Jump to content
Taiteilija

Edukacja

Recommended Posts

Wystarczy iść do zawodówki. Tam się nauczysz zawodu,nie musisz iść na żadne studia, tylko od razu do pracy. Żałuję, że sama nie obrałam tej drogi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zawodówki to bardzo niedoceniane szkoły- nie wiem skąd przeświadczenie że jak nie ma studiów to gorzej wyedukowany!?

Co taki po studiach tak serio umie? Teoria i założenia- praktyki jak na lekarstwo. Szkoła zawodowa testuje umiejętności praktyczne - tu uczeń przynajmniej liznie ćwiczenia.

Od kilku lat obserwuje szkoły uczące zawodu, ale bez praktyk? To nowy wymysł z projektów unijnych! Wyobrazcie sobie egzamin z florystyki gdzie rysujesz bukiet zamiast go wykonać?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomysł zawodówki jest generalnie naprawdę dobrą ideą, ale my zbyt często kojarzymy uczniów takich szkół z idiotami, którym brakowało rozumu i ambicji, żeby pójść do liceum. Ponadto, poziom w zawodówkach jest często bardzo niski, a szkoda, bo to szkoła o wiele bardziej użyteczna niż liceum, gdzie człowiek uczy się nie wiadomo czego i po co. Liceum przyucza, można powiedzieć, na murarza, baletnicę, fryzjera i szewca jednocześnie, przez, co, tak naprawdę, nie przyucza do niczego, a zawodówka uczy konkretnie bycia kowalem (używając metafor) i daje pojęcie wyłącznie o BYCIU kowalem, przez co potem JEST się kowalem. Proste! A liceum? Teoria, brak praktyki, zerowe przygotowanie do życia poza szkołą - wiem, że taki jest zamysł (w końcu o czymś świadczy przedrostek OGÓLNOKSZTAŁCĄCE), ale mimo to dostrzegam wiele wad liceów, przygotowujących "jako-tako" chyba tylko na studia, gdzie kontynuuje się zdobytą, dość niepraktyczną wiedzę.

Sama skończyłam liceum i zamierzam iść na studia, bo lubię poszerzać horyzonty, a pracodawca inaczej patrzy na "wykształcenie wyższe", niż "średnie" w CV, ale mimo to myślę, że absolwenci zawodówek są nieraz lepiej przygotowani do życia poza szkołą, niż licealiści i studenci. Szkoda, że zawodówki mają tak paskudną reputację i niejednokrotnie, tak niski poziom, a do tego te, wspomniane przez Beatkę, projekty unijne, zakładające rezygnację z praktyk...:dodgy: Takie tam licealizowanie zawodówek.

 

Po to właśnie w szkołach średnich jest taki przedmiot jak "podstawy przedsiębiorczości" by się na rynku pracy odnaleźć. Co prawda wykładany jest nie raz tak jak cała reszta, a i stosunek uczniów do tego przedmiotu często jest olewający, bo to przedmiot uczony tylko przez rok, więc łatwa piątka "za nic", ale założenia ma szczytne i nie można powiedzieć, że szkoła nie próbuje uczyć takich rzeczy jak znalezienie pracy. Po prostu nie zawsze potrafi.

 

Taaa, znam to z autopsji! PP to taka zapchajdziura, która ma, według uczniów, a i według nauczycieli, którzy nie przykładają się do prowadzenia podobnych zajęć, dostarczyć łatwych ocen. Ponadto, jak wspomniałam o stosunku nauczycieli, przedmiot wykładany jest "na sucho", bez praktyki, a w razie zajęć praktycznych typu "układanie CV" toleruje się byle jakie twory, za które łatwo zarobić 4, czy 5. Wykładany przedmiot składa się w lwiej części z definicji typu "co to jest kredyt?" na poziomie podstawówki, które byle leser wykuje na pamięć. Dobry zamysł, zatem, zła realizacja.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

*nie chce mi się czytać poprzednich postów, ale jako, że jestem już na forum, to coś napiszę :P*

 

Piszę tylko o moich osobistych odczuciach, nie wiem, czy tak też jest w innych szkołach

 

Ponarzekam sobie na polski system edukacji:

 

1. Denerwuje mnie to, że w gimnazjum prawie całkowicie na historii ignoruje się historię Azji wschodniej. O.o Jedynie w podręczniku miałem jeden wspólny temat dla tych regionach i kilka razy wspomniane coś w kontekście kolonii europejskich + parę zdań o otworzeniu się Japonii na świat... i to tyle. Nawet nie pamiętam bym miał cokolwiek o wojnach opiumowych. Poza tym bez sensu jest to, że w 3. klasie na egzaminie (na którym większość to czytanie ze zrozumieniem btw) mogą się pojawić pytania o 1WŚ, a to według programu jest dopiero pod koniec roku. Dlatego nauczyciel musiał z nami cały XIX wiek przerobić na dwóch lekcjach, a teraz do tego wraca i już wszystko mi się miesza.

