Jump to content

Adrian

Administrators
  • Content Count

    3848
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    220

Adrian last won the day on May 20 2021

Adrian had the most liked content!

Community Reputation

3317 Excellent

7 Followers

About Adrian

  • Rank
    Mad Hatter
  • Birthday 01/13/1993

Personal Information

  • Imię
    Adrian
  • Płeć
    male
  • Skąd
    Poznań
  • Filozofia życiowa
    Żadna sprawa nie jest przegrana, dopóki choć jeden szaleniec o nią walczy. Tylko wariaci są coś warci.

Top 5

  • #1 muzyka_album_tytul
    Oceanborn
  • #1 muzyka_album_autor
    Nightwish
  • #2 muzyka_album_tytul
    Design Your Universe
  • #2 muzyka_album_autor
    Epica
  • #3 muzyka_album_tytul
    Imaginaerum
  • #3 muzyka_album_autor
    Nightwish
  • #4 muzyka_album_tytul
    The Quantum Enigma
  • #4 muzyka_album_autor
    Epica
  • #1 muzyka_piosenka_tytul
    Ghost Love Score
  • #1 muzyka_piosenka_autor
    Nightwish
  • #2 muzyka_piosenka_tytul
    Kingdom of Heaven
  • #2 muzyka_piosenka_autor
    Epica
  • #3 muzyka_piosenka_tytul
    Epitafium dla Sergiusza Jesienina
  • #3 muzyka_piosenka_autor
    Przemysław Gintrowski
  • #4 muzyka_piosenka_tytul
    Sonne
  • #4 muzyka_piosenka_autor
    Rammstein
  • #5 muzyka_piosenka_tytul
    Oasis
  • #5 muzyka_piosenka_autor
    Tarja
  • #1 film_tytul
    Piraci z Karaibów
  • #2 film_tytul
    Gran Torino
  • #3 film_tytul
    Harry Potter
  • #4 film_tytul
    Alicja w Krainie Czarów
  • #5 film_tytul
    Imaginaerum
  • kontakt_facebook
    adrianolebinskiart
  • kontakt_lastm
    sleepwaiker
  • kontakt_youtube
    mroleba

