Jump to content
Scavenger

Narzekamy

Recommended Posts

Właśnie siedzę w busie i jadę do szkoły po 2 tygodniach wolności. Pogoda za przeproszeniem do dupy, bo pada i jest chłodno. Do tego jadę z tym wrednym kierowcą, który znowu w środku nagrzał tak, że pot z czoła leci. Dobrze, że zostały tylko 2 miesiące dojeżdżania i koniec tego cyrku zwanego szkołą (ekonom w Kołobrzegu - nie polecam).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak wszyscy tu tak tłumnie narzekają, to może ja też.

Kupiłam sobie soczewki. I jaram się jak pochodnia. To znaczy, jarałam się, jak po pół godziny nauki u optyczki ogarnęłam zakładanie i zdejmowanie - no i świat stał się tak niesamowicie wyraźny, jak nigdy mu się nie zdarzało. (A przynajmniej nie zdarzało mu się od dawna). I popołudniu zdjęłam soczewki, bo miałam się uczyć, a jakąś godzinę temu znowu chciałam poćwiczyć zakładanie. I... Nienawidzę soczewek. To znaczy, nadal je kocham, bo widzę i nie są okularami, a taka koniunkcja już z zasady jest wspaniała, ale. Ale. No jak to tak może być, że jest taka wkurzająca czynność, jak zakładanie soczewek. Dlaczego mam takie długie rzęsy. (Podobno to atut, ja nie wiem, głupi jakiś i nieprzydatny w chu bardzo). A te beznadziejne soczewki się już nie przykleją do oka, jak dotkną rzęsy. A kiedy człowieka nie ratuje nawet zalotka i podtrzymywanie tych złych rzęs jedną ręką i wkładanie soczewki drugą, to trafia go szlag, jak właśnie mnie w tej chwili. Chociaż ostatecznie udało mi się je założyć, to i tak za chwilę znowu będę je ściągać i zakładać, bo nie wstanę jutro dwie godziny wcześniej tylko po to, żeby założyć te soczewki. A muszę je założyć jutro koniecznie. Akurat jutro. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym czegoś nie zabiła rano i zdążyła na autobus... :c

 

 

 

Paulina nie przejmuj się! Sam noszę soczewki i zakładanie to najmniejszy pikuś, po tygodniu już to opanujesz ;) Nie jest to takie trudne, a na pocieszenie powiem ci, że ja uczyłem się zakładać soczewki godzinę u optyka ;) Nosząc soczewki oko się wysusza i bardzo często pojawia się efekt 'czerwonego oka' oraz 'zapalenie spojówek' - przynajmniej u mnie. Ja też mam problem z osuwaniem się soczewki i bardzo często nie widzę tak dobrze jak w okularach, ale pomimo tego świat jest piękny bo nie ma OKULARÓW!!! Koniec z zaparowanymi szkiełkami! Koniec problemów podczas deszczowych dni! Same plusy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj wstałam specjalnie prawie godzinę wcześniej, żeby założyć te soczewki. I przez 40 minut się nie dało, a potem obie od razu założyłam... W końcu przystanie mi to zajmować lat, może. ;) Dzięki Prostreet, pocieszyłeś mnie. Może nie jestem przegrana...:)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale. No jak to tak może być, że jest taka wkurzająca czynność, jak zakładanie soczewek.

 

Na początku też miałam problem z zakładaniem, teraz robię to bardzo szybko. Potrafię zdjąć i założyć soczewki bez użycia lusterka, wprawisz się :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Umiejętność zakładania soczewek bez lusterka to przydatna rzecz, wiem bo też tak potrafię ;) Na imprezie się przyda jak i również podczas wykonywania jakiejś czynności w pracy. Moje soczewki często spadają mi z oka w szczególności gdy mam suche oczy i przecieram je dłońmi. Pamiętam jak raz szukałem na hali w pralni (moje byłe miejsce pracy) soczewki po całym budynku. O dziwo - znalazłem, ciężko by mi było w przeciwnym razie wrócić się samochodem do domu ;) Jakieś zrządzenie losu, że wpadłem na moją soczewkę.