 

2. Nie uczymy się międzynarodowego alfabetu fonetycznego i ogólnie wymowy na angielskich i niemieckim. W ogóle jakoś dziwnie języki obce są nauczane, angielskiego mnie głównie uczy Internet, bo z wiedza z lekcji zbyt szybko z głowy mi wylatuje.

 

3. Religia w szkołach to w ogóle jakiś absurd. I to, że w tygodniu mam (tzn. nie mam, bo nie chodzę) dwie religię, a geografii, chemii, fizyki, biologii - jedną.

 

4. Poziom podręczników - w biologii mam baaaardzo proste rzeczy i jeszcze z błędami (w porównaniu z Biologią autorstwa Eldry Solomon, Linda Berg oraz Diany Martin, dziewiąte wydanie z 2014 - ta słynna Biologia Villego). Dziwna (staroświecka) systematyka, brak jakichkolwiek informacji o archeonach, seksie w temacie o układzie rozrodczym, wszystko jakoś tak ogólnie wytłumaczone. ;_; I w porównaniu do starych podręczników poziom bardzo się obniżył.

 

5. Lektury, które mnie tylko do czytania zniechęciły.

 

6. Niektóre pytania na egzaminach gimnazjalnych to chyba jakiś żart był (ostatnie z wosu i historii).

 

7. I jeszcze coś, co dotyczy tylko mojej szkoły - poziom wiedzy matematycznej 3/4 mojej klasy jest... ekhm, na to nawet słów nie ma. Nauczycielka dała nam sprawdzian z 5. klasy szkoły podstawowej (dosłownie, bo uczy też podstawówki i po prostu wzięła test, który jej klasa pisała parę dni wcześniej) i większość połowy nie umiała zrobić. Albo nie umieć policzyć pola trójkąta? ;_; Really, jeszcze mając wzór na tablicy?

 

8. Wiele osób ma naprawdę poważne problemy psychiczne z powodu szkoły, ciągła przemoc, kradzieże i niezbyt miła atmosfera, szczególnie w gimnazjach, a nauczyciele nic nie robią.

 

Mam nadzieję, że w liceum będzie lepiej, bo chcę już jak najszybciej skończyć studia medyczne i wyjechać gdzieś za granicę.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
7. I jeszcze coś, co dotyczy tylko mojej szkoły - poziom wiedzy matematycznej 3/4 mojej klasy jest... ekhm, na to nawet słów nie ma. Nauczycielka dała nam sprawdzian z 5. klasy szkoły podstawowej (dosłownie, bo uczy też podstawówki i po prostu wzięła test, który jej klasa pisała parę dni wcześniej) i większość połowy nie umiała zrobić. Albo nie umieć policzyć pola trójkąta? ;_; Really, jeszcze mając wzór na tablicy?

Scavciu, głupich ludzi jest sporo na tym świecie, pogódź się z tym. U mnie chyba nie ma aż tak tragicznego poziomu, ale utkwiło mi (napisałam "mnie" ;-; chyba czas iść spać) w pamięci, jak matematyczka wyciągnęła do tablicy pewną dziewczynę, a ona nie mogła załapać, co to znaczy "przestaw cyfry w liczbie". Załamka ;-;