Recent Profile Visitors

4466 profile views
  1. Tuomas uchyla rąbka tajemnicy nt. singla i nowego albumu Yesterwynde Tuomas Holopainen, lider zespołu Nightwish, podzielił się kolejnymi informacjami na temat singla i nadchodzącego albumu, zatytułowanego Yesterwynde, który ukaże się we wrześniu tego roku. “Produkcja Yesterwynde wymagała więcej czasu niż jakikolwiek poprzedni album Nightwish”, wspomina Tuomas, który ponownie wymyślił większość rzeczy. “Pracowaliśmy intensywnie nad nowym albumem przez trzy i pół roku. Moja ambicja oraz pietyzm poszybowały wysoko w górę i po prostu nie mogłem się oderwać od procesu twórczego – z resztą nie chciałem. Koniec końców, album Yesterwynde stał się dla mnie zarówno ekscytującą obsesją, jak i pocieszającym azylem. Wszystkim aspektom tworzenia – kompozycjom, tekstom, aranżacjom, okładce, filmom, miksowaniu i tak dalej – poświęcono więcej uwagi niż kiedykolwiek wcześniej.” Jak Tuomas opisuje nową płytę? “Dla mnie Yesterwynde brzmi, smakuje i daje poczuć prawdziwą esencję Nightwisha – wzbogaconą o nowe nastroje i smaki.” Teksty Yesterwynde poruszają uniwersalne i doniosłe tematy: wspomnienia, śmiertelność, humanizm, czas i wiele więcej. “Nowy album jest zakończeniem trylogii – tekstowo podąża śladami swoich poprzedników Endless Forms Most Beautiful orazi Human. :II: Nature.”, mówi Holopainen. “Jednocześnie Yesterwynde to najbardziej liryczny album zespołu: nasza muzyka nigdy nie była tak ‘pożeniona’ z tekstami. Oto więc wskazówka: jeśli coś w kompozycji cię zaintryguje, wyjaśnienie odnajdziesz w słowach.” "Dla mnie jedną z kluczowych linijek jest ‘jesteśmy dzięki miłości milionów’ – pochodząca z utworu Perfume of the Timeless. Każdy z nas jest częścią nieprzerwanego łańcucha, który ciągnie się od miliardów lat. Gdyby którykolwiek z naszych przodków zginął za młodu – na przykład zaatakowany przez jaskiniowego niedźwiedzia – w tym niewyobrażalnie długim czasie, nigdy byśmy się nie urodzili. Innymi słowy: nasza egzystencja jest nieopisanym przywilejem!” Tuomas wspomniał także o nagrywaniu partii wokalnych przez Floor: “Drugie dziecko Floor urodziło się nieco ponad miesiąc wcześniej i w ogóle nie mieliśmy prób razem… Było więc dość stresujące udać się do domowego studia Floor na nagrania wokalne. Co się jednak wydarzyło? Zarezerwowaliśmy dwanaście dni roboczych, a skończyliśmy wszystko w zaledwie sześć. Przygotowanie z jakim Floor przystąpiła do sesji było niewiarygodne!” Po nagraniach i procesie miksowania był jeszcze jeden etap pracy – mastering. “Album został zmasterowany siedem razy, aż do momentu, w którym byliśmy w stu procentach zadowoleni!”, stwierdza Tuomas. “Gdy płyta w końcu została ukończona, trzyletnia, niezwykle inspirująca przygoda dobiegła końca. Czułem się bardzo, bardzo szczęśliwy.” Pomimo zapowiedzi, że zespół zawiesza występy na żywo na czas nieokreślony, Tuomas uspokaja fanów: “Tym razem Nightwish nie wybierze się w światową trasę koncertową. Była to decyzja podjęta z osobistych powodów. Ale nie martwcie się… Nasza umowa z Nuclear Blast Records (wytwórnią płytową - przyp. tłum.) obejmuje kilka albumów, i jest w nas mnóstwo motywacji do tworzenia nowej muzyki!” Opracowanie i tłumaczenie: @Adrian, na podstawie artykułu na Nuclear Blast. View full wpis
  2. “Produkcja Yesterwynde wymagała więcej czasu niż jakikolwiek poprzedni album Nightwish”, wspomina Tuomas, który ponownie wymyślił większość rzeczy. “Pracowaliśmy intensywnie nad nowym albumem przez trzy i pół roku. Moja ambicja oraz pietyzm poszybowały wysoko w górę i po prostu nie mogłem się oderwać od procesu twórczego – z resztą nie chciałem. Koniec końców, album Yesterwynde stał się dla mnie zarówno ekscytującą obsesją, jak i pocieszającym azylem. Wszystkim aspektom tworzenia – kompozycjom, tekstom, aranżacjom, okładce, filmom, miksowaniu i tak dalej – poświęcono więcej uwagi niż kiedykolwiek wcześniej.” Jak Tuomas opisuje nową płytę? “Dla mnie Yesterwynde brzmi, smakuje i daje poczuć prawdziwą esencję Nightwisha – wzbogaconą o nowe nastroje i smaki.” Teksty Yesterwynde poruszają uniwersalne i doniosłe tematy: wspomnienia, śmiertelność, humanizm, czas i wiele więcej. “Nowy album jest zakończeniem trylogii – tekstowo podąża śladami swoich poprzedników Endless Forms Most Beautiful orazi Human. :II: Nature.”, mówi Holopainen. “Jednocześnie Yesterwynde to najbardziej liryczny album zespołu: nasza muzyka nigdy nie była tak ‘pożeniona’ z tekstami. Oto więc wskazówka: jeśli coś w kompozycji cię zaintryguje, wyjaśnienie odnajdziesz w słowach.” "Dla mnie jedną z kluczowych linijek jest ‘jesteśmy dzięki miłości milionów’ – pochodząca z utworu Perfume of the Timeless. Każdy z nas jest częścią nieprzerwanego łańcucha, który ciągnie się od miliardów lat. Gdyby którykolwiek z naszych przodków zginął za młodu – na przykład zaatakowany przez jaskiniowego niedźwiedzia – w tym niewyobrażalnie długim czasie, nigdy byśmy się nie urodzili. Innymi słowy: nasza egzystencja jest nieopisanym przywilejem!” Tuomas wspomniał także o nagrywaniu partii wokalnych przez Floor: “Drugie dziecko Floor urodziło się nieco ponad miesiąc wcześniej i w ogóle nie mieliśmy prób razem… Było więc dość stresujące udać się do domowego studia Floor na nagrania wokalne. Co się jednak wydarzyło? Zarezerwowaliśmy dwanaście dni roboczych, a skończyliśmy wszystko w zaledwie sześć. Przygotowanie z jakim Floor przystąpiła do sesji było niewiarygodne!” Po nagraniach i procesie miksowania był jeszcze jeden etap pracy – mastering. “Album został zmasterowany siedem razy, aż do momentu, w którym byliśmy w stu procentach zadowoleni!”, stwierdza Tuomas. “Gdy płyta w końcu została ukończona, trzyletnia, niezwykle inspirująca przygoda dobiegła końca. Czułem się bardzo, bardzo szczęśliwy.” Pomimo zapowiedzi, że zespół zawiesza występy na żywo na czas nieokreślony, Tuomas uspokaja fanów: “Tym razem Nightwish nie wybierze się w światową trasę koncertową. Była to decyzja podjęta z osobistych powodów. Ale nie martwcie się… Nasza umowa z Nuclear Blast Records (wytwórnią płytową - przyp. tłum.) obejmuje kilka albumów, i jest w nas mnóstwo motywacji do tworzenia nowej muzyki!” Opracowanie i tłumaczenie: @Adrian, na podstawie artykułu na Nuclear Blast.
  3. Wywiad z Tuomasem dla Kerrang! [30.04.2024] Tuomas Holopainen dzieli się z nami wszystkim tym, co powinniśmy wiedzieć o pełnym nadziei nowym albumie Nightwish, Yesterwynde… W ciągu czterech lat od wydania ich ostatniego albumu, fińscy symfoniczno-metalowi tytani z Nightwisha przeszli przez wiele zmian, wyzwań i niepewności. A wszystko to bez pandemii, która zniweczyła plany trasy koncertowej HVMAN. :||: NATVRE w 2020 roku, zaledwie miesiąc po publikacji płyty. Najpierw w grudniu tamtego roku długoletni basista i wokalista, Marko Hietala ogłosił, że opuszcza zespół. W październiku 2022 roku, wokalistka Floor Jansen ujawniła, że zdiagnozowano u niej raka piersi, oraz że przeszła pomyślnie operację. Następnie, w zeszłym roku, zespół zaskoczył wszystkich niepokojącą wiadomością, ogłaszając, że po zakończeniu ówczesnej trasy koncertowej – która obejmowała olbrzymi występ na Wembley – zawieszą występowanie na żywo na czas nieokreślony. Nawet według zapewnień, gdy pojawi się nowy album. “Po zaplanowanych koncertach na czerwiec 2023 roku, zawiesimy działalność na nieokreślony czas, jeśli chodzi o występy na żywo, i nie będziemy koncertować z następnym albumem" - napisali w oświadczeniu. „Powody tej decyzji są osobiste, ale wszyscy się zgadzamy, że są kluczowe dla dobrostanu i przyszłości zespołu. Zapewniamy, że nadal kochamy pracować razem i ta decyzja nie ma nic wspólnego z ciążą Floor, ani naszymi innymi indywidualnymi projektami. Obiecali jednak nową muzykę. Dotrzymując słowa, właśnie ogłosili, że we wrześniu wydadzą swój dziesiąty album, Yesterwynde*. Płyta jest cięższa niż jej poprzednik, brzmi też świeżo, witalnie, optymistycznie. "Tak, zdecydowanie można użyć takiego określenia” - mówi klawiszowiec i kompozytor, Tuomas Holopainen, kiedy spotykamy się z nim w Berlinie, aby dowiedzieć się więcej. “Motywem przewodnim całego albumu będzie czas, historia, humanizm, śmiertelność. I ma naprawdę optymistyczny nastrój, przewijający się przez to wszystko." Pierwszy utwór “Perfume Of The Timeless” pojawi się 21 maja. Przed tym wszystkim usiedliśmy z Tuomasem, aby przyjrzeć się bliżej następnemu rozdziałowi Nightwisha… Pracujesz nad albumem od wieków. Kiedy dokładnie zacząłeś? Zacząłem pisać go w styczniu 2021 roku. To był drugi rok pandemii. Nie miałem jeszcze zamiaru zaczynać pisania piosenek na ten album, ale nie było nic innego do roboty z powodu COVID, więc pomyślałem, że mogę równie dobrze wykorzystać ten czas. Więc cały 2021 rok poświęciłem na to. Następnie, na początku '22, zrobiliśmy demo, tylko ja i inżynier, i po raz pierwszy posłuchaliśmy dema z całym zespołem w maju '22, podczas naszej amerykańskiej trasy. Przedstawienie nowych piosenek zespołowi, to zawsze jest ekscytujący moment. I szczerze mówiąc, przerażający! Następnie zaczęliśmy nagrywać go w zeszłym sierpniu, i zajęło to kilka miesięcy. A potem cztery i pół miesiąca miksowania i kilka sesji masteringowych. I to tyle. Nadal pracujemy z atmosem (Dolby Atmos to technologia dźwięku przestrzennego, która pozwala wzbogacić efekt przestrzenny o kanały i dźwięki dobiegające od góry. Tworzy ona kopulastą przestrzeń dźwiękową, która poprawia wrażenia podczas słuchania. - przyp tłum.) – będzie atmosferyczny miks albumu oraz wersja orkiestralna. Nie minęło wiele czasu od wydania HVMAN. :||: NATVRE. Działałeś z silnym zamiarem napisania pełnego albumu, czy po prostu początkowo robiłeś coś, aby zabić czas? Z jakiegoś powodu, po prostu czułem się bardzo zainspirowany. Wydawało mi się, że to idealny czas na kolejny album Nightwisha. I, jak powiedziałem, nie było nic innego do roboty. Poprzedni album, HVMAN. :||: NATVRE, został wydany w kwietniu 2020 roku, około miesiąca po rozpoczęciu lockdownów związanych z COVID, więc pech! To było frustrujące, ale, jak zawsze, trzeba próbować myśleć pozytywnie. Pomyślałem: “Okej, może teraz ludzie mogą posłuchać tego albumu w spokoju. Też nie mają nic innego do roboty. Może przyniesie im to trochę nadziei i pocieszenia w mrocznych czasach.” Trzeba zawsze szukać jasnej strony. Album jest bardziej metalowy niż poprzednik. Czy było to świadome? To po prostu się stało. Nigdy, przenigdy nie myślimy o takich rzeczach z góry, jak: “Zróbmy cięższy album.” To po prostu historie, które muszą być opowiedziane w pewien sposób. I tym razem, musiały być opowiedziane właśnie w ten sposób. I to naprawdę interesujące, że to mówisz, bo byli dwaj dziennikarze wczoraj, którzy powiedzieli: “Spodziewałem się czegoś dużo bardziej metalowego. To jest naprawdę łagodny album.” Naprawdę? Okej, ja tego tak nie słyszę. Ale zgaduję, że to wszystko zależy od ucha słuchacza. Pierwszy singiel, “Perfume Of The Timeless” (pl. “Zapach Wieczności”), ma prawie 10 minut. Nie ułatwiasz słuchaczom zadania, co? Nie! Ale kiedy mieliśmy pierwsze spotkanie z Nuclear Blast, rozmawiając o nowym albumie i singlach, powiedziałem im, że pierwszy singiel będzie piosenką o tytule “Perfume Of The Timeless”, i ma osiem i pół minuty, a refren pojawia się po trzech minutach i trzydziestu sekundach. A oni na to: “Idealnie!’ Myślę, że to ma związek z faktem, że mamy wyrobioną solidną pozycję. Wiesz, możemy robić, co tylko chcemy i korzystam z tego, ale to naprawdę coś znaczy, że możemy sobie na coś podobnego pozwolić, skoro, jak słyszałem, na potrzeby Spotify najlepiej by było, by wokale zaczynały się po 15 sekundach, bo inaczej ludzie klikną "następny". Nie mają już takiej zdolności koncentracji Co oznacza tytuł Yesterwynde*? To wymyślone słowo. Jest coś takiego jak “The Dictionary Of Obscure Sorrows” (ang. “Słownik Ukrytych Smutków - przyp tłum.). To dało mi pomysł, że jeśli nie ma angielskiego słowa, aby opisać pewne uczucie, można po prostu stworzyć własne. Ten konkretny słownik jest temu poświęcony, jak na przykład uczucie tęsknoty za miejscem, w którym nigdy się nie było. Co to za uczucie? I było coś dziwnego, z tego co pamiętam. I ten album narodził się z pewnego wrażenia, które czułem bardzo mocno, ale nie mogłem znaleźć słowa w języku ludzkim, aby to opisać. Więc zacząłem rozmawiać z Troyem [Donockley, multiinstrumentalista] i powiedziałem: “Może wymyślimy nowe słowo? Ma to dla ciebie sens?” A on na to: “Tak, to świetny pomysł. Co miałeś na myśli?” To było coś w rodzaju czasu, wspomnień obracających się w czerń i biel, w sepię, i powiedziałem: “coś wczorajszego”. Wtedy on powiedział: “A może Yesterwynde*?” Idealnie! Ale tak, to po prostu wymyślone słowo, aby opisać, o czym jest album. Poczucie tęsknoty? Nie tyle tęsknota, co uświadomienie sobie, czym jest czas. Uświadomienie sobie, że istnieje coś takiego jak czas, przeszłość i historia. Internet i YouTube są pełne starych czarno-białych zdjęć, a nawet klipów wideo, które najpierw widzisz w czerni i bieli, a potem jako pokolorowane. Widziałeś je? To jest efekt, który teraz odczuwam. To jakby pochodziło z innego wymiaru, najpierw są czarno-białe obrazy, potem je kolorujesz i są tuż obok, jakby były nakręcone wczoraj. Coś się dzieje w mojej głowie, kiedy to widzę. Pomyślałem,: “To musi zostać w jakiś sposób umieszczone w piosence lub albumie.” Nagle człowiek czuje się tak połączony z poprzednimi pokoleniami, i tymi ludźmi, których widzisz na tych zdjęciach. Wszyscy mieli swoje życie, wzloty i upadki, i już nie istnieją, oprócz atomów rozrzuconych po całym wszechświecie. I my też wkrótce będziemy w takim stanie. To powinno dać ci coś do myślenia. Może po prostu martwisz się starzeniem? Wcale, wręcz przeciwnie (śmiech). Ale są te tam wszystkie klisze w stylu "chwytaj dzień". To coś, o czym coraz więcej myślę. Wszyscy wkrótce będziemy martwi. To tylko kwestia tego, co zamierzasz zrobić przed tym. To bardzo pozytywne spojrzenie. Można to usłyszeć na płycie. Jest entuzjazm, a nie poczucie przygaszenia czy porażki… Tak! Dokładnie tak! Ludzie często pytają: “Skąd czerpiesz inspirację?” Cóż, wystarczy popatrzeć na ten świat, na wszystko, co się dzieje. Popatrzeć na niebo, innowacje naukowe. Historia jest pełna opowieści, które są niekończącą się kopalnią inspiracji. A także, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest wiele straszenia, jak scenariusze końca świata, które uważam za, powiedzmy “przygnębiające”, ale też trochę irytujące, ponieważ ludzkość przestała dostrzegać dobro, które również osiągnęliśmy. Nie można zaprzeczyć, że świat przechodzi obecnie przez okropny etap. Ale zawsze tak było. Jeśli wrócić do średniowiecza, rzeczy były o wiele gorsze. Przez całą historię ludzkości zawsze tak było. Ale teraz, z powodu straszenia i mediów, i władz, czy to politycznych, czy religijnych, mówiących nam, że wszystko się kończy, musimy się nawrócić. I wielu ludzi w to wierzy, i żyją nieszczęśliwie. Z tego powodu zapominają o pięknie istnienia. To niewiarygodny fart i przywilej, że w ogóle żyjemy. Więc warto się tym cieszyć. Jest piosenka pod tytułem “The Antikythera Mechanism” (pl. “Mechanizm z Antykithiry”), co jest nazwą starożytnego greckiego urządzenia używanego do astronomii. Nie wiele zespołów pisze o tym… Tak, dzisiaj jest uważane za pierwszy analogowy komputer stworzony przez ludzkość. Więc wyobraź sobie, że 2200 lat temu, w Starożytnej Grecji, byli w stanie zbudować komputer. To zwaliło mnie z nóg, kiedy przeczytałem o tej maszynie w magazynie naukowym, i pomyślałem, że świat musi o tym wiedzieć. Cóż, teraz wszyscy wiedzą dzięki nowemu filmowi o Indianie Jonesie, ponieważ jest też o tym konkretnym mechanizmie. Ale tak, to musiało zostać przekształcone w piosenkę. Po prostu myślałem, że ludzkość była tak zaawansowana w tamtych czasach, że była w stanie zbudować maszynę jak ta. Co się stało? Co by było, gdyby religie się nie pojawiły, albo gdyby nie spłonęła Biblioteka Aleksandryjska, gdzie bylibyśmy dzisiaj? Może już żylibyśmy w całym układzie słonecznym. Kto wie? I znowu; da się odczuć, jak niesamowicie pozytywną perspektywę przedstawia muzyka, zamiast skupiać się na narzekaniu, że wszystko zeszło na psy. Myślę, że wszystko sprowadza się do “wyobraźni”, która jest największą mocą, jaką dysponujemy jako rodzaj ludzki w porównaniu z innymi, mniej rozwiniętymi gatunkami. Lubimy wyobrażać sobie rzeczy; rzeczy, które mogą być lepsze gdzieś tam i te, których nigdy nie uda nam się osiągnąć. Ale wyobraźnia wiedzie nas też ku wielkim innowacjom. Jest więc czymś naprawdę świetnym. Starożytni Grecy zrobili tak ze swoim komputerem. Zaczęli rozważać w wyobraźni: “Czy jest sposób, by przewidzieć te zaćmienia słońca czy ruchy konstelacji? Musi być, więc zbudujmy taki przyrząd..” I tak wszystko zaczęło się od wyobraźni. Podobnie jest z tworzeniem