ludzie ze sobą nie rozmawiają.

Pośrodku pełnej konfliktów trasy, zespół otrzymał nominacje do fińskich nagród Emma w siedmiu kategoriach. Marco i Tuomas przylecieli z Bayreuth w Niemczech do Finlandii podczas wolnego dnia, pojawiając się na gali, odbywającej się 2 lutego 2005 r. Poza zwycięstwem w głosowaniu publiczności („zespół roku”), Nightwish otrzymał statuetki w czterech kategoriach: „najlepszy album metalowy”, „zespół roku”, „najlepiej sprzedający się album” oraz „najlepszy zespół z karierą zagraniczną”.

Marco i Tuomas biegali tam i z powrotem między swoimi siedzeniami i sceną, odbierając statuetki Emmy jedną po drugiej – wkrótce wyglądało na to, że brakuje im już tematów na mowy z podziękowaniami…

Kiedy przyszedł czas na nagrodę publiczności, Marco wszedł na scenę i oznajmił, że to jedyna statuetka, która naprawdę się liczy. To było jego ostatni zwrot do publiczności, który wykorzystał do krytyki nowoczesnej telewizji za bycie „krótkodystansowymi gwiazdami maszynowymi”.

Mamy prawdziwy zespół, z prawdziwymi ludźmi, którzy śpiewają i grają. Jesteśmy prawdziwymi ludźmi, tworzącymi muzykę i przecierającymi naszą własną ścieżkę. To nie jest zabawa, nam nie chodzi o okradanie nastolatków i ich rodziców. O jakiś nieczysty sojusz między spółkami telewizyjno-telekomunikacyjnymi i wytwórniami z ich podwórkowymi kompozytorami.

Ten komentarz zdenerwował młodych fanów popularnej wówczas gwiazdy fińskiego Idola, Anttiego Tuisku. Rozwścieczeni nastolatkowie zażądali maksymalnego limitu nagród Emma dla jednego artysty lub zespołu. Chociaż Marco nigdy nie wymienił ani jednego nazwiska „wyprodukowanej” gwiazdy w swoim oryginalnym wystąpieniu, musiał tłumaczyć się w mediach ze swojej wypowiedzi jeszcze kilka razy.

– Nie chciałem się przyczepić do jakiejś gwiazdy Idola w żadnym momencie – podkreśla Marco. – Nie mam nic przeciwko nim. Mój komentarz był skierowany przeciwko obrzydliwym działaniom telewizji, opartym wyłącznie na chłodnej kalkulacji. Nie ma miejsca na pasję, namiętność. Odczuwam silną więź ze wszystkimi artystami. Jeśli ktoś chce występować na scenie, doskonale to rozumiem – jakby nie patrzeć, jestem tam z tego samego powodu.

Po krótkiej przerwie, europejska trasa wróciła na swój tor, a chłopcy w zespole właśnie ustalali cele do zrealizowania za Atlantykiem. Zespół chciał zagrać koncerty, które odwołano podczas ich pierwszej wizyty w Stanach, ale z powodu Tarji i Marcelo, znów musiano z nich zrezygnować. 4 marca zespół w końcu musiał wysłać do Roadrunnera pisemne oświadczenie, w którym informował wytwórnię, że trasa w ogóle się nie odbędzie. Dołączono do niego przeprosiny:

 

OŚWIADCZENIE NIGHTWISH

Z przykrością zawiadamiamy, że Nightwish wcale nie odbędzie trasy po Stanach Zjednoczonych w ramach promocji albumu Once. Powód tej decyzji ciąży na barkach Tarji, która uznała, że nigdy więcej nie zamierza koncertować więcej niż dwa tygodnie bez przerwy, a w tym toku wolałaby jeszcze realizować swoje solowe projekty niż udać się do Stanów Zjednoczonych. Stało się jasne, że nie będzie zadowolona, niezależnie od tego jak trasa ostatecznie będzie przebiegać, więc straciła zainteresowanie trasą po Stanach.

Bardzo nam przykro z tego powodu, zwłaszcza że zawodzimy amerykańskich fanów po raz kolejny.

Zespół zgadza się, że Nightwish pozostanie podstawowym priorytetem w naszych życiach do końca 2005 roku, ale oczywistym jest, że Tarja mimo wszystko pragnie czegoś innego. Męska część zespołu była w stu procentach za odbyciem trasy, ale w tej sytuacji zostaliśmy zmuszeni do odwołania koncertów. Jedyne, co nam pozostaje, to przepraszać – fanów, wytwórnię i wszystkich zaangażowanych – z głębi serca.

Z poważaniem
Tuomas Holopainen, Marco Hietala, Jukka Nevalainen, Emppu Vuorinen

 

Mike Gitter wybuchł gniewem. Z jego perspektywy wyglądało na to, że Tarja i Marcelo zrujnowali właśnie wszelkie szanse na karierę zespołu w Ameryce Północnej.

– Pierwsza moja reakcja na oświadczenie była spokojna – okej, trasa odbędzie się później. To się ciągle zdarza. Dopóki trasa będzie przekładana, nic się nie dzieje. Chociaż kiedy trasa całkiem się rozpadła i wyszło na jaw, że Tarja i Marcelo nie mają ochoty koncertować tam kiedykolwiek indziej, stało się jasne, że szanse Nightwish na wypłynięcie na wielką skalę w Ameryce właśnie znikły. Taka strata świetnego albumu! Czułem się okropnie, jak reszta zespołu, Ewo i Toni, chociaż oni wyraźnie chcieli, by wszystko tutaj się udało.

Gitter i amerykańscy fani nie byli jedynymi zawiedzionymi. Ewo wciąż nie mógł przełknąć tych odwołanych koncertów.

– Pomyślcie tylko: co, jeśli odwołaliśmy trasę, bo Marco powiedział, że nie ma wtedy czasu, a później okazuje się, że przez cały ten czas produkował album swojego brata, Sakariego? Jaką to by wywołało wrzawę!

Jedni spekulują, że taki wybór Tarji wynika z faktu, że już wcześniej postanowiła, że po wydaniu następnego albumu opuszcza zespół. Może myślała, że nie ma sensu koncertować po małych amerykańskich klubach, by jej ciężka praca zaowocowała dopiero wtedy, gdy odejdzie.

Po doświadczaniu ciągłej walki w pierwszej linii przez tak długi czas, Marco dotarł do miejsca, kiedy był już psychicznie przygotowany na porzucenie zespołu.

– Kiedy usłyszałem, że Tarja i Marcelo zgodzili się zagrać koncerty w Australii, ale nie w Ameryce, myślałem: „No kurwa, mam dość”.

Oficjalny powód odwołania trasy to „inne zobowiązania jednego z członków zespołu”, nawiązując do planów Tarji, która  chciała nagrywać wokale na album jej brata, Timo. Ewo i Peiju nie powiadomiono o nowym przedsięwzięciu i widzieli w tym jakiś układ ze Spinefarmem, wytwórnią, która miała wydać album Timo Turunena.

