Once Upon a Nightwish

2. Układanie puzzli

Latem 1996 roku Tuomas wyjechał, aby spędzić swoją przepustkę wojskową w domku na rodzinnej wyspie na jeziorze Pyhäjärvi w Kitee. Obie jego kapele były wciąż aktywne, i muzycy zebrali się na wyspie na noc sauny.

– Siedzieliśmy przy ognisku, Teemu Kautonen, Tero Leinonen, cała stara paczka – wspomina Tuomas. – To właśnie tam wpadłem na ten pomysł: „a co, jeśli stworzę swój własny projekt?”. Nie wymyśliłem wtedy jeszcze nazwy „Nightwish”, ale koncepcja była już w mojej głowie. Zespół byłby akustyczny i grałby muzykę w nastrojowym stylu. To wcale miał być heavy metal – mielibyśmy gitarę akustyczną, flety, smyczki, pianino, keyboard i, zdecydowanie, kobiecy wokal. Było jasne, że muszę mieć wokalistkę, bo w tym czasie The 3rd and the Mortal i Theatre of Tragedy z Norwegii oraz The Gathering z Holandii byli dla mnie bardzo ważni. Album Ulvera, Kveldssanger, również wywarł na to duży wpływ. Słuchałem go wtedy bardzo często i pomyślałem, że może powinienem zrobić coś takiego nawet lepiej.

Innymi słowy, Tuomas jest bardzo świadomy tego, że Nightwish nie narodził się z próżni. Znalazł również wpływy bliżej domu.

– Teemu Kautonen był dla mnie pewnego rodzaju wzorem, bo to z nim rozmawiałem o tych utworach. Dałem mu teksty i poprosiłem, by przeczytał je i dał mi znać, co jest z nimi nie tak. Zawsze oceniałem go wysoko jako tekściarza. Zawsze pcha mnie na przód w tym co robię, zawdzięczam mu również to, że zaprosił mnie do swoich pierwszych kapeli.

Tuomas poprosił Erno Matti Juhani Vuorinena, urodzonego 24 czerwca 1974 roku, aby przyłączył się do jego zespołu jako gitarzysta. Ten niski blondyn zawsze wydawał się być w pogodnym nastroju i promienieć radością gdy grał – pracowity, otwarty nadpobudliwy, Erno, czyli Emppu, opisuje siebie słowami „jodłujący karzeł” oraz „koparka miłości”.

– Nie mogę nawet myśleć o siedzeniu w domu i nic nie robieniu – przyznaje Emppu. – Chcę, żeby ciągle coś się działo. Myślę, że to pewnego rodzaju zboczenie, kiedy musisz robić coś do utraty przytomności. Zasuwaj, dopóki nie padniesz.

Emppu rozpoczął swoją karierę muzyczną na gitarze, którą ukradł swojemu bratu. Muzyka nie była w jego życiu priorytetem, nawet gdy był nastolatkiem.

– Robiłem wszystko. Nie mogłem usiedzieć w miejscu nawet przez chwilę. Byłem energicznym dzieckiem, żywym i czujnym, ale nigdy nie chciałem występować. Miałem masę hobby. Jednym z najważniejszych było judo – zacząłem trenować, gdy miałem dziewięć lat, i robiłem to prawie do dwudziestego roku życia. Gdy byłem młodszy, należałem nawet do fińskiej drużyny narodowej w judo, więc to logiczne, że sport był dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu – dopóki nie porwał mnie rock’n’roll.

Emppu dwa razy był mistrzem kraju w judo i zdobył brązowy medal w Mistrzostwach Nordyckich.

– Zanim zacząłem uprawiać judo, byłem harcerzem i brałem udział w fińskich mistrzostwach turystycznych, aż w końcu zająłem się skateboardingiem, ale gdy zacząłem grać na gitarze jako dziesięciolatek, muzyka mocno we mnie uderzyła. Myślę, że moją pierwszą kasetą było Twisted Sister, więc heavy metal zawsze był obecny w moim życiu, przyczajony w tle. Mój brat dostał pierwszą gitarę, gdy miałem dziesięć lat, a ja mu ją ukradłem. Tak właśnie zacząłem grać. Mieliśmy w domu też klawisze, ale to mnie nie interesowało. Nigdy nie grałem na niczym innym, tylko na gitarze. Starzy nie zmuszali mnie do grania – gdyby tak było, pewnie nie byłbym zainteresowany.

Po kilkuletnim katowaniu gitary brata, Emppu wstąpił do pierwszej kapeli. Plamen Dimov był również jego nauczycielem muzyki, ale chłopiec nigdy nie był częścią szkolnych zespołów, z tego powodu, że rzadko było zapotrzebowanie na gitarzystę. Mimo to, Emppu potwierdza znaczenie Plamena w jego muzycznym rozwoju.

– Plamen cholernie bełkotał – śmieje się Emppu. – Zazwyczaj ciężko było zrozumieć, co mówił. W każdym razie, kazał mi pograć trochę humppy [rodzaj fińskiej muzyki tanecznej, granej na dwie czwarte – przyp. aut.] na koncercie, kiedy byłem w liceum. Było to dość niezwykłe doświadczenie dla nieletniego chłopaka w zespole starszych panów. Najpierw wypili po kielichu, a później zagrali humppę – to mnie czegoś nauczyło, w porządku. Plamen był dość znaną postacią w Kitee, pochodził z Bułgarii i w ogóle. Jest bardzo przedsiębiorczy i pełen inicjatywy, uważam, że to wspaniałe cechy u faceta. Myślę, że to było w siódmej lub ósmej klasie, kiedy zapytałem go, co powinno się spróbować zagrać, gdy się uważa, że ma się zręczne palce, a Plamen polecił mi jakieś preludium Bacha. Zawsze był bardzo wspierający. Myślę, że jako nauczyciel miał świetną postawę. Nasze zajęcia muzyczne polegały głównie na oglądaniu teledysków i graniu w Jukebox Jury, ale gdy ktoś chciał się czegoś nauczyć, Plamen naprawdę brał to na siebie. Nigdy też nikogo nie zmuszał. Namówiłem go, żeby przesłuchał kilku moich kawałków.

„Kawałki” Emppu składały się na szeroką gamę projektów.

