Once Upon a Nightwish

9. Zbiory w Dolinie Smutku

Chociaż lata 2000-2001 były trudnym okresem dla Nightwish, a problemy kryły się tuż pod powierzchnią, era Wishmastera była sukcesem przekraczającym ich najśmielsze marzenia, zapowiedzią nadejścia ogromnej, międzynarodowej popularności. W Finlandii Wishmaster pozostawał na top 40 szesnaście tygodni, a przez dwa z nich utrzymywał się na jej szczycie. W Niemczech album osiągnął miejsce dwudzieste pierwsze, a we Francji – sześćdziesiąte szóste. W Ameryce Północnej sprzedawały się pierwsze egzemplarze, pierwsze kroki na azjatyckim rynku zostały postawione, a rozhisteryzowana publiczność w Rosji i Ameryce Południowej zapowiadała zespołowi świetlaną przyszłość.

W listopadzie 2001 roku wytwórnia Spinefarm wydała czteropłytowy boxset 1997-2001, przedstawiający dotychczasową karierę grupy. W tym samym czasie biznes handlowy Nightwish rozwinął się do takich rozmiarów, że zespół zdecydował się przejąć nad nim kontrolę. Otworzyli na swojej stronie sklep internetowy i uruchomili międzynarodową wysyłkę mailową.

Nightwish cieszył się swoim „miesiącem miodowym” z fińskimi mediami i wierni dziennikarze nie pominęli żadnego posunięcia osiągającego coraz większe sukcesy zespołu. W corocznym głosowaniu czytelników magazynu dla nastolatków Suosikki Nightwish został wybrany na „zespół roku” drugi raz z rzędu. W ankiecie Soundi przyznano Tarji nagrody dla „fińskiej wokalistki roku” i „najwspanialszej osoby roku”. „Over the Hills and Far Away” zostało „fińską piosenką roku”. Zajęli też trzecie miejsce w kategorii „najlepszy fiński zespół”.

Nightwish zaczął przygotowywać się do nagrywania następnego albumu, Century Child. Dzięki obiecującemu nowemu materiałowi, nowemu basiście, nowym menadżerom i innym ulepszeniom przyszłość wydawała się bardziej świetlana niż kiedykolwiek przedtem. Jednak po grudniowych zdjęciach promocyjnych Tarja zwołała spotkanie zespołu w restauracji Hemingwaya w Sörnäinen w Helsinkach i zrzuciła bombę. Powiedziała swoim kolegom z zespołu, że jest przede wszystkim śpiewaczką klasyczną i że od teraz solowa kariera jest dla niej priorytetem. Następny album będzie jej ostatnim z Nightwish.

Chłopcy prawie zadławili się jedzeniem.

– Pamiętam, jak zajebiście wkurzony byłem – mówi Jukka. – Marco właśnie dołączył do zespołu i nawet nie nagraliśmy z nim pierwszego albumu, a zespół już był bliski zakończenia działalności, znowu! Kurwa! Ale w miarę upływu czasu, kiedy wróciliśmy na trasę, Tarja odwołała swoje słowa. Nagraliśmy z nią jeszcze Once.

Marco przyjął tę wiadomość ze spokojem.

– Przypuszczam, że był to większy szok dla reszty grupy – powiedział. – To znaczy, ja nie miałem nawet czasu, by przyzwyczaić się do nowej sytuacji – dopiero zaczęliśmy nagrywać demo nowych piosenek. Byłem nowy w zespole i nie byłem specjalnie wstrząśnięty tą nowiną. Myślałem: „Dobra, to ciekawa sytuacja”. Oczywiście, byłem trochę zirytowany, ale na tym etapie wciąż miałem inne wyjście – mogłem po prostu zostać z Sinergy.

Pomimo ogłoszenia Tarji, nagrywanie zaczęło się tak, jak to było zaplanowane. Zdaje się, że to cały ten stres, kłótnie i ponurość minionego roku nadały albumowi aurę posępności i beznadziei.

– Wszystko, co działo się w zespole, w moim życiu i w prywatnych relacjach, miałem wrażenie, że wszystko idzie do diabła – mówił Tuomas o tym okresie. – Żywiłem też wiele nienawiści do samego siebie. Nie podobało mi się nic, co robiłem. Naprawdę mam najniższą samoocenę na świecie, chociaż nie jest mi za łatwo tego przyznawać.

Dzięki Marco grupa miała świeży start i w zasadzie mogła zacząć nagrywanie nowego albumu z czystym kontem. Według Tuomasa, rola Marco w tym procesie była decydująca.

– Od samego początku chciałem, żeby Century Child był naszym najcięższym albumem. Chciałem wysunąć gitarę i bas na przód miksu, i jest to zdecydowanie to, co zrobiliśmy. Bas Marco brzmi absolutnie wspaniale.

Jukka zgadza się, że Marco wniósł wiele profesjonalizmu do grupy:

– Nie musieliśmy już na nikogo naciskać, żeby lepiej wykonywał swoją robotę – mówi.

Wydaje się, że sytuacja była również pokrzepiająca dla Marco.

– Wspaniale było dołączyć do grupy, w której możesz liczyć na każdego, że będzie robił wszystko najlepiej, jak potrafi. To solidna podstawa do zbudowania efektywności.

Zespół miał dużo swobody przy tworzeniu Century Child.

– Po nagraniu dema wysłuchaliśmy piosenek i zorientowaliśmy się, co powinno być zrobione inaczej – wspomina Emppu. – Siedziałem sam w studiu przez te dwa i pół tygodnia i nagrywałem partie gitarowe. To było wspaniałe, że tym razem mogłem to robić sam. Nie było innych ludzi, którzy by mnie opieprzali. Tuomas przychodził wieczorami i komentował moją pracę. Mieliśmy pełną kontrolę nad piosenkami – właściwie to wytwórnia nigdy w naszej karierze się nie wtrącała, zawsze mogliśmy robić, co chcemy. I to jest zdumiewające.

Nagrywanie zaczęło się na poważnie dwudziestego kwietnia 2002 roku w Finnvoksie. Jukka wspomina, że, ogólnie rzecz biorąc, sesje szły dosyć gładko, choć napięcia w zespole – trwające od trasy Wishmastera – początkowo utrudniały proces.

– Po prostu robiliśmy to, co mamy robić – mówi Jukka. – Pierwszy raz w naszej karierze nie rzuciliśmy się po prostu do studia, ale zaczęliśmy od nagrania odpowiedniego dema. Sądzę, że Tuomas miał pełne ręce roboty, ponieważ mieliśmy chór i całą orkiestrę na albumie – dużo różnych elementów, które musieliśmy połączyć dla najlepszego efektu. Myślę, że nie był to dla niego łatwy album, ale dla mnie był chyba najłatwiejszy ze wszystkich, chociaż muzyka sama w sobie nie była taka prosta. Wydaje mi się, że po prostu wiele się wtedy nauczyłem. Century Child był już naszym drugim albumem, na który perkusję i wokale nagrywaliśmy w Finnvoksie. Nie denerwowałem się zbytnio, bo wiedziałem, czego oczekiwać od nagrywania w supernowoczesnym studiu. Mieliśmy już podstawy za sobą.

W studiu Tuomas ze zdziwieniem zauważył, że przez piosenki przewijał się jeden temat.

Century Child nie jest samo w sobie albumem koncepcyjnym, ale kiedy napisałem połowę piosenek, zdałem sobie sprawę, że każda z nich – nawet ich tytuły – dotykają tych samych motywów: dzieciństwa, niewinności, a zwłaszcza jej utraty. Te sześć miesięcy przed nagrywaniem albumu było najtrudniejszym okresem w moim życiu i muzyka wyraźnie to odzwierciedla. Po prostu chciałem opisać sprawy tak, jak się miały. Nigdy bardziej nie kusiło mnie, żeby użyć słowa „fuck”, niż podczas pisania tekstów na Century Child. Jednak próbowałem tego uniknąć. Ale z pewnością można w nich znaleźć wiele silnych emocji: lęk, a nawet rozpacz.

– „Bless the Child” jest utworem rozpoczynającym album i punktem wyjścia – kontynuuje Tuomas. – Potem jest „End of All Hope”, piosenka, która odzwierciedla to, co czułem w tamtym czasie. W „Dead To The World” świat nie ma już nic więcej do zaoferowania. Wszystkie poruszane w nich tematy są bardzo osobiste. Dla mnie Nightwish był zawsze sposobem na prowadzenie pamiętnika. To memoire mojego życia. Wishmaster był bardziej pozytywnym albumem, ale po nim wszystko zaczęło mnie wkurzać i można to usłyszeć na Century Child.

W prawdziwie nietzscheańskim duchu, trudne czasy zdawały się wzmacniać wiarę Tuomasa w potencjał zespołu.