sztuki czy muzyki. Czy jest jakiś sposób, by opowiedzieć historię za pośrednictwem muzyki? Często tak właśnie robię. Na albumie jest piosenka pod tytułem “The Children of ‘Ata” (pl. “Dzieci ‘Aty”), która opowiada wspaniałą historię dzieciaków na bezludnej wyspie i tego, jak przetrwali na niej przez 15 miesięcy. Usłyszałem tę historię i pomyślałem sobie: “Musi być sposób, by ubrać ją w muzykę.” To niesamowita historia i nie aż tak stara, bo z 1965 roku. Myślę, że niektóre z tych dzieciaków nadal żyją. Ważne jest to, by ją opowiedzieć, bo wydarzyła się naprawdę. I może zmienić ludzkie przekonanie, że, jeżeli weźmiesz grupę ludzi i zostawisz ich w odizolowanym miejscu na pewien czas, to będą się zachowywali jak banda dzikusów. A to jest właśnie dowód, że nie musi tak być. Więc stanowi idealny przykład na to, że dla ludzkości jest nadzieja. To wasz pierwszy album od czasów Century Child w 2002 roku bez Marko Hietali. Czy to zmieniło twoje podejście do pisania? Nie, to tak naprawdę nic nie zmieniło, poza tym, że teraz mamy dwa głosy, zamiast trzech, czyli tylko Floor i Troya. Ale to tyle - to naprawdę nic się nie zmieniło. A Jukka [Koskinen], nowy basista, to taki wyważony człowiek, że łatwo się z nim pracuje. I jego zdolności, jeżeli chodzi o grę na basie, są niesamowite i dosyć różne od tego, jak na basie grał Marko, co dodaje szczyptę świeżości do muzyki. Mogę się więc na ten temat wypowiadać tylko w superlatywach. Wiele jest na świecie kapel, w których nie ma już ani jednego oryginalnego członka. I myślę, że wszystko sprowadza się do tego, że, jeżeli muzyka jest dobra, to tylko to się ostatecznie liczy. Może dla niektórych ludzi pewne zespoły są tak święte, że nie mogliby znieść braku konkretnych członków w tych zespołach, nawet jeżeli muzyka nadal jest dobra, ale ja tak nie uważam. Ja słucham muzyki, a nie osób, które ją tworzą. To wszystko, co ma dla mnie znaczenie. Podobne pytanie; czy to nie dziwne dla ciebie - mówić o albumie, po którym po raz pierwszy nie będzie trasy koncertowej? Nie, nie odnoszę takiego wrażenia. Czuję, że tak powinno być. Ale ludzie nie powinni się martwić. To nie koniec zespołu. Właśnie podpisaliśmy kontrakt z Nuclear Blast na liczne kolejne wydawnictwa, więc będzie bez wątpienia więcej muzyki. Ale, jeżeli chodzi o koncerty, będziemy teraz mieli długą przerwę i zobaczymy, co będzie dalej. Tylko tyle mogę teraz powiedzieć. Dosyć się nakoncertowaliśmy w 2022 i 2023 roku. Więc to powinno wystarczyć. ________ * Tytuł Yesterwynde pochodzi od angielskiego słowa "yester-", czyli "wczoraj", ale, w kontekście przytoczonym przez Tuomasa, zdaje się odnosić nie tyle do "wczoraj", co do przeszłości, do mijania. "Wynde" zaś to staroangielski zapis słowa "wiatr" (obecnie: "wind"). Całość ma tworzyć archaicznie brzmiący neologizm, przywodzący na myśl nostalgiczne przemijanie. W języku polskim tytuł można by przetłumaczyć poetycznie, z zachowaniem ducha owego neologizmu, jako "Pierwejwyatr". W ten sposób zachowane zostaje znaczenie, ale też archaiczność i coś z oryginalnego brzmienia tego słowa. Naszą więc, autorską, propozycją tłumaczenia byłaby właśnie ta: "Pierwejwyatr"." Autor wywiadu: Nick Ruskell (Kerrang!) | Zdjęcia: Tim Tronckoe | Tłumaczenie: @Taiteilija, @Adrian View full wpis
  4. W ciągu czterech lat od wydania ich ostatniego albumu, fińscy symfoniczno-metalowi tytani z Nightwisha przeszli przez wiele zmian, wyzwań i niepewności. A wszystko to bez pandemii, która zniweczyła plany trasy koncertowej HVMAN. :||: NATVRE w 2020 roku, zaledwie miesiąc po publikacji płyty. Najpierw w grudniu tamtego roku długoletni basista i wokalista, Marko Hietala ogłosił, że opuszcza zespół. W październiku 2022 roku, wokalistka Floor Jansen ujawniła, że zdiagnozowano u niej raka piersi, oraz że przeszła pomyślnie operację. Następnie, w zeszłym roku, zespół zaskoczył wszystkich niepokojącą wiadomością, ogłaszając, że po zakończeniu ówczesnej trasy koncertowej – która obejmowała olbrzymi występ na Wembley – zawieszą występowanie na żywo na czas nieokreślony. Nawet według zapewnień, gdy pojawi się nowy album. “Po zaplanowanych koncertach na czerwiec 2023 roku, zawiesimy działalność na nieokreślony czas, jeśli chodzi o występy na żywo, i nie będziemy koncertować z następnym albumem" - napisali w oświadczeniu. „Powody tej decyzji są osobiste, ale wszyscy się zgadzamy, że są kluczowe dla dobrostanu i przyszłości zespołu. Zapewniamy, że nadal kochamy pracować razem i ta decyzja nie ma nic wspólnego z ciążą Floor, ani naszymi innymi indywidualnymi projektami. Obiecali jednak nową muzykę. Dotrzymując słowa, właśnie ogłosili, że we wrześniu wydadzą swój dziesiąty album, Yesterwynde*. Płyta jest cięższa niż jej poprzednik, brzmi też świeżo, witalnie, optymistycznie. "Tak, zdecydowanie można użyć takiego określenia” - mówi klawiszowiec i kompozytor, Tuomas Holopainen, kiedy spotykamy się z nim w Berlinie, aby dowiedzieć się więcej. “Motywem przewodnim całego albumu będzie czas, historia, humanizm, śmiertelność. I ma naprawdę optymistyczny nastrój, przewijający się przez to wszystko." Pierwszy utwór “Perfume Of The Timeless” pojawi się 21 maja. Przed tym wszystkim usiedliśmy z Tuomasem, aby przyjrzeć się bliżej następnemu rozdziałowi Nightwisha… Pracujesz nad albumem od wieków. Kiedy dokładnie zacząłeś? Zacząłem pisać go w styczniu 2021 roku. To był drugi rok pandemii. Nie miałem jeszcze zamiaru zaczynać pisania piosenek na ten album, ale nie było nic innego do roboty z powodu COVID, więc pomyślałem, że mogę równie dobrze wykorzystać ten czas. Więc cały 2021 rok poświęciłem na to. Następnie, na początku '22, zrobiliśmy demo, tylko ja i inżynier, i po raz pierwszy posłuchaliśmy dema z całym zespołem w maju '22, podczas naszej amerykańskiej trasy. Przedstawienie nowych piosenek zespołowi, to zawsze jest ekscytujący moment. I szczerze mówiąc, przerażający! Następnie zaczęliśmy nagrywać go w zeszłym sierpniu, i zajęło to kilka miesięcy. A potem cztery i pół miesiąca miksowania i kilka sesji masteringowych. I to tyle. Nadal pracujemy z atmosem (Dolby Atmos to technologia dźwięku przestrzennego, która pozwala wzbogacić efekt przestrzenny o kanały i dźwięki dobiegające od góry. Tworzy ona kopulastą przestrzeń dźwiękową, która poprawia wrażenia podczas słuchania. - przyp tłum.) – będzie atmosferyczny miks albumu oraz wersja orkiestralna. Nie minęło wiele czasu od wydania HVMAN. :||: NATVRE. Działałeś z silnym zamiarem napisania pełnego albumu, czy po prostu początkowo robiłeś coś, aby zabić czas? Z jakiegoś powodu, po prostu czułem się bardzo zainspirowany. Wydawało mi się, że to idealny czas na kolejny album Nightwisha. I, jak powiedziałem, nie było nic innego do roboty. Poprzedni album, HVMAN. :||: NATVRE, został wydany w kwietniu 2020 roku, około miesiąca po rozpoczęciu lockdownów związanych z COVID, więc pech! To było frustrujące, ale, jak zawsze, trzeba próbować myśleć pozytywnie. Pomyślałem: “Okej, może teraz ludzie mogą posłuchać tego albumu w spokoju. Też nie mają nic innego do roboty. Może przyniesie im to trochę nadziei i pocieszenia w mrocznych czasach.” Trzeba zawsze szukać jasnej strony. Album jest bardziej metalowy niż poprzednik. Czy było to świadome? To po prostu się stało. Nigdy, przenigdy nie myślimy o takich rzeczach z góry, jak: “Zróbmy cięższy album.” To po prostu historie, które muszą być opowiedziane w pewien sposób. I tym razem, musiały być opowiedziane właśnie w ten sposób. I to naprawdę interesujące, że to mówisz, bo byli dwaj dziennikarze wczoraj, którzy powiedzieli: “Spodziewałem się czegoś dużo bardziej metalowego. To jest naprawdę łagodny album.” Naprawdę? Okej, ja tego tak nie słyszę. Ale zgaduję, że to wszystko zależy od ucha słuchacza. Pierwszy singiel, “Perfume Of The Timeless” (pl. “Zapach Wieczności”), ma prawie 10 minut. Nie ułatwiasz słuchaczom zadania, co? Nie! Ale kiedy mieliśmy pierwsze spotkanie z Nuclear Blast, rozmawiając o nowym albumie i singlach, powiedziałem im, że pierwszy singiel będzie piosenką o tytule “Perfume Of The Timeless”, i ma osiem i pół minuty, a refren pojawia się po trzech minutach i trzydziestu sekundach. A oni na to: “Idealnie!’ Myślę, że to ma związek z faktem, że mamy wyrobioną solidną pozycję. Wiesz, możemy robić, co tylko chcemy i korzystam z tego, ale to naprawdę coś znaczy, że możemy sobie na coś podobnego pozwolić, skoro, jak słyszałem, na potrzeby Spotify najlepiej by było, by wokale zaczynały się po 15 sekundach, bo inaczej ludzie klikną "następny". Nie mają już takiej zdolności koncentracji Co oznacza tytuł Yesterwynde*? To wymyślone słowo. Jest coś takiego jak “The Dictionary Of Obscure Sorrows” (ang. “Słownik Ukrytych Smutków - przyp tłum.). To dało mi pomysł, że jeśli nie ma angielskiego słowa, aby opisać pewne uczucie, można po prostu stworzyć własne. Ten konkretny słownik jest temu poświęcony, jak na przykład uczucie tęsknoty za miejscem, w którym nigdy się nie było. Co to za uczucie? I było coś dziwnego, z tego co pamiętam. I ten album narodził się z pewnego wrażenia, które czułem bardzo mocno, ale nie mogłem znaleźć słowa w języku ludzkim, aby to opisać. Więc zacząłem rozmawiać z Troyem [Donockley, multiinstrumentalista] i powiedziałem: “Może wymyślimy nowe słowo? Ma to dla ciebie sens?” A on na to: “Tak, to świetny pomysł. Co miałeś na myśli?” To było coś w rodzaju czasu, wspomnień obracających się w czerń i biel, w sepię, i powiedziałem: “coś wczorajszego”. Wtedy on powiedział: “A może Yesterwynde*?” Idealnie! Ale tak, to po prostu wymyślone słowo, aby opisać, o czym jest album. Poczucie tęsknoty? Nie tyle tęsknota, co uświadomienie sobie, czym jest czas. Uświadomienie sobie, że istnieje coś takiego jak czas, przeszłość i historia. Internet i YouTube są pełne starych czarno-białych zdjęć, a nawet klipów wideo, które najpierw widzisz w czerni i bieli, a potem jako pokolorowane. Widziałeś je? To jest efekt, który teraz odczuwam. To jakby pochodziło z innego wymiaru, najpierw są czarno-białe obrazy, potem je kolorujesz i są tuż obok, jakby były nakręcone wczoraj. Coś się dzieje w mojej głowie, kiedy to widzę. Pomyślałem,: “To musi zostać w jakiś sposób umieszczone w piosence lub albumie.” Nagle człowiek czuje się tak połączony z poprzednimi pokoleniami, i tymi ludźmi, których widzisz na tych zdjęciach. Wszyscy mieli swoje życie, wzloty i upadki, i już nie istnieją, oprócz atomów rozrzuconych po całym wszechświecie. I my też wkrótce będziemy w takim stanie. To powinno dać ci coś do myślenia. Może po prostu martwisz się starzeniem? Wcale, wręcz przeciwnie (śmiech). Ale są te tam wszystkie klisze w stylu "chwytaj dzień". To coś, o czym coraz więcej myślę. Wszyscy wkrótce będziemy martwi. To tylko kwestia tego, co zamierzasz zrobić przed tym. To bardzo pozytywne spojrzenie. Można to usłyszeć na płycie. Jest entuzjazm, a nie poczucie przygaszenia czy porażki… Tak! Dokładnie tak! Ludzie często pytają: “Skąd czerpiesz inspirację?” Cóż, wystarczy popatrzeć na ten świat, na wszystko, co się dzieje. Popatrzeć na niebo, innowacje naukowe. Historia jest pełna opowieści, które są niekończącą się kopalnią inspiracji. A także, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest wiele straszenia, jak scenariusze końca świata, które uważam za, powiedzmy “przygnębiające”, ale też trochę irytujące, ponieważ ludzkość przestała dostrzegać dobro, które również osiągnęliśmy. Nie można zaprzeczyć, że świat przechodzi obecnie przez okropny etap. Ale zawsze tak było. Jeśli wrócić do średniowiecza, rzeczy były o wiele gorsze. Przez całą historię ludzkości zawsze tak było. Ale teraz, z powodu straszenia i mediów, i władz, czy to politycznych, czy religijnych, mówiących nam, że wszystko się kończy, musimy się nawrócić. I wielu ludzi w to wierzy, i żyją nieszczęśliwie. Z tego powodu zapominają o pięknie istnienia. To niewiarygodny fart i przywilej, że w ogóle żyjemy. Więc warto się tym cieszyć. Jest piosenka pod tytułem “The Antikythera Mechanism” (pl. “Mechanizm z Antykithiry”), co jest nazwą starożytnego greckiego urządzenia używanego do astronomii. Nie wiele zespołów pisze o tym… Tak, dzisiaj jest uważane za pierwszy analogowy komputer stworzony przez ludzkość. Więc wyobraź sobie, że 2200 lat temu, w Starożytnej Grecji, byli w stanie zbudować komputer. To zwaliło mnie z nóg, kiedy przeczytałem o tej maszynie w magazynie naukowym, i pomyślałem, że świat musi o tym wiedzieć. Cóż, teraz wszyscy wiedzą dzięki nowemu filmowi o Indianie Jonesie, ponieważ jest też o tym konkretnym mechanizmie. Ale tak, to musiało zostać przekształcone w piosenkę. Po prostu myślałem, że ludzkość była tak zaawansowana w tamtych czasach, że była w stanie zbudować maszynę jak ta. Co się stało? Co by było, gdyby religie się nie pojawiły, albo gdyby nie spłonęła Biblioteka Aleksandryjska, gdzie bylibyśmy dzisiaj? Może już żylibyśmy w całym układzie słonecznym. Kto wie? I znowu; da się odczuć, jak niesamowicie pozytywną perspektywę przedstawia muzyka, zamiast skupiać się na narzekaniu, że wszystko zeszło na psy. Myślę, że wszystko sprowadza się do “wyobraźni”, która jest największą mocą, jaką dysponujemy jako rodzaj ludzki w porównaniu z innymi, mniej rozwiniętymi gatunkami. Lubimy wyobrażać sobie rzeczy; rzeczy, które mogą być lepsze gdzieś tam i te, których nigdy nie uda nam się osiągnąć. Ale wyobraźnia wiedzie nas też ku wielkim innowacjom. Jest więc czymś naprawdę świetnym. Starożytni Grecy zrobili tak ze swoim komputerem. Zaczęli rozważać w wyobraźni: “Czy jest sposób, by przewidzieć te zaćmienia słońca czy ruchy konstelacji? Musi być, więc zbudujmy taki przyrząd..” I tak wszystko zaczęło się od wyobraźni. Podobnie jest z tworzeniem sztuki czy muzyki. Czy jest jakiś sposób, by opowiedzieć historię za pośrednictwem muzyki? Często tak właśnie robię. Na albumie jest piosenka pod tytułem “The Children of ‘Ata” (pl. “Dzieci ‘Aty”), która opowiada wspaniałą historię dzieciaków na bezludnej wyspie i tego, jak przetrwali na niej przez 15 miesięcy. Usłyszałem tę historię i pomyślałem sobie: “Musi być sposób, by ubrać ją w muzykę.” To niesamowita historia i nie aż tak stara, bo z 1965 roku. Myślę, że niektóre z tych dzieciaków nadal żyją. Ważne jest to, by ją opowiedzieć, bo wydarzyła się naprawdę. I może zmienić ludzkie przekonanie, że, jeżeli weźmiesz grupę ludzi i zostawisz ich w odizolowanym miejscu na pewien czas, to będą się zachowywali jak banda dzikusów. A to jest właśnie dowód, że nie musi tak być. Więc stanowi idealny przykład na to, że dla ludzkości jest nadzieja. To wasz pierwszy album od czasów Century Child w 2002 roku bez Marko Hietali. Czy to zmieniło twoje podejście do pisania? Nie, to tak naprawdę nic nie zmieniło, poza tym, że teraz mamy dwa głosy, zamiast trzech, czyli tylko Floor i Troya. Ale to tyle - to naprawdę nic się nie zmieniło. A Jukka [Koskinen], nowy basista, to taki wyważony człowiek, że łatwo się z nim pracuje. I jego zdolności, jeżeli chodzi o grę na basie, są niesamowite i dosyć różne od tego, jak na basie grał Marko, co dodaje szczyptę świeżości do muzyki. Mogę się więc na ten temat wypowiadać tylko w superlatywach. Wiele jest na świecie kapel, w których nie ma już ani jednego oryginalnego członka. I myślę, że wszystko sprowadza się do tego, że, jeżeli muzyka jest dobra, to tylko to się ostatecznie liczy. Może dla niektórych ludzi pewne zespoły są tak święte, że nie mogliby znieść braku konkretnych członków w tych zespołach, nawet jeżeli muzyka nadal jest dobra, ale ja tak nie uważam. Ja słucham muzyki, a nie osób, które ją tworzą. To wszystko, co ma dla mnie znaczenie. Podobne pytanie; czy to nie dziwne dla ciebie - mówić o albumie, po którym po raz pierwszy nie będzie trasy koncertowej? Nie, nie odnoszę takiego wrażenia. Czuję, że tak powinno być. Ale ludzie nie powinni się martwić. To nie koniec zespołu. Właśnie podpisaliśmy kontrakt z Nuclear Blast na liczne kolejne wydawnictwa, więc będzie bez wątpienia więcej muzyki. Ale, jeżeli chodzi o koncerty, będziemy teraz mieli długą przerwę i zobaczymy, co będzie dalej. Tylko tyle mogę teraz powiedzieć. Dosyć się nakoncertowaliśmy w 2022 i 2023 roku. Więc to powinno wystarczyć. ________ * Tytuł Yesterwynde pochodzi od angielskiego słowa "yester-", czyli "wczoraj", ale, w kontekście przytoczonym przez Tuomasa, zdaje się odnosić nie tyle do "wczoraj", co do przeszłości, do mijania. "Wynde" zaś to staroangielski zapis słowa "wiatr" (obecnie: "wind"). Całość ma tworzyć archaicznie brzmiący neologizm, przywodzący na myśl nostalgiczne przemijanie. W języku polskim tytuł można by przetłumaczyć poetycznie, z zachowaniem ducha owego neologizmu, jako "Pierwejwyatr". W ten sposób zachowane zostaje znaczenie, ale też archaiczność i coś z oryginalnego brzmienia tego słowa. Naszą więc, autorską, propozycją tłumaczenia byłaby właśnie ta: "Pierwejwyatr"." Autor wywiadu: Nick Ruskell (Kerrang!) | Zdjęcia: Tim Tronckoe | Tłumaczenie: @Taiteilija, @Adrian