 

....i dalej narzekam na zęby! Teraz boli mnie cała szczęka - opuchlizna zmalała, ale dalej nie jestem w stanie jeść twardych rzeczy. Zadzwoniłem do chirurga - ten powiedział, że jest wszystko w porządku, ale i tak pojawię się w jego gabinecie na wizytę kontrolną bo są dni (głównie noce) że nie mogę wytrzymać z bólu. Łykam ten Ketonal - i nawet on już nie pomaga (a lek silny), smaruję tymi żelami, innymi duperelami i nic!!! Za niedługo antybiotyk się skończy :( Jak to ciężko jest, gdy nie można korzystać z zębów w właściwy sposób :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jej, naprawdę mnie pocieszyliście! :) Żeby tylko szybko przejść etap nieumienia zakładania... ;)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak ja nie lubię być chora... W sumie to raczej nikt nie lubi ;) Jestem na tyle zdrowa, by normalnie funkcjonować i na tyle chora, by odczuwać przymulające zmęczenie, przez co czuję się jak zombie :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak ja nie lubię być chora... W sumie to raczej nikt nie lubi ;) Jestem na tyle zdrowa, by normalnie funkcjonować i na tyle chora, by odczuwać przymulające zmęczenie, przez co czuję się jak zombie :(

 

Są takie dni, kiedy lepiej jest po prostu zostać w domu. I coś widzę, że to własnie jest jeden z takich dni. :)

 


Oglądałam sobie nagranie live broadcasta. A one mają to do siebie, że trzeba obejrzeć za jednym zamachem cały, albo potem można zaczynać od początku. :/ Zgadnijcie co się stało w samym środku mojego oglądania tego czegoś.

Tak, internecie. To doskonały czas, żeby stwierdzić, że 'trying to reconnect' i zerwać połączenie. Bardzo. Zabawne. Naprawdę.

 

Obraziłam się. :<

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chora, a jutro egzamin. Niby zachowam termin,ale będę musiała zdawać w czasie, w którym zaczną się już zajęcia. :/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alergia na pyłki już mnie dopadła, a ja jeszcze nie zaczęłam brać leków, bo liczyłam na powrot zimy ;_; Brace yourselves, spring is here!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzę na bezrobociu już ponad 2tyg, obijam się, mało wychodzę, a i tak bierze mnie jakaś choroba. Od nikogo się nie zaraziłam, bo raczej nie miałam od kogo. Więc ja się pytam ... jak?

Mam nadzieję, że to tylko przeziębienie małe, i że zaraz przejdzie :c

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam maturę ustną z polskiego 20 maja (najpóźniej jak się da) i w dodatku z najwredniejszą nauczycielką w szkole (tak, D.). Idę się powiesić, zanim zacznę się uczyć:c

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam maturę ustną z polskiego 20 maja (najpóźniej jak się da) i w dodatku z najwredniejszą nauczycielką w szkole (tak, D.). Idę się powiesić, zanim zacznę się uczyć:c

 

Domcia? Ona nie jest taka straszna. Tylko strasznie zmanierowana. Chill out ;) Przespałam u niej na polskim 3 lata, więc nie jest tak źle jak wygląda :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, oby. Tess nam jeszcze dzisiaj powiedziała, że ona jest tylko infantylna i dziwna, ale miła, jak się jej nie podpadnie... Niech więc tak będzie i niech zdam tę maturę wreszcie. Szkoda że tak późno, no ale... :c

Share this post


Link to post
Share on other sites

Marzę o wiośnie, słońcu i temperaturze powyżej 20 stopni. Marzę, serio. Ciągle mi się śni ładna pogoda, a tu nagle budzę się, a za oknem zimno i deszcz ;(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Narzekam, że mam ostatnio takie luki w forumowaniu. Już myślałam, że mam po sesji spokój, a tu nagle pani doktor podzieliła nam egzamin na dwie części i na jedną z nich dała tylko tydzień do nauki (bo wcześniej podała nam spis zagadnień bez połowy z nich i uparcie twierdziła, że to nasza wina, iż tego nie zauważyliśmy... dodam, że na wcześniejsze pytania o to, czy to na pewno są wszystkie zagadnienia obowiązujące odpowiadała twierdząco). Więc dopiero teraz odpoczywam. Oczywiście, na skutek tego dodatkowego egzaminu już mam tydzień zaległości z kilku innych przedmiotów. To się chyba nigdy nie skończy! :(