A ta religia... Boże, nie wiem, czemu ja się nie wypisałam. Ten katechizm, który każą nam wkuwać, jest taki IDIOTYCZNY ;-; Jakieś durne formułki wykuwane na pamięć. Najbardziej niszczy mnie: "Czym jest zmartwychwstanie Jezusa? Odp.Ukoronowaniem dzieła zbawienia". Rodzicom kojarzy się toto z "Konopielką" i wbijaniem dzieciakom do głów, że "rzeka wije się błękitną wstęgą". No debilizm ._. Ale dobra, byle do bierzmowania, "na wypadek, gdybym znalazła chłopaka, który chce wziąć ślub kościelny", jak rzecze mama (co jest mało prawdopodobne). Poza tym, odnoszę wrażenie, że u nas w szkole nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może być innego wyznania. Pewnie, jeśli czyiś rodzice poprosiliby o zwolnienie dziecka z religii, prawdopodobnie nie byłoby z tym problemu. Ale tak: jest modlitwa na rozpoczęciu, końcu roku i takich tam uroczystościach. W sali matematycznej przez pewien czas wisiała kartka ze znakami zakazanymi i niebezpiecznymi, kojarzycie pewnie. Szatański motyl, szatańska pacyfka, szatański kucyk, szatańska tęcza itede. Jakby od razu zakładali, że każdy uczeń przychodzący do szkoły jest katolikiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Scav naucz się fińskiego i pracuj w Finlandii - tu opłaca się pracować i uczyć też :)

Jeśli chodzi o system edukacji w Polsce to nie podoba mi się, że są gimnazja. Powinno być tak jak kiedyś: podstawówka, liceum/technikum/zawodówka potem ewentualnie szkoła policealna i studia. Gimnazjum to dla mnie takie "nie wiadomo co", piąte koło u wozu. Nie wiem po co ten system wywrócili do góry nogami. Dla mnie to wszystko jest bez sensu. I oczywiście jeszcze strasznie drogie i ciężkie podręczniki i dziecko ma to wszystko nosić w plecaku. Dziecka nie widać tylko plecak. I książek nie odkupisz od nikogo bo muszą być nowe. Polecenia w tych podręcznikach ( Wesoła szkoła 1-3) są napisane takim językiem, że trzeba się zastanawiać co autor miał na myśli. Pełno jest książek w tym zestawie, nie wyrabiają się z przerabianiem tego i w sumie w tych książkach treść się powtarza więc nie wiem po co ich jest aż tyle. No tak przecież ktoś musi na tym zarobić. Dodatkowo trzeba jeszcze kupić książki do religii i angielskiego. Wymagają od dzieci za dużo; czy one mają być geniuszami. A i tak uczą (tzn przerabiają program) jakichś "pierdołów", które w życiu nie są do niczego potrzebne. Jeśli ktoś chce się nauczyć np. języka obcego to powinien zapisać się na kurs lub uczyć się samemu. Zresztą języka też się nie wybiera: jak chcesz uczyć się hiszpańskiego a jest tylko 30 miejsc to dla ciebie zabraknie i musisz uczyć się francuskiego. Na w-f w piłkę nożną grają chłopacy ( w gimnazjum mojej kuzynki) a dziewczyny nie, chociaż chcą - dlaczego tak jest. Mamy XXI w. i dziewczyny też chcą i powinny grać w "nogę".

Scav narzekałeś na uczniów, że nic nie umieją, w mojej dawnej szkole są nauczyciele, którzy robią podstawowe błędy np dzielą przez zero bo "ich tak w szkole uczyli". Na szczęście mnie nie uczyli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Morderczyni

Okazywanie szacunku przez ucznia dla nauczyciela. Jakie są wasze spostrzeżenia na ten temat?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mianowicie, moje spostrzeżenia są następujące: szacunek powinien być rzeczą obopólną. Uczniowie, jako młodsi wiekiem zobowiązani są, ma się rozumieć, do uprzejmości wobec nauczyciela, ale nauczyciel też powinien traktować uczniów jak ludzi, a nie głupie, podległe mu skrzaty.

Nauczyciel jest tylko człowiekiem; ma swój charakterek, swoje wady i złe dni, więc uczeń lubić na siłę go nie musi, może zgłaszać sprzeciw wobec jego zachowań, o ile uzna je za nieodpowiednie, ale musi robić to z kulturą. Jeżeli nauczyciel jest nie fair, naprawdę nie fair, to rzucanie pineskami w niego nic nie da. ;) W tym wypadku uczeń powinien grzecznie (starając się panować nad emocjami, choć wiem z doświadczenia, że czasem to nie wychodzi) przedstawić nauczycielowi jego punkt widzenia, lub zgłosić się z problemem do pedagoga. Przecież przemocą nic się nie da zwojować, a już szczególnie, kiedy mamy do czynienia z konfliktem między osobami o różnej randze, wieku - nauczyciel zawsze będzie miał większe pole działania i więcej przywilejów (taka jest prawda, choć nikt tego wprost nie przyzna - nauczyciel, jako dorosły, doświadczony pracownik jest chroniony, popierany bardziej niż zwykły uczeń), bo w razie konfliktu dyrekcja uwierzy komu: pracownikowi z dziesięcioletnim stażem, czy piętnastoletniemu wyrostkowi?