  5. Zapowiedź nowego albumu Nightwish - Yesterwynde Po serii zagadkowych zapowiedzi na profilach społecznościowych zespołu Nightwish, przyszedł czas na ogłoszenie nadchodzącego, dziesiątego już, albumu Yesterwynde, który ma ukazać się 20 września 2024. Termin Yesterwynde wydaje się być kreatywną wariacją słowa “yesteryear”, które odnosi się do ostatniego roku lub niedawnej przeszłości, często wspominanej z nostalgią. Przyrostek “-wynde” może sugerować poczucie ruchu lub zmiany, podobnie do “wiatru”. Tak więc, Yesterwynde może poetycko sugerować wiatry lub prądy przeszłości. Tuomas o płycie "Yesterwynde jest baśniową podróżą poprzez czas, pamięć i tych, którzy objawili lepszą stronę ludzkiej natury. Pracowaliśmy nad nią trzy lata i brakuje nam słów by wyrazić, jak jesteśmy podekscytowani, że wkrótce podzielimy się ze światem naszym dziesiątym albumem." Tracklista prezentuje się następująco: Yesterwynde - Wczorajszy Wiatr An Ocean Of Strange Islands - Ocean Dziwnych Wysp The Antikythera Mechanism - Mechanizm z Antykithiry The Day Of… - Dzień… Perfume Of The Timeless - Woń Wieczności Sway - Kołysać The Children Of 'Ata - Dzieci 'Aty Something Whispered Follow Me - Coś szeptało podążaj za mną Spider Silk - Pajęczy jedwab Hiraeth - Tęsknota (“Hiraeth” to walijskie słowo wyrażające głębokie poczucie tęsknoty lub nostalgii) The Weave - Splot Lanternlight - Światło latarni Pierwszym singlem promującym album będzie PERFUME OF THE TIMELESS, który usłyszymy już 21 maja! View full wpis
  6. Po serii zagadkowych zapowiedzi na profilach społecznościowych zespołu Nightwish, przyszedł czas na ogłoszenie nadchodzącego, dziesiątego już, albumu Yesterwynde, który ma ukazać się 20 września 2024. Termin Yesterwynde wydaje się być kreatywną wariacją słowa “yesteryear”, które odnosi się do ostatniego roku lub niedawnej przeszłości, często wspominanej z nostalgią. Przyrostek “-wynde” może sugerować poczucie ruchu lub zmiany, podobnie do “wiatru”. Tak więc, Yesterwynde może poetycko sugerować wiatry lub prądy przeszłości. Tuomas o płycie "Yesterwynde jest baśniową podróżą poprzez czas, pamięć i tych, którzy objawili lepszą stronę ludzkiej natury. Pracowaliśmy nad nią trzy lata i brakuje nam słów by wyrazić, jak jesteśmy podekscytowani, że wkrótce podzielimy się ze światem naszym dziesiątym albumem." Tracklista prezentuje się następująco: Yesterwynde - Wczorajszy Wiatr An Ocean Of Strange Islands - Ocean Dziwnych Wysp The Antikythera Mechanism - Mechanizm z Antykithiry The Day Of… - Dzień… Perfume Of The Timeless - Woń Wieczności Sway - Kołysać The Children Of 'Ata - Dzieci 'Aty Something Whispered Follow Me - Coś szeptało podążaj za mną Spider Silk - Pajęczy jedwab Hiraeth - Tęsknota (“Hiraeth” to walijskie słowo wyrażające głębokie poczucie tęsknoty lub nostalgii) The Weave - Splot Lanternlight - Światło latarni Pierwszym singlem promującym album będzie PERFUME OF THE TIMELESS, który usłyszymy już 21 maja!
  7. Wywiad z Tuomasem dla Metal Chest of Wonders „Żadnych mediów społecznościowych dla mnie, żadnych kontraktów, żadnych numerów. Tylko muzyka; to jedyny sposób, bym zachował zdrowe zmysły.” - Tuomas Holopainen. Po dosyć krótkim koncercie w Nîmes i po dwukrotnym przekładnaniu europejskiej trasy, Nightwish wreszcie powrócił. I to na dobre! Mieliśmy okazję przedyskutować wszystko z Tuomasem podczas krótkiego wywiadu, przed jego spotkaniem z Cédrikiem Villanim, francuskim matematykiem, który miał przeprowadzić z nim wywiad dla Le Parisien. Po nim zaś odbyć miał się szalenie kuszący wyprzedany występ w Accor Arena. Wywiad przeprowadzony przez Guillaume, Nicolasa i Sabrinę w Paryżu, 30 listopada 2022 roku i przetranskrybowany przez Sabrinę. Sabrina: Ostatni raz, gdy się spotkaliśmy był luty 2020 roku i rozmawialiśmy o tym, jak zwariowane było to, że musieliście odwołać koncerty w Chinach i mieliśmy nadzieję, że cały ten Covid niebawem się skończy. Wiele się od tego czasu wydarzyło. Co tam? Tuomas: Na początku, gdy lockdown się zaczął, czułem grzeszną przyjemność z pozostania w nomu i nic nierobienia. Ale po kilku tygodniach, zrobiło się naprawdę nudno. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czym mogę wypełnić sobie czas. I zdecydowałem, że zajmę się nowym albumem Auri. Potem, ja i Kai, zdecydowaliśmy, że nagramy nowy album Darkwoods my Bethroted. Następnie napisałem cały nowy album Nightwisha. Te trzy projekty właściwie wypełniły mój covidowy czas. Więc chociaż zrobiłem coś konstruktywnego. Ale to był naprawdę trudny czas dla całej branży i nadal jest. Nie wiem, jak to wszystko wróci do normy po tym szaleństwie. A jednak wróciliśmy, po trzykrotnym przesunięciu naszej trasy. W końcu wróciliśmy i z lepszą frekwencją niż kiedykolwiek mieliśmy na tych koncertach. Więc to cudownie. Zgaduję, że ludzie znów zatęsknili za muzyką na żywo. Nicolas: Human :II: Nature. był najbardziej skupionym na zespole albumem od Century Child. Czy chcesz kontynuować pracę w tym kierunku na następnym albumie, czy planujesz użycie wielkiej orkiestry, jak zawsze od czasów Once? Tuomas: To się jeszcze okaże. Mam dwanaście gotowych piosenek. Orkiestra i chóry tam będą, te same, których używaliśmy na wcześniejszych albumach – The London Orchestra. Wszyscy muzycy zostali wynajęci. Studio zostało zarezerwowane na następne lato i jesień. Ale trudno jest powiedzieć już coś konkretnego o kierunku muzycznym. Mamy tylko demówki. Osobiście, czuję, że to będzie kontynuacja Human :II: Nature. i Endless Forms Most Beautiful, więc to część trylogii w pewnym sensie. Słuchaliśmy piosenek z całym zespołem w pokojach hotelowych, ja śpiewałem teksty, żeby mieli wyobrażenie o strukturze piosenek. I wszyscy szczerze wydawali się być super podekscytowani tematami i piosenkami, więc olbrzymi kamień spadł mi z serca. Sabrina: Z części Nature albumu Human :II: Nature na żywo gracie tylko „Ad Astra” z oczywistych powodów. Czy myślałeś o tym, jak poszczególne utwory mogłyby być grane na żywo w innym kontekście? Może jako soundtrack do dokumentu przyrodniczego, skoro „Ad Astra” został już użyty w filmiku World Land Trust, a może myślałeś o ich użyciu na wyjątkowym plenerowym koncercie? Tuomas: Pomysłem byłoby, żeby orkiestra to zagrała. Zespół nie byłby potrzebny, bo właściwie nic tam nie robi, poza samym końcem i początkiem. Ale, gdyby była orkiestra, która chciałaby to wykonać takim, jakim jest, byłbym bardzo za. Byłbym tam w pierwszym rzędzie, by tego posłuchać. Ale teraz nie mamy w planach niczego podobnego. Guillaume: Skąd wziął się pomysł, by kończyć koncerty utworem „Ad Astra”? Czy było to coś oczywistego od momentu wydania albumu? Tuomas: Kiedy zaczęliśmy składać do kupy setlistę, miałem myśl, by użyć „Ad Astra” jako outro, ale Troy powiedział: „Czekaj. A, co, gdyby zaśpiewała to na żywo, a my stalibyśmy obok, w rzędzie?” I wtedy sprawdziliśmy to na próbie i to było takie: „Łał, i to jest dopiero zakończenie!” Nicolas: I też zaczynacie koncerty od „Music” jako intro. Może dlatego, że wersy są zbyt trudne dla Floor do zaśpiewania na żywo, jak czytaliśmy w jednym z wcześniejszych wywiadów? Tuomas: Myślę, że dałaby sobie radę, ale to po prostu to nie działa jako otwarcie setlisty. Może, w którymś momencie, zaczniemy grać cały ten utwór na koncertach. Ale teraz działa dobrze jako intro i wtedy wchodzi „Noise”. Ale Floor potrafi zaśpiewać „Shoemaker” na żywo, a to jest prawdopodobnie najtrudniejszy kawałek do zaśpiewania, jaki kiedykolwiek napisałem [śmiech], więc to nie tak, że by tego [„Music” – przyp. Tłum.] nie zaśpiewała. Powody są artystyczne. Nicolas: Nie masz dosyć grania pewnych piosenek na scenie, nawet jeżeli są to ulubione utwory fanów? Wspomniałeś o piosenkach „Wishmaster” i „Over the Hills and Far Away” kilka lat temu… Tuomas: Szczerze, nie. Nawet „Nemo” i „I Want My Teats Back”, które gramy chyba przez wieki, wciąż dają mi kopa. Kiedy czujemy, że tracimy pasję dla piosenki, rezygnujemy z niej. Ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Nicolas: Czy są utwory, które chciałbyś zagrać, nawet, jeżeli publika nie zna ich aż tak dobrze? Które? Tuomas: Tak, chciałbym zagrać „Procession”. To jedna z moich ulubionych piosenek z nowego albumu. Ale, z jakiegoś powodu, ją odstawiliśmy. Nawet jej nie ćwiczyliśmy. Jednak chciałbym ją zagrać na jakimś etapie. To naprawdę niedoceniony utwór. Wszyscy go lubimy w zespole. Guillaume: Niektóre zespoły, jak Ayreon, Dream Theater czy Metllica, grały całe albumu, często jako specjalne wydarzenia lub mini trasy. Czy to jest coś, co chciałbyś kiedyś zrobić? Który album by to był? Tuomas: Osobiście, nie lubię idei grania całego albumu, który dopiero co został wydany jako koncert. To po prostu artystycznie nie działa. Ale pojmuję ideę świętowania rocznicy Master of Puppets czy The Black Album i grania go wtedy w pełni. To inna dynamika. Guillaume: Czy myślisz, że to mogłoby działać z albumem koncepcyjnym, jak Imaginaerum? Tuomas: Może! Na dwudziestą rocznicę Imaginaerum mógłbym rozważać taką ideę. Ale na trasie Human :II: Nature., granie albumu od początku do końca – nigdy! Guillaume: A, co z Once, który sprzedał się w największej liczbie kopii? Tuomas: Kiedy to będzie? Za dwa lata, tak? Nie myślałem o tym jeszcze. Ale gdzieś około tego czasu wydamy nowy album, więc pewnie skupimy się na tym! Może trzydziesta rocznica! [śmiech] Sabrina: Graliście już w wielu pięknych i wyjątkowych miejscach i nawet stworzyliście własne DVD z wirtualnym koncertem na żywo, ale, w jakim miejscu chciałbyś pewnego dnia grać? Konkretne miejsce, rodzaj miejsca, gdzieś w dziczy itd…? Tuomas: Tak, gdy to będzie logistycznie możliwe, im bardziej starożytne miejsce, tym lepiej. Jak choćby to wspomniane Nîmes. Wspaniałe. Robiliśmy coś podobnego w Estonii, niedaleko Tallina, w takiej starej katedrze. To naprawdę zwielokrotniło całe doświadczenie koncertu na żywo także dla nas. Guillaume: Moglibyście, na przykład, zagrać koncert w Laponii, w świetle zorzy… Tuomas: [śmiech] Tak, to by było świetne. Ale problemem jest zawsze logistyka. Mamy taki potężny koncert w Kitee, moim mieście rodzinnym, w następne lato. I problemem jest to, gdzie my ulokujemy wszystkich tych ludzi! Jest 30 pokoi hotelowych i jeden hotel w całym miasteczku! Nicolas: Tak, pamiętamy, jak to było w 2004 roku w czasie wydania Once. Zamierzaliśmy spać na dworze, ale mieliśmy szczęście, bo jacyś miejscowi zaoferowali nam nocleg w ich domu. Tuomas: Tym razem będzie dwa razy więcej ludzi w porównaniu z tamtym. W całym mieście są tylko trzy restauracje, więc… tłumy głodnych zombie snujących się po koncercie! [śmiech] Ale mam nadzieję, że miasto coś zorganizuje, żeby ci ludzie mieli, gdzie spać. Nicolas: Planujecie zrobić coś specjalnego z okazji tego koncertu? Tuomas: Musi być coś specjalnego. Chodzi mi o to, że musimy dodać aspektu Kitee do tego koncertu. Nie wiemy jednak, co to będzie. Jeszcze przecież półtorej roku do tego. Nicolas: Jeżeli o to chodzi, to ostatnim razem, gdy się spotkaliśmy w Paryżu, powiedziałeś nam, że myślisz o tym, by poprosić Tarję, żeby dołączyła do was na scenie podczas ostatniego koncertu trasy Decades, ale to się nie wydarzyło lub nie mogło się wydarzyć. Czy to wciąż coś, co rozważasz? Tuomas: Wszystko jest zawsze możliwe. Już nie mówię „nie” niczemu. Ale to nie jest coś, co mamy zaplanowane w konkretny sposób. Sabrina: Jukka, wasz nowy basista, także śpiewa w swoim zespole Wintersun. Czy planujecie wykorzystać jego śpiew, na którymś etapie? Na scenie czy w studiu? Tuomas: Zobaczymy, jak to będzie na próbach następnego lata. Ale na tej trasie on raczej nie chce tego robić. A Floor i Troy są tak świetni, że nie wiem, czy na dobrą sprawę jest na to miejsce. Więc pokombinujemy z piosenkami i zobaczymy, czy się coś znajdzie. Guillaume: Kiedy DVD z wirtualnym koncertem na żywo zostało wydane wspomniałeś w wywiadzie, że NIghtwish nie miał wtedy wytwórni. Czy zostawiacie Nuclear Blast? Tuomas: Nie mamy wytwórni w tym momencie. Więc szef z managementu prowadzi na ten temat rozmowy, a ja trzymam się od tego z daleka. Nicolas: A więc nie chcesz być w to włączony? Tuomas: Nie! [śmiech] Żadnych mediów społecznościowych dla mnie, żadnych kontraktów, żadnych numerów. Tylko muzyka; to jedyny sposób, bym zachował zdrowe zmysły. [śmiech] Sabrina: Czy możesz polecić jakąś książkę lub serial czy film, które ostatnio przypadły ci do gustu? Tuomas: Czytam ostatnio dużo. Myślę, że książką roku jest dla mnie „Projekt Hail Mary” Andy’ego Weira. To ten sam facet, który napisał „Marsjanina”. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak płakałem, czytając książkę. Jest cudowna. Wszystkim ją rekomenduję do przeczytania! Jest podobna do „Marsjanina”. Akcja osadzona jest w przestrzeni kosmicznej. Jest o astronaucie i wtem dzieje się coś zarąbistego. I, jeżeli nie zaszklą ci się oczy przy ostatnich dwudziestu , to coś jest z tobą nie tak! [śmiech] Teraz czytam serię fantasy Brandona Sandersona „Z mgły zrodzony”. I też jest absolutnie świetna. Nicolas: A, czy oglądasz ostatnio może jakieś seriale? Tuomas: Żadnych seriali. Ostatnio więcej książek. Guillaume: Żadnych gier? Tuomas: Wciąż tylko „Skyrim” i „Last of Us”. Próbowałem wielu innych, ale nie podeszły mi. Grałem trochę w „Skyrima” zanim wyruszyliśmy w trasę. Wciąż jest to najlepsza gra na świecie. W domu gramy raczej w planszówki, niż gry komputerowe. Sabrina: Możesz jakieś polecić? Tuomas: Ostatnią, którą odkryliśmy było „Eldorado”, która jest fantastyczna. Ale zawsze wracamy do klasyków; „Carcassonne” czy „Dominion”. Gramy też trochę w szachy. Nicolas: Czy słyszałeś o tym oprogramowaniu bazującym na sztucznej inteligencji (z Dall-E, na przykład), które potrafią generować obrazy na podstawie słowa czy zdania? Tuomas: Tak! Jukka [Koskinen, ich nowy basista – przyp. aut.] pokazał mi je kilka dni temu. Jest niezwykłe. Nicolas: Sam próbowałem z nim kilku rzeczy. Opisałem mu okładkę Dark Passion Play jako „realistyczne zdjęcie kotwicy ponad morzem z unoszącymi się dookoła kartkami z nutami”. Oto rezultat. Tuomas: Wcale niezłe. Nicolas: Próbowałem z Wishmasterem, ale rezultat nie jest już tak dobry. „Zdjęcie dziesięcioletniego chłopca na kolanach, na krawędzi klifu, unoszącego ręce ku niebu w trakcie zachodu słońca z łabędziami latającymi dookoła”. Tuomas: [śmiech] To jest faktycznie dosyć zabawne. Ale tak, to świetna możliwość i zarazem nieco straszna. Internet i media społecznościowe są i tak już straszne takimi, jakimi są. Bardzo łatwo jest rozpowszechniać kłamstwa i fałszywe zdjęcia i dać początek okropnym plotkom. A kiedy masz taką technologię, to, kto wie, co się może zdarzyć? Więc to trochę straszne, ale wciąż myślę bardziej o pozytywnym potencjale niż negatywnym. Guillaume: Czy boisz się także, że to oprogramowanie zacznie samo tworzyć muzykę? Na przykład, że samo zacznie generować piosenki Nightwisha? Tuomas: Słyszałem te piosenki generowane przez sztuczną inteligencję. Są w całym Internecie. Dotąd nie słyszałem niczego ciekawego [śmiech] Ale kto wie, za dziesięć czy dwadzieścia lat… Nicolas: Jeżeli chodzi o Auri, to, czy wciąż planujesz grać te albumy na żywo? Tuomas: Już mieliśmy plany na trasę w 2023 roku, ale to było przed pandemią. A teraz wszystkie plany zostały zrobione od nowa, więc to nie wydarzy się tak, jak było planowane, ale z pewnością w końcu się wydarzy. Pomysł był taki, by koncertować w Finlandii, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Coś w tym stylu. Sabrina: Zauważyłam, że masz na sobie koszulkę z Eye of Melian [solowy projekt Martijna Westerholta z Delain – przyp. aut.]. Wiemy, że przyjaźnisz się z Martijnem i, że Johanna i Troy brali w tym projekcie udział. Czy prosili cię o pomoc lub radę, skoro ten projekt jest bardzo podobny do Auri? Tuomas: Absolutnie nie, to wszystko ich dzieło. Ale to wciąż mój ulubiony album roku. Słucham go cały czas. Jest absolutnie świetny. Dopiero co spotkałem Martijna w Amsterdamie. Był tam na obu koncertach. Nicolas: Skoro o tym mowa, fajnie było znów usłyszeć „The Phantom of the Opera”. Tuomas: Tak. To był pomysł Floor, bo piosenka stała się popularna w Holandii, po programie, w którym brała udział. Zasugerowała, byśmy ją zagrali z Henkiem i on się zgodził, żeby zaśpiewać, a więc to był miły mały dodatek. Guillaume: Koncerty zostały nagrane. Czy może planujecie wydać z nich jakieś DVD? Tuomas: Żadnego DVD czy blu-ray tym razem. Ale zamierzamy wydać piosenkę czy dwie. Pomysł pojawił się na jakieś dwa tygodnie przed koncertem. Pomyśleliśmy, że skoro mamy coś tak wyjątkowego, dwa wyprzedane koncerty w Amsterdamie z „The Phantom of the Opera”, to może powinniśmy go nagrać porządnym sprzętem. To zostało zrobione w lekkim pośpiechu. Źródło: Metal Chest of Wonders | Tłumaczenie @Taiteilija View full wpis