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nie widzę przed sobą przyszłości! Jestem w proszku! W rozsypce! Wypalony! Rozmontowany! Śmiertelnie zmęczony, chociaż niczego w życiu nie dokonałem! Muszę przystanąć w biegu, chociaż nigdzie nie dobiegłem. I odpocząć! Odpocząć za wszelką cenę!"

 

Od jakiegoś czasu tak właśnie się czuję. Depresja mnie chyba próbuje złapać w swoje szpony i jak dotąd nieźle jej idzie.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Totalnie nie mam weny do nauki.

To nie nauka do egzaminu czy sprawdzianu. Nikt mi nie każe, nic nie muszę. Po prostu się rozwijam i miałem na weekend w planie przerobić sporo materiału na temat ASP.NET MVC, a nic nie ruszyłem :(

To sobie ponarzekam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj zrobiłam jak na razie Najgłupszą Rzecz Anno Domini 2016, to jest postanowiłam pojechać do domu tym wcześniejszym autobusem, co ma krótszą trasę i zatrzymuje się w sąsiedniej wiosce, parę kilometrów przed moim przystankiem, i zrobić sobie fajny, długi spacer – spacer w pięknych, ślicznych, jaskrawożółtych, NIEROZCHODZONYCH martensach. I od początku wiedziałam, że to strasznie debilny pomysł, to znaczy mój głos rozsądku to wiedział i próbował mnie o tym przekonać, ale ja uznałam, że YOLO! i na pewno nie będzie tak źle, i w sumie nie jest w nich tak strasznie, i nareszcie dam moim żółtym martensom chrzest bojowy, i pojadę w nich na koncert i będę fabulous człowiekiem w mhrocznych czarnych ubraniach i oczojebnych martensach... Jeeezu. Kto tu komu dał chrzest. Chyba nigdy tak mocno nie obtarłam nóg. Każdy krok boli. Każde buty bolą. Istnienie boli. Piecze. A w piątek jadę do Warszawy do Fruji, a w sobotę do Evi do Posen, i na koncert, i co ja pocznę, jak się nie zechcą zagoić? No co? Emi, dlaczego ty jesteś taka głupia czasem? Fundujesz sobie godzinny marsz w niewygodnych butach, próbujesz podgrzewać zimne jajko na miękko w mikrofalówce i dziwisz się, że wybuchło (lol, to z kolei jest fantastyczny wyczyn mw. sprzed roku; od tamtej pory Jajko W Mikrofalówce uważam za symbol i sztandarowy przykład mojej niezaradności praktycznej w zwykłym)... Jak cienszko być tobą...

Dzisiejszy dzień też nie obył się bez przygód. Oto pisany na godzinie wychowawczej list do Mikko, jeszcze bardziej obrazowo ukazujący wymiar mojej osobistej tragedii. Dlaczego mi się w ogóle chce to przepisywać z Zeszytu, i po co, wth... Ale część z Was w sumie lubi czytać to, co piszę, czyli może dlatego mi się chce...

Harsz lengłydż alert. We względnie małej ilości, prawda, ale mówię Wam o tym, żeby nie było, że łamię regulamin czy coś.

 

1 marca 2016, s. 200coś (g. wych.)

Co za poranek. Jezus Martin. Borze Wszechlistny. A nawet ja pierdolę.

Tak jakby to, że przy każdym kroku cierpię srogo, nie umiem zrobić sobie porządnego opatrunku, opóźniam wyjazd z domu tacie, wpieniam mamę i akurat dzisiaj dostałam okres, nie było wystarczającym nieszczęściem. Nie, musiał jeszcze nawalić akumulator. Bo jak coś ma się schrzanić, to nie połowicznie, ani nawet nie całkiem mocno, ale po całości. Tak działa Wszechświat.