Najlepsza jest sytuacja, gdy uczeń i nauczyciel są w stanie dostrzec swoje wzajemne wady, rozumieć je i szanować, a problemy rozwiązywać poprzez kulturalną rozmowę, a nie krzykami, ale wiemy, że tak się nie da.

Wiele razy byłam świadkiem, gdy uczeń był zwyczajnie wredny i złośliwy; naskarżył mamuńci i tatusiowi, bo pani zła i za dużo zadaje, a jak się nie odrobi to postawi nawet jedynkę, ba! uwagę! Wobec tego, nic dziwnego, że uczniom trudniej wierzyć, ciężej zaufać ich osądom na temat nauczycieli, bo są one zbyt często podyktowane egoizmem, lenistwem, złośliwością... Tymczasem, zdarza się, że nauczyciel też potrafi być nie fair! I kto wtedy uwierzy uczniom, skoro wcześniej kablowali na nauczycieli z powodu karygodnego nadmiaru prac domowych? Nikt, albo prawie nikt; wtedy, oczywiście zostaną podjęte kroki w celu zażegnania konfliktu, ale rozwiązanie kwestii będzie zapewne korzystne głównie dla nauczyciela, a uczniów poprosi się o wyrozumiałość i nie drążenie kwestii.

Ech, nauczyciele nie powinni przynosić swoich domowych problemów do pracy (uczniowie też nie, ale nauczyciele to pracownicy, a nie nastolatkowie z problemami i powinni się nieco bardziej kontrolować), a robią to aż za często i nikt wtedy nie obroni ucznia przed złym humorem mentora. Byłam świadkiem, gdy nauczycielka po przepytaniu połowy klasy (większość nic nie umiała) zapytała dziewczynę, świetną uczennicę, przygotowaną do odpowiedzi i doprowadziła ją do płaczu, bo nie dała jej nawet się chwilę zastanowić nad odpowiedzią na zadane pytania. W dodatku, zaczęła ją pytać z rzeczy, których nie kazała się uczyć. Wszystko przez to, że inni nie byli przygotowani i zdenerwowali kobietę tak bardzo, że wyładowała się na kimś, kto naprawdę na to nie zasłużył. Czy to było fair? Nie, a jaka była reakcja wychowawczyni, gdy poprosiliśmy ją o rozmowę z ową nauczycielką: "To specyficzna kobieta, czy chcecie mieć z nią konflikt? Mogę z nią porozmawiać, ale wolałabym nie, bo... (myślę, że -> bo ta kobieta jest ode mnie starsza, bardziej doświadczona i nie chcę mieć w niej wroga)". Ciężko jest w takim wypadku mówić o obopólnym szacunku i równych prawach, skoro nie można w żaden sposób mitygować nauczyciela, gdy popełni błąd bez urażenia jego dumy, czy powiedzenia czegoś niestosownego.

Następnego dnia ta sama nauczycielka nie przeprosiła, tylko wielce obruszona powiedziała do dziewczyny, że "za bardzo się emocjonuje!". Żadnego przyznania się do błędu. Nic. Myślę, że było kobiecie trochę głupio, ale nie umiała się do tego przyznać. Pozwoliła dziewczynie poprawić odpowiedź, jakby udzielała jej łaski. Zwykłe "przepraszam", czy to tak dużo? Inni nauczyciele o sprawie słyszeli i nie bardzo wiedzieli, co zrobić.

Nauczyciel zabrania nam krzyczeć i emocjonować się podczas rozmowy z nim, a sam nieraz łamie te ustanowione zasady konwersacji. Prawda jest taka, że jesteśmy tylko ludźmi; i uczniowie i nauczyciele, więc zawsze będzie tak, że ten szacunek będzie obopólnie szwankował - czasem słusznie nieokazywany, a czasem bardzo niesprawiedliwie. Niemniej, powinniśmy dążyć do jego okazywania w najwyższym, możliwym stopniu.