– Niektóre projekty miałem z Jukką, punk, fiński rock [inspirowany takimi kapelami jak Eppu Normaali i Popeda] i heavy metal – wspomina Emppu. – Po prostu zespoły utworzone przez miejscowych chłopaków i szkolnych kolegów. Największy wyczyn to Valhalla, ale gdy odkryliśmy, że grupa pod tą nazwą już istnieje, rzuciliśmy to. Wciąż mam kilka kaset, ale to naprawdę nic specjalnego. Ale wtedy brzmiało to całkiem dobrze. W podstawówce chodziłem z Jukką do jednej klasy, ale nie graliśmy w tej samej kapeli aż do szkoły średniej.

Tuomas poznał Emppu w Kuopio, kiedy Nattvindens Gråt grali w klubie Domino, gdy Emppu zajął miejsce brakującego gitarzysty w zespole.

– Nattvindens Gråt nie mieli drugiego gitarzysty – wyjaśnia Emppu. – Miałem szesnaście, czy siedemnaście lat, więc to było takie fajne móc grać w barze i pić darmowe piwo. Chłopaki dali mi album na noc przed występem i powiedzieli, żebym przećwiczył wszystkie piosenki. Następnego dnia stałem na scenie. Myślę, że zabrzmiało to znośnie.

Zdecydowanie wyglądało na to, że Emppu dobrze poradził sobie z wyzwaniem, ponieważ był pierwszą osobą, o jakiej pomyślał Tuomas, formując Nightwish. Ponownie, Emppu zaakceptował propozycję bez wahania – „kiedy jesteś wybredny, życie się komplikuje”, jak mówi jego motto. Zgodnie ze swoją filozofią, Emppu grał w niezliczonej ilości pobocznych projektów, odkąd tylko w ogóle zaczął grać.

Tuomas powitał Emppu w swojej nowej kapeli jako gitarzystę oraz duszę towarzystwa.

– Emppu to zabawny koleś – opisuje Tuomas. – Nie może długo siedzieć w jednym miejscu – ma najkrótszy z możliwych czas koncentracji. Jak nauczysz go riffu, zapomni po pięciu minutach, nie ważne jak wiele razy będziesz go z nim powtarzał. Ale nie da się na niego długo złościć. Ma po prostu problem ze skupieniem myśli. Nie może skoncentrować się na czymś dłużej niż przez minutę.

Zgodnie z tym, zmuszanie Emppu do przeczytania książki w szkole było przegraną walką – po prostu nie był zdolny do długofalowego wysiłku – ale gitarzysta zawsze był na tyle sprytny, by znaleźć skróty podczas pisania esejów i streszczeń.

– Kiedy mieliśmy coś przeczytać, zawsze wybierałem książkę, która miała adaptację filmową – śmieje się Emppu. – w ostatniej klasie, wyznałem mojej nauczycielce fińskiego, Tuuli Ranta, że nigdy w życiu nie przeczytałem żadnej książki. Ten incydent był później często poruszany i stał się w pewnym sensie skandalem w naszej szkole, coś na zasadzie, jak to w ogóle możliwe, do diabła. Stałem się przykładem ostrzegawczym. Myślę, że miałem bibliofobię przez to, że byłem zmuszany do czytania Wojny zimowej Anttiego Tuuri i Nieznanego żołnierza Väinö Linny [obowiązkowe lektury fińskiego kanonu – przyp. tłum.], coś w tym rodzaju, książki, których młody chłopak nigdy w pełni nie zrozumie. Ale w końcu znalazłem dobrą książkę, która przekonała mnie do czytania. Przeczytałem nawet Egipcjanina autorstwa Miki Waltariego, mimo że nie ma tam kobiet, seksu ani niczego takiego. Teraz ciągle jestem w trakcie czytania jakiejś książki.

Emppu zawsze wydaje się żyć chwilą, ten fakt dobrze ilustruje przykład Tuomasa.

– Emppu może opowiedzieć tę samą historię pięć razy i nigdy tego nie pamięta. Prawdopodobnie nie wiedziałby również jak grać nasze piosenki, gdybyśmy nie ćwiczyli ich po dwieście razy. Mówi: „Okej, czaję”, a po minucie: „Jak to szło, do cholery?”.

Jednak Emppu ma też swoją mroczniejszą stronę i Tuomas to wyczuł.

– Patrząc na Emppu, czujesz, że on pewnie nawet nie wie, jak to jest być w złym nastroju – duma Tuomas. – Niemniej jednak, czasami wydaje się, jakby niczego nie zapominał, i że nawet najmniejsze rzeczy kłopoczą go przez wieki. Myślę, że musi przespać się z niektórymi sprawami przez rok czy jakoś tak. Nie wiem, czy jest typem człowieka, który nie wybacza, ale uważam, że rozmyśla nad starymi sprzeczkami naprawdę długo.

Jakby nie było, Emppu idealnie pasuje do Nightwish. Znalezienie perkusisty również nie zajęło dużo czasu. Pochodzący z Kitee, Jukka Antero Nevalainen, urodzony 21 kwietnia 1978 roku, był „radosnym dzieckiem z dobrym, pełnym miłości dzieciństwem”, jak sam o sobie mówi.

Rodzina Nevalainenów żyła w bloku komunalnym i wiodła stabilne, zbalansowane życie.

– Ja widzę to tak: byliśmy po prostu zwykłą fińską rodziną – mówi.

Jako dziecko, Jukka był towarzyski, wygadany, miły i świetny w muzyce i sportach.

– Przystąpiłem do klasy muzycznej w podstawówce, ale nie za dużo tam graliśmy. Głownie śpiewaliśmy, więc nie uzyskałem tam za dużo muzycznej edukacji – wspomina Jukka. – Gdy byłem w czwartej lub piątej klasie, szkoła muzyczna w Karelii Centralnej otworzyła grupę perkusyjną. Mój nauczyciel pomyślał, że to może mi pasować i zasugerował, żebym spróbował, więc poszedłem na egzaminy wstępne. Ani trochę nie umiałem grać na bębnach, nigdy tego nie próbowałem, ale wydaje mi się, że miałem jakieś poczucie rytmu, bo się dostałem – nawet pomimo tego, że było tam wielu innych perkusistów, którzy już wiedzieli, jak się gra. Ewentualnie fakt, że mój nauczyciel był w komisji, mógł mieć z tym coś wspólnego!

Niewiele wcześniej Jukka założył swoją pierwszą kapelę.