Chyba właśnie sparafrazowałam któreś z praw Murphy'ego.

Ciekawe, jak wyglądam. Pewnie dalej straszę ludzi czerwonymi oczami. No co ja poradzę, że jestem osobą wrażliwą, i że moje gruczoły łzowe są hiperaktywne... I mi nie wolno dawać opierdolu, kiedy boli mnie noga, i druga noga, i przez pół ranka bawiłam się z plastrami i bandażoczymś, i nie wolno mi potem mówić, że wykorzystuję tatę i jego anielską cierpliwość, i nie liczę się z innymi, i że jestem niemożliwa, i okropna, i że tak jest co rano, i... ;___;

Potrułabym komuś dupę. Sami, Miszczowi, no po prostu komuś. Sami jest człowiekiem, którego dobrze się męczy swoim bólem istnienia albo entuzjazmami albo rozgibaniem emocjonalnym, ale zostawiłam telefon w szatni. Could life get any cienszsze today?

Tak, bo ludzie z pierwszego świata też mają swoje problemy, na przykład czasami chcą się swojej Sami powylewać, a tu Messengera niet. I jak żyć, smutna Beato?

Mam nadzieję, że to się zagoi do soboty. Bo ja muszę być w stanie skakać, zwłaszcza jako psychofanka z pierwszego rzędu. Wariackie skakanie to psychofański obowiązek. Psychofanowski. Whatever. I będę skakać, nawet jeśli się nie zagoi. Zafunduję sobie radosny koktajl szczęścia i bólu. I Chris też będzie szczęśliwy, jak będzie na nas skaczących patrzył, a moje miejsca nad piętami, te, co są na wysokości kostek i chyba jeszcze nie nazywają się łydkami, będą happily bleeding.

Powinnam w tym momencie rzucić nawiązaniem ajemeksowym, albo pimpsowym, albo w ogóle jakimś cornerowym, a nie tym plackowym, co nim rzuciłam... Chris' joy is my low? Chociaż, skakanie z niezagojonymi nadpięciami nie byłoby do końca low, tylko tym koktajlem, co już wiesz... Jessu, jak to wszystko masochistycznie-bedeesemowo brzmi, znaczy koktajl... Ojno, to przez Brunona Wegetatywną Ingrediencję Schulza i jego skrzywienia XD

 

...Z pozytywów: wyratowała mnie trochę przypadkowa pani, która akurat wyjeżdżała spod domu, i którą tata zaczepił i poprosił, żeby mnie podwiozła, bo nasz samochód postanowił stanąć w połowie drogi. I pani mnie podrzuciła kawałek dalej, a potem podjechałam jeszcze miejskim i jakoś udało mi się dodreptać z przystanku do szkoły. Ludzie są w sumie mili czasami.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Emi, następnym razem zakładaj bardzo bardzo grube skarpety, takie na megamegazimę. Potwierdzam info, że nawet w zakrzywionych glanach, z wklęsłością samemu niechcący zrobioną tuż nad piętą, tak że akurat obciera, da się spokojnie chodzić i nie przeszkadza. Więc Emi - plaster, grube skarpety i nowe martensy! :) Nie przejmuj się tym bardziej, że nowe glany/martensy są w tej kwestii tak samo kobiece, jak balerinki i szpilki, czyli: pierwszy raz do krwi, a potem już nie obetrą nigdy. (Chyba że tańczysz na studniówce belgijkę w jedenastocentymetrowych szpilkach i twoje palce umierają przez następne dwa tygodnie, ale to i tak cud, że są tylko porysowane, a nie podziurawione, jak niektórych). ;)

 