List był pewną mistyfikacją, ponieważ miał stanowić ostatnie ostrzeżenie od Roadrunnera dla Tarji i Marcelo. Zdaniem Gittera, wytwórnia nigdy nie zerwała kontraktu z zespołem.

Wygląda na to, że twarde podejście przyniosło pozytywne skutki, skoro Nightwish odwiedził Japonię i Australię w marcu, po raz pierwszy w swojej karierze. By wspomóc promocję trasy, wydano kompilację Best Wishes przez Toy’s Factory.

Nightwish właściwie nigdy nie był popularny w Japonii, bo większość zespołów z wokalistkami rozbija się o barierę kulturalną – kobieta, robiąca karierę solową, świetnie sobie poradzi, ale krążąca po scenie, jako liderka zespołu, wydaje się tam czymś nieodpowiednim – w kraju, gdzie kobiety wciąż są dwa kroki za mężczyznami. Prawdopodobnie jedynym wyjątkiem od tej reguły jest szwedzki Arch Enemy, którego wokalistką jest Niemka Angela Gossow, a jej growl i deathmetalowe wokale sprawiły, że Arch Enemy stał się najlepiej sprzedającym się zagranicznym zespołem metalowym w Japonii.

Dla Tuomasa to Australia była jednym ze szczytowych punktów trasy Once.

– Podobała mi się kultura, natura i ludzie – było też coś egzotycznego w samym wyjeździe tam. Chodzi o to, że jeśli chcielibyśmy zagrać gdzieś dalej od Kitee niż w Australii, to chyba musielibyśmy się wybrać na Księżyc albo może miejsca typu Tonga. Nabierasz niesamowitego rozpędu, grając w nowych miejscach, nowych miastach, a zwłaszcza – nowych krajach. Koncert w Australii dawał zupełnie inne uczucia niż, na przykład, jakiś niemiecki festiwal po raz setny. Z końcem trasy Once, mogliśmy się doliczyć zagrania w czterdziestu różnych krajach.

Podczas jednej z kilku wiosennych przerw w trasie, Marco odbył swój debiut na rynku produktów antykoncepcyjnych jako dwuzębna twarz i owłosione łydy, wydrukowane na opakowaniu prezerwatyw. Inni artyści, którzy wzięli udział w tworzeniu tej „serii kolekcjonerskiej” to: Jussi z The 69 Eyes, Sammy Aaltonen z glamrockowego Private Line, Jasse z Hybrid Children, Otto z Tehosekoitin i Ville Tuomi z Suburban Tribe. Jedyną kobietą na tej rockowej sesji była Claudia z  fińskiego industrialmetalowego zespołu Carnal.

– Kilkoro moich przyjaciół pracuje w laboratorium fotograficznym – mówi Marco. – Chcieli zrobić edycję kolekcjonerską prezerwatyw ze zdjęciami rockmanów na opakowaniach i zapytali, czy się przyłączę. Hmm… Jako odpowiedzialny młody człowiek oczywiście chciałem promować bezpieczny seks. Zgodziłem się. Chcieli zdjęcia i hasła: „Wbijanie na pal jest najlepszą formą tortury”. Myślę, że to się raczej tłumaczy samo przez się, skoro to paczka kondomów. Słyszałem później kilka zabawnych historii na ten temat. Na przykład przyjaciel opowiedział mi, jak uderzał do swojej przyszłej dziewczyny w barze. Skończyli u niego, a kiedy ona spytała, czy ma jakieś prezerwatywy, koleś odpowiedział: „Czy Marco się nada?”. Dziewczyna miała wymalowane na twarzy „co, do diabła?”

W kwietniu Tarja produkowała album swojego brata Timo, jak planowała. Oprócz tego wystąpiła na krążku, jako wokal wspierający.

– Ciągle nie został wydany, bo czekamy na prawa do kilku piosenek. Słowa części z nich przetłumaczono na fiński, co wydłuża czas oczekiwania na prawa od wydawców – opowiada Tarja.

Jej postrzeganie opóźnienia jest dość ogólnikowe. Według plotek, kontrakty proponowane muzykom do sesji nagraniowej były takie złe, że nikt nie chciał ich przyjmować. Podstawowy problem z tymi umowami polegał na tym, że wymagały one zrzeczenia się udziałów aranżerskich, a w Finlandii nikt nie chce takich kontraktów. W dodatku wyglądało na to, że płaca muzyków była minimalna – dawny nauczyciel Tarji, Plamen Dimov, mówi, że zaaranżował pięć piosenek na ten album i zagrał na klawiszach, dostając za wszystko sto euro. Emppu, który zna się z Timo Turunenem, zagrał kilka solówek na albumie jako przysługę.

– Album nagrano w Monttu w Kitee – wspomina Tarja. – Przez cały czas, mieliśmy wielu argentyńskich muzyków, więc logiczne jest, że brzmieniowo album jest dość różny od typowej fińskiej muzyki iskelmä. Powinien też być inaczej promowany, bo nie mówimy tutaj o jakiejś zwykłej gwieździe iskelmä.

Chociaż Tarja stanęła w roli producenta wokalnego (to znaczy: była tą osobą, która biegała między pokojem do nagrywania śpiewu a panelem kontrolnym), Marcelo Cabuli określił ją producentem albumu. Raczej nie zaskakuje fakt, że solowy album Timo Turunena zapoczątkował kolejne przeciąganie liny. Krążyły plotki, że jeśli Spinefarm nie wyda albumu Timo, nie otrzyma praw do wydania solowego albumu Tarji w 2007. Ludzie z wytwórni dokładnie rozumieli, że stracą tylko dwadzieścia czy trzydzieści tysięcy na albumie Timo Turunena, ale będzie to o wiele więcej, kiedy ktoś inny wyda solowy album Tarji. Krążek Timo w końcu stał się plątaniną problemów dla Spinefarmu, bo pomimo starań wytwórnia nie mogła znaleźć na niego żadnego dystrybutora.

Nastroje w obozie Nightwish czasowo się poprawiły dzięki osobliwym małym newsom, jakoby to ich piosenki wyskakiwały tu i ówdzie, zawsze w jakichś dziwnych miejscach. Na przykład 4 maja 2005, Finka Tiia Piili wygrała światowe mistrzostwa w sportowym aerobiku trzeci rok z rzędu. Tym razem użyła „Planet Hell” jako podkładu do jej konkursowego programu. Aerobik z metalem, ktoś chętny?