– Mój pierwszy zespół nazywał się The Highway. Wciąż byłem w podstawówce. Graliśmy na kilku szkolnych wydarzeniach i wykonywaliśmy jakieś rovery, których nauczyliśmy się na zajęciach i trochę Beatlesów. Byłem wtedy również wokalistą – śpiewałem piosenkę „Jään lukkoinen taa”, która jest fińską wersją piosenki „A World Without Love” Peter and Gordon. Nigdy nie chciałem oglądać filmów, na których nauczyciel nagrywał nasze próby i występy, i przez długi czas nie chciałem się przyznać, że posiadam jakiekolwiek muzyczne doświadczenie z tamtego okresu. Jednym z powodów jest to, że w podstawówce śpiewałem w czymś w rodzaju jakiejś mini-opery, którą skomponował nasz nauczyciel. Naprawdę dużo śpiewałem w tamtym okresie. Później zyskałem trochę pewności siebie, więc oglądnięcie niektórych z tych taśm mogłoby być dość zabawne – nawet opery – którejś zakrapianej, piątkowej nocy…

Dimov zapamiętał Jukkę jako mądrego i punktualnego ucznia.

– Gdy mieliśmy koncert o siódmej wieczorem, Jukka był na miejscu pięć minut wcześniej. Jako pierwszy z tych metalowców grał w moich projektach Herbie Hancock. Nie jestem perkusistą, ale słyszałem, że nie gra sztywno – łatwo mógł identyfikować różne style i dopasować najlepszą opcję.

Według Jukki, był on punktualny i skupiony tylko w przypadku niektórych zajęć.

– Na pewno uważałem na lekcjach muzyki, ponieważ w gimnazjum tylko one mnie interesowały. Zajęcia Plamena były naprawdę fajne, dokładnie tak powinna wyglądać edukacja muzyczna w szkołach. W przypadku innych przedmiotów, na przykład języka fińskiego – musisz tylko uczyć się dużo teorii, żeby sprostać najmniejszym wymaganiom. Z muzyką jest inaczej, tu nie chodzi o umiejętności przeciętnej osoby, ale o uczucia, trzeba zrozumieć co się słyszy.

– Ci, którzy chcieli uczyć się muzyki, zaczęli to robić już przed gimnazjum i wcześniej przyswoili teorię – kontynuuje Jukka. – Zajęcia muzyczne Plamena były wspaniałe, zachowaliśmy zabawę Jukebox Jury, słuchaliśmy wszystkich rodzajów muzyki i oglądaliśmy filmiki z muzycznymi podkładami. Mogłeś grać na każdym instrumencie, jakim tylko chciałeś. Nagle zdaliśmy sobie sprawę z tego, że mamy zespół, więc zaczęliśmy grać piosenki. Tak to właśnie wygląda w prawdziwym zespole nastolatków, każdy wybiera sobie instrument i ani się spostrzeżesz, a próbujesz już grać „Nothing Else Matters” Metalliki.

Szkoła muzyczna w Kitee poświęcała w tamtych czasach tylko trzydzieści minut tygodniowo na zajęcia dla perkusistów.

– Teraz jest tam kilka sal prób, ale wtedy nie było żadnej – mówi Jukka. – Naprawdę ciężko było poprawić swój warsztat, czy wcielić w życie swoje muzyczne wizje. Wydaje mi się, że zacząłem chodzić na lekcje muzyki w piątej klasie. Nie miałem swojej własnej perkusji, a w tak małym mieście jak Kitee nie było gdzie poćwiczyć, więc wybijałem rytm na kolanach czy oparciu mojej kanapy. Raz w tygodniu przez pół godziny uczyłem się teorii i ćwiczyłem na prawdziwym sprzęcie. Gdy teraz o tym myślę, to pewnie byłbym lepszy technicznie, gdybym wtedy posiadał własną perkusję. Mógłbym lepiej nauczyć się podstaw i wykorzystywać mój instrument w inny sposób.

Wiele osób uważa, że nie da nauczyć się muzyki bez poznania jej historii, ale Jukka ma na ten temat inne zdanie.

– Gówno mnie obchodzi Mozart, Vivaldi czy Schubert albo inny cholerny Niemiec czy Austriak i ich kompozycje. Mam ich zupełnie gdzieś. Byłem wkurzony, że muszę uczyć się takich trywialnych rzeczy, które nie miały nic wspólnego z Black Album Metalliki, „Civil War” Guns’N’Roses czy Arise Sepultury! Kiedy skończyłem szkołę muzyczną po ósmej klasie, nie grałem przez rok.

Dimov pamięta jak młody perkusista dotarł do swojego muzycznego rozdroża.

– Jukka był w ósmej klasie i jednym z jego pierwszych zadań było zagranie „Humppa Funk”, piosenki, która ma dość trudną wstawkę perkusji. Wyjaśniłem mu to raz, a on od razu zagrał to poprawnie. Ale pewnego dnia po prostu odrzucił pałeczki na bok. Mieszkał niedaleko szkoły, więc poszedłem do niego, zapytać dlaczego przestał grać. „Gram teraz w [fiński] baseball”, powiedział. Jukka bardzo szybko podejmował decyzje. Powiedziałem mu, że może sobie grać w co tylko chce, ale żeby nigdy nie zapomniał o perkusji, bo jest do tego stworzony.

Jukka rzeczywiście bardzo poważnie podchodził do baseballu, i do tej pory ma kilka trofeów na dowód. Nie usiadł za bębnami aż do dziewiątej klasy, kiedy przyjaciel poprosił go o dołączenie do zespołu, który właśnie kompletował.

– Słyszał, że jestem perkusistą, a nie było ich w Kitee zbyt wielu – wspomina Jukka. – Pomyślałem, że warto spróbować, w końcu będę grał w prawdziwej kapeli i w ogóle. Na basie grał Tero Kinnunen, a nasz kumpel, Kurkola, grał na gitarze i śpiewał. Tworzyliśmy trio, ale na jednym z występów zagrał z nami Tuomas. To wtedy tak naprawdę rozpoczęła się moja muzyczna kariera. Graliśmy brit pop, albo coś w tym stylu, co nie bardzo mnie kręciło, ale i tak fajnie było sobie pograć. Kapela istniała przez kilka lat.

Jukka i Emppu mieszkali w tej samej okolicy i znali się, więc nie minęło wiele czasu i zaczęli razem grać. Repertuar duetu składał się początkowo z fińskich piosenek rockowych, ale jak wiele młodych zespołów, przesłuchanie wydanej w 1997 roku płyty Visions Stratovariusa zainspirowało ich do grania melodycznego heavy metalu.