– Popełniłbym największy błąd mojego życia, gdybym opuścił zespół przez to, jaki byłem zdenerwowany – wzdycha Tuomas. – Ale gdy minęło trochę czasu, a ja nie widziałem się jakiś czas z członkami zespołu, naprawdę zacząłem znów w siebie wierzyć. Zdałem sobie sprawę z tego, jak wspaniałą rzeczą jest Nightwish i jak daleko zaszliśmy w cztery lata.

Tak jak na poprzednich albumach, Tarja nie wzięła udziału we właściwym procesie pisania.

– To zawsze wyglądało tak: dostaję demo od Tuomasa z zarysem melodii wokalnej, w zasadzie po prostu surową wersję piosenki. On mówi: „To mogłoby iść jakoś tak, ale jeśli masz lepszy pomysł, wprowadź jakieś zmiany.” Potem dostaję tekst, więc mam lepszy obraz piosenki w głowie. Niektóre utwory są bezpośrednie, inne bardziej skomplikowane, i zazwyczaj da się usłyszeć na demie, czy są wielkie i dramatyczne, czy może potrzebują delikatniejszej interpretacji. Moją pracą jest dopasowanie tekstu do melodii. Do tego dochodzą oczywiście jeszcze refreny i różne inne rzeczy.

Tuomas pozwolił też swojej miłości do muzyki filmowej pokazać się wreszcie na Century Child.

– Zacząłem pisać ten album z myślą, że każda piosenka będzie ścieżką dźwiękową do opowieści, i to dlatego brzmią one bardziej niż kiedykolwiek jak muzyka z filmu. Tylko czekam, aż Hans Zimmer usłyszy płytę i mnie pozwie! Na Century Child połączyliśmy muzykę filmową z brutalnym metalem, naturalnie nie zapominając o melodiach ani o naszym firmowym brzmieniu. Gitara i bas brzmiały ciężej niż kiedykolwiek wcześniej. Są naprawdę wysunięte na przód miksu, jednak na pewno słychać też klawisze i orkiestrę.

Mikko Karmila został po raz kolejny zatrudniony do nadzorowania finalnego miksowania.

– Na Century Child mieliśmy prawdziwą orkiestrę smyczkową – mówi Karmila. – Muzyka zespołu, generalnie rzecz biorąc, też się rozwinęła, brzmiała niemalże tak, jakby chcieli, żeby każdy fragment zdawał się być grany przez inny skład. Aranżowanie akustycznej orkiestry smyczkowej i brzmienia metalowego zespołu oczywiście stwarzało problemy, ale rozwiązaliśmy je wszystkie.

Choć znany jest z bycia krytycznym aż do cynizmu, Karmili o dziwo wymknęło się słowo pochwały, gdy opisywał metody pracy Tuomasa.

– Tuomas ma wyjątkową, otwartą postawę, która umożliwia mu pisanie muzyki z tak niezwykłą mieszanką rocka i elementów klasycznych – powiedział Karmila. – W Nightwish nie chodzi o zgromadzenie stu różnych instrumentów i muzyków w studiu, ale o muzyczne pomysły, które albo się ma, albo nie – a muzycy i instrumenty to tylko sposoby na wcielenie tych pomysłów w życie. Bardzo często zdarzało mi się słyszeć, jak muzycy robią się tacy kreatywni i mówią coś w rodzaju: „Hej, czy to nie byłoby fajne – wstawić w tym miejscu, powiedzmy, skrzypce?” Jeśli to jest cały ten „świetny pomysł”, skończy się na tym, że w piosence pojawią się skrzypce, które będą tylko „teksturą”, czymś imitującym prawdziwą melodię. A coś takiego słyszało się w fińskim rocku co najmniej 3742 razy.

Niestety, wyglądało na to, że żaden komplement na świecie nie był w stanie podwyższyć niskiej samooceny Tuomasa.

– Kiedy słucham tych piosenek, wszystkie brzmią dla mnie jak jakieś gówno – westchnął Tuomas po ukończeniu pracy nad Century Child. – Wszystko, co potrzebne, tu było: cholernie dobry zespół i wspaniałe brzmienie. Chciałbym tylko pisać lepsze piosenki, które szłyby z nimi w parze.

Była tylko jedna rzecz, którą Tuomas u siebie doceniał.

– Jedna z tych paru rzeczy, z których wciąż mogę być dumny to to, że udało mi się zachować niewinność i szczerość w mojej muzyce. Wciąż potrafię pisać piosenki, słuchając swojego serca i umysłu. To coś, z czym nigdy nie szedłem na kompromis. Muzyka jest wciąż szczera.

Na Century Child Tarja kontynuowała eksperyment, który zaczęła na Over the Hills and Far Away i oddaliła się od swojego klasycznego stylu śpiewania i jego sztywnych zasad.

– Po raz pierwszy odeszłam stylistycznie od sposoby, w jaki śpiewałam piosenki Tuomasa w Nightwish. Naprawdę chciałam śpiewać delikatniej, a na Century Child były piosenki, dla których ja i Tuomas pragnęliśmy innego brzmienia. Przedyskutowałam to z Tuomasem, ale oczywiście nikt nigdy nie mówił mi, jak mam śpiewać na tym albumie.

Nagrywanie nie zaczęło się w najlepszych możliwych dla Tarji okolicznościach.

– Miałam okropną infekcję zatok, kiedy weszliśmy do studia. Na początku zaśpiewałam Ocean Soul, teraz koszmarnie się tego słucha. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo zatkany nos miałam. Po jakimś czasie polepszyło mi się i spróbowałam śpiewać delikatniej – oczywiście było mi łatwiej dzięki temu, czego się dowiedziałam przy nauce śpiewu klasycznego, ale mogłam używać prawdopodobnie jakiejś jednej trzeciej moich wokalnych możliwości. To było dosyć dziwne. Nie mogę powiedzieć, że byłam naprawdę zadowolona z mojego śpiewu. Niektórzy ludzie bali się, że „tracę” mój klasyczny głos, lecz on, oczywiście, nigdzie nie zniknął. Zespół twierdził, że to dobrze, że zmieniam mój sposób śpiewania.

– „End of All Hope” mogłoby alternatywnie być nazwane „Downer on a Death Bed” – uśmiecha się Tuomas. – Nadzieja jest rzeczą, której zawsze powinno się chwytać, nieważne, jak bardzo wszystko się popieprzyło. Tytuł roboczy dla piosenki brzmiał „ReWishmastered”.

– „Ever Dream” to jedyny utwór, który tematycznie nie wpasowuje się w motyw całości. To bardziej osobiste wyznanie i wyrzucenie z siebie uczuć. Jest to również może najbardziej tradycyjna piosenka Nightwish na albumie, bezpieczny i łatwy wybór na pierwszy singiel. Smyczki na końcu sprawiają, że ciarki przechodzą mi po grzbiecie za każdym razem, gdy je słyszę.

– „Slaying The Dreamer” jest ekstremalnie ciężkie. Napisałem tekst po nocy w barze o piątej rano. Właśnie powiedziano mi, jaką okropną osobą i dupkiem jestem, bla bla bla. Całe zajście było właściwie całkiem nieistotne, ale zabolało jakby ktoś wbił we mnie tysiąc igieł. Dobry przyjaciel Tarji podszedł do mnie w restauracji Karhu w Kitee i powiedział: „Traktujesz Tarję tak cholernie źle – nie rozumiesz, jak dużo zrobiła dla twojego zespołu? Jak śmiesz nie dawać jej żadnych udziałów! Czy nigdy nie myślisz o tym, przez co przechodzi Tarja?” i tak dalej. Ta osoba, której prawie nie znam, robiła mi wielką awanturę przez pięć minut. Osobiście nic do niego nie mam, ale ten incydent w jakiś sposób wywołał u mnie traumę. Chciałem powiedzieć niektórym ludziom, co tak naprawdę o nich sądzę, i kiedy wróciłem do domu, napisałem „Slaying the Dreamer”. Rano przeczytałem tekst z jaśniejszym umysłem i wyrzuciłem przekleństwa. Wynik tego można usłyszeć na albumie.

– Podczas mojej podróży dookoła świata obejrzałem musical Upiór w Operze w Londynie – kontynuuje Tuomas. – To wtedy tytułowy utwór tak do mnie trafił. Lubiłem go od lat i poczułem, że wreszcie nadszedł czas, aby nagrać jego cover. A po tym, jak nagraliśmy piosenkę, usłyszałem, że Dreams of Sanity zrobił taki cover przed nami. Ale w sumie, czy to naprawdę ma znaczenie?

Marco miał główną rolę w „Phantom of the Opera”.