  8. Zdjęcie w nagłówku: Down the Barrel Photography dla www.ovedrive.ie © 2023 Przy tak wielu przeszkodach udaremniających plany koncertowe zespołu związane z ich najnowszym albumem Human :II: Nature., Nightwish w końcu uchylił nieznacznie wieko widowisk, które oryginalnie miały odbyć się w zamierzchłej przeszłości 2020 roku! W przepastnych i zawiłych kulisach kompleksu irlandzkiej sali 3Arena, trafiamy na Tuomasa Holopainena, zrelaksowanego, podczas przygotowań do pierwszego występu zespołu w Irlandii od ponad dwunastu lat. Usadowiony w ciepłej przebieralni, keyboardzista wita nas z uśmiechem i zaczyna z podekscytowaniem mówić o powrocie do Irlandii i w ogólności o powrocie do koncertowania po istnym chaosie, w trakcie którego Marko Hietala opuścił zespół, wielokrotnie anulowano daty koncertów trasy Human :II: Nature. w Europie i Wielkiej Brytanii, a także ogłoszona została druzgocąca wiadomość o zdiagnozowaniu u Floor raka piersi pod koniec października. Pomimo stresu i zmartwień, które temu wszystkiemu towarzyszą, Tuomas mówi nam, że nauczył się radzić sobie ze zmartwieniami i konfliktami, które towarzyszyły zespołowi przez ostatnie kilka lat… OD – To była jedna z tras, na którą poważnie wpłynął pandemiczny lockdown ze zmianami dat i supportów. To musiała być ogromna ulga, kiedy w końcu ruszyliście w trasę i zaczęliście promować nowy album… TUOMAS – Tak, bardziej, niż jestem w stanie wysłowić. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić poziomów stresu u organizatorów, którzy musieli zmieniać wszystko tyle razy. To był koszmar. Bilety na tę trasę były w sprzedaży trzy i pół roku temu! To niesamowite! To czwarty koncert tej części trasy i czeka nas jeszcze dziewiętnaście. Gdy dobrniemy do końca roku, będę miał trzy tygodnie wolnego na czytanie i odpoczynek. OD – Oczywiście niedawne wiadomości o stanie zdrowia Floor sprawiły, że wielu ludzi zaczęło się o nią niepokoić, to świetnie, że ostatecznie okazało się, że jest już wolna od nowotworu. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to musi być emocjonalne robić to, co wy każdej nocy, wiedząc, że zaledwie kilka miesięcy temu sytuacja była bardzo poważna… TUOMAS – Pierwszy koncert tej części trasy, w Antwerpii, był bardzo emocjonalny dla nas wszystkich, ale szczególnie dla Floor. Wyniki przyszły podczas piosenki „Sleeping Sun”. Floor nie mogła śpiewać do końca utworu, po prostu się załamała. To było pozytywne załamanie, jeżeli wiesz, co mam na myśli. To była olbrzymia ulga od niepokoju i stresu, które w niej narastały. To była kulminacja pokonania raka; wreszcie koncertować, i to, że jej głos był znów wystarczająco dobry, by mogła robić to, co kocha. To wszystko zdarzyło się na raz i od tamtej pory jest cudownie. OD – Porozmawiajmy przez chwilę o „Wieczorze w wirtualnym świecie” (‘An Evening with in a virtual World’). Kto wpadł na ten pomysł i, jak długo trwał proces twórczy, zanim wszystkie decyzje zostały sfinalizowane? TUOMAS – Wydaje mi się, że to nasz management zaproponował to pierwszy i byłem całkowicie przeciwny. OD – Dlaczego? TUOMAS – Bo wszystkie występy wirtualne, które widziałem online były niezbyt w moim guście. Były nijakie i nudne. Ale, kiedy pokazali mi całościowy koncept wirtualnego świata, który można było stworzyć, zacząłem patrzeć na to pod innym kątem. Przedstawiłem pomysł reszcie zespołu i naprawdę zaczęliśmy rozmawiać o możliwościach realizacji i jak by to potencjalnie miało wyglądać. Wtedy decyzja, by to zrobić została podjęta, ale, by to zrobić dobrze. Na takim poziomie, na jakim to nigdy nie zostało zrobione… przynajmniej w Finlandii. Wtedy zaczęliśmy oglądać wizualizacje tego, jak by to miało wyglądać i było to coś zupełnie innego, niż wszystko, co do tej pory robiliśmy. Pomyśleliśmy też, że to by stworzyło zupełnie inny rodzaj atmosfery i doświadczenia dla naszej muzyki, a to coś, czego odkrywaniem zawsze jesteśmy zainteresowani. OD – Rozumiem, że w pracę nad stworzeniem wirtualnego środowiska było zaangażowanych ponad 30 osób. To już brzmi jak potencjalny koszmar – zmusić tylu ludzi, ulokowanych w różnych miejscach globu, by pracowali nad konkretnym projektem… na konkretny termin. Czy to było wyzwanie, czy poszło zadziwiająco dobrze? TUOMAS – Tak, do pracy nad tym projektem mieliśmy rozmaitych ludzi z całego świata. Wstępna produkcja została stworzona przez te wszystkie wspaniałe osoby, a zespół został włączony na osiem ostatnich dni projektu. Przećwiczyliśmy wszystko w zielonym sześcianie z zaledwie dwoma kamerzystami i to właściwie tyle. Dziwnie było po prostu być w tym pustym pokoju, będąc otoczonym tylko przez zielone ściany, ale wyobraźnia twórców powołała do życia fantazję i efekty mogliśmy zobaczyć bardzo szybko, co było naprawdę ekscytujące. Musieliśmy testować wszystkich na Covid każdego dnia i mieć pewność, że wszyscy mamy negatywny wynik, bo, jeżeli byłoby jakiekolwiek wirusowe zagrożenie dla kogokolwiek z zespołu czy ekipy, to cały projekt zostałby zawieszony, a my zainwestowaliśmy już wtedy dużą sumę pieniędzy w ten projekt. Więc wyobraź sobie poziom stresu. [Śmiech] OD – Jeżeli chodzi o takie doświadczenie, to, czy widzisz możliwość, by Nightwish zrobił coś podobnego znowu, czy to było tylko coś na poczekaniu, aż znów będziecie mogli porządnie ruszyć w trasę? TUOMAS – Nauczyłem się nigdy nie mówić nigdy. [Śmiech] Sądzę, że to mało prawdopodobne, bo, jeżeli o nas chodzi, to jesteśmy mocno nastawieni na koncerty na żywo i doświadczanie energii od tłumu. Jednak widzę w tym pewien urok i może to będzie coś na przyszłość, pod warunkiem, że będzie robione naprawdę porządnie. OD – Oczywiście nowy album Human :II: Nature. został wydany już ponad dwa lata temu, ale, jeżeli chodzi o nową muzykę, wspomniałeś, że nowy album będzie stanowił przedłużenie Endless Forms Most Beautiful i Human… czy tak jest nadal? TUOMAS – Nie mogę uwierzyć, że wypuściliśmy go już tak dawno temu! To szalona myśl przez to, co się wydarzyło. Jeżeli chodzi o nową muzykę, to mamy dwanaście piosenek w wersji demo w tym momencie, których cały zespół słuchał podczas tej trasy. To niezwykle dogodne być z tym przed czasem, bo mamy rok, zanim wejdziemy do studia. Możemy popuścić wodze fantazji i budować na tych ideach. To będzie długi, ale cudowny proces, który czyni muzykę tak ekscytującą. To naprawdę mój ulubiony aspekt bycia muzykiem. Nie zrozum mnie źle, uwielbiam doświadczenie nagrywania w studiu, koncerty, trasy itd., ale to pierwsze spotkanie z nową muzyką i wpływ, jaki ma na mnie personalnie, to dla mnie piękny moment, jedna z najbardziej magicznych rzeczy na świecie. OD – Gdy muzyka jest wreszcie gotowa do wydania, czy czujesz, że relacja między tobą a muzyką się zmienia? TUOMAS – To przyjemne uczucie, ale także melancholijne. Radość tworzenia czegoś z pasji, czegoś, co jest tak personalne i cenne. Wtedy przychodzi ta chwila, gdy musisz pozwolić temu odejść i dać to światu. Niektórzy ludzie nie będą czuli tego samego w odniesieniu do tego, inni będą, ale ogólnie, to słodko-gorzkie uczucie. OD – Czy możesz też potwierdzić, że studio zostało zarezerwowane na 2023 rok i w planach jest wypuszczenie nowego albumu w 2024 roku? TUOMAS – Tak, studio zostało zarezerwowane i album ma się ukazać wiosną/latem/jesienią 2024 roku. OD – Ten album jest bardziej intymny i emocjonalny, ale zarazem odznacza się tym samym spektakularnym brzmieniem, które jest z Nightwishem kojarzone. Czy następny album będzie nowym rozdziałem dla zespołu w zakresie kreatywności? TUOMAS – Zawsze podkreślałem to, że nie wiem, skąd bierze się muzyka. Nie mogę wyjaśnić piękna i magii muzyki. Zawsze zadziwia mnie proces powstawania muzyki i po raz kolejny zostałem zbity z tropu przyjęciem Human… Rozwinąłem zdolność słuchania naszej muzyki bez wrażenia, że to ja ją współtworzyłem. Nigdy nie byłem do tego nawykły, ale w ostatnim czasie, nauczyłem się zupełnie odcinać się od wrażenia kreatywnego współtworzenia muzyki i słuchać ją „innymi uszami”. OD – Zespół zniósł tyle wybojów przez 26 lat, macie niezwykły talent do przetrwania i wypływania na wierzch. W przeszłości powiedziałeś, że: „spuścizna zespołu stała się teraz katalizatorem dla kontynuacji i jest tym szczypta magii, która sprawia, że wszystko idzie do przodu”. Czy wciąż tak uważasz, czy myślisz inaczej, w świetle ostatnich kilku miesięcy? TUOMAS – Kiedy chodzi o muzykę, to tak! Wciąż jestem tak samo pełen pasji, by pisać i tworzyć muzykę, jak byłem za młodu. Ale tak, było dużo różnych wyzwań, którym musieliśmy sprostać w naszej karierze, a które, mówiąc szczerze, odcisnęły na mnie swoje piętno i na pozostałych członkach zespołu również. Nie sądzę, byśmy mieli kiedykolwiek znów jeździć w długie trasy, w które jeździliśmy w przeszłości, kiedy byliśmy w trasie przez dziesięć tygodni, potem był tydzień przerwy, i kolejne dziesięć tygodni. Ale jestem dumny z jednej rzeczy, że udało nam się przetrwać te wszystkie trudności przez dekady. Mamy trochę blizn, ale przemy do przodu. OD – Naprawdę masz szczęście, że udało ci się zrobić karierę z czegoś, co kochasz. Przez dekady pisania, tworzenia i wykonywania muzyki, czy miałeś jakieś cele, które chciałeś osiągnąć, a teraz możesz? TUOMAS – To trwający przez ostatnie dziesięć lat projekt. Pisałem fikcyjne opowiadania i w tym momencie mam ich około piętnastu. W Finlandii mam wydawcę bardzo zainteresowanego ich wydaniem, ale czuję, że potrzebuję jeszcze kilku, zanim rozważę publikację. W każdy Nowy Rok, moja żona i ja tworzymy mapę skarbów, na której są wyspy do zdobycia. Na przykład: pomysł opublikowania książki, który jest niezdobytą wyspą przez ostatnie dziesięć lat. Wiele wysp zostało zdobytych, wiele – zmienionych. Robimy to od 2010 roku i ciekawie się patrzy wstecz, by zobaczyć, czego pragnęliśmy, jak nasze cele się zmieniły, a także te, które udało nam się podbić i efekty tego podboju. Moja żona napisała: „Może pewnego dnia będę miała konia” i teraz mamy jednego. Ja napisałem: „Chciałbym stworzyć album o Sknerusie McKwaczu” i cztery lata później – to się stało. Wycieczka samochodowa po Australii – miała miejsce. Robimy to w każdy Nowy Rok i to nam pomaga skupić się na pozytywach i najlepiej wykorzystać dany nam czas. OD – Koszty jeżdżenia w trasy zwiększyły się do poziomu dotychczas nieznanego, czy to niepokoi ciebie i zespół, gdy patrzycie w przyszłość? TUOMAS – To ogromny problem. Na przykład, bilety na tę trasę zostały sprzedane w 2019 roku, na jej europejską część, a teraz spłacamy koszty po stawkach z 2022 roku. Koszt naszego cateringu zwiększył się trzykrotnie, koszty za paliwo… Więc bez względu na to, że sprzedaliśmy więcej biletów niż kiedykolwiek, koszty trasy anulują zyski. Moja żona jest piosenkarką i była nią przez piętnaście lat, a pandemia jej to wszystko odebrała. Teraz wystartowała z nową firmą, która robi rzeczy dziergane, nazywa się Auriwear [link: https://johannakurkela.com/pages/auriwear]. Jestem z niej taki dumny, bo przyszła do mnie i powiedziała: „Już nie mogę robić muzyki! Ale mam pomysł na coś innego!” i przez cały okres lockdownu dziergała tyle rzeczy i organizowała wszystko pod nowe przedsięwzięcie. OD – Czy rozważałeś kiedyś zorganizowanie własnego festiwalu, jak robią In Flames czy Slipknot? Skoro jesteśmy prawie u kresu 2022 roku, jaki był twój ulubiony album tego roku? TUOMAS – Nie wykluczałbym tego. Ale teraz nie jestem pewny. Zostawię to do rozgryzienia dużym chłopcom. [Śmiech] Autor: Oran O’Beirne (Overdrive) | Tłumaczenie: @Taiteilija
  9. Wywiad z Tuomasem Holopainenem: „Nowy album ukaże się wiosną 2024” Założyciel Nightwisha, Tuomas Holopainen spotkał się z Overdrive, by opowiedzieć o wpływie pandemii, nowinkach dotyczących następnego albumu i szokującej wiadomości o nowotworze Floor Janesen. Zdjęcie w nagłówku: Down the Barrel Photography dla www.ovedrive.ie © 2023 Przy tak wielu przeszkodach udaremniających plany koncertowe zespołu związane z ich najnowszym albumem Human :II: Nature., Nightwish w końcu uchylił nieznacznie wieko widowisk, które oryginalnie miały odbyć się w zamierzchłej przeszłości 2020 roku! W przepastnych i zawiłych kulisach kompleksu irlandzkiej sali 3Arena, trafiamy na Tuomasa Holopainena, zrelaksowanego, podczas przygotowań do pierwszego występu zespołu w Irlandii od ponad dwunastu lat. Usadowiony w ciepłej przebieralni, keyboardzista wita nas z uśmiechem i zaczyna z podekscytowaniem mówić o powrocie do Irlandii i w ogólności o powrocie do koncertowania po istnym chaosie, w trakcie którego Marko Hietala opuścił zespół, wielokrotnie anulowano daty koncertów trasy Human :II: Nature. w Europie i Wielkiej Brytanii, a także ogłoszona została druzgocąca wiadomość o zdiagnozowaniu u Floor raka piersi pod koniec października. Pomimo stresu i zmartwień, które temu wszystkiemu towarzyszą, Tuomas mówi nam, że nauczył się radzić sobie ze zmartwieniami i konfliktami, które towarzyszyły zespołowi przez ostatnie kilka lat… OD – To była jedna z tras, na którą poważnie wpłynął pandemiczny lockdown ze zmianami dat i supportów. To musiała być ogromna ulga, kiedy w końcu ruszyliście w trasę i zaczęliście promować nowy album… TUOMAS – Tak, bardziej, niż jestem w stanie wysłowić. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić poziomów stresu u organizatorów, którzy musieli zmieniać wszystko tyle razy. To był koszmar. Bilety na tę trasę były w sprzedaży trzy i pół roku temu! To niesamowite! To czwarty koncert tej części trasy i czeka nas jeszcze dziewiętnaście. Gdy dobrniemy do końca roku, będę miał trzy tygodnie wolnego na czytanie i odpoczynek. OD – Oczywiście niedawne wiadomości o stanie zdrowia Floor sprawiły, że wielu ludzi zaczęło się o nią niepokoić, to świetnie, że ostatecznie okazało się, że jest już wolna od nowotworu. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to musi być emocjonalne robić to, co wy każdej nocy, wiedząc, że zaledwie kilka miesięcy temu sytuacja była bardzo poważna… TUOMAS – Pierwszy koncert tej części trasy, w Antwerpii, był bardzo emocjonalny dla nas wszystkich, ale szczególnie dla Floor. Wyniki przyszły podczas piosenki „Sleeping Sun”. Floor nie mogła śpiewać do końca utworu, po prostu się załamała. To było pozytywne załamanie, jeżeli wiesz, co mam na myśli. To była olbrzymia ulga od niepokoju i stresu, które w niej narastały. To była kulminacja pokonania raka; wreszcie koncertować, i to, że jej głos był znów wystarczająco dobry, by mogła robić to, co kocha. To wszystko zdarzyło się na raz i od tamtej pory jest cudownie. OD – Porozmawiajmy przez chwilę o „Wieczorze w wirtualnym świecie” (‘An Evening with in a virtual World’). Kto wpadł na ten pomysł i, jak długo trwał proces twórczy, zanim wszystkie decyzje zostały sfinalizowane? TUOMAS – Wydaje mi się, że to nasz management zaproponował to pierwszy i byłem całkowicie przeciwny. OD – Dlaczego? TUOMAS – Bo wszystkie występy wirtualne, które widziałem online były niezbyt w moim guście. Były nijakie i nudne. Ale, kiedy pokazali mi całościowy koncept wirtualnego świata, który można było stworzyć, zacząłem patrzeć na to pod innym kątem. Przedstawiłem pomysł reszcie zespołu i naprawdę zaczęliśmy rozmawiać o możliwościach realizacji i jak by to potencjalnie miało wyglądać. Wtedy decyzja, by to zrobić została podjęta, ale, by to zrobić dobrze. Na takim poziomie, na jakim to nigdy nie zostało zrobione… przynajmniej w Finlandii. Wtedy zaczęliśmy oglądać wizualizacje tego, jak by to miało wyglądać i było to coś zupełnie innego, niż wszystko, co do tej pory robiliśmy. Pomyśleliśmy też, że to by stworzyło zupełnie inny rodzaj atmosfery i doświadczenia dla naszej muzyki, a to coś, czego odkrywaniem zawsze jesteśmy zainteresowani. OD – Rozumiem, że w pracę nad stworzeniem wirtualnego środowiska było zaangażowanych ponad 30 osób. To już brzmi jak potencjalny koszmar – zmusić tylu ludzi, ulokowanych w różnych miejscach globu, by pracowali nad konkretnym projektem… na konkretny termin. Czy to było wyzwanie, czy poszło zadziwiająco dobrze? TUOMAS – Tak, do pracy nad tym projektem mieliśmy rozmaitych ludzi z całego świata. Wstępna produkcja została stworzona przez te wszystkie wspaniałe osoby, a zespół został włączony na osiem ostatnich dni projektu. Przećwiczyliśmy wszystko w zielonym sześcianie z zaledwie dwoma kamerzystami i to właściwie tyle. Dziwnie było po prostu być w tym pustym pokoju, będąc otoczonym tylko przez zielone ściany, ale wyobraźnia twórców powołała do życia fantazję i efekty mogliśmy zobaczyć bardzo szybko, co było naprawdę ekscytujące. Musieliśmy testować wszystkich na Covid każdego dnia i mieć pewność, że wszyscy mamy negatywny wynik, bo, jeżeli byłoby jakiekolwiek wirusowe zagrożenie dla kogokolwiek z zespołu czy ekipy, to cały projekt zostałby zawieszony, a my zainwestowaliśmy już wtedy