– Emppu zainteresował się metalem, kiedy polubił Stratovariusa i Helloween – kontynuuje Jukka. – Chciał grać coś cięższego i poprosił mnie, żebym został perkusistą w jego zespole. Generalnie to był w dalszym ciągu fiński rock, ale można było usłyszeć metalowe wpływy – solówki gitarowe były centralną częścią piosenek Emppu! Napisał kilka genialnych, ciężkich riffów. Grupa nazywała się Nidhro’t i istniała tak długo, jak byliśmy w liceum. Zagraliśmy nawet kilka koncertów.

Pierwszy występ poza Kitee odbył się w noc lokalnych zespołów w Ilomantsi.

– Nasza publiczność składała się z trzech osób – chichocze Jukka. – To był dość intensywny występ. Wysłaliśmy nawet nasze demo do magazynu Soundi, a oni ocenili je pozytywnie. To miało potencjał. Ale później grupa się rozpadła, a Emppu i ja poszliśmy bardziej w kierunku heavy metalu.

Jukka był już na swojej metalowej drodze do zatracenia.

– Założyliśmy z Emppu kolejny zespół, tylko nasza dwójka. Czasami ktoś do nas dołączał, żeby zagrać na basie, drugiej gitarze czy klawiszach. Zaczęliśmy grać dla zabawy kawałki Helloween. Dużą inspiracją był też Yngwie Malmsteen. Właściwie to nadal mieliśmy Nidhro’t, ale on powoli zanikał. Nowa grupa – Ambrosia – grała instrumentalny heavy metal, ponieważ nie mieliśmy wokalisty. Wspaniałe piosenki, błyskawiczne gitarowe granie, a nawet podwójna stopa w perkusji. To było wspaniałe, móc grać z podwójną stopą – cóż, może nie do końca potrafiłem, ale i tak to robiłem! Ambrosia zagrała kilka lokalnych koncertów i nagrała kilka demówek. Ciągle gdzieś jeszcze mam te kasety.

Jukka z łatwością wymienia swoje pierwsze muzyczne wpływy.

– Moje pierwsze spotkanie z cięższą muzyką miało miejsce w 1988 lub 1989 roku, kiedy moja siostra kupiła podwójny winyl Metalliki …And Justice for All – wspomina Jukka. – Ten album trafił do mnie jak nic wcześniej i słuchałem go, kiedy tylko mogłem. W tamtych czasach słuchałem różnych rodzajów muzyki, ale ten krążek to było coś zupełnie innego. Nadal pozostaje on jednym z moich ulubionych albumów, mimo że przez lata ta lista bardzo się wydłużyła.

– Metallica, Guns N’Roses, Paradise Lost i Sepultura były zespołami, które wciągnęły mnie w metal – wymienia Jukka. – Ale nie było to dla mnie jak grom z jasnego nieba, jak to było w przypadku Tuomasa. Nie pomyślałem po prostu w środku koncertu: „Tak, to jest to!” – powoli wkręciłem się w metal przez moich znajomych, a kiedy tak się stało, praktycznie przestałem słuchać Popedy i Raptori.

Duży wpływ na Jukkę miała również pewna fińska kapela.

– W 1994 lub 1995 roku Emppu przedstawił mi Dreamspace Stratovariusa. To brzmiało bardzo interesująco, więc pojechaliśmy zobaczyć ich koncert w Virtasalmi latem 1995 roku. Zespół był absolutnie wspaniały, a i nasza wyprawa była ciekawa. Żeby zaoszczędzić na zakwaterowaniu, wzięliśmy ze sobą namiot i po prostu rozbiliśmy obóz w lesie, przed samą bramą wejściową, oczywiście bez ponoszenia kosztów. Emppu zawsze mi wypomina, że zrobiłem się trochę „zmęczony” po koncercie i poszedłem spać do namiotu. Kiedy Emppu przybył do obozu trochę później, zastał pana Nevanperä [jedna z ksywek Jukki, dosłownie „Tyłek Bagna”, w fińskim nazwisko „Nevalainen” oznacza mieszkańca bagien lub po prostu coś bagnistego – przyp. tłum.] śpiącego z głową w namiocie, naturalnie wejście było otwarte na oścież, a namiot pełen komarów. Miał bardzo przyjemną noc…

– W 1996 roku, zaraz po premierze Episode, odbyliśmy kolejną podróż, żeby zobaczyć Stratovariusa na żywo – kontynuuje Jukka. – Chociaż następnego dnia mieliśmy szkołę, to i tak pojechaliśmy do Jyväskyli, dobrze wiedząc, że będziemy musieli wracać po kilku godzinach snu. Ale zdecydowanie było warto, stałem w pierwszym rzędzie i udało mi się złapać pałeczkę, którą Jörg Michael [perkusista Stratovariusa] rzucił w kierunku widowni. Podskoczyłem najwyżej, jak mogłem, odbijając się od barierki, i złapałem pałeczkę w powietrzu. To działo się jak w zwolnionym tempie, gdy było po wszystkim czułem się jak król! Przed długi czas ta pałeczka była najcenniejszą rzeczą, jaką posiadałem.

Nie minęło wiele czasu i kolejny perkusista wpadł Jukce w ucho. Images and Words Dream Theater stał się jego ulubionym albumem wszechczasów.

– Przez dość długi czas Jörg był dla mnie tym perkusistą. Był świetny, ale na szczęście odkryłem, że są inni dobrzy bębniarze. Jeden z moich znajomych drażnił się ze mną z powodu Jörga i powiedział, że najlepszy perkusista na świecie gra w kapeli Dream Theater. Jako wierny fan oczywiście zaprzeczyłem, ale w końcu poddałem się i kupiłem Images and Words oraz A Change of Seasons.

– Pamiętam, że mój tato robił coś przy komputerze kiedy włączyłem Images and Words. Po chwili byłem w stanie głębokiego szoku – ten album był tak dobry, a muzycy tacy wspaniali, że to było po prostu niewiarygodne! Siadłem przy stole słuchając płyty, byłem jak zahipnotyzowany i od czasu do czasu komentowałem, mówiąc do taty: „Cholera, co za zespół!”. Ciągle słuchałem tego albumu, tysiące razy i do tej pory nie znudził mi się ani jeden kawałek. Wtedy zacząłem naprawdę doceniać styl Mike’a Portnoy’a. Kupiłem wszystkie ich płyty i nagrania koncertów, i oglądałem je w kółko próbując zrozumieć jak on to, kurwa, gra.