– Możliwe, że jestem winny pewnej nadinterpretacji – śmieje się Marco. – Słuchałem musicalowej wersji tej piosenki i myślałem sobie: „Okej, nie ma mowy, żebym to zrobił, ale może mógłbym zaśpiewać to jak szaleniec”. Ktoś na naszym forum zrobił z tego wielką aferę, mówił: „Czemu ludzie zawsze uważają Upiora za obłąkanego lunatyka? On jest zakochany! Dlaczego nie możesz interpretować go w sposób, który ukazałby jego wrażliwość?” Ależ oczywiście – ten gość tylko czai się zamaskowany w kanałach ściekowych. Na pewno nie jest szalony – on po prostu się zakochał!

– „Beauty of the Beast” jest najambitniejszą piosenką na albumie – kontynuuje Tuomas. – Proces wydawał się ciągnąć w nieskończoność, a pod koniec używaliśmy około stu czterdziestu ścieżek. Marco napisał pierwszą z trzech części tego utworu. Od samego początku czułem, że ta piosenka będzie wyjątkowo pasować do naszego image’u, bo motyw pięknej i bestii powtarza się na wszystkich naszych albumach. Nawet sam zespół jest jak cztery bestie i piękna! Chodzi o zestawianie ze sobą tematów. Ten utwór kończy to, co zaczęło „Bless the Child”.

Później Tuomas narzekał, że piosenki „Forever Yours”, „Ocean Soul” i „Feel For You” nie były tak dobre, jak reszta. Cóż, wprawdzie wszystko jest z nimi w porządku, ale trzeba przyznać, że te trzy nie są najbardziej pamiętnymi utworami na Century Child.

Oceanborn i Wishmaster były wciąż naznaczone tekstami nawiązującymi do fantasy i melodyjnym, szybkim power metalem granym przez zespoły takie jak Stratovarius czy Helloween, ale Century Child zrobiło wielki krok w stronę jeszcze bardziej górnolotnego brzmienia, prezentując ostrzejszy, cięższy i bardziej „filmowy” Nightwish.

Używany i do growlu, i do crooningu, dramatyczny wokal Marco był nowym, cennym nabytkiem dla zespołu, umożliwiającym Tuomasowi pisanie mocnych duetów, których nie można było zrealizować na poprzednich albumach. Brutalny, potężny bas Marco również nadawał nowe, niskie i ciężkie brzmienie piosenkom.

Trudności, które dotknęły Tuomasa przez ostatni rok, były widoczne w utworach takich jak „Dead to the World”, „End of All Hope” i „Slaying the Dreamer”. Piosenki nie tylko wydawały się potężniejsze i mocniejsze, również warstwa tekstowa była bardziej osobista i mroczniejsza niż kiedykolwiek. Słowa wydrukowane na książeczce od albumu prawdopodobnie wyrażają uczucia Tuomasa i jego niezadowolenie z siebie i innych ludzi: „Tylko niewinność może uratować świat.”

Niektóre piosenki nie znalazły się na Century Child. „Lagoon” było wydane jako strona B drugiego singla, „Bless the Child”. Pierwotnie będące bonus trackiem na japońskiej wersji albumu, „Wayfarer” znalazło się później na singlu „Ever Dream”.

– Wszystkie te piosenki są dobre, ale „Wayfarer” po prostu nie pasował do konceptu albumu – i oczywiście zawsze trzeba dać Japończykom coś ekstra – mówi Tuomas, odnosząc się do faktu, że w Japonii albumy wydawane przez lokalne wytwórnie są zawsze droższe, niż importowane z zagranicy. Gdyby krajowe wydawnictwa nie różniły się niczym od tych z importu, te ostatnie zniszczyłyby cały japoński przemysł muzyczny.

„Ever Dream” był pierwszym singlem z Century Child, wydanym jako przedsmak albumu. Pędzący prosto na pierwsze miejsce i zdobywający status złotej płyty w dwa dni, był tylko kolejnym wskaźnikiem fenomenalnego sukcesu zespołu w jego ojczyźnie.

Mimo to, przyszłość zespołu wciąż stała pod znakiem zapytania. Marco ciągle pozostawał tym zastępczym basistą, a Tarja ogłosiła, że chce opuścić zespół. Nie skończyła jeszcze swoich muzycznych studiów, było zatem jasne, że zespół nie może rozpocząć długiej trasy, dopóki nie to nie nastąpi.

Więcej trudności powstało, kiedy francuski dystrybutor zaczął sprzedaż albumu, nie posiadając kontraktu.

– Po tym, jak wytwórnia Spinefarm została sprzedana Universalowi, Century Child miało zostać wydane przez Universal we Francji – mówi Emppu.– Jednak francuski XIII Bis Records wydał album przedwcześnie, bez pozwolenia i z niekompletną książeczką. Po tym Riku Pääkkönen [prezes Spinefarmu – przyp. aut.] zażądał od nich, żeby zapłacili nam podwojone zaliczki i honoraria autorskie, a jeśli nie, to ich pozwiemy. Zgodzili się, ale skończyło się na tym, że sprzedawali album we Francji, ponieważ Universal już stracił zainteresowanie wydawaniem albumu w tym kraju.

Sytuacja była niejasna, bo Spinefarm miał istniejącą umowę z XIII Bis Records. Riku Pääkkönen komentuje to tak:

– W tym czasie nie sprzedawaliśmy za dużo we Francji, więc zorientowaliśmy się, że każdy sprzedany tam album to bonus. Umowa pozwalała XIII Bis Records na wydawanie praktycznie wszystkiego z naszego katalogu, ale mogli też pomijać pewien procent wydawnictw na rok. Jednak Spinefarm nie był zbyt rygorystyczny jeśli chodzi o tę zasadę, bo część albumów, które wydajemy w Finlandii, i tak nie sprzedałaby się we Francji. Z drugiej strony, Spinefarm zastrzegł sobie prawo do wydania we Francji jednego albumu przez inne wytwórnie rocznie, więc dużo wcześniej powiadomiliśmy XIII Bis Records, że następny album Nightwish nie będzie wydawany przez nich. Ta sprawa miała być jasna jak słońce.

Według Pääkkönena wytwórnia XIII Bis Records i tak wydała album Nightwish, bez zgody zespołu ani Spinefarmu.

– Jeden z ludzi z XIII Bis Records odwiedził Finlandię i dostał promocyjną kopię Century Child, której potem użyli. Natychmiast wytłoczyli trochę płyt i wkrótce, ku naszemu zdziwieniu, dotarła do nas wieść, że album już wyszedł we Francji. Próbowaliśmy wszelkiego rodzaju gróźb i wymuszeń. Nic nie działało, nim nie zdecydowaliśmy, że zrobimy z nimi spóźnioną umowę, żeby cokolwiek mieć z tej całej sprawy. Ale po dziś dzień nie dostaliśmy więcej, niż połowa zysków i ani centa honorariów.

Pääkkönen sądzi, że XIII Bis Records wciąż posługuje się swoimi pozbawionymi skrupułów metodami w interesach.

– Ta firma wciąż istnieje. Założę się, że nawet w tej chwili pierdolą inne wytwórnie i zespoły. Są bezwzględni, więc radzą sobie całkiem nieźle. Ta sama firma namieszała też coś z Mutter Rammsteina – wydali ten album bez pozwolenia albo sprzedawali go w miejscach, w których nie mieli tego robić. Nie mogą już sprzedawać Century Child, bo umowa się skończyła. Ale nie skończyliśmy z nimi – jeżeli kiedykolwiek będziemy znowu mieli z nimi do czynienia, na pewno poruszymy temat tej sprawy.

Niestety, ta sytuacja nie była jedyna w swoim rodzaju, jak powiedział nam szef Spinefarmu.

– W niezależnym biznesie muzycznym jest mnóstwo ludzi pełnych entuzjazmu, mających świetnego nosa do dobrej muzyki i zespołów i będących wspaniałymi w każdym calu, ale są też jednostki całkiem pozbawione moralności – goście, którzy myślą, że nieważne, jaką umowę podpiszą, nie muszą przestrzegać ani jednego z jej artykułów. Jeżeli są dostatecznie bezpardonowi, myślą, że mogą robić cokolwiek zechcą. To bardzo niefortunne, bo źle wpływa na cały biznes i jego reputację. Ale co zrobisz?