Naplątałam. Jak zawsze. :P

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, że prestiż zawodu nauczyciela w Polsce jest zbyt niski, to bardzo wpływa na brak okazywania szacunku przez uczniów. W zhp miałam okazję się przekonać, że młodsze dzieci potrafią być bezczelne i aroganckie, to co dopiero musi się dziać na lekcjach :cool:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szacunek dla nauczyciela - temat rzeka.

Z opowieści koleżanki mogę przedstawić taką sytuację:

na studiach miała ona praktyki w liceum ogólnokształcącym, prywatnym - nie państwowym.

Uczyła biologii. Mówiła, że dziewczyny malowały się na lekcjach, rzucały zeszytami, rozmawiały i nie przejmowały się tym, że nauczycielka jest w klasie. Zachowywały się tak jak by jej tam nie było. Gdy koleżanka spytała o coś prostego - np. czy ktoś wie jak wygląda owad (pyt. bardzo ogólnikowe), to nikt nie potrafił odpowiedzieć. Jedna dziewczyna z klasy powiedziała, że owady to te zwierzęta co latają w nocy pod latarnią... Jak tego słuchałem to ręce opadają. Pewnie dlatego nie robiłem kursu nauczyciela - nie wytrzymałbym chyba i wszystkim wstawiał jedynki jak leci. A w szkole prywatnej wiadomo - dziecko ma zdać. Rodzice płacą więc wymagają. Takie są realia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mówiła, że dziewczyny malowały się na lekcjach, rzucały zeszytami, rozmawiały i nie przejmowały się tym, że nauczycielka jest w klasie. Zachowywały się tak jak by jej tam nie było. Gdy koleżanka spytała o coś prostego - np. czy ktoś wie jak wygląda owad (pyt. bardzo ogólnikowe), to nikt nie potrafił odpowiedzieć. Jedna dziewczyna z klasy powiedziała, że owady to te zwierzęta co latają w nocy pod latarnią... Jak tego słuchałem to ręce opadają. Pewnie dlatego nie robiłem kursu nauczyciela - nie wytrzymałbym chyba i wszystkim wstawiał jedynki jak leci. A w szkole prywatnej wiadomo - dziecko ma zdać. Rodzice płacą więc wymagają. Takie są realia.

 

Znam podobne sytuacje z własnego liceum. Kiedyś dwie, piękne i niezwykle inteligentne młode damy zasłoniły się na lekcji torbami i... malowały paznokcie, licząc, że nikt nie wyczuje charakterystycznego, ostrego zapachu lakieru. Ach, ten szacunek dla nauczyciela, prowadzącego lekcję!

Nie wiem, czy dzieciaki w szkołach prywatnych tak bardzo różnią się od tych w szkołach publicznych - znałam kilku porządnych ludzi, którzy skończyli prywatne gimnazjum i znam masę złośliwego robactwa z publicznych szkół. Bandy malujących się dziewuch (tapeta 3 cm), w głowie pstro, a do nauczyciela wielkie pretensje, że chce postawić im jeden na semestr, "tylko" dlatego, że nie były na połowie zajęć z przedmiotu. :dodgy:

No właśnie, jaki jest wasz stosunek do makijażu i ubioru w szkołach? Czy makijaż powinien być dozwolony? W gimnazjum, liceum? Czy też nie, albo w małym stopniu. A co z ubiorem, czy na początku upalnego czerwca, można ubrać do szkoły zwykłe krótkie spodenki i bokserkę, czy obowiązkowo powinno się mieć ramiona i nogi zakryte?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widocznie ta szkoła prywatna była akurat dla tych sytuowanych lepiej, którym nauka sprawia wielki ból. Aż mnie ciarki przechodzą jak myślę, że tacy ludzie też mają prawo głosu nie znając nawet programu wyborczego partii, na którą głosują. Ale mniejsza o to, nie offtopuję już :P