W 1997 roku w pełni nawrócony metalowiec odebrał telefon, który miał przewrócić jego życie do góry nogami.

– Pewnej nocy Emppu zadzwonił do mnie po próbie i zapytał, czy nie chciałbym grać w kapeli jako perkusista – wspomina Jukka. – Powiedział, że koleś z Nattvindens Gråt, Tuomas Holopainen, chce próbować samemu tworzyć muzykę. Podszedłem do tego oczywiście entuzjastycznie, a Emppu powiedział, że planują nawet podpisać kontrakt i wydać płytę. Byłem tak podniecony, że mało się nie przewróciłem!

– To było chyba następnego wieczora, kiedy Emppu i Tuomas przyszli mnie odwiedzić i wtedy pierwszy raz tak naprawdę poznałem Tuomasa – kontynuuje Jukka. – Przygotował demówki piosenek grane na klawiszach, ukazały się one później na limitowanej edycji Angels Fall First. Chłopaki puścili mi te kawałki, starając się zapełnić brakujące partie gitarą Emppu. Podczas słuchania piosenek urzekła nas „Astral Romance”, do tej pory to pamiętam. Wszystkich nas urzekła, to naprawdę bardzo dobra piosenka. „The Carpenter” również był imponujący. Zaczęliśmy ćwiczyć chyba w następnym tygodniu – zagraliśmy wszystkie siedem kawałków i nagraliśmy je za jednym podejściem.

Co ciekawe, metalowe wpływy praktycznie nie istnieją na demie.

– No wiesz, Nightwish miał być całkowicie akustycznym projektem – mówi Emppu – nie mieliśmy perkusji, przesteru [efekt gitarowy typu distortion – przyp. tłum.], ani niczego takiego na pierwszym demie. Ale wszyscy mieliśmy heavy metal we krwi i to po prostu samo wyszło. I wydaje mi się, że Tuomas już wtedy myślał o innym brzmieniu, przecież zawsze był fanem muzyki filmowej.

Wraz z komiksami Aku Ankka, filmy fascynowały Tuomasa od czasu, gdy był dzieckiem. Sam uważa, że jego miłość do kina i muzyki filmowej wyrosła z pragnienia ucieczki od życia codziennego.

– Filmy są częścią tego eskapizmu, o którym wspominałem. Jeśli chcesz mnie zdefiniować jednym słowem, to tym słowem jest „eskapista”. To powód, dla którego czytam książki, tworzę muzykę i chodzę na wędrówki – żeby oderwać się od tego świata chociaż na chwilę. Może świat nie jest takim złym miejscem, jak czasami nam się wydaje, ale mimo wszystko… Prawdę mówiąc, nie znam nikogo, kto nie lubiłby oglądać filmów. W filmach obraz i muzyka scalają się w ekstremalnie ciekawy sposób. Może to przekleństwo tekściarza: gdy widzisz coś pięknego, okropnego czy inspirującego, to natychmiast chcesz ubrać to w muzykę, ubrać to w dźwięk. W pewnym sensie na tym też polegają filmy. Jest tam piękny obraz i historia, a to wszystko ubrane w dźwięk i muzykę.

Stosownie do tego, Nightwish został później nazwany „metalem krajobrazowym”, „metalem soundtrackowym” – a nawet „metalem Andrew Lloyda Webbera” – mimo że ich pierwotna, akustyczna koncepcja była zupełnie inna.

Odpowiedni muzycy zostali znalezieni, część piosenek była w przygotowaniu, ale do stworzenia dema potrzebne było jeszcze studio. Naturalnym było to, że w pierwszej kolejności muzycy zwrócili się do swojego nauczyciela muzyki, Dimowa.

– Nasza szkoła została odnowiona w 1997 roku, kosztowało to dziewiętnaście milionów fińskich marek – wspomina Plamen Dimov. – Rzadko pojawiałem się na spotkaniach, ale tym razem to zrobiłem; zapytałem dyrektora Erkkiego Kontro, czy moglibyśmy wybudować studio dla szkoły. Przyzwoite studio kosztowało w tamtych czasach około dwieście – trzysta tysięcy fińskich marek. Udało mi się przekonać dyrektora, że znam grupę, która zapowiada się obiecująco.

Pozwolenie na budowę studia zostało przyznane, ale zespół nadal potrzebował niezbędnego wyposażenia.

– Emppu i Tero Kinnunen przyszli do mnie i powiedzieli, że poprosili Raimo Kettunena z otwartego koledżu o mikser, który był używany w klubie Monttu, ale odmówił.

Zirytowany Dimov osobiście zażądał tego od Kittunena. Wyjaśniając, że aparatura kosztuje każdego podatnika w Kitee osiemnaście marek, Dimov zagroził, że napisze do lokalnej gazety Koti-Karjala, aby publicznie zbadać, do czego wykorzystywany jest ten drogi gadżet. Dostali swój mikser.

Tero, Emppu i Dimov zabrali mikser do studia w Huvikeskus [lokalne centrum młodzieżowe/sala dyskotekowa – przyp. aut.], które później przekształciło się w studio Tero Caverocka. Z biegiem lat zyskało ono niemal legendarną reputację, ale w tamtych czasach było to tylko centrum codziennej pracy (oraz drugi dom) dla chłopaków z Nightwish. Jak powiedział Dimov: „Oni żyli w Huvikeskus”.

Miasto Kitee szybko zrozumiało znaczenie wspierania muzycznych ambicji swojej młodzieży i przyznało dwadzieścia pięć tysięcy na studio, pozwalając Dimowowi wyposażyć to miejsce w odpowiedni sprzęt.

– Miasto Kitee zasługuje na uznanie za zbudowanie studia i z mojej strony chciałbym mu podziękować za zrozumienie naszych potrzeb – mówi Dimov. – Staję po stronie młodzieży i pracuję jak lodołamacz – idę pierwszy i toruję drogę. Widzę ścieżki i oczyszczam je dla młodych, a następnie pozwalam im iść nimi, jeśli uznają to za stosowne. Oni wiedzą jak. Kitee jest małym miasteczkiem, w które zdusi cię, jeśli nie będziesz miał czym się zająć. Ci chłopcy potrzebowali tylko miejsca do pracy.