Jakoś tydzień później, linia produktów Nightwish otrzymała nowe „statki flagowe”, kiedy 11 maja zespół zaprezentował swój własny system nagłaśniający, zrobiony ze steatytu. Firma Oy Flinkstone Ltd. z siedzibą w Joensuu rozpoczęła produkcję głośników hi-fi Avalanche Nightwish Collection w The Finnish Stone Center w Juuka, a Tuomas i Jukka prezentowali je na scenie. Wszyscy członkowie zespołu otrzymali swoje własne głośniki, za to wrażenie najbardziej rozradowanego  z powodu nowego obiektu sprzedaży z marką zespołu sprawiał Marco:

– Ludzie mogą mówić różne rzeczy o nas – że jesteśmy skomercjalizowani albo nie, ale jeśli chcesz zdobyć ten steatytowy głośnik, musisz być naprawdę ogromnym entuzjastą hi-fi. To nie jest coś, co zwykły fan kupi, bo „muszę mieć każdą część ich merchu”. Mogę szczerze powiedzieć, że byłem bardzo zadowolony ze sprzętu. Kiedy pierwszy raz podłączyłem go w domu i włączyłem płytę DVD, roboty wmaszerowały na ekran, piekielny huk wypełnił mieszkanie – a moja żona zaczęła wrzeszczeć, żebym to ściszył. Coś w stylu: „to jest za głośne, głośne!”, ale powiedziałem jej, żeby się uspokoiła, bo piętro niżej jest tylko garaż, nikomu to nie zaszkodzi. Mówimy tu naprawdę o entuzjastach z określoną ilością gotówki, a ten sprzęt jest warty swojej ceny. To dobry produkt.

Pod koniec maja, Nightwish pojawił się ostatecznie w Polsce na Mystic Festival jako support dla legendarnego Iron Maiden. Tuomas przeszedł się do nich, by przedstawić się basiście Maidenów, Steve’owi Harrisowi. Harris, ku zaskoczeniu Tuomasa, rozpoznał go bez prezentacji i powiedział, że ma wszystkie ich albumy, a nawet nazwał siebie fanem Nightwish.

Na początku czerwca, Nightwish supportował Mötley Crüe na koncercie na lodowisku w Oslo. Tuomas wyrzuca przede mną swe gorzkie wspomnienia z Norwegii:

– Można to przeczytać w każdym z ostatnich wywiadów z Tarją: „Urodziłam się jako śpiewaczka  Tarja Turunen, nie – wokalistka Nightwish. Wymagam pięciogwiazdkowych hoteli”. Mówiąc dosadnie, po prostu uderzyło jej do głowy. Zastanawiam się, gdzie by teraz była, gdyby nie Nightwish.

Następny był Download Festival w Wielkiej Brytanii, przed którym Nightwish napędził sobie stracha, docelowo mając zagrać czteropiosenkowy mini-koncert przed pięćdziesięciopięciotysięczną publicznością. Zespół utknął na lotnisku w Wiedniu w drodze na festiwal, gdy ktoś pozostawił swój niezauważony bagaż, wywołując alarm z powodu zagrożenia bombowego. Personel lotniska musiał oczyścić terminal z ludzi i „zneutralizować” opuszczoną torbę, zanim ktokolwiek mógł się gdziekolwiek wybrać. Jakby tego było mało, pomylili się przy tankowaniu samolotu, opóźniając odprawę i odlot jeszcze bardziej, upewniając zespół w przekonaniu, że nie dotrze do Donington na czas. Musieli i tak być ogromnie wdzięczni za elastyczność i uprzejmość techników grającego po nich Slayera, że w ogóle mogli zagrać.

Już podczas Download Festivalu Mike Gitter oznajmił, że Roadrunner ma wciąż wysokie oczekiwania względem Nightwish – ale nie spodziewa się ich spełnienia, patrząc na obecną sytuację w zespole. Gitter uważał, że zespół był jedną czy dwie trasy od wielkiego przełomu w Stanach, ale jeśli ktokolwiek z zespołu przestanie współpracować, wytwórnia nic na to nie poradzi.

Następnego dnia Nightwish wybrano na „najlepszego debiutanta” podczas rozdania Złotych Bogów Metal Hammera w klubie Astoria. To z pewnością brzmi śmiesznie, że zespół został uznany za debiutanta po wydaniu piątego albumu, ale dzięki szeroko zakrojonym działaniom promocyjnym Universal Music w Wielkiej Brytanii tamtejsza publiczność prawdopodobnie uznała ten album za pierwszy „prawdziwy” krążek zespołu.

Podczas gdy chłopcy bawili się w Astorii, mieszając się z gwiazdami o jeszcze większej jasności, Tarji nie można było nigdzie spotkać. Sprawa z lipcowym „terrorystą” zastanawiała, dlaczego wokalistka nie miałaby pokazać się swojej publiczności, nawet kosztem małej cząstki jej czasu poza sceną. Mike Gitter też był zaskoczony zachowaniem Tarji.

– Zarówno na Download Festivalu, jak i rozdaniu nagród Metal Hammera, było widać, że niemal rodzinne więzy w zespole zostały zerwane. Naprawdę się czuło, co nadchodzi.

Zgodnie z jej własnymi słowami, Tarja chciała pozostać w Nightwish, więc podejrzenia jej kolegów z zespołu zostały skierowane w inną stronę. Tarja, oparta o drzwi prowadzące za kulisy przed koncertem, słodko gawędziła z  Emppu. Wtedy wrócił Marcelo, który właśnie skończył załatwiać jakąś sprawę, i zbliżył się do niej. Sprawiała wrażenie, że kompletnie ją odwrócił od reszty zespołu. Nawet urodzony komediant, Emppu, nie mógł z niej wydusić ani słowa więcej.

Bez wiedzy zespołu oraz King Foo, Tarja i Marcelo najwyraźniej odwiedzili biura Universal Music w Londynie, by dogadać się w sprawie przyszłego albumu solowego Tarji. W przeciwieństwie do ogólnego przekonania, plotkowało się, że gatunkowo będzie to teatralny, symfoniczny rock w stylu Meat Loaf – zdecydowanie nie projekt klasyczny. Universal nie podał faktów Spinefarmowi w Finlandii, a ten nowy zwrot prawdopodobnie trzymano w tajemnicy przed wszystkimi. Może w Ameryce Południowej wytwórnie należące do tej samej grupy nie komunikują się ze sobą, umożliwiając menadżerom wywoływanie wojny licytacji pomiędzy różnymi biurami, ale w Europie to tak nie działa.

Niemniej wszystko działo się tak szybko, że nikt nie miał czasu narzekać w obliczu nadchodzącego wybuchu. 16 czerwca, ESP, którego gitary promował Emppu, zaprezentowało swój model Emppu Vuorinen ESP EV-FIN, stworzony wspólnie przez Musamaailma i samego Emppu. Gitara była dokładną repliką jego narzędzia pracy; na fiński rynek wypuszczono ich tylko dziesięć. Następnego dnia Tuomas znalazł się pod szczególnie czujnym okiem prasy, kiedy cotygodniowy dodatek Nyt-liite do gazety Helsingin Sanomat zrobił z niego „satelitarną gwiazdę” festiwalu Provinssirock – dając mu satelitarny tracer, który musiał cały czas nosić do 9 września. Czasopismo podążało śladem Tuomasa przez Europę, informując o jego miejscu pobytu na swojej stronie co kilka dni.

Na przełomie czerwca i lipc zespół wziął trzytygodniowy urlop od koncertowania, umożliwiając Marco nagranie wokali dla jeszcze innego projektu.

– To był album Delain – projekt, który połączyła osoba Martijna Westerholta, dawnego klawiszowca Within Temptation – relacjonuje Marco. – Na krążku wystąpili różni wokaliści, a ja śpiewałem w duecie z Liv Kristine. – W tym czasie Marco był też zajęty produkcją wokali na Eclipse, pierwszy album Amorphis z nowym wokalistą, Tomim Joutsenem.