W zasięgu wzroku pojawiało się coraz więcej przeszkód. Marco wciąż był członkiem Sinergy i wystąpił drobny problem, gdy okazało się, że Nightwish i Sinergy mają nadchodzące koncerty w tym samym dniu. Spierające się strony dawały wyjaśnienia i wyjaśnienia wyjaśnień mediom, i w końcu, zależy, którą wersję preferujesz, albo Marco został wykopany z Sinergy, albo opuścił zespół dobrowolnie. Wokalistka Sinergy, Kimberly Goss, skomentowała to na stronie zespołu piątego maja 2002 roku:

Musieliśmy podjąć tę bardzo trudną decyzję i wyrzucić Marco z zespołu. To bardzo smutny dzień dla nas wszystkich z obozu Sinergy. Jest ku temu kilka powodów. Spróbujemy je tutaj wyjaśnić jak najlepiej, żeby być całkiem otwartymi i szczerymi z WAMI, naszymi fanami…

Po tym, jak obiecał nam, że zarezerwuje cały ten rok (2002) na trasę koncertową z Sinergy, Marco zmienił zdanie i zdecydował, że zamiast tego będzie koncertował z Nightwish. Z początku „powód” był taki, że to miały być ostatnie koncerty Nightwish, ponieważ Tarja zdecydowała, że opuści zespół jesienią, gdy powróci do swoich studiów. Mieliśmy duże zrozumienie dla tej sprawy i zdecydowaliśmy, że będziemy szli do przodu i weźmiemy muzyka sesyjnego, żeby Marco mógł mieć tę ostatnią szansę na trasę z Nightwish. Powiedział nam: „Nie chcę dobijać leżącego.”

Dzisiaj rozmawiałam z Tuomasem z Nightwish, który twierdził, że desperacko próbują przekonać Tarję, żeby została w zespole, ale nawet jeśli tak się nie stanie, będą grać dalej z nową wokalistką. Ta wiadomość zmieniała dla nas wszystko. Skoro Nightwish będzie kontynuował działalność (nawet z inną wokalistką), zapytaliśmy Marco, czy mógłby teraz koncertować z nami i pozwolić Nightwish wynająć muzyka sesyjnego zamiast niego. Odmówił. Oczywiście zdenerwowała nas jego decyzja, zwłaszcza, że Nightwish mógł z łatwością załatwić zastępstwo i nagrać wokal Marco na mini dysk (tak, jak to robią z harmoniami Tarji, kilkoma partiami klawiszy, a nawet niektórymi partiami gitary). Tuomas zasugerował mi, że to MY możemy kupić mini dysk na partie wokalne Marco w Sinergy.

Nie możemy tego zrobić z dwóch powodów. Przede wszystkim, to nie jest tak, że pieniądze na te rzeczy tak po prostu spadają nam z nieba, a po drugie, wolimy grać wszystko na żywo. Marco powiedział nam, że główne powody, dla których wybrał Nightwish, to: a) więcej pieniędzy, b) z nimi ma więcej do śpiewania, c) podczas ich nadchodzącej „przerwy” będzie miał czas dla swoich dzieci. Zaznaczał też przy paru okazjach, że MUZYCZNIE jego serce należy do Sinergy, ale, jak mówi stare porzekadło, „pieniądze zmieniają wszystko”. Tym niemniej, gwoli wyjaśnienia, Marco FAKTYCZNIE powiedział, że podoba mu się NOWY album Nightwish, który z nimi nagrał. Zdecydowaliśmy, że skoro nie możemy polegać na jego słowie, nie będziemy dłużej trzymać go w zespole. Życzymy mu i Nightwish szczęścia w przyszłości.

    Według obozu Nightwish, konflikt z Sinergy został przesadnie rozdmuchany.

– Media zrobiły z tego coś większego, niż naprawdę było – mówi Jukka. – To coś, co zaszło między zespołami, osobista sprawa, i nie było potrzebne dyskutowanie o tym na forum Sinergy albo naszym, nawet jeśli ta debata była w większości pozytywna z naszego punktu widzenia. Większość ludzi uważało, że Marco powinien robić to, co chce, i że Nightwish jest dla niego lepszą opcją. Ale bezcelowe jest spekulować po fakcie, kto wylał kogo, albo czy Marco opuścił zespół wbrew swojej woli, czy nie. Wybrał nas i cieszę się z tego.

Bardziej alarmującym był fakt, że wraz z oświadczeniem prasowym Sinergy wyciekła informacja, że Tarja rozważała opuszczenie Nightwish. Zespół nigdy nie odniósł się do tej kwestii. Dodatkowo list Kimberly poruszył odwieczne pytanie o playback i rolę mini dysków w brzmieniu zespołu na żywo. Nightwish w żaden sposób nie ustosunkował się do tych zarzutów. Nawet zakwestionowany basista nie komentował tego konfliktu.

– Wydaje mi się, że byłem naiwny, myśląc, że mógłbym sprostać dwóm zespołom – przyznał Marco. – Wkrótce stało się oczywiste, że byłem podwójnie zarezerwowany. Miałem też dwójkę dzieci i naprawdę potrzebowałem spędzić trochę czasu w domu. Kulminacja nastąpiła gdy  „Goss the Boss” [ang. „szefowa Goss”; Kimberly Goss – wokalistka Sinergy – przyp. tłum.] powiedziała mi, że jeśli nadal chcę być w zespole, muszę jechać z nimi w trasę po Japonii i opuścić Nightwish. Cóż, nigdy nie byłem dobry w uznawaniu autorytetów, więc powiedziałem jej, że jeśli tak stawia sprawę, to może mnie wypisać. Tak się to wszystko skończyło.

Marco zaznacza, że nigdy nie chciał palić żadnych mostów.

– Nie mam nic przeciwko Sinergy – nadal doceniam wszystkie albumy i muzykę, którą stworzyłem z zespołem. Poza tym uważam, że są sympatycznymi ludźmi i wspaniałymi muzykami. Rozmawiałem o tej sytuacji z gitarzystami Sinergy, Roopem [Latvalą] i Aleksim [Laiho] po tym, jak całe to zamieszanie opadło i wszyscy byliśmy smutni z powodu tego, co nastąpiło. Nic z tym nie mogliśmy zrobić. Kimberly Goss jest liderką Sinergy i to ona decyduje. Jeśli uważa, że czyjś wkład nie jest adekwatny, ma prawo podjąć odpowiednie kroki.

Pomimo sprzeczek, problematycznych licencji i ogólnej niepewności, album Century Child został oficjalnie wydany 23 maja 2002. Riku Pääkkönen wpadł na pomysł, że impreza z okazji premiery krążka mogłaby się odbyć na pokładzie balonu na gorące powietrze nad parkiem rozrywki Linnanmäki [Zamkowe wzgórze – przyp. tłum.] w Helsinkach. Wynajęty balon wzniósł się na pół kilometra ku niebu z zespołem i dziennikarzami na pokładzie. Po wszystkim cała ekipa spędziła trochę czasu w parku.

Przyjęty z bezprecedensowym entuzjazmem, album zdobył złoto w zaledwie dwie godziny. Zespół usłyszał tę wiadomość podczas imprezy z okazji zdobycia złota za singiel „Ever Dream”, która miała miejsce w zburzonym obecnie magazynie VR [fińskich kolei], gdzie zebrali się pierwszej klasy muzycy fińskiej sceny metalowej, włączając w to członków Stratovariusa, Children of Bodom, Sonaty Arctiki, a także byłego basistę Nightwish, Samiego Vänskę.

– Otrzymaliśmy wiadomość, ze Century Child zdobyło złoto w zaledwie dwie godziny od wydania  – ogłosił przedstawiciel Spinefarmu podczas imprezy. – Niestety nie byliśmy w stanie przygotować złotych płyt w tak krótkim czasie!

Tuomas był zdumiony.

– Naturalnie wiązałem z tym krążkiem nadzieje, ale to było całkowicie niespodziewane! Na szczęście nigdy nie jesteśmy w stanie się do takich rzeczy przyzwyczaić!

Wraz z Century Child, Nightwish ugruntował swoją pozycję jako jeden z topowych fińskich zespołów. Album trafił prosto na pierwszą pozycję oficjalnej fińskiej listy przebojów pociskiem kalibru .50 – różnice w sprzedaży krążków z numeru jeden i dwa nigdy nie były tak duże. „Ever Dream” także królował w zestawieniu singli. Zaledwie w dziesięć dni od wydania, Century Child został sprzedany w nakładzie trzydziestu tysięcy kopii, zyskując status Platynowej Płyty w rodzimej Finlandii.

Krytycy również byli przekonani, a recenzja Soundi idealnie podsumowuje ogólny entuzjazm:

Od samego początku kariera Nightwish postępowała z pozorną łatwością. Tuomas Holopainen był w stanie napisać jedną piosenkę odnoszącą sukces za drugą, a sam zespół cieszył się nieograniczonym zachwytem, zarówno odbiorców jak i mediów. Nowy album daje powody, dla których ta sytuacja pozostanie niezmienna.