Dimov jako pierwszy zauważył, do czego zmierza młodzieżowa kapela, która odbywała próby w klubie Monttu w Kitee. Był również pierwszą osobą z zewnątrz, która usłyszała efekty ich pracy. Później, gdy Nightwish osiągnął światową sławę, Dimov był ogromnie dumny ze swoich protegowanych. Każdy dobrze wie, że stał się on oddanym fanem swoich byłych uczniów.

Dimov chętnie opowiada o szkolnych projektach, w które był zaangażowany.

– Nagraliśmy z Tuomasem dwa projekty. Pierwszym był Chameleon, a drugim „Play That Funky (Humppa) Music” Jimmy’ego „Bluesmana” Lawsona. Nie wiem, dlaczego, ale wysłałem nawet nasze kasety Chameleona do niektórych radiostacji w USA. Nie dostałem żadnej odpowiedzi, ale widziałem w Teosto [Fińskie Stowarzyszenie Praw Autorskich Kompozytowów – przyp. tłum.], że były one grane. To było śmiały krok, którego być może nie powinienem robić.

– Drugi projekt, „Play That Funky (Humppa) Music” Jimmy’ego Lawsona i Przyjaciół, masterował Mika Jussila w Studiu Finnvox. Przyszedł do mnie Emppu i pokazał mi piosenkę, którą napisał z Jukką i Samim w klubie Monttu, i zapytał, czy pasuje ona do projektu. To był świetny kawałek, ale jako że nie miał tytułu, spytałem czy możemy go nazwać „Karelian Night”. Zgodził się.

Melodyjny, inspirowany Stratovariusem, w całości instrumentalny utwór z podwójną stopą „Karelian Night” jest osobliwością, która dosłownie wyskakuje z jazz-rockowego albumu.

– Styl tego kawałka w żaden sposób nie wskazywał na to, co chłopcy osiągną za jakiś czas, ale jest to pierwszy projekt, w którym oryginalny skład Nightwish – poza Tarją – gra razem, chociaż w dwóch różnych kawałkach – mówi Dimov. – Kilka lat temu Emppu powiedział mi, że ten singiel kosztuje w Internecie dwadzieścia pięć euro, co czyni z niego mały przedmiot kolekcjonerski. Nie wiem jaka jest jego cena teraz – może dałoby się na tym nieźle zarobić!

Używając swoich dość unikatowych metafor, Dimov lubi porównywać Nightwish do akcji Nokii.

– Nightwish jest trochę jak akcje Nokii w czasie, gdy ich cena wzrosła z pięciu marek do tysiąca pięciuset marek i więcej. Byłem pierwszą osobą, która zauważyła te bezwartościowe akcje, ale wiedziałem, że pewnego dnia będą drogie!

Bez względu na ich wartość rynkową „akcje” zajmowały wiele czasu Tuomasowi i Emppu.

– Razem z Emppu nagraliśmy podkłady do piosenek na demo w legendarnym studio Huvikeskus – wspomina Tuomas. – To wtedy musieliśmy poznać Tero Kinnunena, chociaż był już w pewnym sensie naszym znajomym, ponieważ nagrywaliśmy u niego z poprzednimi kapelami np. Dismal Silence czy Nattvindens Gråt. Odkryliśmy, że jest bardzo kompetentnym człowiekiem, więc został naszym inżynierem studyjnym.

– Wydaje mi się, że to był grudzień 1996 lub styczeń 1997 roku – zamyśla się Tero Kinnunen. – Prawdopodobnie zaczęliśmy w grudniu 1996 z klawiszami i skleiliśmy wszystko do kupy w styczniu. Zostałem poproszony o zmontowanie tego, ponieważ nagrywałem już od kilku lat w Kitee na czterech ścieżkach. Robiłem wszelkiego rodzaju dema – zrobiłem dwa pierwsze dema dla Darkwoods My Betrothed, które zresztą nagrywaliśmy u mnie. Sami Vänskä, który został później basistą Nightwish, posiadał ośmiościeżkowiec, z którego zrobiliśmy pożytek w grudniu 1996 roku. Po pierwszej sesji była długa przerwa, prawie dwumiesięczna, podczas której ja wciąż nagrywałem w pomieszczeniu niewiele większym od szafy. Na drzwiach widniał napis „Produktio Tuomas”. Wtedy było już jasne, że Emppu będzie grał na gitarze akustycznej, Tuomas na klawiszach, ale żaden z nich nie miał pojęcia kto będzie śpiewał.

Tero okazał się świetnie pasować do Nightwish klanu ze względu na swoją podwójną naturę – gdy nadchodzi odpowiedni moment, ten opanowany, profesjonalny inżynier przemienia się w zaraźliwie zabawnego świra, któremu nie są znane granice obsceniczności, nieprzyzwoitości czy obłędu. Sławny (a raczej osławiony) ze swoich niemoralnych przygód i zamiłowania do szybkich koni oraz jeszcze szybszych kobiet, Tero posiada niesamowitą zdolność do stwarzania przepełnionych akcją sytuacji, które kończą się źle – głównie dla niego.

– Tero jest bardzo zagadkową osobą – charakteryzuje go później Tuomas. – Jest bardzo spokojny – totalne przeciwieństwo Emppu. Kocha zwierzęta, a jego pasją są wyścigi konne. Zazwyczaj jest bardzo cierpliwy, otwarty i sympatyczny, ale nagle widzisz go brykającego z truskawką nabitą na kutasa, dumnie prezentującego to każdemu, albo robiącego helikopter (wprawianie kutasa w ruch obrotowy) za kulisami w środku występu, tak jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Tero jest ekstremalnie zabawnym kolesiem. Posiada ten wyjątkowy blask – nie nazwałbym tego charyzmą, ale pewien rodzaj blasku, dzięki któremu może zawsze i wszędzie znaleźć dziewczynę do bzykania. Nie jest wybredny.

Tero stał się jednym z najlepszych przyjaciół Tuomasa.

– Tero jest dla mnie pewnego rodzaju wentylem, duchowym bratem, a ja dla niego chyba tym samym. Mamy takie samo poczucie humoru i dobrze się dogadujemy w każdej kwestii. Nasz humor może być prostacki, dziecinny lub stary, ale jeśli ktoś tego nie łapie – cóż, jego strata!