Wyglądało też na to, że Tuomas jest w trakcie procesu tworzenia utworów, skoro nowe piosenki pojawiały się ciągle, jakby był w pewnego rodzaju transie. Najwyraźniej miał mnóstwo pomysłów na utwory, ale żadnego pojęcia o tym, dla jakiego rodzaju głosu je komponuje. Jedyne, czego był pewny, to że nie będzie należał on do Tarji.

Pod koniec 2005 roku, Once sprzedał się łącznie w ponad pięćdziesięciu tysiącach kopii w USA, chociaż odbyło się tam tylko jedenaście koncertów – i liczba ta stale rosła, utrzymując średnią sprzedaż stu egzemplarzy dziennie. Można tylko przypuszczać, jakie ilości by to były, gdyby zespół odbył pełną trasę. Porównajmy to z Lacuną Coil, włoskim zespołem z kobiecym wokalem, której sześciotygodniowa trasa po Stanach pozwoliła im sprzedać tam ponad dwieście tysięcy kopii albumu Comalies.

W lipcu, Nightwish ogłosił ostatni występ trasy na Tuska Open Air Metal Festival w Helsinkach. Zespół miał zakończyć trasę na Hartwall Arenie w stolicy Finlandii. Niedługo później ogłoszono, że zaproszony został gość specjalny: rdzenny Amerykanin John Two-Hawks, który miał zagrać i zaśpiewać swoje partie podczas światowej premiery „Creek Mary’s Blood”. Bilety na koncert zostały wyprzedane w nieco ponad godzinę. Był to wyczyn, którego żaden fiński zespół wcześniej nie dokonał.

Kiedy rozpoczęły się negocjacje dotyczące ostatniego koncertu tej trasy, nikt nie był zaskoczony tym, że nic nie pasowało Marcelo. Tuomas, który zazwyczaj wybiera zespoły supportujące zgodnie ze swoją własną wolą, zdecydował się włączyć holenderską Epicę i „młodszego brata” Nightwish, Sonatę Arctikę, na bilety. Wyglądało na to, że Marcelo uważał, że w jakiś sposób koszty podróży i pięć tysięcy za występ Epiki za bardzo nadwyrężą budżet koncertu. Według Jukki, cała dyskusja była po prostu śmieszna.

– Co, kurwa, do rzeczy mają koszty Epiki – to znaczy, bilety były wyprzedane! Nawet jeśli jestem odpowiedzialny za kwestie finansowe w zespole, dla mnie najważniejszą kwestią jest to, że gdy zespół udaje się w trasę, wydatki pozostają na rozsądnym poziomie, a wszystko idzie gładko. No i nie jesteśmy jeszcze Metalliką, więc nie ma sensu wyzyskiwać naszych supportów.

Koniec końców, wygląda na to, że Marcelo znalazł sposób na wygraną po raz kolejny i Epica odpuściła ten koncert.

Sierpniowe wydarzenia zawierały też headlinerskie występy: w pierwszym dniu Wacken Open Air Festival w Niemczech i podczas ceremonii otwarcia Mistrzostw Świata w lekkiej atletyce.

Po raz trzeci w swojej karierze, Nightwish wystąpił przed czterdziestotysięczną publicznością w Wacken i wyszło najlepiej w historii. Z Niemiec zespół wrócił na Helsiński Stadion Olimpijski, by zagrać wersję instrumentalną „Nemo” podczas wielkiej ceremonii otwarcia mistrzostw – chociaż klawiszowe solo Tuomasa zostało wyrzucone. Piosenka też za szybko przycichła, dźwięk się czasowo rozjeżdżał, a nawet zapewnienia organizatorów o wielkiej globalnej publiczności przed telewizorami okazały się zbyt optymistyczne. Zespół był zły i urażony.

– Organizator obiecał, że ceremonia otwarcia będzie transmitowana do dziesiątek milionów odbiorców na całym świecie, a występ będzie miał wielką promocyjną wagę – wspomina Jukka. – A na końcu okazało się, że jedyną publiczną stacją, która pokazała ceremonię, było fińskie YLE – wszędzie indziej transmisja odbywała się wyłącznie na kanałach sportowych. Wszystko, co otrzymaliśmy, to wielkie rozczarowanie i przemoczone instrumenty. Apocalyptica złapała się na to samo, ale na szczęście nie padało w czasie ich występu, w końcu ich wiolonczele są warte dziesiątki tysięcy euro.

Promujący się całe lato zabawnym plakatem „Kaczki Tarji”, Ankkarock był jedynym festiwalem zespołu na świeżym powietrzu w Finlandii tego roku. Odbywał się w Korso dzień po ceremonii na Stadionie Olimpijskim. Tuomas był znów wyraźnie nerwowy, jak zawsze przed dużymi fińskimi koncertami.

– Zawsze co najmniej dwa razy bardziej stresuje mnie granie w Finlandii, bo tutaj uważa się nas za jakiś rodzaj supergwiazd. Czasopisma wiele o nas piszą, więc wiele ludzi przychodzi na koncerty by nas sprawdzić – wiesz, czy jesteśmy naprawdę tak cholernie dobrzy jak klasa światowa – więc lepiej dla nas, jeśli damy im dobry występ. Dość często można przeczytać coś w stylu: „Nightwish jest najbardziej przecenianym zespołem w Finlandii – sprzedają zyliony płyt i zbierają mnóstwo oklasków, ale tak naprawdę ich muzyka jest zupełnie pusta”.

Jak zwykle, Tuomas był zdenerwowany zupełnie bezpodstawnie: sądząc po reakcji, publiczność była bardziej niż zadowolona z koncertu. 12  sierpnia w USA swoją premierę miał horror o grozie nurkowania z rurką pt. The Cave [Jaskinia – przyp. tłum.], zawierający w swym soundtracku „Nemo” Nightwish. W tym samym tygodniu zespół został poinformowany o nominacji Kerrang! w kategorii „najlepszy singiel” na ich corocznej gali. „Nemo” właśnie uplasował się na brytyjskiej topliście singli, gdzie pozostał przez dziewięć następnych miesięcy. I jak zwykle, Tuomas nie czuł się dobrze na gali rozdania nagród.

– Nagrody Kerrang! w Londynie były dla mnie kompletnym koszmarem. Gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie uśmiechnięci celebryci. Wszyscy dobrze się bawili, a ja czułem się jak wyrzutek. To było takie nierzeczywiste… Zdecydowanie nie pasowałem do takiego środowiska.

W podobnym czasie młodzieżowy magazyn Suosikki rozpoczął wielką kampanię reklamową z gigantycznymi plakatami w całej Finlandii, że w końcu Tuomas, przebrany za postać z filmu płaszcza i szpady w stylu Piratów z Karaibów, został rozpoznany przez ostatnich, opornych Finów z głębi lasu. Chociaż Tuomas unika publiki, naprawdę polubił tę szczególną kampanię.