Prowadzony przez Holopainena, Nightwish bardziej sprawia wrażenie rodziny niż zwykłej kapeli rockowej. Ów wizerunek został w pewien sposób zakwestionowany, gdy Sami opuścił zespół, ale patrząc na sytuację z punktu widzenia Nightwish, nowy basista Marco Hietala z pewnością wniósł ze sobą nowe możliwości. Tarja nadal pozostaje twarzą grupy, lecz teraz będzie w zespole drugi świetny wokalista, a „Dead of the World” ze zmiennymi partiami wokalnymi daje znakomity obraz tego, co pojawi się na albumie. „Upiór z Opery” Andrew Lloyd Webbera zawiera niezwykle atrakcyjny się dialog między męskim a kobiecym głosem, a po obróbce Nightwish piosenka brzmi tak majestatycznie, jak powinna, pasując do zagrania w Teatrze Jej Wysokości w Londynie, kolebce musicalu Webbera.

W sumie, choć Century Child zawiera wiele elementów znanych z poprzednich albumów zespołu, istnieje ryzyko, że wcześniejszy materiał może brzmieć jako zwykłe nagranie z prób. Z pewnością jest to uczucie, które miewają wszyscy po każdym kolejnym wydaniu albumu przez Nightwish – zespołowi zawsze udaje się wyjść poza wcześniejsze osiągnięcia. W porównaniu do Wishmastera, piosenki na Century Child są zdecydowanie lepiej zaaranżowane, ostrzejsze i ciężej zagrane. Zespół zdecydowanie dojrzał i jest teraz w stanie wydobyć to, co najlepsze, z utworów.

Co najważniejsze, podstawy są nadal na swoim miejscu: mocne melodie i ich wspaniała realizacja po raz kolejny mówią same za siebie.

Inne magazyny również zauważyły cięższe podejście, podobnie jak poszerzenie muzycznych wpływów. Zdjęcia promujące Century Child także zaprezentowały światu grupę o kompletnie nowym wizerunku – w 2002 Nightwish dorósł do bycia imponującą, pewną siebie jednostką ze swoim odmiennym stylem oraz piękną wokalistką w roi figurantki. Stylistyczne gafy były przeszłością, ponieważ żaden z członków nie potrzebował już stylisty. Nawet jeśli gotyckie czy fantastyczne elementy były widoczne na zdjęciach, broda Marco nadała „gładkobrodemu” zespołowi ostrości, szorstkiego męskiego akcentu, który wydawał się odzwierciedlać nową muzykę Nightwish.

Podwójna broda Marco wkrótce stała się przedmiotem zainteresowania fanów.

– Ludzie spekulowali, czy ma ona coś wspólnego z tym, że mam bliźniaków, ale nie w tym rzecz – śmieje się Marco. – Latem 2000 roku spędzałem czas w obozie letnim z chłopakami z jednego z moich zespołów, Metal Gods/Conquest. Moja broda zaczęła siwieć przed trzydziestką i znajomi dokuczali mi, nazywając mnie „staruszkiem” i „dziadkiem”. Miałem dość, więc kazałem im się pierdolić i wygoliłem wszystkie siwe miejsca na brodzie. I oto efekt!

Nightwish rozpoczął trasę pod koniec czerwca.

– Gdy Century Child był gotowy, wiedzieliśmy, że nadchodząca trasa nie będzie bardzo długa ze względu na studia Tarji – mówi Tuomas. – Zdecydowaliśmy się zagrać tak wiele koncertów, ile to było możliwe w zaledwie dwa miesiące. Jakoś czułem przed rozpoczęciem trasy, że będzie decydująca dla przyszłości Nightwish. Występy podczas tej dwumiesięcznej trasy zakończyły się i były najlepsze, jakie zagraliśmy do tej pory, a fakt, że wszystko poszło gładko, uratował zespół. Myślę, że ta trasa w szczególności otworzyła oczy Tarji. Możliwe, że uświadomiła sobie, że można się utrzymać w tym zespole – zarabiając zdecydowanie więcej pieniędzy niż zwyczajny student opery. Trasa jakby nadała nam nowego rozpędu, a Tarja podczas tych dwóch miesięcy zdawała się być bardziej zmotywowana niż kiedykolwiek.

Wygląda na to, że przez kompromisy Tarja znalazła wspólny język z resztą muzyków.

– Przez te pięć lat, Tuomas i ja byliśmy bardzo blisko – powiedziała Tarja w tym czasie. – Aż tak nie utrzymujemy kontaktu, ale gdy już to robimy, to jest on bardzo intensywny. Czuję się uprzywilejowana, będąc częścią Nightwish. Nigdy nie uważałam tego za coś oczywistego.

Od swojego debiutu w szeregach zespołu, na żywo podczas festiwalu w Himos, pierwszego koncertu na trasie World Tour of the Century, Marco wydawał się mieć niezły ubaw na scenie. Ze względu na jego niezaprzeczalne umiejętności oraz długą karierę wypełnioną doświadczeniem, uliczna wiarygodność Marco w fińskim metalu była niezrównana, a jego status wzniósł wszystkich w Nightwish na nowy poziom. Wyglądało na to, że zespół w końcu odczuwał radość z grania i bycia razem.

– Nie odczuwałem strachu przed wyjściem na scenę – wspomina Marco. – Nie byłem całkiem wyluzowany, ponieważ ciężko być neutralnym w obliczu sukcesu, jakim cieszyliśmy się w tamtym czasie. Byłem podekscytowany i ciekawy, jakie zamieszanie z tego wyniknie.

Nawiązując do Jukki, granie z Marco jest „czymś zupełnie innym niż to, co było z Samim”. Jukka uważa, że wspaniale jest widzieć basistę, który nie jest tylko złem koniecznym, ale także wokalistą i gospodarzem. Zarówno Jukka jak i Marco są w pewien sposób prostolinijni, jeśli chodzi o ich grę i nawiązując do Tuomasa „jest w nich szaleńczy rytm”.  Obaj skromnie przyznają się tylko do części o „szaleństwie”.

Będąc liderem zespołu, dla Tuomasa ważne jest, by Marco grał utwory grupy bez narzekania – nawet tych, których Marco nie lubi.

– Nightwish ma piosenki, których Marco nigdy by nie napisał, ale mimo to je gra. Ma pewien szacunek do mojej pracy i myślę, że jest to niezwykle ważne. Było oczywiste, że Samiemu niełatwo przychodziło granie rzeczy, które w jego mniemaniu były gówniane.

– Mam szacunek do każdego rodzaju muzyki – mówi Marco. – Wszystkiemu należy dać szansę. W końcu gdy słuchasz fragmentu w studiu, możesz usłyszeć czy wybory były usprawiedliwione, czy też nie. Nieważne, jaki gatunek muzyki gram, zawsze staram się wyjść z rozwiązaniem, które wesprze utwór w możliwie najlepszy sposób – rzecz, która da piosence coś ekstra lub sprawi, że coś co już istnieje zaczynie się wyróżniać.

Dołączenie Marco do zespołu oznaczało również nowe wyzwania dla Tarji.

– Na początku czułam się, jakby mój śpiew był do dupy – powiedziała Tarja po ukończeniu albumu. – Chodzi mi o to, że ten koleś potrafi zrobić wszystko, a ja poczułam się beznadziejna. Marco robi to, co do niego należy, ja robię swoje, ale on jest w branży dziesięć lat dłużej ode mnie. Bardzo go sobie cenię, a skoro tworzymy razem muzykę, ogromnie się cieszę, że jest tutaj by mnie wspierać. Spędzamy również miło czas. Jest szczęśliwy, będąc z nami.

To zdecydowanie wydawało się być przypadkiem.

– Granie koncertu jest dla mnie w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach czystą radością. – przyznaje „dwubrody”. – Zdecydowanie przebija gówniane machanie łopatą. Prawdopodobnie nigdy nie znajdę prawdziwej pracy – wiesz, granie rock’n’rolla nie jest prawdziwą pracą. Cóż, w istocie śpiewanie w heavymetalowym zespole jest jednym z najbardziej intensywnych zawodów na świecie. Długie koncerty i śpiewanie wysoko i głośno mogą w łatwy sposób wyczerpać twój głos, ciało i umysł. To dlatego jest relaksujące, być w zespole z dwoma wokalistami, ponieważ nie musisz się wypalać. Nawet jeśli dużo używasz swojego głosu, nie musisz się nadwyrężać. Jeśli krzyczysz do granic płuc przez półtora godziny co noc, wiele dni pod rząd, ryzykujesz zrujnowaniem swojego głosu, co oznacza dodatkowe przerwy oraz odwołane koncerty. W Nightwish to ryzyko jest o wiele mniejsze niż w Tarocie. Jeśli mamy więcej występów z Tarotem pod rząd, muszę naprawdę o siebie zadbać i pamiętać o odpowiedniej ilości snu.

Zaprawiony na scenie weteran, Marco mógłby się stać gwiazdą koncertu – w każdym razie w oczach fanów starej szkoły heavy metalu – jeśli pozostali muzycy także nie zwiększyliby swoich umiejętności. Jednakże Marco całkiem pokornie osadził się w swojej roli.