A ja narzekam, bo nie ogarniam życia. Tak kompletnie. Powinnam się uczyć do matury, ale mam jakiś problem ze sobą, przesyt tym wszystkim, totalne zmęczenie materiału, nic do mnie nie dociera. I jak próbuję się uczyć, czytam jakieś lektury czy monografię albo rozwiązuję zadanka, to zupełnie nie umiem się skupić i czuję się taka bezsilna... Tak bardzo chcę, żeby było już po maturze. Zwłaszcza, że okazało się, że prawdopodobnie będziemy miały z H. z kim mieszkać, i to z kimś, kto już będzie na drugim roku, więc ogarnie te wszystkie rzeczy, które są dla nas zupełnie niepojęte. Chociaż sam wyjazd na studia też mnie przerasta, te wszystkie piniondze, które trzeba wytrzasnąć nie wiadomo skąd, a jeszcze tyle fajnych koncertów/festiwali w wakacje, że chyba cały czerwiec i pół lipca i sierpień spędzę w Maku czy gdzieś, żeby to jakoś ogarnąć, bo ile można wykorzystywać rodziców... A podobno liceum to najpiękniejszy okres w życiu człowieka... ;_______;

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja sytuacja z pracą wygląda kiepsko - zaczynam się powoli załamywać. Mam cień nadziei na bardzo dobrą pracę, ale chyba już się przestałem łudzić... Mimo to - drodzy forumowicze trzymajcie kciuki :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To okrutne, że tylko mogę patrzeć jak inni marnują życie, kiedy ono przemija. Nie będę więcej słuchał wrednych osób. Nie będę akceptować chamstwa. Wiem, że można inaczej. Wiem, że każdy zasługuje na szacunek, na koleżeństwo, na dobrotliwość. Nie żałuję swoich decyzji, bo zawsze byłem gotów, na to co nadejdzie. Zawsze akceptowałem konsekwencje, jak i dobre, tak i złe. Nie akceptuję jedynie niesprawiedliwości.

 

Wydarzenie o jakim mówię, to śmierć mojego dziadka. Jest mi źle. Jak powiedziałem, nie chcę czekać. Po prostu dziś wiem, że nienawidzę ludzi, którzy udają, że mnie zauważają, a tak naprawdę mnie ignorują. I jeszcze śmieją mi mówić, że mają prawo decydować za mnie, gdy tak na prawdę nic o mnie nie wiedzą i nie mają ochoty poświęcić dla mnie chwili.

 

Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Ale żałuję, że nie umiem trafić do osób na których mi zależy. Albo, że nie umiem sprawić, by ktoś coś zrozumiał. Chciałbym, by więcej osób potrafiło zrozumieć i zaakceptować to, o czym mówię.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ancient, w życiu bywa raz tak raz tak. Choć nie wiem jak bardzo byśmy się starali i tak nie trafimy do wszystkich. Trzeba to zaakceptować. Może teraz brzmi to jak pusta porada, ale uwierz mi, tak naprawdę jest. Sama przeżywam podobny czas i jestem pewna, że każdy z nas chociaż raz doświadczył takiego niezrozumienia. Jedyne co można zrobić to zacisnąć zęby i dalej robić swoje (no w sumie to można też poddać się bezczynności i spełnianiu wymagań innych, ale po co? :))

Nie czekaj! Nie daj się stłamsić ludziom, którzy tylko udają, że o Ciebie dbają. Rób swoje, a będziesz szczęśliwy. Ciesz się każdą chwilą, nie daj jej ulecieć. I w końcu zjawią się ludzie, którzy docenią to, kim jesteś :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arabesque

Tak wiem i to jest w tym najgorsze. Ta cała świadomość. Czasem mam ochotę odpocząć i zrobić coś wbrew sobie. Zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, tylko ten ból jest tak ciężki, że wolałbym tego nie znosić. Wiem, ale bywają zbyt trudne chwile i myślę, że tego już za wiele.

 

Mam nadzieję, że w życiu nie nadejdzie taki moment, który zaprzepaści moje starania. Pozostaje mi trwać i być cierpliwym, aż życie da mi to, o co się tak bardzo staram.

 

Dziękuję za odpowiedź :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dni otwarte ugrofinistyki na UAM-ie były 27.02. Dowiedziałam się o tym dzisiaj. Przegryw życia ;____________;

Share this post


Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.