– Nie będę twierdził, że nie jest fajnie widzieć siebie w stroju pirata na plakatach wiszących w całych Helsinkach! Trudno wyjaśnić, co konkretnie sprawia, że to jest wspaniałe, zwłaszcza że niespecjalnie interesuje mnie życie celebryty. Naprawdę nie lubię, gdy ludzie rozpoznają mnie na ulicy. Pewnie to wszystko po raz kolejny sprowadza się do mojej niskiej samooceny. Ale oglądanie siebie na zdjęciu podsuwa myśl, że chociaż na coś jesteś dość dobry.

Niech to będzie pokorna natura lub niska samoocena, ale wygląda na to, że ocena Tuomasa na temat ich ostatnich sukcesów była ekstremalnie zrównoważona.

– Myślę, że te wszystkie głosowania czytelników i inne nagrody opierają się na fakcie, że ludzie podchodzą do tego w sposób: „Nightwish… A tak, to ten zespół, który w tym roku sprzedał mnóstwo albumów – jak się nazywał ich klawiszowiec? O, ten gość… Właściwie to nigdy o nim nie słyszałem, ale jednak go wybiorę, co mi tam”. Nie ma co się wczytywać w te ankiety, chociaż to oczywiście miłe – zostać uznanym za swoją pracę. Kiedy wypruwasz swoje flaki dla czegoś, naturalnie żądasz czegoś w zamian, może to być wynagrodzenie pieniężne, ale i emocjonalne, jak wygrywanie w głosowaniu czy jakiejś nagrody.

W sierpniu zespół zgodził się nagrać nową wersję starego hitu – „Sleeping Sun” – w ramach promocji nadchodzącej kompilacji Highest Hopes, wydawanej przez Universal/Spinefarm.

– Zaczęło się od tego, że Tarja chciała nagrać ponownie swoje wokale w utworze – mówi Tuomas. – Potem pomyśleliśmy: „czemu nie mielibyśmy nagrać też basu?”. Marco mógłby mieć też prawa do utworu, bo te ze starej wersji należą do Samiego [Vänski – przyp. aut.]. Kiedy zaczęliśmy ponowne nagrywanie piosenki, okazało się, że nigdzie nie możemy znaleźć partii klawiszy z refrenów, więc nagrałem je na nowo. Na końcu tylko gitary i perkusję pozostawiono w starej wersji. Nie chcieliśmy żadnych dramatycznych zmian, chociaż chcieliśmy też odrobiny powiewu świeżości. Właściwie to od początku byłem przeciwny całej tej akcji – mówiąc, że piosenkę należy zostawić, jaka jest, bo taka jest w pewnym sensie idealna. Ale Tarji nie podobały się jej wokale, więc zdecydowaliśmy się dać jej szansę na poprawienie ich. Myślę, że końcowy efekt jest całkiem dobry.

Emppu zgadza się z tym, że piosenki nie trzeba było przerabiać.

– Nie nagrywaliśmy ponownie gitar. Właściwie, nie sądzę, żeby ta piosenka w ogóle potrzebowała przeróbek. The Beatles nigdy nie zrobiło remake’u „Yesterday”, co nie? Nic nie przebije oryginału.

„Sleeping Sun” wskoczyło na pierwszą pozycję wśród notowań fińskich singli zaraz po jego wydaniu, reklamowane przez wideoklip, który zarówno Tarja, jak i Tuomas, uznali za satysfakcjonujący.

– Nie byłem pod wielkim wrażeniem, kiedy zobaczyłem scenariusz – mówi Tuomas. – To znaczy, jaki metalowy zespół w XXI wieku robi teledysk z rycerzami w zbrojach, walczącymi na miecze, udającymi się na bitwę? Ale wtedy dowiedzieliśmy się, że nasz reżyser stworzył już wideoklipy do „Ameriki” i „Keine Lust” Rammsteina – które na pewno na papierze wyglądały śmiesznie, a potem okazały się być świetne na nagraniu. Rozmawiałem z reżyserem telefonicznie przez jakieś trzydzieści minut, a jemu udało się mnie przekonać do spróbowania.

Ubrana we wspaniale długą, białą suknię Tarja kroczy przez pole bitwy zalane krwią, gdzie co rusz leżą ciała poległych rycerzy i martwych koni, podczas gdy Jukka w pełnej zbroi, wyciąga strzałę z piersi. Tuomas, arystokratyczny rycerz krzyżowy, jest widoczny zarówno w bitwie, jak i upadający na kolana w modlitwie. Władający włócznią jak prawdziwy berserk Marco odchodzi w chwale, by skonać w opancerzonych ramionach Emppu. Podczas refrenu Tarja powiewa wielką, czerwoną flagą niczym Joanna d’Arc, a na końcu cały zespół maszeruje ramię w ramię przed kamerą pod ciemniejącym niebem.

– Myślę, że klip się udał dzięki kontrastowi między właściwą treścią piosenki a wideo – mówi Tuomas. – To chyba nasz najlepszy teledysk w historii.

Tarja powiedziała, że bardzo miło wspomina to doświadczenie.

– Przyszłam do garderoby na charakteryzację naprawdę późno, około wpół do jedenastej wieczorem. Zaczęliśmy nagrywać moje ujęcia jakoś pół godziny po północy. Tego samego dnia miałam urodziny. To było wspaniałe doświadczenie – nigdy wcześniej nie całowało mnie trzydziestu rycerzy w lśniących zbrojach, ale co to była za noc! Nie miałam pojęcia, że przynieśli na plan dla mnie tort, ani że ludzie zajmujący się zbrojami i kostiumami do klipu zrobili mi wspaniały sztylet. Kiedy dojechaliśmy na plan, stało tam trzydziestu rycerzy, czekających, by mi zasalutować. Prawie się popłakałam. Potem ustawili się w kolejce i podchodzili dać mi buziaka jeden po drugim. Byłam pod ogromnym wrażeniem! Plan zdjęciowy był piękny, a załoga bardzo szybka i profesjonalna, więc mogliśmy zwinąć się zgodnie z planem, około szóstej rano. To było bardzo pozytywne doświadczenie, a efekt, jak się okazało, też był świetny.

Przedstawiciel wytwórni na planie miał inne wrażenie odnośnie nastroju Tarji – jak mówi, była ona niezadowolona i narzekała na tren u sukni, brudzący się w sztucznej krwi, błoto i końskie łajno. Najwyraźniej tort i kwiaty też niespecjalnie ją zainteresowały.

Finansowa dysputa na temat zdjęć do wideo jest kolejnym obrazowym przykładem niezliczonych, pozornie nieistotnych i bezcelowych kłótni, które zespół, duet z King Foo i wytwórnia wciąż prowadziły z Marcelo. Tym razem Marcelo wymagał, by wytwórnia zapłaciła za każdy dzień pracy i loty do Pragi osobistego wizażysty Tarji. Poinformował ich też, że skoro ponowne nagrywanie piosenki było pomysłem Tarji, to udział w zdjęciach do nowego wideo był do rozważenia tylko jako promocja nowego singla i Tarja właściwie nie składała żadnej obietnicy w kontrakcie, by zgodzić się na zdjęcia. W każdym razie, wytwórnia uznała, że wymaganie przez Tarję przylotu własnego wizażysty na plan – pomijając już koszty – jest po prostu bezpodstawne.