– Działam w obrębie mojego statusu szeregowego członka, jednakże od czasu do czasu znajduję się w zasięgu świateł wapiennych [za Wikipedią: „rodzaj oświetlenia sztucznego używanego w XIX w. m.in. na scenach teatralnych i w salach koncertowych” – przyp. tłum.]. Jestem na uprzywilejowanej pozycji – nie muszę ponosić całej odpowiedzialności i nie jestem tym, na którego wszyscy nieprzerwanie się gapią, ale nadal mam okazję pokazać, z jakiej gliny zostałem ulepiony. To piekielnie dobry układ!

Technicy również ciepło przywitali nowego basistę.

– Myślę, że byliśmy bardziej uszczęśliwieni niż zespół, witając Marco na pokładzie – śmieje się Wilska. – Nawet jeśli Sami Vänskä jest moim dobrym przyjacielem, z którym dzieliliśmy pokoje hotelowe na trasie i w ogóle – jest fajnym gościem, kropka – to jednak większość ekipy Nightwish są starymi fanami Tarota lub nawet ich poprzednimi pracownikami jak, Sumi [Ari Suomi, ówczesny inżynier dźwięku Nightwish – przyp. aut.]. Nawet po kilku występach staliśmy za deską rozdzielczą z chłopakami, dostając gęsiej skórki za każdym razem, gdy Marco otworzył usta na scenie.

Przez lata, Tarja stała się numerem jeden wśród fanów, mimo że czasami była krytykowana za swój chłód. Nigdy nie rozmawiała z publiką zbyt wiele, a jeśli już do tego doszło, jej sceniczne żarty były krytykowane za bycie formalnymi i niezręcznymi, szczególnie w Finlandii. Z tego względu Tuomas dał Marco dodatkową rolę – komunikowanie się z publiką.

– Na początku było mi trudno ocenić, na jak wiele żartów i głupot mogę sobie pozwolić – śmieje się Marco. – Rozmawialiśmy o tym dość często i czasami słyszałem od Tuomasa: „Nigdy więcej tak nie mów”.

Jukka przyznaje, że „mowa Tarota” nie zawsze pasuje do koncepcji Nightwish.

– To prawdopodobnie nie najlepszy pomysł witać fanów Nightwish: „Dobry wieczór skurwysyny!”.

Znany z doradzania austriackim fankom by goliły nogi, Marco i jego ordynarny humor sprawiają, że często nie tylko widownia, ale także sam zespół wybuchają śmiechem, jednak czasami jest besztany przez Tuomasa za swoje sceniczne żarciki. Gładki wizerunek Nightwish nie zawsze idzie w parze z pijackimi dowcipami o pierdzeniu, nie wspominając o polityce, której tematyka była czasami poruszana przez Marco.

Mając w pamięci fakt, że Sami chciał być wyłącznie słyszany – nie widziany – w Nightwish, Marco był ważnym dodatkiem w grupie inwestującej coraz więcej w swoje występy. Jako zaprawiony rockowiec, Hietala rozumiał personalną dynamikę w zespole.

– Zespół składa się z osób, które mają dobre i złe dni. Czasami wszystko jest w porządku, czasami jesteś przygnębiony, wkurwiony, ale zawsze powinieneś pamiętać by wspierać innych. Tarja i ja, na przykład, często pomagaliśmy sobie mentalnie z wokalnymi sprawami.

– Czasami, gdy miałam zły dzień na trasie, gdy mój głos był chrapliwy, czułam się słaba i wiotka, Marco podchodził do mnie i mnie przytulał – powiedziała Tarja w czasie trasy Century Child – Czułam się z tym cholernie dobrze! Dzięki temu czułam się, jakbym mogła śpiewać tego dnia, nieważne, co się stanie. To naprawdę nie kosztuje wiele. Marco był cennym nabytkiem, co można usłyszeć na albumie, a także zobaczyć na scenie. Nastąpiła znacząca zmiana na tej trasie, coś, na co również zwróciłam uwagę jako kobieta: wszyscy koncentrowaliśmy się na występie w zupełnie nowy sposób. Kiedy zaczęło się intro Emppu ciężko pracował nad swoimi gitarami, strojąc je oraz wymieniając niektóre struny, Tuomas próbował się koncentrować – będąc całkowicie zestresowanym, naturalnie – i ja byłabym tym samym, nerwowym wrakiem, lecz wtedy pojawiał się Marco, popalający papierosa. Był tak jakby balansującym elementem. Oczywiście sam był zdenerwowany, ale nie pokazywał tego.

Marco był szczęśliwy, mogąc zauważyć tę zmianę.

– Gdy album był gotowy i ruszyliśmy w trasę, wytworzyło się w zespole silne poczucie solidarności i jedności. Można było dostrzec, jak wpłynęło to w szczególności na Tarję. To naprawdę podniosło ją na duchu i całe te rozmowy o tym, że Century Child jest jej ostatnim albumem oraz ta trasa ostatnią, zostały zapomniane. Domyślam się, że powinienem przewidzieć, że skoro sprawy mogą tak łatwo zmienić się na lepsze, to równie dobrze mogą pójść w zupełnie inną stronę.

Century Child został wydany w Niemczech, Austrii i Szwajcarii na początku lipca. Ku uciesze Drakkaru, album wskoczył na piątą pozycję w Niemczech, piętnastą w Austrii i pięćdziesiątą w Szwajcarii, sprzedając się w większym nakładzie niż pozostałe albumy zespołu.

W pewien sposób Drakkarowi się śpieszyło, ponieważ Century Child był ich ostatnim albumem z Nightwish. Wishmaster sprzedawał się zauważalnie dobrze – zdobywając dwudziestą pierwszą pozycję na Niemieckich listach przebojów – ale naturalnie wytwórnia chciała, by album stał się jeszcze większym sukcesem.

– Naszym celem było uderzenie w niemieckie Top 10 – powiedział dyrektor generalny Drakkaru, Bogdan Kopec. – Wydrukowaliśmy kilka ogromnych plakatów na dwa metry wysokości, które kosztowały majątek. Możecie sobie wyobrazić wielkość kampanii, biorąc pod uwagę, że w każdym większym mieście w Niemczech jest ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców, a my umieściliśmy te plakaty niemal wszędzie w kraju. To było niesamowicie kosztowne, ale udało nam się osiągnąć top 5. Były wtedy trzy wielkie zespoły, które wydały album tego samego dnia, w przeciwnym wypadku Century Child osiągnąłby drugą pozycję. Niemniej jednak pozycja w pierwszej piątce była fantastyczna. Sprzedaliśmy jakieś osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt tysięcy kopii albumu. Potem Spinefarm upoważnił inne europejskie kraje do wydania krążka, co oczywiście oznaczało trochę strat, ponieważ import zaczął przepływać przez rynek niemiecki.

W lipcu 2002 roku, Nightwish rozpoczął drugą trasę po Ameryce Południowej, grając wyprzedane koncerty w miejscach takich jak Sao Paolo, gdzie pojawili się przed tłumem 6700 ludzi. Lokalna wytwórnia nie była przygotowana na rosnącą popularność zespołu i Century Child został wyprzedany w Brazylii w dniu premiery, 22 lipca. Podczas gdy Nightwish był zajęty koncertowaniem i promocją, inny członek rodziny Nightwish znalazł życiowego kompana na trasie.

– Właśnie wtedy zerwałem z moją dziewczyną z Finlandii – wspomina Tommi Stolt. – Życie było szare i wszystko wydawało się bardzo trudne, ale wyruszyliśmy do Ameryki Południowej w dobrym nastroju i z wysokimi nadziejami. Na lotnisku w Düsseldorfie zdecydowałem, że nie wrócę z Brazylii z pustymi rękoma. Powiedziałem to nawet Ewo, lecz on się tylko zaśmiał: „Ta, jasne!”. W Brazylii poszliśmy na dyskotekę. Naturalnie oddałem się swojej dyskotekowej rutynie, gdy wpadłem na dziewicę zwaną Jovelina. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Ze swoją fińską wytrwałością, przekonałem ją, by poszła ze mną.

Wspólny język nie był tak trudny do odnalezienia.

– Na początku mieliśmy niewielką barierę językową, ale obeszliśmy ją z moją mową ciała i rysowaniem rzeczy na papierze. Dziś rozmawiamy razem po portugalsku. Gdy opuszczaliśmy miasto, zabrałem Jovelinę ze sobą i kupiłem jej bilety na samoloty, żeby mogła nam towarzyszyć całą trasę po Brazylii. Zajęło mi jakieś cztery czy pięć dni zanim jej to zaproponowałem. Zaręczyliśmy się. Po powrocie do Finlandii wymienialiśmy maile przez kilka miesięcy, a wtedy, w moje urodziny w końcu przyleciała do Finalndii na dobre. Teraz jesteśmy małżeństwem i szczęśliwymi rodzicami naszego syna, Anthonego.