dużą sumę pieniędzy w ten projekt. Więc wyobraź sobie poziom stresu. [Śmiech] OD – Jeżeli chodzi o takie doświadczenie, to, czy widzisz możliwość, by Nightwish zrobił coś podobnego znowu, czy to było tylko coś na poczekaniu, aż znów będziecie mogli porządnie ruszyć w trasę? TUOMAS – Nauczyłem się nigdy nie mówić nigdy. [Śmiech] Sądzę, że to mało prawdopodobne, bo, jeżeli o nas chodzi, to jesteśmy mocno nastawieni na koncerty na żywo i doświadczanie energii od tłumu. Jednak widzę w tym pewien urok i może to będzie coś na przyszłość, pod warunkiem, że będzie robione naprawdę porządnie. OD – Oczywiście nowy album Human :II: Nature. został wydany już ponad dwa lata temu, ale, jeżeli chodzi o nową muzykę, wspomniałeś, że nowy album będzie stanowił przedłużenie Endless Forms Most Beautiful i Human… czy tak jest nadal? TUOMAS – Nie mogę uwierzyć, że wypuściliśmy go już tak dawno temu! To szalona myśl przez to, co się wydarzyło. Jeżeli chodzi o nową muzykę, to mamy dwanaście piosenek w wersji demo w tym momencie, których cały zespół słuchał podczas tej trasy. To niezwykle dogodne być z tym przed czasem, bo mamy rok, zanim wejdziemy do studia. Możemy popuścić wodze fantazji i budować na tych ideach. To będzie długi, ale cudowny proces, który czyni muzykę tak ekscytującą. To naprawdę mój ulubiony aspekt bycia muzykiem. Nie zrozum mnie źle, uwielbiam doświadczenie nagrywania w studiu, koncerty, trasy itd., ale to pierwsze spotkanie z nową muzyką i wpływ, jaki ma na mnie personalnie, to dla mnie piękny moment, jedna z najbardziej magicznych rzeczy na świecie. OD – Gdy muzyka jest wreszcie gotowa do wydania, czy czujesz, że relacja między tobą a muzyką się zmienia? TUOMAS – To przyjemne uczucie, ale także melancholijne. Radość tworzenia czegoś z pasji, czegoś, co jest tak personalne i cenne. Wtedy przychodzi ta chwila, gdy musisz pozwolić temu odejść i dać to światu. Niektórzy ludzie nie będą czuli tego samego w odniesieniu do tego, inni będą, ale ogólnie, to słodko-gorzkie uczucie. OD – Czy możesz też potwierdzić, że studio zostało zarezerwowane na 2023 rok i w planach jest wypuszczenie nowego albumu w 2024 roku? TUOMAS – Tak, studio zostało zarezerwowane i album ma się ukazać wiosną/latem/jesienią 2024 roku. OD – Ten album jest bardziej intymny i emocjonalny, ale zarazem odznacza się tym samym spektakularnym brzmieniem, które jest z Nightwishem kojarzone. Czy następny album będzie nowym rozdziałem dla zespołu w zakresie kreatywności? TUOMAS – Zawsze podkreślałem to, że nie wiem, skąd bierze się muzyka. Nie mogę wyjaśnić piękna i magii muzyki. Zawsze zadziwia mnie proces powstawania muzyki i po raz kolejny zostałem zbity z tropu przyjęciem Human… Rozwinąłem zdolność słuchania naszej muzyki bez wrażenia, że to ja ją współtworzyłem. Nigdy nie byłem do tego nawykły, ale w ostatnim czasie, nauczyłem się zupełnie odcinać się od wrażenia kreatywnego współtworzenia muzyki i słuchać ją „innymi uszami”. OD – Zespół zniósł tyle wybojów przez 26 lat, macie niezwykły talent do przetrwania i wypływania na wierzch. W przeszłości powiedziałeś, że: „spuścizna zespołu stała się teraz katalizatorem dla kontynuacji i jest tym szczypta magii, która sprawia, że wszystko idzie do przodu”. Czy wciąż tak uważasz, czy myślisz inaczej, w świetle ostatnich kilku miesięcy? TUOMAS – Kiedy chodzi o muzykę, to tak! Wciąż jestem tak samo pełen pasji, by pisać i tworzyć muzykę, jak byłem za młodu. Ale tak, było dużo różnych wyzwań, którym musieliśmy sprostać w naszej karierze, a które, mówiąc szczerze, odcisnęły na mnie swoje piętno i na pozostałych członkach zespołu również. Nie sądzę, byśmy mieli kiedykolwiek znów jeździć w długie trasy, w które jeździliśmy w przeszłości, kiedy byliśmy w trasie przez dziesięć tygodni, potem był tydzień przerwy, i kolejne dziesięć tygodni. Ale jestem dumny z jednej rzeczy, że udało nam się przetrwać te wszystkie trudności przez dekady. Mamy trochę blizn, ale przemy do przodu. OD – Naprawdę masz szczęście, że udało ci się zrobić karierę z czegoś, co kochasz. Przez dekady pisania, tworzenia i wykonywania muzyki, czy miałeś jakieś cele, które chciałeś osiągnąć, a teraz możesz? TUOMAS – To trwający przez ostatnie dziesięć lat projekt. Pisałem fikcyjne opowiadania i w tym momencie mam ich około piętnastu. W Finlandii mam wydawcę bardzo zainteresowanego ich wydaniem, ale czuję, że potrzebuję jeszcze kilku, zanim rozważę publikację. W każdy Nowy Rok, moja żona i ja tworzymy mapę skarbów, na której są wyspy do zdobycia. Na przykład: pomysł opublikowania książki, który jest niezdobytą wyspą przez ostatnie dziesięć lat. Wiele wysp zostało zdobytych, wiele – zmienionych. Robimy to od 2010 roku i ciekawie się patrzy wstecz, by zobaczyć, czego pragnęliśmy, jak nasze cele się zmieniły, a także te, które udało nam się podbić i efekty tego podboju. Moja żona napisała: „Może pewnego dnia będę miała konia” i teraz mamy jednego. Ja napisałem: „Chciałbym stworzyć album o Sknerusie McKwaczu” i cztery lata później – to się stało. Wycieczka samochodowa po Australii – miała miejsce. Robimy to w każdy Nowy Rok i to nam pomaga skupić się na pozytywach i najlepiej wykorzystać dany nam czas. OD – Koszty jeżdżenia w trasy zwiększyły się do poziomu dotychczas nieznanego, czy to niepokoi ciebie i zespół, gdy patrzycie w przyszłość? TUOMAS – To ogromny problem. Na przykład, bilety na tę trasę zostały sprzedane w 2019 roku, na jej europejską część, a teraz spłacamy koszty po stawkach z 2022 roku. Koszt naszego cateringu zwiększył się trzykrotnie, koszty za paliwo… Więc bez względu na to, że sprzedaliśmy więcej biletów niż kiedykolwiek, koszty trasy anulują zyski. Moja żona jest piosenkarką i była nią przez piętnaście lat, a pandemia jej to wszystko odebrała. Teraz wystartowała z nową firmą, która robi rzeczy dziergane, nazywa się Auriwear [link: https://johannakurkela.com/pages/auriwear]. Jestem z niej taki dumny, bo przyszła do mnie i powiedziała: „Już nie mogę robić muzyki! Ale mam pomysł na coś innego!” i przez cały okres lockdownu dziergała tyle rzeczy i organizowała wszystko pod nowe przedsięwzięcie. OD – Czy rozważałeś kiedyś zorganizowanie własnego festiwalu, jak robią In Flames czy Slipknot? Skoro jesteśmy prawie u kresu 2022 roku, jaki był twój ulubiony album tego roku? TUOMAS – Nie wykluczałbym tego. Ale teraz nie jestem pewny. Zostawię to do rozgryzienia dużym chłopcom. [Śmiech] Autor: Oran O’Beirne (Overdrive) | Tłumaczenie: @Taiteilija View full wpis
  10. Po dosyć krótkim koncercie w Nîmes i po dwukrotnym przekładnaniu europejskiej trasy, Nightwish wreszcie powrócił. I to na dobre! Mieliśmy okazję przedyskutować wszystko z Tuomasem podczas krótkiego wywiadu, przed jego spotkaniem z Cédrikiem Villanim, francuskim matematykiem, który miał przeprowadzić z nim wywiad dla Le Parisien. Po nim zaś odbyć miał się szalenie kuszący wyprzedany występ w Accor Arena. Wywiad przeprowadzony przez Guillaume, Nicolasa i Sabrinę w Paryżu, 30 listopada 2022 roku i przetranskrybowany przez Sabrinę. Sabrina: Ostatni raz, gdy się spotkaliśmy był luty 2020 roku i rozmawialiśmy o tym, jak zwariowane było to, że musieliście odwołać koncerty w Chinach i mieliśmy nadzieję, że cały ten Covid niebawem się skończy. Wiele się od tego czasu wydarzyło. Co tam? Tuomas: Na początku, gdy lockdown się zaczął, czułem grzeszną przyjemność z pozostania w nomu i nic nierobienia. Ale po kilku tygodniach, zrobiło się naprawdę nudno. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czym mogę wypełnić sobie czas. I zdecydowałem, że zajmę się nowym albumem Auri. Potem, ja i Kai, zdecydowaliśmy, że nagramy nowy album Darkwoods my Bethroted. Następnie napisałem cały nowy album Nightwisha. Te trzy projekty właściwie wypełniły mój covidowy czas. Więc chociaż zrobiłem coś konstruktywnego. Ale to był naprawdę trudny czas dla całej branży i nadal jest. Nie wiem, jak to wszystko wróci do normy po tym szaleństwie. A jednak wróciliśmy, po trzykrotnym przesunięciu naszej trasy. W końcu wróciliśmy i z lepszą frekwencją niż kiedykolwiek mieliśmy na tych koncertach. Więc to cudownie. Zgaduję, że ludzie znów zatęsknili za muzyką na żywo. Nicolas: Human :II: Nature. był najbardziej skupionym na zespole albumem od Century Child. Czy chcesz kontynuować pracę w tym kierunku na następnym albumie, czy planujesz użycie wielkiej orkiestry, jak zawsze od czasów Once? Tuomas: To się jeszcze okaże. Mam dwanaście gotowych piosenek. Orkiestra i chóry tam będą, te same, których używaliśmy na wcześniejszych albumach – The London Orchestra. Wszyscy muzycy zostali wynajęci. Studio zostało zarezerwowane na następne lato i jesień. Ale trudno jest powiedzieć już coś konkretnego o kierunku muzycznym. Mamy tylko demówki. Osobiście, czuję, że to będzie kontynuacja Human :II: Nature. i Endless Forms Most Beautiful, więc to część trylogii w pewnym sensie. Słuchaliśmy piosenek z całym zespołem w pokojach hotelowych, ja śpiewałem teksty, żeby mieli wyobrażenie o strukturze piosenek. I wszyscy szczerze wydawali się być super podekscytowani tematami i piosenkami, więc olbrzymi kamień spadł mi z serca. Sabrina: Z części Nature albumu Human :II: Nature na żywo gracie tylko „Ad Astra” z oczywistych powodów. Czy myślałeś o tym, jak poszczególne utwory mogłyby być grane na żywo w innym kontekście? Może jako soundtrack do dokumentu przyrodniczego, skoro „Ad Astra” został już użyty w filmiku World Land Trust, a może myślałeś o ich użyciu na wyjątkowym plenerowym koncercie? Tuomas: Pomysłem byłoby, żeby orkiestra to zagrała. Zespół nie byłby potrzebny, bo właściwie nic tam nie robi, poza samym końcem i początkiem. Ale, gdyby była orkiestra, która chciałaby to wykonać takim, jakim jest, byłbym bardzo za. Byłbym tam w pierwszym rzędzie, by tego posłuchać. Ale teraz nie mamy w planach niczego podobnego. Guillaume: Skąd wziął się pomysł, by kończyć koncerty utworem „Ad Astra”? Czy było to coś oczywistego od momentu wydania albumu? Tuomas: Kiedy zaczęliśmy składać do kupy setlistę, miałem myśl, by użyć „Ad Astra” jako outro, ale Troy powiedział: „Czekaj. A, co, gdyby zaśpiewała to na żywo, a my stalibyśmy obok, w rzędzie?” I wtedy sprawdziliśmy to na próbie i to było takie: „Łał, i to jest dopiero zakończenie!” Nicolas: I też zaczynacie koncerty od „Music” jako intro. Może dlatego, że wersy są zbyt trudne dla Floor do zaśpiewania na żywo, jak czytaliśmy w jednym z wcześniejszych wywiadów? Tuomas: Myślę, że dałaby sobie radę, ale to po prostu to nie działa jako otwarcie setlisty. Może, w którymś momencie, zaczniemy grać cały ten utwór na koncertach. Ale teraz działa dobrze jako intro i wtedy wchodzi „Noise”. Ale Floor potrafi zaśpiewać „Shoemaker” na żywo, a to jest prawdopodobnie najtrudniejszy kawałek do zaśpiewania, jaki kiedykolwiek napisałem [śmiech], więc to nie tak, że by tego [„Music” – przyp. Tłum.] nie zaśpiewała. Powody są artystyczne. Nicolas: Nie masz dosyć grania pewnych piosenek na scenie, nawet jeżeli są to ulubione utwory fanów? Wspomniałeś o piosenkach „Wishmaster” i „Over the Hills and Far Away” kilka lat temu… Tuomas: Szczerze, nie. Nawet „Nemo” i „I Want My Teats Back”, które gramy chyba przez wieki, wciąż dają mi kopa. Kiedy czujemy, że tracimy pasję dla piosenki, rezygnujemy z niej. Ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Nicolas: Czy są utwory, które chciałbyś zagrać, nawet, jeżeli publika nie zna ich aż tak dobrze? Które? Tuomas: Tak, chciałbym zagrać „Procession”. To jedna z moich ulubionych piosenek z nowego albumu. Ale, z jakiegoś powodu, ją odstawiliśmy. Nawet jej nie ćwiczyliśmy. Jednak chciałbym ją zagrać na jakimś etapie. To naprawdę niedoceniony utwór. Wszyscy go lubimy w zespole. Guillaume: Niektóre zespoły, jak Ayreon, Dream Theater czy Metllica, grały całe albumu, często jako specjalne wydarzenia lub mini trasy. Czy to jest coś, co chciałbyś kiedyś zrobić? Który album by to był? Tuomas: Osobiście, nie lubię idei grania całego albumu, który dopiero co został wydany jako koncert. To po prostu artystycznie nie działa. Ale pojmuję ideę świętowania rocznicy Master of Puppets czy The Black Album i grania go wtedy w pełni. To inna dynamika. Guillaume: Czy myślisz, że to mogłoby działać z albumem koncepcyjnym, jak Imaginaerum? Tuomas: Może! Na dwudziestą rocznicę Imaginaerum mógłbym rozważać taką ideę. Ale na trasie Human :II: Nature., granie albumu od początku do końca – nigdy! Guillaume: A, co z Once, który sprzedał się w największej liczbie kopii? Tuomas: Kiedy to będzie? Za dwa lata, tak? Nie myślałem o tym jeszcze. Ale gdzieś około tego czasu wydamy nowy album, więc pewnie skupimy się na tym! Może trzydziesta rocznica! [śmiech] Sabrina: Graliście już w wielu pięknych i wyjątkowych miejscach i nawet stworzyliście własne DVD z wirtualnym koncertem na żywo, ale, w jakim miejscu chciałbyś pewnego dnia grać? Konkretne miejsce, rodzaj miejsca, gdzieś w dziczy itd…? Tuomas: Tak, gdy to będzie logistycznie możliwe, im bardziej starożytne miejsce, tym lepiej. Jak choćby to wspomniane Nîmes. Wspaniałe. Robiliśmy coś podobnego w Estonii, niedaleko Tallina, w takiej starej katedrze. To naprawdę zwielokrotniło całe doświadczenie koncertu na żywo także dla nas. Guillaume: Moglibyście, na przykład, zagrać koncert w Laponii, w świetle zorzy… Tuomas: [śmiech] Tak, to by było świetne. Ale problemem jest zawsze logistyka. Mamy taki potężny koncert w Kitee, moim mieście rodzinnym, w następne lato. I problemem jest to, gdzie my ulokujemy wszystkich tych ludzi! Jest 30 pokoi hotelowych i jeden hotel w całym miasteczku! Nicolas: Tak, pamiętamy, jak to było w 2004 roku w czasie wydania Once. Zamierzaliśmy spać na dworze, ale mieliśmy szczęście, bo jacyś miejscowi zaoferowali nam nocleg w ich domu. Tuomas: Tym razem będzie dwa razy więcej ludzi w porównaniu z tamtym. W całym mieście są tylko trzy restauracje, więc… tłumy głodnych zombie snujących się po koncercie! [śmiech] Ale mam nadzieję, że miasto coś zorganizuje, żeby ci ludzie mieli, gdzie spać. Nicolas: Planujecie zrobić coś specjalnego z okazji tego koncertu? Tuomas: Musi być coś specjalnego. Chodzi mi o to, że musimy dodać aspektu Kitee do tego koncertu. Nie wiemy jednak, co to będzie. Jeszcze przecież półtorej roku do tego. Nicolas: Jeżeli o to chodzi, to ostatnim razem, gdy się spotkaliśmy w Paryżu, powiedziałeś nam, że myślisz o tym, by poprosić Tarję, żeby dołączyła do was na scenie podczas ostatniego koncertu trasy Decades, ale to się nie wydarzyło lub nie mogło się wydarzyć. Czy to wciąż coś, co rozważasz? Tuomas: Wszystko jest zawsze możliwe. Już nie mówię „nie” niczemu. Ale to nie jest coś, co mamy zaplanowane w konkretny sposób. Sabrina: Jukka, wasz nowy basista, także śpiewa w swoim zespole Wintersun. Czy planujecie wykorzystać jego śpiew, na którymś etapie? Na scenie czy w studiu? Tuomas: Zobaczymy, jak to będzie na próbach następnego lata. Ale na tej trasie on raczej nie chce tego robić. A Floor i Troy są tak świetni, że nie wiem, czy na dobrą sprawę jest na to miejsce. Więc pokombinujemy z piosenkami i zobaczymy, czy się coś znajdzie. Guillaume: Kiedy DVD z wirtualnym koncertem na żywo zostało wydane wspomniałeś w wywiadzie, że NIghtwish nie miał wtedy wytwórni. Czy zostawiacie Nuclear Blast? Tuomas: Nie mamy wytwórni w tym momencie. Więc szef z managementu prowadzi na ten temat rozmowy, a ja trzymam się od tego z daleka. Nicolas: A więc nie chcesz być w to włączony? Tuomas: Nie! [śmiech] Żadnych mediów społecznościowych dla mnie, żadnych kontraktów, żadnych numerów. Tylko muzyka; to jedyny sposób, bym zachował zdrowe zmysły. [śmiech] Sabrina: Czy możesz polecić jakąś książkę lub serial czy film, które ostatnio przypadły ci do gustu? Tuomas: Czytam ostatnio dużo. Myślę, że książką roku jest dla mnie „Projekt Hail Mary” Andy’ego Weira. To ten sam facet, który napisał „Marsjanina”. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak płakałem, czytając książkę. Jest cudowna. Wszystkim ją rekomenduję do przeczytania! Jest podobna do „Marsjanina”. Akcja osadzona jest w przestrzeni kosmicznej. Jest o astronaucie i wtem dzieje się coś zarąbistego. I, jeżeli nie zaszklą ci się oczy przy ostatnich dwudziestu , to coś jest z tobą nie tak! [śmiech] Teraz czytam serię fantasy Brandona Sandersona „Z mgły zrodzony”. I też jest absolutnie świetna. Nicolas: A, czy oglądasz ostatnio może jakieś seriale? Tuomas: Żadnych seriali. Ostatnio więcej książek. Guillaume: Żadnych gier? Tuomas: Wciąż tylko „Skyrim” i „Last of Us”. Próbowałem wielu innych, ale nie podeszły mi. Grałem trochę w „Skyrima” zanim wyruszyliśmy w trasę. Wciąż jest to najlepsza gra na świecie. W domu gramy raczej w planszówki, niż gry komputerowe. Sabrina: Możesz jakieś polecić? Tuomas: Ostatnią, którą odkryliśmy było „Eldorado”, która jest fantastyczna. Ale zawsze wracamy do klasyków; „Carcassonne” czy „Dominion”. Gramy też trochę w szachy. Nicolas: Czy słyszałeś o tym oprogramowaniu bazującym na sztucznej inteligencji (z Dall-E, na przykład), które potrafią generować obrazy na podstawie słowa czy zdania? Tuomas: Tak! Jukka [Koskinen, ich nowy basista – przyp. aut.] pokazał mi je kilka dni temu. Jest niezwykłe. Nicolas: Sam próbowałem z nim kilku rzeczy. Opisałem mu okładkę Dark Passion Play jako „realistyczne zdjęcie kotwicy ponad morzem z unoszącymi się dookoła kartkami z nutami”. Oto rezultat. Tuomas: Wcale niezłe. Nicolas: Próbowałem z Wishmasterem, ale rezultat nie jest już tak dobry. „Zdjęcie dziesięcioletniego chłopca na kolanach, na krawędzi klifu, unoszącego ręce ku niebu w trakcie zachodu słońca z łabędziami latającymi dookoła”. Tuomas: [śmiech] To jest faktycznie dosyć zabawne. Ale tak, to świetna możliwość i zarazem nieco straszna. Internet i media społecznościowe są i tak już straszne takimi, jakimi są. Bardzo łatwo jest rozpowszechniać kłamstwa i fałszywe zdjęcia i dać początek okropnym plotkom. A kiedy masz taką technologię, to, kto wie, co się może zdarzyć? Więc to trochę straszne, ale wciąż myślę bardziej o pozytywnym potencjale niż negatywnym. Guillaume: Czy boisz się także, że to oprogramowanie zacznie samo tworzyć muzykę? Na przykład, że samo zacznie generować piosenki Nightwisha? Tuomas: Słyszałem te piosenki generowane przez sztuczną inteligencję. Są w całym Internecie. Dotąd nie słyszałem niczego ciekawego [śmiech] Ale kto wie, za dziesięć czy dwadzieścia lat… Nicolas: Jeżeli chodzi o Auri, to, czy wciąż planujesz grać te albumy na żywo? Tuomas: Już mieliśmy plany na trasę w 2023 roku, ale to było przed pandemią. A teraz wszystkie plany zostały zrobione od nowa, więc to nie wydarzy się tak, jak było planowane, ale z pewnością w końcu się wydarzy. Pomysł był taki, by koncertować w Finlandii, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Coś w tym stylu. Sabrina: Zauważyłam, że masz na sobie koszulkę z Eye of Melian [solowy projekt Martijna Westerholta z Delain – przyp. aut.]. Wiemy, że przyjaźnisz się z Martijnem i, że Johanna i Troy brali w tym projekcie udział. Czy prosili cię o pomoc lub radę, skoro ten projekt jest bardzo podobny do Auri? Tuomas: Absolutnie nie, to wszystko ich dzieło. Ale to wciąż mój ulubiony album roku. Słucham go cały czas. Jest absolutnie świetny. Dopiero co spotkałem Martijna w Amsterdamie. Był tam na obu koncertach. Nicolas: Skoro o tym mowa, fajnie było znów usłyszeć „The Phantom of the Opera”. Tuomas: Tak. To był pomysł Floor, bo piosenka stała się popularna w Holandii, po programie, w którym brała udział. Zasugerowała, byśmy ją zagrali z Henkiem i on się zgodził, żeby zaśpiewać, a więc to był miły mały dodatek. Guillaume: Koncerty zostały nagrane. Czy może planujecie wydać z nich jakieś DVD? Tuomas: Żadnego DVD czy blu-ray tym razem. Ale zamierzamy wydać piosenkę czy dwie. Pomysł pojawił się na jakieś dwa tygodnie przed koncertem. Pomyśleliśmy, że skoro mamy coś tak wyjątkowego, dwa wyprzedane koncerty w Amsterdamie z „The Phantom of the Opera”, to może powinniśmy go nagrać porządnym sprzętem. To zostało zrobione w lekkim pośpiechu. Źródło: Metal Chest of Wonders | Tłumaczenie @Taiteilija
  11. Kitee to bimbrowa stolica Finlandii. Przez lata produkty przemysłu bimbrowniczego były najsłynniejszym towarem eksportowym tego wiejskiego zaścianka. – Powiedz „Kitee” jakiemukolwiek Finowi, a pierwszą rzeczą, o której pomyśli, będzie bimber – mówi klawiszowiec Nightwisha i mózg zespołu, Tuomas Holopainen, wieloletni mieszkaniec miasta. Na jego twarzy maluje się odraza: – Nienawidzę go [bimbru]. Jest absolutnie okropny. Może się jednak delektować faktem, że jego zespół wyprzedził bimber z nuklearną mocą i stał się najbardziej rozpoznawalnym tworem Kitee w ciągu ostatnich dwóch dekad. To, co zaczęło się jako projekt akustyczny, wymyślony przy ognisku w połowie lat dziewięćdziesiątych, przekształciło się w moloch metalu symfonicznego i odnoszący największe sukcesy fiński zespół w historii. Po drodze miały miejsce wstrząsy, przede wszystkim, burzliwe wyrzucenie oryginalnej wokalistki, Tarji Turunen, w 2005 roku. Kolejny wstrząs nastąpił na początku 2021 roku, kiedy kluczowy basista i współwokalista, Marko Hietala ogłosił swoje odejście. – Byłem całkowicie zdruzgotany przez kilka dni – mówi Tuomas o tym ostatnim wydarzeniu. – Byłem prawie zupełnie pewny, że to koniec zespołu. Wyraźnie tak się nie stało. Nie tylko Nightwish zrekrutował zastępstwo na trasę, Jukkę Koskinena, ale Tuomas pracował nad materiałem na następny album po Human :II: Nature. z 2020 roku. – Nightwish nie jest dla mnie jakimś szczególnym spełnieniem marzenia – twierdzi w odniesieniu do dwudziestopięcioletniej podróży, która zawiodła go aż tu. – Chciałem być biologiem morskim. Chciałem być Indianą Jonesem mórz… – Jaki byłeś w dzieciństwie? – Bardzo introwertyczny. Lubiłem być sam. Byłem bez reszty pochłonięty komiksami Walta Disneya, planszówkami fantasy, Władcą Pierścieni, tego typu rzeczami. Przeżywałem przygody w pobliskich lasach z moimi wyimaginowanymi przyjaciółmi: Hyziem, Zyziem i Dyziem i Frodo Bagginsem. Czy byłem nerdem? Tak. I to słowo wciąż stanowi dobry opis tego, kim jestem. – Czy w twojej rodzinie byli jacyś muzycy? – Moja matka jest nauczycielką gry na pianinie, więc stąd to wziąłem. Zapisała mnie na lekcje pianina, gdy miałem sześć lat i potem zacząłem grać na klarnecie, gdy miałem siedem lat. – Jaki zespół sprawił, że zapragnąłeś zostać muzykiem? – Byłem w Ameryce, w 1992 roku, jako uczeń na wymianie, i rodzina, u której mieszkałem zabrała mnie na koncert Metalliki i Guns N’ Roses w Kansas, na olbrzymim stadionie footballowym. Wcale nie interesował mnie heavy metal, ale kupili mi bilet, więc poszedłem. I Metallica rozwaliła mi mózg. To był dla mnie punkt zwrotny. Tydzień później kupiłem wszystkie kasety Metalliki, jakie mogłem znaleźć. Od tamtej pory zajarałem się na całe życie. – Fama głosi, że założyłeś Nightwisha podczas ogniska w lesie. Czy to się wydarzyło naprawdę? – Tak się właśnie stało. Spędzałem noc w domku moich rodziców na malutkiej wyspie z kolegami z licealnej kapeli Dismal Silence. Gdy smażyliśmy kiełbaski i trochę piliśmy, powiedziałem im, że chcę stworzyć zespół, bo chcę pisać własne piosenki. Powiedziałem, że to będzie zupełnie akustyczna, ogniskowa muzyka, a oni mi na to: „Jasne, idź w to.” I w tydzień później trafiłem do wojska. – Podobało ci się w wojsku? Nauczyli cię jak zabijać wrogich żołnierzy łyżeczką? – Ha, nie. Nie znosiłem tego, ale w Finlandii służba wojskowa jest obowiązkowa i wszyscy młodzi mężczyźni idą do wojska. Możesz tam zostać na sześć lub dziewięć miesięcy, albo pójść do służby cywilnej, która trwa dwanaście miesięcy. Postanowiłem pójść na skróty i dołączyłem do orkiestry wojskowej. Trzeba było robić całe to gówno z bronią i w ogóle przez osiem tygodni, ale na szczęście spędziłem następne siedem miesięcy grając jakieś trzysta koncertów i marszów z zespołem. – Zastanawiasz się czasem, jak by to było, gdyby wysłali cię na wojnę? – Postradałbym rozum, bo nie potrafię radzić sobie z bronią. Nienawidzę jej bardziej, niż czegokolwiek innego. Wierzę w samoobronę, więc nie jestem stricte pacyfistą. Jestem po prostu bardzo przeciwko broni, poza sportem i polowaniem. Nie pojmuję prawa w Stanach, gdzie możesz kupić sobie broń bez żadnej kontroli pod kątem użycia w samoobronie. To jakiś absurd. – Finlandia nie jest znana z zespołów o światowej renomie. Czy to zdeterminowało cię do walki o sukces? – Nie, to nigdy nie było moją ambicją. Czytałem o Jacquesie Cousteau [słynny podmorski odkrywca], kiedy miałem sześć lat i chciałem być biologiem morskim. Nawet w trakcie formowania Nightwisha studiowałem, by stać się biologiem. To trwało jakieś pięć miesięcy, zanim rzuciłem studia, przeprowadziłem się na powrót do rodziców i pożyczyłem pieniądze od taty, by kupić nowy keyboard. Ale w Nightwishu nigdy nie było wielkiej ambicji, typu: „Musimy sprzedać tyle a tyle płyt…Musimy wprzedać koncert na Wembley…” – Śpiewałeś w kilku utworach na pierwszym albumie Nightwisha. Z całym szacunkiem, ale nie jesteś najlepszym wokalistą. Czy ktoś ci wtedy powiedział, że to może nie być najlepszy pomysł? – Ta, ja powiedziałem. Kiedy napisałem części pod męski wokal, to miałem nadzieję, że może poproszę kogoś o zaśpiewanie ich, kogoś w stylu Timo Kotipelto ze Stratovariusa czy może Jukkę [Nevalainena – oryginalny perkusista zespołu], bo śpiewał kiedyś w szkolnym chórze, ale żaden z nich się nie zgodził. Więc ostatecznie to musiałem być ja. Kiedy słucham tego teraz, to brzmi dosyć niewinnie, ale czegoś się dzięki temu nauczyłem. – Kiedy Nightwish zaczynał, pracowałeś jako nauczyciel. Czy dzieciaki wiedziały, że byłeś aspirującą gwiazdą rocka? – Byłem kompletnie spłukany, więc dostałem pracę jako zastępczy nauczyciel w liceum. Pracowałem tam przez dwa lata. Moim głównym zajęciem było zajmowanie się dziewczyną na wózku – zawoziłem ją na zajęcia, na posiłki, tego typu rzeczy. Ale kiedy jakiś nauczyciel chorował, dzwonił po mnie mówiąc: „Czy możesz mnie zastąpić na jeden dzień?” Nie miałem najmniejszych kwalifikacji do tego, ale dawali mi notatki, żeby było dobrze. Zabawnie jest teraz spotykać tych uczniów, bo mają już trzydzieści pięć, czterdzieści lat. – Byłeś blisko rozwiązania zespołu i zrezygnowania z muzyki na wczesnym etapie, po wyrzuceniu oryginalnego basisty Samiego Vänski. Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś, jakie byłoby twoje życie, gdyby tak się stało? – Wróciłbym na uniwersytet i kontynuował studia jako biolog. Naprawdę tak bym zrobił, taki był plan. Ale wybrałem się na pieszą wędrówkę z moim przyjacielem Tonym [Kakko, wokalista Sonaty Arctiki] i on powiedział mi: „Jeżeli teraz zrezygnujesz, będziesz żałował przez całe życie.” Powiedział nam także, że musimy zatrudnić menadżera, bo zespołem zajmowałem się sam z Jukką. To było okropne; organizowanie koncertów, ogarnianie kontraktów bez niczyjego wsparcia. Więc zatrudniliśmy menadżera, któremu ufaliśmy i różnica była ogromna. – Album Once był tym, który przeniósł was na kolejny poziom. Jakie to było uczucie być wówczas w Nightwishu? – To była jedna z najlepszych er zespołu. Byliśmy we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Scena metalowa w Finlandii była w rozkwicie: Him, The Rasmus, Lordi, wszystkie te zespoły stawały się wielkimi. Płynęliśmy z tą falą, ale też wydaliśmy wówczas nasz najmocniejszy album. Wydaliśmy mnóstwo pieniędzy, ale pamiętam, że byłem pewien, że nie odniesiemy porażki. Takie: „Łał, to może być coś wielkiego.” – I wtedy wyrzuciliście Tarję Turunen po Once. Czy pomyślałeś: „To koniec, zespół jest skończony”? – Zabawne, ale nie. Miałem to uczucie dwukrotnie. Pierwszy raz w 2001 roku, po wyrzuceniu naszego pierwszego basisty i drugi raz po tym, jak Marko odszedł. Ale kiedy Tarja odeszła i kiedy Anette [Olzon, następczyni Tarji] odeszła, nigdy nie czułem takiego: „Ok, to koniec.” Wręcz przeciwnie. Był ten upór: „Musimy sobie z tym poradzić i pokazać światu.” – Istnieje takie przeświadczenie, że potrafisz być bezwzględnym draniem, jeżeli chodzi o pozbywanie się członków zespołu. Czy ten pogląd jest prawdziwy? – Nie, nie. Jest powód, dla którego pewne zdarzenia mają miejsce i, jeżeli pozwolisz, by sprawy zaszły za daleko – pękasz. Jak Red powiedział Andy’emu Dufresne’owi w „Skazanym na Shawshank”: „Każdy człowiek ma swój punkt krytyczny”. Możesz sobie wyobrazić, jak trudne to były sytuacje, że zdecydowaliśmy się postąpić tak, jak postąpiliśmy. I, oczywiście, te sytuacje powinny były zostać rozwiązane lepiej, ale wybaczam sobie i innym członkom zespołu to, jak je ostatecznie rozwiązaliśmy, ze względu na stan, w jakim wówczas byliśmy. – Czy rozmawiałeś z Tarją od czasu, gdy odeszła? – Mailowaliśmy do siebie kilka razy. Choć rany się nie zagoiły, to po obu stronach rzeczy mają się lepiej. – Czy tak normalnie rozmawiałeś z nią? – Nie. Tylko maile. Kilka miesięcy temu zmarł mój ojciec i ona od razu wysłała mi maila z kondolencjami. Bardzo mnie to wzruszyło. – Mówiłeś o byciu „w mrocznym miejscu” po odejściu Tarji. Co się działo? – Po jej odejściu, następnych kilka miesięcy było bardzo, bardzo mrocznych. To, co mnie ocaliło od zrobienia czegoś głupiego, to moja rodzina, bliscy przyjaciele i film „Osada” w reżyserii M. Night Shyamalana. Oglądałem go dwa razy dziennie przez całe tygodnie. Ten film wiele zmienił. Sama idea wspólnoty żyjącej w spokoju, w środku lasu, oddzielonej od świata. Ponadto ma najlepszy soundtrack w historii. Wypełnia mnie otuchą i nadzieją. – Kiedy mówisz o „zrobieniu czegoś głupiego”, co masz na myśli? – Nigdy nie miałem skłonności samobójczych, nie byłem nawet blisko, ale to było naprawdę bardzo mroczne miejsce. To był najgorszy okres mojego życia. Nazwij go depresją, ale nie stanem samobójczym. Chcę, by to było jasne. – Czy odpowiedzialność bycia w centrum Nightwisha kiedykolwiek staje się stresująca? – Tak, bywa. Jest takie powszechne błędne mniemanie, jakie ludzie mają na mój temat, że jestem tyranem i ja nad wszystkim czuwam. Jestem przeciwieństwem kontrolującego maniaka. Jeżeli zapytasz innych członków zespołu, to myślę, że zgodzą się, że staram się być tak niewidzialnym liderem zespołu, jak to możliwe. Podejmuję ostateczne decyzje, gdy chodzi o istotne sprawy, ale nie chcę z tego robić problemów. – Nightwish nigdy nie wydawał się być zespołem typu seks, narkotyki i rock’n’roll. Czy to coś od czego trzymałeś się z daleka, czy po prostu trzymałeś to w ukryciu? – Był okres, jakieś piętnaście czy dwadzieścia lat temu, gdy może piłem trochę za dużo. Prowadziliśmy rock’n’rollowy tryb życia przez kilka lat. Ale nigdy nie braliśmy narkotyków. Nigdy ich nie próbowałem. – Jaka jest najbardziej rock’n’rollowa rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś? – Zdmolowałem raz kulisy, bo to się po prostu musiało zdarzyć. Taka rzecz do odhaczenia z listy. Ale to miało miejsce w trakcie problemów z Tarją, więc musiałem rozładować frustrację. Było mi potem okropnie wstyd. – Straciliśmy znajomego Fina, Alexiego Laiho, pod koniec 2020 roku. Czy dobrze go znałeś? – Tak, byliśmy naprawdę blisko jakieś dziesięć czy piętnaście lat temu. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Odwiedzałem go, a on mnie, w moim domu, w Kitee. Dzieliliśmy miłość do muzyki, a także do Kaczora Donalda i planszówek – do niewinnych, dziecinnych rzeczy. Przez ostatnich kilka lat nie byliśmy za bardzo w kontakcie. Pisaliśmy SMSy i dzwoniliśmy do siebie dwa czy trzy razy do roku, ale to tyle. Bez konkretnego powodu, po prostu się nie widywaliśmy. – Czy jego śmierć mocno cię uderzyła? – Tak, dosyć mocno. Wiedzieliśmy, że walczy z jakimiś problemami zdrowotnymi, ale, gdy dostałem telefon, pamiętam, że padłem na kolana i miałem takie: „Niemożliwe.” Mocno mnie to uderzyło. Naprawdę za nim tęsknię. Był wspaniałą osobą. Była w nim niewinność i naiwność, jeżeli chodzi o muzykę, którą bardzo ceniłem. – Mówiąc o niewinności, czego ci najbardziej brakuje z wczesnych dni Nightwisha? – Poczucia, że wszystko jest nowe i wspaniałe. Po tylu latach tej pracy stajesz się z konieczności trochę wyczerpany na myśl o kolejnej amerykańskiej czy europejskiej trasie na sześć tygodni. Nie mam nic przeciwko, ale to pierwotne podekscytowanie odeszło, nie jest tak samo, jak w 1999 roku, gdy byliśmy w trasie pierwszy raz. Odzyskać tę ekscytację byłoby czymś wyjątkowym. – Czy kiedykolwiek widziałeś zdjęcie siebie z przeszłości i pomyślałeś: „Co ja, do cholery, mam na sobie?” – O, tak. Kiedyś nosiłem białe tenisowe skarpetki z czerwonymi paskami i przykrótkie spodnie, tak, by było widać te komiczne skarpetki. Miałem takie rastafariańskie przedłużenia we włosach, naprawdę słaby make-up, który sam robiłem. Patrzę na te zdjęcia i śmieję się. Wcale nie jest mi wstyd. – Jakie są plusy bycia członkiem najbardziej znanej kapeli w Finlandii? Czy dzięki temu dostajesz wszystkie najlepsze miejsca w restauracjach? – Ha, ha, ha! Nie, naprawdę nie przepadam za rozgłosem. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ludzie mnie rozpoznają. Ludzie mnie rozpoznają, ale mnie nie zatrzymują – to nie jest fińska mentalność. Ale, kiedy pójdę do baru, zwykle nie muszę płacić za drinki. – Czy Nightwish uszczęśliwia cię cały czas? – Nie cały czas. Bywały gorsze czasy, ale, kiedy patrzę na szerszy obraz, to naprawdę mnie uszczęśliwia. Kiedy Nightwish zacznie zabierać więcej, niż daje, to będziemy musieli z nim skończyć. – Powiedziałeś w 2019 roku, że, jeżeli kolejny członek zespołu odejdzie, to będzie koniec Nightwisha. I teraz Marko odszedł… – Tak czułem w 2019 roku i tak też czułem, gdy Marko odszedł. Cofam swoje słowa, gdy o to chodzi. Ale, gdyby to Floor [Jansen, wokalistka] miała odejść, to koniec, koniec Nightwisha. Absolutnie, 100%. – Gdyby Nightwish skończył się jutro, jak byś się z tym czuł? – Gdyby Nightwish się skończył, to miałbym takie: świetne czasy, cudowna dwudziestopięcioletnia przygoda. I wtedy musiałbym wymyślić coś innego. Żródło: Dave Everly (Metal Hammer #351) | Tłumaczenie: @Taiteilija