Kiedy żądania Marcelo nie zostały natychmiast spełnione, zasugerował, że można pominąć jednego ze statystów, a pieniądze wypłacić makijażyście Tarji. Marcelo chciał najwyraźniej sam zastąpić brakującego rycerza. Wytwórnia na to też się nie zgodziła i wybaczyła Ewo zarezerwowanie lotu dla wizażysty. Ostatecznie, firma produkująca wideo, Katapult, miała swoich własnych ludzi do makijażu Tarji, którzy, sądząc po efekcie końcowym, okazali się być całkiem nieźli w swoim fachu, chociaż sprawa stała się kością niezgody na planie. Według Marcelo, Tarja zgodziła się na zrobienie wideo tylko z dobroci serca, ale w przyszłości nie należy się spodziewać takich przysług.

Koszt wyprodukowania sukienki Tarji, zaprojektowanej przez Sirję Tiilikainen, wliczono w budżet teledysku, a dla pewności, że nie wróci ona do wytwórni po zdjęciach i nikt nie będzie mógł użyć jej ponownie po Tarji, Marcelo zasugerował, żeby nagrać też filmik na jej stronę internetową, na którym potnie sukienkę na kawałki i na każdym z nich się podpisze. Miały być potem sprzedawane w sklepie internetowym Tarji za kilka euro, a pieniądze z zysków zasiliłyby konto jakiejś odpowiedniej fundacji charytatywnej. Ostatecznie jednak najwyraźniej sukienki nie pocięto, skoro Tarja założyła ją na październikowy koncert na Hartwall Arenie. Niemniej jednak, Spinefarm otrzymał rachunek za sukienkę i, jak głosi plotka, był jedyną rzeczą, którą ostatecznie poszatkowano – na skutek przypadkowego wpadnięcia w niszczarkę.

Przykładem starań Tarji i Cabuliego, by zedrzeć więcej pieniędzy z fanów, były „wyryte w skale” kryształy. Sklep internetowy Tarji rozpoczął sprzedaż Kryształów Tarji, reklamowanych z komicznie tanim entuzjazmem. Wycenione na zatrważającą kwotę od sto dwadzieścia do sto sześciesiąt euro (zależnie od rozmiaru), kryształowe kostki zawierały słabej jakości zdjęcie Tarji, a malutki breloczek kosztował osiemdziesiąt euro. Tragikomiczny tekst obok zdjęcia produktu głosił:

Jeśli nigdy wcześniej nie słyszałeś wyrażenia „wyryte w skale”, wyobraź sobie zdjęcie Tarji wyrzeźbione w krysztale za pomocą najnowszej technologii laserowej. Ale to nie wszystko! Obraz wewnątrz kryształu jest trójwymiarowy, co oznacza, że możesz obracać go od lewej do prawej i ujrzysz twarz Tarji jeszcze prawdziwszą niż dotychczas. Zobaczysz ją od prawego do lewego ucha, a obraz ma głębię, taką samą, jaką ma prawdziwa osoba. Nigdy nie będziesz miał okazji znaleźć się tak blisko Tarji, jeśli nie staniesz rzeczywiście naprzeciwko niej. Wszystkie opakowania pierwszych produktów są podpisane przez Tarję.

Zarabiano też w Niemczech. Pod koniec sierpnia Tales from the Elvenpath, kompilacja, którą zespół ledwo zatwierdził, okryła się złotem, sprzedając się w ponad stu tysiącach egzemplarzy. Nightwish otrzymał też złote płyty za 25 tysięcy sprzedanych kopii DVD End of Innocence od Boggiego Kopca z Drakkaru.

Potem Nightwish udał się do Norwegii na dwa koncerty – pierwszy w Hellodrome Arena diabelskiego miasta Hell. Adekwatnie do sytuacji, zespół miał specjalne plakaty na ten koncert: „Nightwish – Live in Hell”. Drugi występ miał miejsce w klubie Rockefeller w Oslo, chociaż Tarja i Marcelo próbowali go odwołać – najwyraźniej dlatego, że klubowy koncert w Oslo źle wyglądał w porównaniu z koncertem na arenie. Na dodatek, Tarja chciała dostać trochę czasu wolnego dla siebie, by pójść na film ze znajomymi i poćwiczyć przed jej nadchodzącymi świątecznymi koncertami, a gdyby koncert w Rockefellerze został odwołany, miałaby dodatkowy dzień wolny na swoje zajęcia. Niespodziewanie dyskusję zakończono kompromisem: zarezerwowano Tarji nocleg z pianinem, więc miała okazję poćwiczyć.

– Już zarezerwowałem nocny przelot, który zabrałby nas z Trondheim do Oslo – wspomina Toni Peiju. – Wszystko było gotowe. Wtedy usłyszałem od Marcelo, że to nie dojdzie do skutku, bo mają umówioną próbę klasyczną w czasie koncertu w Rockefeller. No cóż. Więc odwołałem autobus i wszystko, zarezerwowałem lot z Trondheim do Sztokholmu. Po dwóch tygodniach Marcelo mówi, że gdyby dostali pokój z pianinem, koncert mimo wszystko by się odbył. Zorganizowałem wszystko na nowo. Zapłaciliśmy już za lot i nie można było uzyskać zwrotu, ale wszystko inne udało się jednak naprawić.

Z punktu widzenia Peiju, najtrudniejszą rzeczą było to, że nie można było wierzyć w to, co Marcelo mówi.

– Można szanować człowieka, kiedy jego ostateczne „nie” naprawdę znaczy „nie”, ale z nim tak nie było – wzdycha Peiju. – Po ostatecznym „nie”, sprawa mogła wciąż się obrócić w każdym możliwym kierunku. Gryzie się z propozycją przez dwa tygodnie, a potem odpowiedź może być zupełnie inna – na przykład: „No, zrobimy to, jeśli dostaniemy pokój z pianinem”. Dlaczego on nie może stawiać sprawy jasno? Prawie musieliśmy zwrócić pieniądze za bilety fanom. Dla mnie cała ta sprawa wygląda tak, jakby po prostu celowo wkurwiał mnie i Ewo.

Tarja miała przygotowaną obronę, jakby nie dostrzegając roli Marcelo w całym problemie.

– Planuję mój wolny czas w taki sam sposób, jak – jak sądzę – pozostali członkowie zespołu – jeśli mamy trzy dni wolnego, umawiam się na wyjście do kina z przyjaciółmi – mówi Tarja. – Ale bilety na koncert w Oslo zostały wyprzedane, zanim ktokolwiek mnie o nim poinformował. To było naprawdę przykre, ale koniec końców zagraliśmy go, ja zaśpiewałam. Czułam się źle potraktowana – to znaczy, nie mówi mi się o takich wydarzeniach, jednocześnie zakładając, że się na nich pojawię! – Tarja była też rozgoryczona przez to, że pozostali członkowie odwoływali się do uczuć fanów. – Gdyby tego było mało, naciska się na mnie, bym koniecznie wystąpiła, że muszę wystąpić, bo jeśli nie, to okażę brak szacunku naszym fanom. Nie uważam za taktowne wciąganie fanów w wewnętrzne problemy zespołu! Oczywiście, występujemy dla fanów, ale są też inne powody.