Co do ubioru - sprawa dyskusyjna, zależy od punktu widzenia. Czasami ciężko się skupić na nauce jak dziewczyny chodzą po klasie w strojach wyzywających z make upem 3cm i ustami błyszczącymi jak świetlik w noc kupały. Wg mnie wybór jest prosty - albo nauka albo wygląd. Przynajmniej w szkołach średnich gdzie dzieciakom hormony uderzają do głowy. Może i jestem staroświecki ale to jest mój punkt widzenia, na szczęście pewnie dla co niektórych - nie pracuję w edukacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwnym trafem nie wpadłam nigdy na ten temat jeszcze. Niestety moja edukacja jeszcze trwa i mogę trochę na to ponarzekać. Pierwszą rzeczą jest zdecydowany brak szacunku do nauczycieli mogę na przykład wziąć moich niestety znajomych z klasy. Są tak aroganccy i chamscy że podziwiam nauczycieli którzy mają jeszcze cierpliwość z kimś tak po prostu tępym rozmawiać. Tak samo przeraża mnie to że nie rozumieją że nauka jest ważna dla nich rzeczywiście szkoła uczy dużej ilości niepotrzebny, ale i tak uważanie i nauka w szkole jest potrzeba bo coś z tego jednak się w życiu przyda. Wygląd uczniów też jest starszy. Chodzenia w kilogramach tapety, ledwo zasłaniających spódniczkach i z biustem na zewnątrz to jak już tak bardzo chcą raczej po lekcjach. Mundurki są dobrą sprawą chociaż u mnie w szkole nie wypaliło prawie wszyscy mieli gdzieś nawet naganę dyrektora. Nie wiem jak wygląda sprawa w innych szkoła, ale sądzę że wszędzie się tak zachowują. No i jeszcze jest sprawa samego nauczania. Duża ilość tego czego uczy się w szkole jest niepotrzebna w późniejszym życia, a szkoła raczej powinna do niego przygotowywać. Nawet tam gdzie znajdą się rzeczy potrzebne najczęściej popsuty jest sam wygląd nauczania. Weźmy np. nauka języków obcych bez mówienia. W szkołach obowiązuje metoda gramatyczno-tłumaczeniowa. Oczywiście ta metoda też jest ważna trzeba umieć pisać i znać zasady gramatyki danego języka, ale trzeba umieć także w nim mówić.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogólnie to system edukacji przygotowuje do egzaminów a nie do życia. Wiesz jak liczyć logarytmy, ale nie wiesz jak założyć firmę, jak się rozliczać itp. Dopiero PO szkole następuje prawdziwa lekcja życia, niestety. Reformy są konieczne, ale nie widać by coś się miało w tej kwestii zmieniać.

Ludzie, przeważnie młodzi są pozbawiani wartości. Kiedyś nauczycieli należało szanować, jakkolwiek nie byliby surowi czy wymagający. To samo jeśli chodzi o strój odpowiedni do sytuacji np. w szkole.

Dzisiaj ludzi się uczy, że im się coś należy tylko dlatego, że się urodzili. Nie trzeba na nic sobie zapracować tylko się wymaga: to ma być takie jakie ja chcę i koniec. Quo vadis, świecie!?

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Adrianie, muszę w tym momencie przyznać, że nowa podstawa programowa to pewien krok w kierunku zmiany systemu na bardziej życiowy. Nieduży, bo przecież nadal jest dość dużo nauki pod maturę, ale polska edukacja zaczyna mieć sens.

Weźmy chociażby HiS i przyrodę w II i III klasie liceum (przy czym HiS dotyczy nie rozszerzających historii, przyroda - przedmiotów przyrodniczych). Zwłaszcza przyroda brzmi dość idiotycznie, ale z założenia to taka powtórka z najważniejszych rzeczy - w przypadku HiSu przede wszystkim z historii, ale też z WOSu, a przyroda to takie combo geografia-biologia-fizyka-chemia. Z jednej strony, nie dowiadujemy się właściwie niczego nowego, ale mamy czas na to, co zdajemy na maturze, jednocześnie nie wkuwamy jakichś dziwnych, nieprzydatnych rzeczy, które i tak zapomnimy, a łączymy wątki, wiążemy wydarzenia historyczne ze współczesnością itd.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wygląda to na coś bardzo dobrego. Daje meega możliwości później ze studiami. Tylko z tego, co czytam, trzeba się porządnie zawziąć, żeby dać temu czemuś radę. Ale wszystko jest do zrobienia :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszyscy albo chodziliście do szkoły, ale już zdaliście maturę i szukacie pracy, lub coś innego, ale w tym stylu. A ja za to mam Edukację Domową, w skrócie ED.

Polega ona na uczeniu się w domu i pod koniec roku jedzie się do szkoły, gdzie jest się zapisanym, i tam zdaje się krótki egzamin z całego roku.