  12. „Kiedy Nightwish zacznie zabierać mi więcej, niż daje, to z nim skończę” – Ewangelia według Tuomasa Holopainena Mózg zespołu Nightwish, Tuomas Holopainen wspomina rozpady zespołu, pijaństwo i spektakularne porażki modowe. Kitee to bimbrowa stolica Finlandii. Przez lata produkty przemysłu bimbrowniczego były najsłynniejszym towarem eksportowym tego wiejskiego zaścianka. – Powiedz „Kitee” jakiemukolwiek Finowi, a pierwszą rzeczą, o której pomyśli, będzie bimber – mówi klawiszowiec Nightwisha i mózg zespołu, Tuomas Holopainen, wieloletni mieszkaniec miasta. Na jego twarzy maluje się odraza: – Nienawidzę go [bimbru]. Jest absolutnie okropny. Może się jednak delektować faktem, że jego zespół wyprzedził bimber z nuklearną mocą i stał się najbardziej rozpoznawalnym tworem Kitee w ciągu ostatnich dwóch dekad. To, co zaczęło się jako projekt akustyczny, wymyślony przy ognisku w połowie lat dziewięćdziesiątych, przekształciło się w moloch metalu symfonicznego i odnoszący największe sukcesy fiński zespół w historii. Po drodze miały miejsce wstrząsy, przede wszystkim, burzliwe wyrzucenie oryginalnej wokalistki, Tarji Turunen, w 2005 roku. Kolejny wstrząs nastąpił na początku 2021 roku, kiedy kluczowy basista i współwokalista, Marko Hietala ogłosił swoje odejście. – Byłem całkowicie zdruzgotany przez kilka dni – mówi Tuomas o tym ostatnim wydarzeniu. – Byłem prawie zupełnie pewny, że to koniec zespołu. Wyraźnie tak się nie stało. Nie tylko Nightwish zrekrutował zastępstwo na trasę, Jukkę Koskinena, ale Tuomas pracował nad materiałem na następny album po Human :II: Nature. z 2020 roku. – Nightwish nie jest dla mnie jakimś szczególnym spełnieniem marzenia – twierdzi w odniesieniu do dwudziestopięcioletniej podróży, która zawiodła go aż tu. – Chciałem być biologiem morskim. Chciałem być Indianą Jonesem mórz… – Jaki byłeś w dzieciństwie? – Bardzo introwertyczny. Lubiłem być sam. Byłem bez reszty pochłonięty komiksami Walta Disneya, planszówkami fantasy, Władcą Pierścieni, tego typu rzeczami. Przeżywałem przygody w pobliskich lasach z moimi wyimaginowanymi przyjaciółmi: Hyziem, Zyziem i Dyziem i Frodo Bagginsem. Czy byłem nerdem? Tak. I to słowo wciąż stanowi dobry opis tego, kim jestem. – Czy w twojej rodzinie byli jacyś muzycy? – Moja matka jest nauczycielką gry na pianinie, więc stąd to wziąłem. Zapisała mnie na lekcje pianina, gdy miałem sześć lat i potem zacząłem grać na klarnecie, gdy miałem siedem lat. – Jaki zespół sprawił, że zapragnąłeś zostać muzykiem? – Byłem w Ameryce, w 1992 roku, jako uczeń na wymianie, i rodzina, u której mieszkałem zabrała mnie na koncert Metalliki i Guns N’ Roses w Kansas, na olbrzymim stadionie footballowym. Wcale nie interesował mnie heavy metal, ale kupili mi bilet, więc poszedłem. I Metallica rozwaliła mi mózg. To był dla mnie punkt zwrotny. Tydzień później kupiłem wszystkie kasety Metalliki, jakie mogłem znaleźć. Od tamtej pory zajarałem się na całe życie. – Fama głosi, że założyłeś Nightwisha podczas ogniska w lesie. Czy to się wydarzyło naprawdę? – Tak się właśnie stało. Spędzałem noc w domku moich rodziców na malutkiej wyspie z kolegami z licealnej kapeli Dismal Silence. Gdy smażyliśmy kiełbaski i trochę piliśmy, powiedziałem im, że chcę stworzyć zespół, bo chcę pisać własne piosenki. Powiedziałem, że to będzie zupełnie akustyczna, ogniskowa muzyka, a oni mi na to: „Jasne, idź w to.” I w tydzień później trafiłem do wojska. – Podobało ci się w wojsku? Nauczyli cię jak zabijać wrogich żołnierzy łyżeczką? – Ha, nie. Nie znosiłem tego, ale w Finlandii służba wojskowa jest obowiązkowa i wszyscy młodzi mężczyźni idą do wojska. Możesz tam zostać na sześć lub dziewięć miesięcy, albo pójść do służby cywilnej, która trwa dwanaście miesięcy. Postanowiłem pójść na skróty i dołączyłem do orkiestry wojskowej. Trzeba było robić całe to gówno z bronią i w ogóle przez osiem tygodni, ale na szczęście spędziłem następne siedem miesięcy grając jakieś trzysta koncertów i marszów z zespołem. – Zastanawiasz się czasem, jak by to było, gdyby wysłali cię na wojnę? – Postradałbym rozum, bo nie potrafię radzić sobie z bronią. Nienawidzę jej bardziej, niż czegokolwiek innego. Wierzę w samoobronę, więc nie jestem stricte pacyfistą. Jestem po prostu bardzo przeciwko broni, poza sportem i polowaniem. Nie pojmuję prawa w Stanach, gdzie możesz kupić sobie broń bez żadnej kontroli pod kątem użycia w samoobronie. To jakiś absurd. – Finlandia nie jest znana z zespołów o światowej renomie. Czy to zdeterminowało cię do walki o sukces? – Nie, to nigdy nie było moją ambicją. Czytałem o Jacquesie Cousteau [słynny podmorski odkrywca], kiedy miałem sześć lat i chciałem być biologiem morskim. Nawet w trakcie formowania Nightwisha studiowałem, by stać się biologiem. To trwało jakieś pięć miesięcy, zanim rzuciłem studia, przeprowadziłem się na powrót do rodziców i pożyczyłem pieniądze od taty, by kupić nowy keyboard. Ale w Nightwishu nigdy nie było wielkiej ambicji, typu: „Musimy sprzedać tyle a tyle płyt…Musimy wprzedać koncert na Wembley…” – Śpiewałeś w kilku utworach na pierwszym albumie Nightwisha. Z całym szacunkiem, ale nie jesteś najlepszym wokalistą. Czy ktoś ci wtedy powiedział, że to może nie być najlepszy pomysł? – Ta, ja powiedziałem. Kiedy napisałem części pod męski wokal, to miałem nadzieję, że może poproszę kogoś o zaśpiewanie ich, kogoś w stylu Timo Kotipelto ze Stratovariusa czy może Jukkę [Nevalainena – oryginalny perkusista zespołu], bo śpiewał kiedyś w szkolnym chórze, ale żaden z nich się nie zgodził. Więc ostatecznie to musiałem być ja. Kiedy słucham tego teraz, to brzmi dosyć niewinnie, ale czegoś się dzięki temu nauczyłem. – Kiedy Nightwish zaczynał, pracowałeś jako nauczyciel. Czy dzieciaki wiedziały, że byłeś aspirującą gwiazdą rocka? – Byłem kompletnie spłukany, więc dostałem pracę jako zastępczy nauczyciel w liceum. Pracowałem tam przez dwa lata. Moim głównym zajęciem było zajmowanie się dziewczyną na wózku – zawoziłem ją na zajęcia, na posiłki, tego typu rzeczy. Ale kiedy jakiś nauczyciel chorował, dzwonił po mnie mówiąc: „Czy możesz mnie zastąpić na jeden dzień?” Nie miałem najmniejszych kwalifikacji do tego, ale dawali mi notatki, żeby było dobrze. Zabawnie jest teraz spotykać tych uczniów, bo mają już trzydzieści pięć, czterdzieści lat. – Byłeś blisko rozwiązania zespołu i zrezygnowania z muzyki na wczesnym etapie, po wyrzuceniu oryginalnego basisty Samiego Vänski. Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś, jakie byłoby twoje życie, gdyby tak się stało? – Wróciłbym na uniwersytet i kontynuował studia jako biolog. Naprawdę tak bym zrobił, taki był plan. Ale wybrałem się na pieszą wędrówkę z moim przyjacielem Tonym [Kakko, wokalista Sonaty Arctiki] i on powiedział mi: „Jeżeli teraz zrezygnujesz, będziesz żałował przez całe życie.” Powiedział nam także, że musimy zatrudnić menadżera, bo zespołem zajmowałem się sam z Jukką. To było okropne; organizowanie koncertów, ogarnianie kontraktów bez niczyjego wsparcia. Więc zatrudniliśmy menadżera, któremu ufaliśmy i różnica była ogromna. – Album Once był tym, który przeniósł was na kolejny poziom. Jakie to było uczucie być wówczas w Nightwishu? – To była jedna z najlepszych er zespołu. Byliśmy we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Scena metalowa w Finlandii była w rozkwicie: Him, The Rasmus, Lordi, wszystkie te zespoły stawały się wielkimi. Płynęliśmy z tą falą, ale też wydaliśmy wówczas nasz najmocniejszy album. Wydaliśmy mnóstwo pieniędzy, ale pamiętam, że byłem pewien, że nie odniesiemy porażki. Takie: „Łał, to może być coś wielkiego.” – I wtedy wyrzuciliście Tarję Turunen po Once. Czy pomyślałeś: „To koniec, zespół jest skończony”? – Zabawne, ale nie. Miałem to uczucie dwukrotnie. Pierwszy raz w 2001 roku, po wyrzuceniu naszego pierwszego basisty i drugi raz po tym, jak Marko odszedł. Ale kiedy Tarja odeszła i kiedy Anette [Olzon, następczyni Tarji] odeszła, nigdy nie czułem takiego: „Ok, to koniec.” Wręcz przeciwnie. Był ten upór: „Musimy sobie z tym poradzić i pokazać światu.” – Istnieje takie przeświadczenie, że potrafisz być bezwzględnym draniem, jeżeli chodzi o pozbywanie się członków zespołu. Czy ten pogląd jest prawdziwy? – Nie, nie. Jest powód, dla którego pewne zdarzenia mają miejsce i, jeżeli pozwolisz, by sprawy zaszły za daleko – pękasz. Jak Red powiedział Andy’emu Dufresne’owi w „Skazanym na Shawshank”: „Każdy człowiek ma swój punkt krytyczny”. Możesz sobie wyobrazić, jak trudne to były sytuacje, że zdecydowaliśmy się postąpić tak, jak postąpiliśmy. I, oczywiście, te sytuacje powinny były zostać rozwiązane lepiej, ale wybaczam sobie i innym członkom zespołu to, jak je ostatecznie rozwiązaliśmy, ze względu na stan, w jakim wówczas byliśmy. – Czy rozmawiałeś z Tarją od czasu, gdy odeszła? – Mailowaliśmy do siebie kilka razy. Choć rany się nie zagoiły, to po obu stronach rzeczy mają się lepiej. – Czy tak normalnie rozmawiałeś z nią? – Nie. Tylko maile. Kilka miesięcy temu zmarł mój ojciec i ona od razu wysłała mi maila z kondolencjami. Bardzo mnie to wzruszyło. – Mówiłeś o byciu „w mrocznym miejscu” po odejściu Tarji. Co się działo? – Po jej odejściu, następnych kilka miesięcy było bardzo, bardzo mrocznych. To, co mnie ocaliło od zrobienia czegoś głupiego, to moja rodzina, bliscy przyjaciele i film „Osada” w reżyserii M. Night Shyamalana. Oglądałem go dwa razy dziennie przez całe tygodnie. Ten film wiele zmienił. Sama idea wspólnoty żyjącej w spokoju, w środku lasu, oddzielonej od świata. Ponadto ma najlepszy soundtrack w historii. Wypełnia mnie otuchą i nadzieją. – Kiedy mówisz o „zrobieniu czegoś głupiego”, co masz na myśli? – Nigdy nie miałem skłonności samobójczych, nie byłem nawet blisko, ale to było naprawdę bardzo mroczne miejsce. To był najgorszy okres mojego życia. Nazwij go depresją, ale nie stanem samobójczym. Chcę, by to było jasne. – Czy odpowiedzialność bycia w centrum Nightwisha kiedykolwiek staje się stresująca? – Tak, bywa. Jest takie powszechne błędne mniemanie, jakie ludzie mają na mój temat, że jestem tyranem i ja nad wszystkim czuwam. Jestem przeciwieństwem kontrolującego maniaka. Jeżeli zapytasz innych członków zespołu, to myślę, że zgodzą się, że staram się być tak niewidzialnym liderem zespołu, jak to możliwe. Podejmuję ostateczne decyzje, gdy chodzi o istotne sprawy, ale nie chcę z tego robić problemów. – Nightwish nigdy nie wydawał się być zespołem typu seks, narkotyki i rock’n’roll. Czy to coś od czego trzymałeś się z daleka, czy po prostu trzymałeś to w ukryciu? – Był okres, jakieś piętnaście czy dwadzieścia lat temu, gdy może piłem trochę za dużo. Prowadziliśmy rock’n’rollowy tryb życia przez kilka lat. Ale nigdy nie braliśmy narkotyków. Nigdy ich nie próbowałem. – Jaka jest najbardziej rock’n’rollowa rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś? – Zdmolowałem raz kulisy, bo to się po prostu musiało zdarzyć. Taka rzecz do odhaczenia z listy. Ale to miało miejsce w trakcie problemów z Tarją, więc musiałem rozładować frustrację. Było mi potem okropnie wstyd. – Straciliśmy znajomego Fina, Alexiego Laiho, pod koniec 2020 roku. Czy dobrze go znałeś? – Tak, byliśmy naprawdę blisko jakieś dziesięć czy piętnaście lat temu. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Odwiedzałem go, a on mnie, w moim domu, w Kitee. Dzieliliśmy miłość do muzyki, a także do Kaczora Donalda i planszówek – do niewinnych, dziecinnych rzeczy. Przez ostatnich kilka lat nie byliśmy za bardzo w kontakcie. Pisaliśmy SMSy i dzwoniliśmy do siebie dwa czy trzy razy do roku, ale to tyle. Bez konkretnego powodu, po prostu się nie widywaliśmy. – Czy jego śmierć mocno cię uderzyła? – Tak, dosyć mocno. Wiedzieliśmy, że walczy z jakimiś problemami zdrowotnymi, ale, gdy dostałem telefon, pamiętam, że padłem na kolana i miałem takie: „Niemożliwe.” Mocno mnie to uderzyło. Naprawdę za nim tęsknię. Był wspaniałą osobą. Była w nim niewinność i naiwność, jeżeli chodzi o muzykę, którą bardzo ceniłem. – Mówiąc o niewinności, czego ci najbardziej brakuje z wczesnych dni Nightwisha? – Poczucia, że wszystko jest nowe i wspaniałe. Po tylu latach tej pracy stajesz się z konieczności trochę wyczerpany na myśl o kolejnej amerykańskiej czy europejskiej trasie na sześć tygodni. Nie mam nic przeciwko, ale to pierwotne podekscytowanie odeszło, nie jest tak samo, jak w 1999 roku, gdy byliśmy w trasie pierwszy raz. Odzyskać tę ekscytację byłoby czymś wyjątkowym. – Czy kiedykolwiek widziałeś zdjęcie siebie z przeszłości i pomyślałeś: „Co ja, do cholery, mam na sobie?” – O, tak. Kiedyś nosiłem białe tenisowe skarpetki z czerwonymi paskami i przykrótkie spodnie, tak, by było widać te komiczne skarpetki. Miałem takie rastafariańskie przedłużenia we włosach, naprawdę słaby make-up, który sam robiłem. Patrzę na te zdjęcia i śmieję się. Wcale nie jest mi wstyd. – Jakie są plusy bycia członkiem najbardziej znanej kapeli w Finlandii? Czy dzięki temu dostajesz wszystkie najlepsze miejsca w restauracjach? – Ha, ha, ha! Nie, naprawdę nie przepadam za rozgłosem. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ludzie mnie rozpoznają. Ludzie mnie rozpoznają, ale mnie nie zatrzymują – to nie jest fińska mentalność. Ale, kiedy pójdę do baru, zwykle nie muszę płacić za drinki. – Czy Nightwish uszczęśliwia cię cały czas? – Nie cały czas. Bywały gorsze czasy, ale, kiedy patrzę na szerszy obraz, to naprawdę mnie uszczęśliwia. Kiedy Nightwish zacznie zabierać więcej, niż daje, to będziemy musieli z nim skończyć. – Powiedziałeś w 2019 roku, że, jeżeli kolejny członek zespołu odejdzie, to będzie koniec Nightwisha. I teraz Marko odszedł… – Tak czułem w 2019 roku i tak też czułem, gdy Marko odszedł. Cofam swoje słowa, gdy o to chodzi. Ale, gdyby to Floor [Jansen, wokalistka] miała odejść, to koniec, koniec Nightwisha. Absolutnie, 100%. – Gdyby Nightwish skończył się jutro, jak byś się z tym czuł? – Gdyby Nightwish się skończył, to miałbym takie: świetne czasy, cudowna dwudziestopięcioletnia przygoda. I wtedy musiałbym wymyślić coś innego. Żródło: Dave Everly (Metal Hammer #351) | Tłumaczenie: @Taiteilija View full wpis
  13. Nowy sesyjny basista Nightwish Zespół ogłosił kto zastąpi Marco na scenie podczas trasy promującej album Human. :||: Nature. Jest nim Jukka Koskinen z zespołu Wintersun. Nie mógłbym być bardziej zaszczycony od bycia częścią wehikułu ducha Nightwisha w jego dalszej podróży oraz od dzielenia z Wami wszystkimi wyjątkowych momentów, które nadejdą na trasie Human. :II: Nature.! - Jukka. View full wpis
  14. Zespół ogłosił kto zastąpi Marco na scenie podczas trasy promującej album Human. :||: Nature. Jest nim Jukka Koskinen z zespołu Wintersun. Nie mógłbym być bardziej zaszczycony od bycia częścią wehikułu ducha Nightwisha w jego dalszej podróży oraz od dzielenia z Wami wszystkimi wyjątkowych momentów, które nadejdą na trasie Human. :II: Nature.! - Jukka.
  15. Informacje o zbliżających się wirtualnych koncertach Nightwish 28 i 29 maja zespół zagra dwa koncerty w wirtualnej Karczmie Wyspiarza (The Islander's Inn). The Islander's Inn - taką nazwę noszą dwa koncerty, które będą dostępne w formie transmisji na żywo online. Piątek, 28 maja o godzinie 20:00 (czasu polskiego) - dla widzów z Europy Sobota, 29 maja o godzinie 14:00 (czasu polskiego) - dla widzów z Ameryki Północnej i Południowej Przybliżony czas obu koncertów to 90 minut. Zapis będzie można odtwarzać przez kolejnych 48 godzin po każdym nich. Bilety do nabycia na oficjalnej stronie zespołu nightwish.com w różnych wariantach: Na jeden wieczór (35 euro* ~ 160zł) - dostęp do wybranej transmisji (piątek lub sobota) Na dwa wieczory (45 euro* ~ 202zł) - dostęp do dwóch transmisji (piątek oraz sobota) Dostępne są także bilety w wersji VIP w cenie 109 euro* ~ 490zł, które oferują: Dostęp do obu transmisji Spotkanie online z sesyjnym basistą trasy promującej album Human :||: Nature (na godzinę przed każdym z koncertów) Limitowaną edycję koszulki (rozmiar S - XXL, unisex) Szczegółowe informacje nt koncertów, biletów czy dostępu do platformy transmisji można znaleźć na stronie organizatora. *Do każdego zamówienia doliczane jest 1 euro opłaty. Występowi będą towarzyszyć efekty wizualne, których zapowiedź możemy obejrzeć na poniższym wideo: Ciekawostką jest fakt, że chromowane elementy zestawy perkusyjnego Kai'a wchodziły w konflikt z kamerami i wirtualną scenografią. Przez to Kai był zmuszony przemalować ów elementy na czarno. 🙂 View full wpis
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.