Tuomas próbował się przygotować mentalnie do swojej wielkiej decyzji, często przestając wierzyć własnym myślom w tym czasie.

– Ciągle o tym myślę, ciągle próbuję spojrzeć na te wszystkie kwestie z punktu widzenia Tarji – opowiadał Tuomas w Szwecji we wrześniu. – Myślę, że ona sądzi, że reszta myśli o niej same złe rzeczy, że obgadujemy ją ile wlezie, ale, szczerze mówiąc, naprawdę próbowałem zrozumieć to, co nam wyrzucała do samego końca. Zastanawiałem się, czy ostatecznie nie miała racji w tej czy innej kwestii. Tarja była moją bliską przyjaciółką od wieków i bardzo chciałbym ją zrozumieć. Ale czasami jest kurewsko trudno.

– Tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy doszedłem do wniosku, że ta dziewczyna tak się wyobcowała, że nie może pracować – kontynuuje. – Sprawy miały się tak przez cały zeszły rok, że czułem się jedynym, który miał dość udawania. Za każdym razem, kiedy próbujemy porozmawiać o tym z Tarją, Marco jest bardzo ugodowy i spokojny, mimo że to Emppu jest naprawdę tym jedynym, który nadal się z nią dogaduje. Nasi menadżerowie oczywiście muszą sobie jakoś radzić z Marcelo, żebyśmy mogli jakoś zgrać ten rok. – Ale nie miało znaczenia, jak bardzo Tuomas się starał, nie potrafił stolerować zachowania Tarji. – Jej zdaniem, ostatnie dziewięć lat poświęcała się jako śpiewaczka dla Nightwish – zespołu, do którego dołączyła jako gościnna wokalistka, i któremu ofiarowała więcej, niż mogła sobie pozwolić. Wydaje się, myślała, że zaszłaby o wiele dalej, gdyby się skoncentrowała na swojej solowej karierze – tym, czym chciała się przede wszystkim zajmować. Czuje się jak ofiara, męczennica. Nigdy nie myśli o tym, co zespół dał jej – jest światowej klasy gwiazdą, zarabia cholernie dużo kasy. Jest celebrytką, co zresztą jej odpowiada.

Jukkę z kolei wkurzyła rzekoma chciwość Tarji i Marcelo – coś, co mogłoby być głupią, błahą przeszkodą podczas długiego biegu.

– To kurewsko idiotyczne, zawsze wymagać tych niewiarygodnych sum z góry i nigdy nie myśleć szerzej. Nie jest oznaką dobrego menadżera ciągłe sprawdzanie zaliczek i prowizji w kontraktach, tylko po to, by na końcu dołożyć jeszcze dwadzieścia procent. Jeśli nie potrafisz myśleć dalekowzrocznie, kończysz z ręką w nocniku – a w tym przypadku – ze wszystkimi naszymi rękami. Prawdopodobnie straciliśmy mnóstwo forsy z powodu chciwości Marcelo. Na ostatniej trasie po Szwecji, była to spora suma, bo Marcelo znowu wymusił ogromną zaliczkę, oczywiście zmniejszając nasz procent – a było mnóstwo ludzi na koncertach w Szwecji, mówię ci. Zabawna rzecz, ktoś mógłby pomyśleć, że Marcelo powinien być bardziej wkurwiony niż ktokolwiek inny, biorąc pod uwagę, że pieniądze są dla niego wszystkim.

Karawana wciąż szła dalej, z krótkimi przerwami na powroty do domu co kilka tygodni. Pomiędzy wrześniowymi koncertami Tarja nagrała piosenkę „Tired of Being Alone” do specjalnej edycji albumu Tag Und Nacht Christophera von Deylena, znanego z niemieckiego projektu tanecznego – adaptacji Schillera. Inne gwiazdy, gościnnie występujące na płycie, to m.in. Moya Brennan z irlandzkiego pop-folkowego zespołu Clannad i weteran rocka Mike Oldfield.

Kompilację Highest Hopes, przekrój kariery Nightwish, wydano z końcem września w rodzimej Finlandii przez Spinefarm, a za granicą – przez Universal.

– Miałem wrażenie, że rozpoczęła się jakaś zacięta walka z kompilacją Drakkaru – mówi Tuomas. – Wolałbym to przełożyć o rok, byłaby to kompilacja z okazji dziesiątej rocznicy – zespół miałby jesienią 2006 roku już dziesięć lat. To byłby doskonały czas. Nadal jest to dobra składanka, ma ładną okładkę, dobry tytuł. Całkowicie ją popieram, ale to nie do końca to, czego chciałem. Zamieściłbym jeszcze jedną piosenkę z Once, na przykład. Ale kompilacje to tylko kompilacje, nie można ich porównywać z właściwymi albumami.

Boggi Kopec z Drakkaru był sceptyczny wobec kompilacji Universalu.

– Też chcieli zrobić best of, bo nie mieli jeszcze kompilacji na rynku europejskim. Moim zdaniem, osiągnęliby wiele większy sukces, gdyby wydali ją rok wcześniej, kiedy zespół bardzo owocnie koncertował i tak dalej. To znaczy, na koncertach Nightwish zbierało się średnio trzy-cztery tysiące ludzi, w Niemczech nawet więcej.

Boggi nie mógł się bardziej pomylić. Highest Hopes – The Best of Nightwish odniosło olbrzymi sukces, płynąc na fali gigantycznej popularności zespołu. Na świecie w ciągu tygodnia od wydania sprzedano osiemset osiemdziesiąt siedem tysięcy kopii, a w Finlandii kompilacja natychmiast okryła się platyną z czterdziestoma dwoma tysiącami egzemplarzy zakupionymi w przedsprzedaży. Do końca roku w Finlandii sprzedano sześćdziesiąt tysięcy kopii.

Emppu, który w ogóle nie lubi kompilacji, nie będąc pod szczególnym wrażeniem sukcesu Highest Hopes, nadal kwestionuje wydanie obu – zarówno Drakkaru, jak i Universalu.

– Wydaje mi się, że nie było jeszcze potrzeby wydawania kompilacji. Wciąż jest jeszcze mnóstwo albumów Nightwish, czekających na pierwsze wydanie.

Kompilacje często otacza lekki zapach zdzierstwa, ale niektóre produkty, wciskane przez pewne pasożytnicze istoty, rojące się w środowisku zespołu, po prostu śmierdzą po sam sufit. Kiedy Fundacja Aquarius organizowała koncert Nightwish w Bukareszcie (Rumunia) we wrześniu, „szamański doktor” Tarji, Ovidiu Buciscanu, odkrył wygodną możliwość szybkiej przemiany w sprzedawcę bootlegów i, najwyraźniej, nawet biletów na spotkanie muzyków z fanami. Odpowiedzialna za właściwą organizację i promocję koncertu była żona Buciscanu, Codruta, która, w przeciwieństwie do męża, była bardzo rzetelna.

