Jump to content
Sign in to follow this  
prostreet94

Wembley SSE Arena, Londyn - Nightwish 19/12/2015 z Arch Enemy i Amorphis

Recommended Posts

Przepraszam z góry, ale nie mam polskich znaków w klawiaturze oprócz 'ó' :)

 

Wiem, ze sa nikle szanse, ale byc moze ktos z forum wybiera sie na Wembley? Sam mieszkam 16 godzin autobusem od Londynu, ale mimo wszystko kupuje bilet; nie moge opuscic koncertu promujacego 'Endless Forms Most Beautiful' ;) Bilety nie sa takie drogie, od 150 zl (29,50 £). Za pózno sie zorientowalem, poniewaz nie ma juz miejsc stojacych przy scenie; mozna kupic u partnera SSE Areny, ale sa 2 razy drozsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Relacja z koncertu:

 

 

DOJAZD NA MIEJSCE

b421319aa2fea.gif

 

Mieszkam w Szkocji, a dokładniej w miejscowości, która kiedyś była jej stolicą - w Perth. Miałem spory kawałek do docelowego miejsca, jakim był Londyn, dlatego jako środek transportu wybrałem samolot. Bilety nie były aż tak drogie, więc skusiłem się na nie, dość szybko (12 godzin w autobusie to coś zupełnie nie dla mnie). Pakowałem się tuż po pracy (kończyłem ją o godzinie 11 w nocy); poddekscytowany nie spałem - zasłuchiwałem się tylko w melodiach z najnowszej płyty Nightwish i dlatego będąc w Londynie o godzinie 7:00 nie czułem się najlepiej. Z samego lotniska do Wembley (miejsce koncertu zespołu) to jakieś półtorej godziny jazdy samochodem (no może godzina, gdy drogi nie są zakorkowane); oznaczało to, to, że mam dodatkowy czas na przespanie się w taksówce. Będąc na miejscu, spędziłem około pięciu godzin w dużej galeri, obok stadionu tylko po to, by móc o 15:00 zakwaterować się w pokoju hotelowym. Zmęczony położyłem się spać.

 

PRZED KONCERTEM

Koncert odbył się 19 grudnia; ja przyjechałem 16 - mając w ten sposób 5 dni urlopu i odpoczynku od pracy. Chciałem dużo pozwiedzać (pierwszy raz byłem w stolicy Wielkiej Brytanii); skończyło się na tym, że wybrałem się do londyńskiego zoo i do kina na najnowszą część 'Gwiezdnych wojen'. Pierwsze 3 dni minęły bardzo szybko, szybko też odpocząłem i szybko też moje podekscytowanie koncertem malało (sam nie wiem dlaczego - być może, dlatego, że niemal znałem wszystkie nowe kawałki Nightwish na pamięć). Wszystko zmieniło się w dzień koncertu, kiedy to wychodząc z hotelu zobaczyłem ogrom ludzi chodzących w koszulkach Nightwish po ulicach, było ich naprawdę dużo; a o godz. 9:00 przed wejściem do SSE Arena pierwsi fani zespołu, czekali niecierpliwie pod budynkiem; obok hotelu 'Hilton' zauważyłem też, posturą i włosami - podobnego mężczyznę do basisty zespołu - Marco Hietali, teraz już jestem pewien, że to nie on, ale fajnie było sobie wmówić, że widziało się go z bliska.

O godzinie 17, byłem już gotowy do wydarzenia, z hotelu miałem parę kroków do Wembley SSE ARENA, więc przed jej wejściem, zjawiłem się o 17:05. W środku byłem o godzinie 18:10; nie mogłem jednak dostać się na główną scenę; ludzi zaczęli tam dopiero wpuszczać gdzieś za piętnaście siódma. Bałem się o swój bilet (a nawet kupiłem dwa - i jak się potem okazało bardzo dobrze zrobiłem, bo dzięki temu byłem nad samiutką sceną - widziałem ją wręcz z idealnej odległości; był to rząd nr 1). O godzinie 19:00 swój występ zaczął Amorphis; w tym czasie ludzie jeszcze zajmowali miejsca i krzątali się po całym budynku; a ja siedząc uraczony, słuchałem i głośno biłem brawo. Po wejściu Arch Enemy, zrobiło się trochę tłoczniej, ale nie było imponującej liczby osób, tej, która zjawiła się podczas występu Nightwish. Alissa dała mi takiego kopa, że nie mogłem siedzieć na miejscu; skakała po całej scenie - przynosiła rekwizyty no i... śpiewała - tak bardzo mnie zauroczyła, że wziąłem sobie za cel, zobaczenie jej na żywo, po raz kolejny - polecam wszystkim, baba z pazurem i o takim głosie, że można się popłakać - ona została stworzona do muzyki metalowej.

 

ZAPADAJĄ KURTYNY, A WSZYSCY WIEDZĄ CO SIĘ KROI...

 

22747f3cc9ca3.jpg

 

Po występie Arch Enemy zapadają kurtyny i robi się ciemno. Zniecierpliwieni fani zaczynają bić brawa, krzyczeć, przywoływać Nightwish na scenę; i tak 20 minut później kurtyny opadają a wraz z nimi podnoszą się krzyki i piski fanów -wśród hałasów rozpoznaję 'Shudder before the beautiful'. Po pierwszych słowach, pamiętam tylko jedną myśl 'Ale ta Floor ma głosisko'; coś jeszcze w stylu- 'Ha Ha, ale Tuomas ma duży nochal' i 'Marco taki niski przy Floor'. Nie sprawdzałem setlisty, więc była dla mnie ona mega zaskoczeniem, oprócz utworów z nowej płyty zespół zagrał bardzo dużo starych kawałków m.in. '7 Days to the Wolves', 'The Poet and the pendulum', 'Ever Dream', 'I want my tears back', 'Ghost Love Score','While your Lips are still red', 'Storytime' - coś magicznego. Występom towarzyszyło dużo pirotechnicznych bajerów. Z samego podekscytowania za dużo nie pamiętam, wiem tylko, że cały koncert dla mnie minął jak jakieś 20 minut, mimo, że trwał o wiele dłużej. To co mi się w nim nie podobało, to tylko reakcje większości widzów na moim sektorze - zamiast skakać, krzyczeć, cieszyć się tym wszystkim - niemal każdy miał wyciągniętą kamerę i nagrywał Floor; ludzie - co jest? Przecież koncert był nagrywany, więc te emocje możecie powtórzyć sobie wtedy, kiedy wyjdzie DVD; to wszystko trochę popsuło całe wydarzenie. Na sam koniec wyszedł profesor Dawkins, szczerze? - nawet nie wiedziałem, że to on, byłem tak poszarpany emocjonalnie, że chciałem więcej i więcej muzyki. Pamiętam jeszcze jak podczas przemowy Hietali jakaś dziewczyna zaczęła krzyczeć z mojego sektoru 'Marcoooo', a mężczyzna obok mnie (bardzo znudzony) myślał, że woła ona 'wanker' (ang. koniobijca).

 

Po powrocie do hotelu odpaliłem internet i dalej wsłuchiwałem się w Nightwish ;)

  • Like 8

Share this post


Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.