Tuomas uważa, że Tero rozumie go i duchowy krajobraz Nightwish lepiej niż ktokolwiek, co czyni go dla zespołu osobą niezastąpioną. Oto kolejny element znalazł swoje miejsce w układance.

Muzycy się znaleźli, ale „atmosferyczny projekt muzyczny” w dalszym ciągu nie miał wokalistki. Emppu przyszła do głowy Tarja Turunen, znajoma z gimnazjum Arppe. Znana ze swojego talentu oraz żarliwego pragnienia występów Turunen opuściła Kitee, aby studiować w Akademii Sibeliusa.

Ambicja i poczucie dramatyzmu urodzonej 17 sierpnia Tarji Soile Susanny Turunen były widoczne już we wczesnym dzieciństwie.

– Mój pierwszy występ odbył się w kościele w Kitee, miałam wtedy trzy lata – wspomina Tarja. – Ja tego nie pamiętam, ale mama opowiadała mi, że śpiewałam „Enkeli taivaan” [„Jam z niebios zszedł” – protestancki chorał świąteczny z XVI w.] i musieli mnie postawić na stole, żeby ludzie widzieli skąd dochodzi głos. Mama prawie spaliła się ze wstydu, kiedy zapomniałam słów i śpiewałam dalej swoimi słowami, marszcząc brzeg sukienki. Mama patrzyła na to przerażona, myśląc: „Mój Boże, jak wysoko ona zadrze ten brzeg!”

Tarja Turunen również miała szczęśliwe dzieciństwo. Jej matka pracowała w administracji miejskiej, a ojciec był cieślą. Rodzina miała trójkę dzieci i często podróżowała po Finlandii z przyczepą kempingową podczas wakacji. Często śpiewali razem.

Jednak wspólne nucenie nie satysfakcjonowało Tarji – chciała być w centrum uwagi.

– Zawsze gdy mieliśmy gości, zapraszałam panie, żeby zobaczyły moją szafę. Przebierałam się trzy razy dziennie, ubierałam na siebie stare zasłony mamy i wszelkiego rodzaju inne szmaty. Byłam jedyną dziewczynką w rodzinie, prawdziwą księżniczką. W wieku trzech lat już wiedziałam, jaką moc ma dramatyzm! – chichocze Tarja.

Śpiewanie Tarja miała we krwi.

– Zawsze chciałam śpiewać. Śpiewałam w lokalnym klubie dziecięcym i miałam swój własny teatr kukiełkowy przed telewizorem, gdy mieliśmy gości. Zawsze charakteryzowało mnie potężne wyczucie teatralności i dramatyzmu. Robiłam wielkie zamieszanie wokół siebie i muzyki, gdziekolwiek się znalazłam. Odgrywanie głównej roli w przedstawieniach sprawiało mi przyjemność. Chciałam być zauważana i słyszana. Nie byłam bardzo żywym dzieckiem, ale za to miałam temperament i silne pragnienie, aby występować. Wściekałam się, gdy moi przyjaciele mieli okazję gdzieś śpiewać, a ja nie zostałam o to poproszona. Kiedy byłam w klubie dziecięcym, mając cztery czy pięć lat, zawsze musiałam mieć prowadzącą rolę w partiach śpiewanych – gdy tak nie było denerwowałam się i wściekałam. Gdy sprawy nie szły po mojej myśli, tupałam nogą!

Nic dziwnego, że później jej koledzy myśleli o Tarji jako o urodzonej królowie dramatyzmu.

– Miała duże wyczucie dramatyzmu, zarówno w tym dobrym jak i złym sensie – opisuje Tuomas, lata później. – Jej charyzma pochodziła stąd, że rozumiała, co jest dramatyczne – potęgowała silne uczucia i sprawiała, że były jeszcze silniejsze. Niestety oznacza to również, że potrafi wyolbrzymiać negatywne rzeczy. To jak bajka o księżniczce na ziarnku grochu: „Pod tymi ośmioma warstwami materacy jest ziarnko grochu – mogę je wyczuć i czuję je bardzo wyraźnie! A teraz zajmij się mną, jestem kobietą!”

Kiedy Tarja miała sześć lat, jej rodzice zapisali ją na lekcje gry na fortepianie na otwartym uniwersytecie. Zaangażowanie w muzykę było kontynuowane przez jej dzieciństwo i lata nastoletnie.

– Moja nauczycielka gry na fortepianie była cudowną kobietą, byłym kantorem luterańskiej parafii w Kitee i, oczywiście, matką Tuomasa [w tym kontekście określenie „kantor” jest historycznym określeniem zawodu muzyka w kościele luterańskim. Kantor, między innymi, przewodzi śpiewom podczas mszy, gra na fortepianie lub organach i prowadzi chór. Odgrywa znaczącą rolę podczas liturgii, ślubów i na innych uroczystościach kościelnych]. Przeszłam przez niebieski, czerwony i zielony kurs fortepianowy Michaela Aarona, ale przestałam grać na tym instrumencie w szkole podstawowej. Jako dziecko rozpoczęłam również naukę teorii muzyki oraz treningi słuchu. Później rozpoczęłam wolny akompaniament. W tamtych czasach nauczyciel muzyki w naszej szkole bardziej przypominał muzyka rockowego i podzielił nas na zespoły, w których mieliśmy grać. W szkole podstawowej grałam więc na fortepianie i śpiewałam w zespole.

Dla nauczycieli ta parafialna primadonna była spełnieniem marzeń.

– Tarja uczęszczała do szkoły, w której byli bardzo muzykalni ludzie – mówi Kirsti Nortia-Holopainen. – I nawet wtedy dużo występowała. Wydaje mi się, że śpiewała wszędzie, gdzie tylko mogła. Gdy chciała uczyć się gry na fortepianie, przyszła na otwarty uniwersytet, ponieważ było to tańsze niż szkoła muzyczna. Tak właśnie zaczęłam ją uczyć. Była zawsze niezmiernie czarująca i miła, i naprawdę szybko przyswajała wiedzę. Raz nawet zapytałam ją czy ćwiczy pięć-sześć godzin dziennie – no bo jakim innym sposobem mogłaby grać tak dobrze? Talent Tarji był już wtedy ewidentny. Później poszła do Szkoły Sztuki i Muzyki dla dorosłych w Savonlinnie, a następnie przeniosła się do Kuopio. Była ona dobrze wychowaną, utalentowaną uczennicą.

Wygląda na to, że Tarja była gotowa całkowicie poświęcić się muzyce od samego początku.