Kolejny szczęśliwy ojciec, Marco, cieszył się jak tylko mógł byciem na trasie, biorąc pod uwagę jego tęsknotę za domem.

– Po latach zmagania się z muzyczną karierą, miałem ogromną ochotę, by wejść na wielkie sceny i występować z tak wspaniałym zespołem. Grałem wcześniej duże koncerty, ale widownia zawsze nas tylko wystawiała na próbę, w stylu: „sprawdźmy, czy są dobrzy.” Z Nightwish publiczność szalała na sam dźwięk intro. To było dla mnie najwspanialsze.

Zespół powrócił do Europy na kontynentalną część trasy z supportami: After Forever z Holandii oraz przyjaciółmi z fińskiej wytwórni, Spinefarmu – Charon. Codzienna rutyna na trasie pozostała ta sama, poza miejscami koncertowymi, które po raz kolejny były większe niż kiedykolwiek.

Marco podsumował swój typowy dzień na trasie Timo Isaaoaho z magazynu Soundi:

– Gram koncert, sala jest pełna, ludzie dostają wścieklizny, piję kilka piw, mogę być lekko popieprzony, kładę się spać do mojego sarkofagu, budzę się, autobus jest zaparkowany lub w ruchu, technicy ładują nasze graty do sali, wchodzę po kilka kanapek, kawę lub wodę, czekam, robię próbę dźwięku, jem obiad, gram koncert, sala jest pełna, ludzie dostają wścieklizny, piję kilka piw, sam dostaję wścieklizny.

Dla Tarji trasa była łatwiejsza niż kiedykolwiek.

– Pracowałam sporo nad moją techniką klasyczną, więc mogłam śpiewać z większą łatwością – powiedziała. To, czego się nauczyłam w Karlsruhe, oraz to, jak rozwinęłam się jako śpiewaczka było ogromnie istotne i naprawdę pomogło mojemu udziałowi w Nightwish. Mogłam wykonywać utwory bez zbytniego naciągania moich strun głosowych podczas trasy. Nauczyłam się chronić swoje zasoby. To nie jest tak, że dawałam mniej fanom niż wcześniej – zawsze daję z siebie wszystko na scenie – po prostu dowiedziałam się, jak śpiewać z większą lekkością.

W Holandii Tuomas jakoś się „nastroił” i „rozstroił” na przerażającą długość fali.

– Byłem w hotelowym lobby z gościem z After Forever i musiałem poruszać się po korytarzu trzymając się ścian – mówi Tuomas. – Miałem te okropne lęki – nie wiem, co ci Holendrzy dodali do mojego napoju, ale to dało mi wizje, których nawet nie umiem opisać. Nie czułem się dobrze, a także odczuwałem tęsknotę za domem. Po tym, jak się upiłem, poszedłem sam do mojego ciemnego pokoju hotelowego, by pójść spać, a gdy położyłem się w łóżku, usłyszałem, jak miliard śmiejących się Chińczyków wycierało dupę w tym samym czasie, coś jak przerażający szelest „trzask-trzask-trzask!”. To było okropne! Nigdy nie byłem tak przerażony i niespokojny – musiałem wynosić się ze swojego pokoju i znaleźć kogokolwiek. Włączyłem wszystkie światła i wyszedłem, by sprawdzić, czy ktokolwiek tutaj żyje. Pamiętam, że zadzwoniłem wtedy w nocy do domu w stylu: „Cześć mamo, jak się masz?”. Byłem w agonii.

Emppu zazwyczaj spędzał swój wolny czas kręcąc się po mieście, wyruszając na własne przygody.

– W wolnym czasie zawsze idę włóczyć się wkoło. Po prostu chcę zobaczyć dane miejsca. Mógłbym chodzić dziesięć kilometrów jednego dnia. Bardzo dużo zwiedzam i mam sporo materiałów wideo z tych wypraw. Po prostu jestem ciekawą osobą. Chcę zobaczyć więcej niż tylko salę koncertową i hotel, ponieważ dopiero wtedy uczciwie mogę powiedzieć, że byłem w tych różnych miejscach. Gdy się zgubię, dzwonię do innych w panice: „Jeszcze raz, jak się nazywał nasz hotel!?”.

Nie jest zaskoczeniem, że nasz samotny podróżnik znalazł ostatnio swojego nowego przyjaciela: urządzenie GPS.

Gitarzysta wspomina swoją ostatnią podróż przed zakupem systemu nawigacji.

– Mieliśmy występ w Austrii i nie chciałem zostać na miejscu po koncercie, ponieważ zawsze znajdą się tłumy ludzi, którzy próbują kawałek ciebie. Zawołałem taksówkę z intencją znalezienia najlepszej rock’n’rollowej speluny w mieście. Po wejściu do pojazdu zauważyłem jakiegoś faceta na tylnym siedzeniu. Kierowca spytał, czy będzie w porządku dla jego przyjaciela by dzielić przejazd w tym samym kierunku. Zareagowałem: „Zgoda, dopóki znajdziemy jakieś rockowe miejsce”. Ruszyliśmy. Oglądałem widoki przez okno. Nagle poczułem, że ktoś szturcha moje ramię.  Myślałem, że facet z tyłu był tak pijany, że nie był w stanie siedzieć prosto. Wtem uświadomiłem sobie, że siedzi tuż obok mnie i zaczyna się do mnie dobierać. Cóż, uniosłem swoje pięści oraz zacząłem wieszać na nim psy – widocznie myślał, że może ot tak wsadzić w kieszeń tego małego chłopca i wziąć go ze sobą.

– Gdy ostatecznie dotarliśmy na miejsce, kazałem kierowcy na mnie poczekać – kontynuuje Emppu. – Lecz gdy wróciłem na parking, taksówki tam nie było. Mieliśmy rano opuścić miasto, więc zastanawiałem się: „Jak, u diabła, mam stąd wrócić do hotelu?”. To było jakoś o czwartej rano. Na szczęście zapamiętałem, że po opuszczeniu miejsca koncertu, na naszej drodze do baru minęliśmy tylko jedno skrzyżowanie, oraz skręciliśmy w lewo. Po prostu zacząłem iść. Kupiłem w kiosku po drodze magazyn porno. Idąc, przeglądałem go i po ponad dwugodzinnym marszu ostatecznie odnalazłem autobus. Byłem tak szczęśliwy, że reszta mnie nie zostawiła, że po prostu wskoczyłem do środka i poszedłem spać. Gdy się obudziłem około południa, zastanawiałem się czemu autobus się nie rusza. Okazało się, że mieliśmy dzień wolny i reszta była w hotelu!

– Po tym incydencie kupiłem GPS. Mam w nim zapisanych setki lokacji – zawsze najpierw zapisuję położenie lotniska, potem hotelu a na końcu sali koncertowej. Dopiero potem mogę włóczyć się beztrosko po świecie. Muszę tylko podążać za strzałką, kiedy chcę wrócić do punktu wyjścia. To najlepszy przyjaciel każdego rockmena!

Jednakże, nawet GPS nie zawsze ratował ciekawego podróżnika.

– Ustaliliśmy po koncercie, że spotkamy się w autobusie przed miejscem koncertu o wpół do szóstej rano i udamy się na lotnisko oddalone o sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt kilometrów stąd – wspomina Emppu. – Po koncercie wezwałem taksówkę do klubu rockowego. Byłem z powrotem na czas, o piątej rano, ale ku mojemu zdziwieniu nie było tam ani autobusu ani nikogo.

– Przesiedziałem tam chwilę i zadzwoniłem do Tero. „Cześć, tu Emppu”, powiedziałem. „Gdzie, do diabła, jesteście?”. Tero zamilkł na chwilę, po czym spytał: „Nie jesteś w autobusie?”. Odparłem: „Cóż, nie, jestem na miejscu, nie mieliśmy wyjechać o wpół do szóstej?”. Usłyszałem szepty w tle, Tero mówił: „Dzwoni Emppu, nie ma go w autobusie”. Byli w drodze na lotnisko już jakieś dobre pół godziny! Moja reakcja: „Co do diabła teraz zrobię? Samolot odlatuje o dziewiątej!”. Próbowałem zawołać taksówkę i zatrzymywać samochody, ale oczywiście nikt nie chciał stanąć na poboczu, o tak wczesnej porze, dla wściekającego się hipisa. Ostatecznie facet na rowerze załatwił mi taksówkę i ruszyliśmy na lotnisko, pojawiając się na miejscu w tym samym czasie, co inni. Byli tak pijani wsiadając do autobusu, że zapomnieli zrobić apel.