– Nauczyliśmy się paru ciekawych rzeczy o tle życia takiego uzdrowiciela umysłu – wspomina Jukka. – Podczas koncertu w Bukareszcie, w sprzedaży znalazły się pirackie plakaty i DVD z naszego pierwszego show w Rumunii – a wszystko to było dziełem fundacji, która organizowała wydarzenie. Najdziksza plotka głosiła, że Aquarius Foundation sprzedawał drogie bilety na spotkanie z fanami. Myślę, że ludzie dostawali chociaż plakat i może ten piracki DVD za tę cenę.

Mgliste intencje uzdrowiciela umysłu w końcu zaczęły docierać także do Tarji, która później zerwała z nim wszystkie kontakty. Reporter z Soundi ostatnio usłyszał zupełnie inną historię niż ta wydrukowana w Rumbie jakiś czas wcześniej:

Ten strasznie imponujący człowiek wziął udział w organizacji naszych koncertów w Rumunii, a podczas ostatniego występu naprawdę bałam się o siebie i Marcelo. Jego wielkie moce i mroczna natura stworzyły niebezpieczną kombinację.

Z kolei w wywiadzie dla Soundi tak kontynuuje swoją opowieść:

Na początku wydawało się, że nasza współpraca układa się świetnie, a on naprawdę bardzo mi pomógł w wielu trudnych momentach. Na przykład, dzień przed naszym występem na Ruisrock w 2004, ledwo mówiłam, dopóki nie przesłał mi nieco swojej uzdrawiającej energii. Taki proces „leczenia” trwa około czterdzieści minut i w tym czasie naprawdę odczuwałam jego osobę wewnątrz mojego ciała. Nie byłam w stanie zrobić czegokolwiek w tym czasie. Niestety, ku mojej zgrozie, później dowiedziałam się, że ten facet zakotwiczał we mnie jakieś swoje perwersje – innymi słowy, wszystko stało się dla niego zbyt osobiste, a ja musiałam po prostu natychmiast zakończyć naszą znajomość. Później często drżałam na myśl, co ten człowiek mógł widzieć – albo wydawało mu się, że widzi – we mnie. I co on myślał wtedy, kiedy był – w pewnym sensie – wewnątrz mojego ciała, kiedy byłam kompletnie bezsilna?

Wygląda na to, że Tarja odczuwała to tak, jakby stała się ofiarą prawdziwego duchowego gwałtu.

Z drugiej strony, Codruta Buciscanu pracowała w fundacji z miłości do muzyki i nie była zadowolona z przedsięwzięć Ovidiu. Zdaniem dziennikarza, który spotkał Ovidiu Buciscanu na koncercie w Bukareszcie, mistyczny mistrz mógł początkowo chcieć wykorzystywać swój specjalny dar dla dobra innych, ale w pewnym momencie coś się zmieniło.

– Ovidiu okazał się być nieco innym człowiekiem, niż Tarji się wydawało na początku, sprawiając wrażenie, jakby od początku miał ukryty plan – mówi Jukka. – Innymi słowy, wydaje się, że motywacją do pracy tego faceta, który uratował wiele naszych koncertów, przez te wszystkie lata było coś zupełnie innego, niż ludzie chcieli wierzyć.

Państwo Buciscanu szybko się rozwiedli, a Codruta została potem zwolniona z pracy w fundacji. Nightwish nie utrzymywał żadnego kontaktu z Ovidiu, ale jego była żona wciąż organizuje koncerty przez Art Manię, stworzoną przez nią organizację – i możliwe jest, że zespół będzie z nią jeszcze współpracował w przyszłości. Ona sama ma także nadzieję, że będzie mogła organizować przyszłe solowe koncerty Tarji.

W Rumunii Marcelo nie zajmował się niczym oprócz dbania o dobre samopoczucie małżonki. Wydawało się, że tę misję wykonuje z ekstremalną stronniczością. Chociaż średni miesięczny zarobek mieszkańca Rumunii to zaledwie sto dwadzieścia euro, zażądał, by Codruta zdobyła dla Tarji bukiet kwiatów o wartości pięćdziesiąt euro. Miał zostać wręczony wokalistce przez burmistrza Bukaresztu. Codruta próbowała spełnić życzenie Marcelo i załatwiła kwiaty, ale przedstawiciel lokalnych władz nie mógł lub nie chciał się na to zgodzić, więc Marcelo na poczekaniu wybrał losowego fana, który by przekazał Tarji bukiet. Naturalnie Tarja była zdziwiona i wdzięczna za ten piękny gest, ale fakt, że kwiaty były finansowym wykorzystywaniem promotorów, uczynił ten epizod jednak dość nieprzyjemnym.

Były promotor, członek ekipy zespołu podczas koncertów w Rumunii, który był świadkiem tego zajścia, zaproponował niepochlebną charakterystykę.

– Ten facet udaje wykwalifikowanego menadżera i mistrza biznesu, ale w rzeczywistości nie potrafi myśleć nawet jeden dzień do przodu. Interesuje go jedynie natychmiastowy zysk; jestem przekonany, że jego krótkowzroczność uczyni wiele szkód Tarji w przyszłości.

Once nadal ciągnęło swą triumfalną igraszkę po całym świecie. W październiku zespół otrzymał wiadomość o uzyskaniu statusu złotej płyty w Grecji. Holenderska grupa After Forever, która już wcześniej koncertowała z Nightwish, wydała singiel Being Everyone, na którym umieszczono utwór z gościnnym wokalem Marco w piosence „Face Your Demons”.

Chociaż chwila prawdy zbliżała się wielkimi krokami, King Foo zdecydowało się rozegrać tę partię szachów na chłodno. Ewo i Peiju zawarli umowę z Sampo Bank na specjalną kartę kredytową z Nightwish, pomimo że miała zostać wypuszczona na rynek dzień przed koncertem na Hartwall Arenie, mającym zakończyć trasę koncertową oraz przynieść pewne nieodwracalne zmiany.

Nie wszystkim członkom zespołu spodobało się przedsięwzięcie z kartą kredytową.

– Wahałem się w tej kwestii, bo było bardzo blisko do zakończenia trasy i zerwania – mówi Marco. – Z drugiej strony, nie było czasu na sugerowanie, że powinniśmy odmówić, skoro cała ta sprawa wypłynęła tak nagle. Powinniśmy byli zdecydować o tym wspólnie, ale byliśmy za bardzo zajęci próbami przed koncertem na Hartwall Arenie i innymi tego typu rzeczami. Poza tym taka karta to ciekawa rzecz. Wiesz, po dwudziestu latach możesz zajrzeć do szuflady biurka i ją znaleźć – „Kurczę, mam tutaj kartę kredytową, na której jest moja twarz! Ciekawe, kim są ci pozostali ludzie…”

Epizod z kartą był jednak pojedynczą nutą w wielkiej kompozycji, w której prawdziwy hałas miał dopiero nadejść.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.