Nie uczę się w domu, dlatego że jestem jakoś "chora", tyle że rodzice doszli kiedyś do wniosku, że lepiej jest uczyć się w domu i coś umieć, niż męczyć się w szkole i zapomnieć zaraz wszystko po maturze.

I teraz zapewne każdy wtrąci, że jak mam wolną rękę, to się nie uczę. A właśnie chodzi o to, że ja lubię naukę - moimi ulubionymi przedmiotami jest matma i historia! Owszem, ze wszystkim sobie nie radzę sama i jak mam problemy to udaję się do rodziców, ale w gruncie rzeczy to ja wszystko sama robię. Uczę się dwie godziny dziennie i kończę wszystko przed egzaminami na luzie. Więc - słuchając, jak się jest w szkole, to ja wolę być w domu.

Trochę mi szkoda, że nie mam żadnych koleżanek itp., ale mam nadzieję, że zaprzyjaźnię się z użytkownikami Nightwish.pl.

Ps.

Nie lubię lektur, bo nauczyciele zmuszają do ich czytania, ale na szczęście zanim ja je mam, to już są one dawniej przeczytane.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

(...)

Trochę mi szkoda, że nie mam żadnych koleżanek itp., (...)

 

 

Właśnie miałam o to pytać... Mnie się takie rozwiązanie nie podoba. Może faktycznie można się więcej nauczyć (pod warunkiem, że się chce i ma zapewnione warunki), ale z drugiej strony... Różnie bywało w szkole, czasami naprawdę ciężko było przeżyć niektóre sytuacje, ale nie zamieniłabym tego na nic. Jednak zebrałam tam cenne doświadczenia, uodporniłam się na stres, poznałam wielu wartościowych ludzi. Poznałam też wielu ludzi, których wolałabym nie poznać - nauczyłam się ich odróżniać, radzić sobie z nimi....

 

Absolutnie nie chcę krytykować ciebie i tego w jaki sposób zdobywasz wiedzę, ale ja bym tak nie chciała. I gdybym miała dzieci również posłałabym je do szkoły. A chcąc by więcej lub lepiej się uczyły - po prostu zadbałabym o to w domu zachęcając w jakiś sposób ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutnie tego nie neguję ;) Na pewno można to lubić i fajnie, że jesteś zadowolona z tego co masz. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.

A mogę zapytać czy uczysz się w domu od samego początku (1 klasa podstawówki), czy może najpierw chodziłaś do szkoły, a później się to zmieniło?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słyszeliście o tym? Jesteśmy glebą, babeczki moje ♥

http://wyborcza.pl/1,75478,17668441,On_siewca__ona_gleba__czyli_edukacja_seksualna_po.html#ixzz3Vaj5mY6s

Jak to dobrze, że my książek na WDŻ nie musieliśmy kupować... Chociaż, w sumie nie wiem, z czego ona nam te kserówki dawała. I tak się debilizmów sporo nasłuchaliśmy. Nasza kochana pani przekonywała nas na przykład, że chłopak zawsze powinien zaczynać znajomość, zapraszać na bal, generalnie inicjatywa powinna leżeć po jego stronie, bo... emm, bo tak? Uzasadnienia nie było. Mówiliśmy o tym, które cechy charakteru są właściwe kobietom, a które mężczyznom (tak jakby to, czy ktoś jest odważny/opiekuńczy/naiwny/subtelny, zależało od jego płci). Oglądaliśmy te cudowne tak zwane "filmy edukacyjne" (sic!) z serii "Człowiek, miłość, rodzina". Z jednego z nich dowiedziałam się, że przedmałżeński seks ma poważne konsekwencje w późniejszym życiu i uczy braku szacunku dla drugiego człowieka. Jej. ♥ No, było trochę takich rzeczy. Ale to wszystko już za mną, bo WDŻ miałam w pierwszym semestrze.

 

Ale poważnie, jak się pogrzebie w necie w poszukiwaniu informacji o tych podręcznikach, to aż się człowiekowi wierzyć nie chce, że coś takiego dopuszczono do użytku w szkołach. Czy twierdzenie, że ofiara moze prowokować gwałt (i przedstawianie tego jako fakt, uczenie tego ludzi -.-), nie podchodzi czasem pod namawianie do popełnienia przestępstwa?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.