– Jechaliśmy przez Szwecję będąc blisko zakończenia trasy koncertowej – Jukka rozpoczyna kolejną anegdotę. – Wszyscy byliśmy już mocno zmęczeni. Tommi próbował skusić nas na picie, lecz zasnął chwilę po dotarciu do portu w Sztokholmie. Wpadliśmy na pomysł, żeby dorysować mu nad górną wargą wąsik Hitlera, oraz kilka innych ładnych dekoracji – narysowaliśmy mu nawet czarną kreskę na jego łysinie, imitującą adolfową fryzurę!

– Po tym, jak udaliśmy się do terminalu, wszyscy zapomnieliśmy o tym żarcie – kontynuuje Jukka. – Naturalnie nikt nie powiedział Tommiemu o jego „nowej tożsamości”. Po tym, jak weszliśmy do kabin, Tommi był zaskoczony, widząc ludzi witających go salutem hitlerowskim. Zastanawiał się: „Co, do diabła, się tu dzieje?!”. Wieczór okazał się być całkiem zabawny. Nakręciliśmy się w pokładowej saunie. Po pływaniu w basenie, wymyśliliśmy grę o nazwie „skórzany peryskop”, która angażowała Tommiego w trzymanie swojego sprzętu nad wodą wraz z innymi rzeczami. Domyślam się, że obsłudze się to nie podobało, ponieważ były tam również dzieci i osoby starsze. Jeśli dobrze pamiętam, Tommi miał zakaz wstępu do saun i basenów na statkach Viking Lines przez długi czas. Myśląc teraz o tym na trzeźwo, zdecydowanie było to kompletnie głupie. Jednakże domyślam się, że każdy z nas zrobił coś podobnego w tej czy innej okazji.

Ekipa uważała tego typu przygody za nieskończenie zabawne, nieważne, jak bardzo załoga Vikinga mogła się z tym nie zgodzić.

– To były hałaśliwe wycieczki – śmieje się Wilska. – Aczkolwiek kace po trasach często były okropne. A moje boki bolały mnie od śmiechu, wywołanego niekończącymi się występami Tero i Tommiego.

Tak jak karawana jechał dalej, Century Child podbił nowe terytoria na całym świecie, nawet w Stanach, gdzie Nightwish do tej pory doświadczył umiarkowanego sukcesu. Pracownik działu A&R w Roadrunner Records, Mike Gitter, zainteresował się zespołem z chwilą pierwszego ich usłyszenia, a następnie podpisał kontrakt.

– Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy dokładnie usłyszałem po raz pierwszy o Nightwish, ale pamiętam, że był to cover Gary’ego Moore’a, który w mojej opinii był niezwykle ciekawy – wspomina Gitter. – Sprawił, że sięgnąłem po ich albumy. Nie było to przed usłyszeniem Century Child, tym niemniej, wtedy to wszystko naprawdę było dla mnie spójne. Świetne piosenki – „Bless the Child” oraz „Dead to the World” stały się natychmiastowymi klasykami. Dzieło wielkie w skali i pasjonujące w przekazie.

Gitter spotkał się z Ewo na południe od południowo-wschodniej konferencji w Austin, w Teksasie.

– Ewo był wtedy jeszcze reprezentantem Spinefarmu, a Children of Bodom, z tego, co kojarzę grali swój pierwszy koncert w Ameryce. Ewo dał mi kopię DVD Nightwish na żywo i jeszcze bardziej mnie to zaintrygowało. Byli zupełnie inni od tego, co było w Ameryce w tamtym czasie. Wielcy. Symfoniczni. Emocjonalni. Nawet nieziemscy, ktoś mógłby rzec. Mimo tego, szczerze mówiąc, początkowo uważałem ich za zbyt „europejskich” dla amerykańskich gustów.

Gitter nie był jedynym oszołomionym przez Nightwish. Pełni zachwytu fani zdawali się otaczać zespół, gdziekolwiek się pojawił. Podsumowując, szacuje się, że World Tour of the Century zobaczyło 150 tysięcy ludzi.

Napięty grafik trasy dał wycisk muzykom. Dla niektórych był to bardzo wyczerpujące doświadczenie – historia głosi, że Jasse von Hast, z supportującego zespołu Charon, został znaleziony śpiący w wejściu do działu w sklepie Anttila w Oulu, dziewięć dni po zakończeniu trasy.

We wrześniu 2002, Nightwish wziął przerwę od koncertowania, lecz zamiast odpoczywać i regenerować się, Tarja wyjechała do Karlsruhe, by dokończyć swoje studia, a reszta muzyków wzięła udział w projektach pobocznych. Przerwa miała trwać do nadchodzącego lata.

– Tarja poinformowała nas, że nie chce nic robić z Nightwish w 2003 roku, przynajmniej nie jechać w trasę i nie nagrywać albumu – mówi Tuomas. – Potrzebowała przerwy by móc skoncentrować się na swoich studiach. Jednakże została ona dwukrotnie przerwana – zagraliśmy dwa koncerty w Szwecji w listopadzie i w Niemczech na początku roku. Koniec końców przyszło nam to z łatwością.

Album nadal sprzedawał się jak ciepłe bułeczki. Przez wrzesień i październik, single promujące Century Child: „Bless the Child” i „Ever Dream” pokryły się kolejno złotem i platyną w Finlandii. Wydany przez Universal w Szwecji album sprzedał się tak dobrze, że zespół postanowił zagrać swoje pierwsze koncerty w tamtejszych klubach. Występy były zarezerwowane na dwa nadchodzące dni na różnych scenach w klubie Fryshuset w Sztokholmie.

Ostatnie koncerty World Tour of the Century w Niemczech miały miejsce w styczniu 2003 roku.

– Te koncerty w Oberhausen i w Monachium były przeogromne – mówi Tarja. – To było takie „Wow, czy to się dzieje naprawdę?”. W Oberhausen wyszłam na scenę z ogromnym podekscytowaniem wymieszanym ze strachem. Wszyscy byli przerażeni. Nie można było nawet powiedzieć „cześć” do Tuomasa przed koncertem. Nie mogliśmy uwierzyć, że ci wszyscy ludzie byli tam wyłącznie z naszego powodu!

Popularność zespołu znów wzrosła o kolejny poziom. Zerkając na publikę zza kurtyn w Oberhausen, Tuomas był tak przerażony, widząc jak wielką masą dowodzi jego zespół, że prawie zwymiotował z podekscytowania. Nightwish nie miał czasu ćwiczyć, lecz ostatecznie koncert wypadł wspaniale i zespół powrócił do Finlandii, by kontynuować wakacje.

Sytuacja finansowa zespołu także się poprawiła. Po pierwszym albumie i trasie pod opieką King Foo Entertainment, Tuomas był zadowolony z grupy zarządzającej. To była nowa sytuacja zarówno dla zespołu, jak i dla menadżerów i poznawanie się zajęło trochę czasu, ale zdecydowanie wyglądało na to, że pomiędzy stronami tworzy się solidny fundament.

– Nasze honoraria są absolutnie wspaniałe! – zachwycał się Tuomas w tamtym czasie. – Podczas festiwalu Raumanmeren Juhannus byliśmy trzecim najdroższym fińskim zespołem, zaraz po Eppu Normaali i HIM! Tak właśnie powiedział mi Toni. Sprawy mają się jak należy, wszystko dzieje się na czas i tak, jak zostało ustalone.

Tuomas nie miał nic do zarzucenia swoim nowym finansowym rozgrywającym.

– Jeśli poprosisz Ewo, by coś zrobił, możesz być niemal pewny, że się tym zajmie – mówi Tuomas. – Zawsze cię słucha i wygląda na to, że nie straszne mu żadne wyzwania. Prawdę mówiąc, robi wiele rzeczy, których nie musi. Tym niemniej raz zasnął w autobusie i przez to nie mieliśmy ręczników na scenie.

– Czasami były problemy ze specjalną dietą Tarji – kontynuuje Tuomas. – Wiesz, nie może jeść pszenicy czy cukru. Ustaliliśmy z Ewo, że upewni się, że miejsce koncertu oferuje posiłek, który Tarja może jeść, lecz czasami nie było to możliwe. Pamiętam, jak Tarja i Ewo toczyli wielką walkę ubiegłego sierpnia w Bergarze w Hiszpanii, po czym Turunen wyszła i nie wracała przez kilka godzin, więc Ewo wyszedł na ulice jej szukać. Jeśli jesteś lekko schorowany i głodny oraz spodziewasz się dostać coś do zjedzenia, ale okazuje się, że nie ma nic, co mógłbyś zjeść, łatwo stajesz się nerwowy. To był dla Ewo czas nauki. Dopiero co ruszyli z firmą, więc trzeba wybaczać niektóre błędy. Jestem pewien, że my również nie byliśmy najłatwiejszym zespołem do zarządzania.

To prawda: największe próby wciąż czekały na Ewo i na Peiju.


Tłumaczenie: Milla, Adrian