– Wydaje mi się, że moje muzyczne hobby powoli doprowadziło mnie do punktu, w którym zamknęłam się w sobie – duma Tarja. – Wtedy dużo pisałam. Zapisywałam swoje myśli i całe to nastoletnie zamieszanie. Nie dałabym rady teraz tego czytać – ten obraz mnie prawdopodobnie przyprawiłby mnie o mdłości, a moje ja momentalnie by się rozpadło!

Tarja również była uczennicą Plamena Dimowa.

– Myślę, że najważniejszym zadaniem nauczyciela jest dostrzeżenie tego błysku w oku ucznia, który wywołuje muzyka – Dimov rozwodzi się nad swoimi celami nauczania. – Emmpu i Tuomas również byli w mojej klasie, ale sytuacja Tarji była nieco inna, ponieważ dużo śpiewaliśmy poza szkołą. Tarja była niewiarygodnie dobra, nawet w tak młodym wieku. Już wtedy była artystką. Moim zadaniem było wyrównanie różnic w taki sposób, aby reszta klasy mogła to zaakceptować. Tarja była prawdziwą wokalistką, chciała występować i wyróżniać się. Potrzebowała uwagi.

– W 1992 roku nawet moja żona zapytała mnie, dlaczego Tarja Turunen występuje w każdym projekcie, skoro jest przecież wiele innych pięknych i utalentowanych dziewcząt w szkole – kontynuuje Dimov. – W 2004 roku w końcu byłem w stanie jej odpowiedzieć: „Oto dlaczego!” Żona zapytała, o co mi chodzi, ale wreszcie zrozumiała, że odnoszę się do sukcesu Nightwish. Gdy zagrało się Tarji jedną nutę, ona w lot to łapała. Z innymi trzeba było to ćwiczyć trzy, cztery czy pięć razy. Od razu można było stwierdzić, kto się uczy najszybciej. Tarja była wymagającą uczennicą, ale pragnę podkreślić, że nie nauczyłem jej niczego o śpiewie. Dałem jej tylko okazję, by pokazała, co potrafi.

Pomimo tego, że utalentowana dziewczyna musiała ciężko pracować, aby przodować w szkole, często była nazywana pupilkiem nauczyciela. Inne dziewczyny dokuczały jej, bo zazdrościły jej głosu, więc Tarja uznała, że lepiej zadawać się z chłopakami, ponieważ wyglądało na to, że traktują ją bardziej sprawiedliwie. Ponieważ miała braci, była już przyzwyczajona do przebywania w towarzystwie płci przeciwnej.

W gimnazjum Tarja rozpoczęła naukę gry na flecie.

– Miałam czternaście czy piętnaście lat, gdy na poważnie zdałam sobie sprawę z tego, że chcę śpiewać. Zaczęłam uczęszczać do grupy śpiewu klasycznego na otwartym uniwersytecie w Kitee jako wolny słuchacz. Koniec końców nauczyciel mimo to traktował mnie jak pełnoprawnego ucznia. Nie zapłaciłam nawet za ten kurs.

Kolejny bodziec nadszedł ze świata opery.

– Pewnego dnia znalazłam kasetę Upiór w Operze Andrew Lloyda Webbera. Kiedy usłyszałam, jak Sarah Brightman śpiewa ostatnią nutę, pomyślałam: „No nie, jak ktoś może tak śpiewać? Też chcę się tego nauczyć!”. Przedtem nigdy tak naprawdę nie słuchałam opery czy śpiewu klasycznego. Myślałam, że Whitney Houston jest najlepsza na świecie!

Jednak Dimov szanował gwiazdy z list przebojów, jak Houston.

– Ja to widzę tak: pracując z młodą dziewczyną, po prostu musisz śpiewać wszystkie ballady Whitney Houston i inne współczesne przeboje, cokolwiek jest akurat modne. Jeżeli jakikolwiek nauczyciel myśli, że zrobił z Tarji Turunen śpiewaczkę, to jest w błędzie. Ona się z tym urodziła. Pracą nauczyciela było tylko uświadomienie sobie tego i poprowadzenie jej dalej.

Dimov był szczęśliwy, widząc jak Tarja sama wytycza swój muzyczny kurs.

– Moim zdaniem śpiewanie heavy metalu utrwaliło w głosie Tarji indywidualność, która stała się jej znakiem firmowym. Gdyby cały czas uczyła się śpiewu klasycznego, jej głos straciłby tę prezencję. Wyróżnia się pięć różnych typów wokali w muzyce klasycznej, w których pięć różnych śpiewaczek może brzmieć prawie identycznie, ale gdybym posłuchał tysiąca różnych sopranistek, to Tarję rozpoznałbym bez trudu. W Nightwish była znana ze swojego klasycznego śpiewu, ale w tym jest coś więcej. To jest ta szczególna cech, którą ona posiada, i która perfekcyjnie pasuje do muzyki.

Nauczyciel chciał, by jego uczniowie rozwijali się w swoich własnych kierunkach i Tarja szybko to pojęła.

– Plamen nieźle się wkurzył, gdy zaczęłam uczęszczać na te zajęcia – wspomina Tarja. – Bał się, że mój głos się zmieni albo że go zrujnuję i nigdy nie zostanę drugą Whitney Houston, tak jak powinnam. Ale powodem, dla którego poszłam na te zajęcia było to, że nie byłam w stanie zaśpiewać nawet dwóch piosenek Arethy Franklin czy Whitney Houston! Po każdej próbie nie byłam w stanie mówić. Piszczałam tylko jak mały prosiak! Nie miałam nikogo, kto pokazałby mi, jak używać własnego głosu. Ludzie mówili mi tylko, jaki mocny i piękny głos posiadam, coś w stylu: „O, tak, twój głos ma taką piękną barwę – dawaj dziewczyno!”. Plamen też namawiał mnie do śpiewania, ale nie uzyskałam od niego zbyt wielu porad na temat tego, jak używać mojego głosu. Kiedy zdałam sobie sprawę, że naprawdę chcę śpiewać, zrozumiałam, że muszę nauczyć się, jak to robić.

Tarja przyznaje, że w niektórych sprawach Dimov ma rację.

– Wspieram jego pogląd na jednostronną edukację. Mój styl byłby dużo mniej indywidualny, gdybym uczyła się tylko śpiewu klasycznego i niczego więcej. Jestem pewna, że nauczyłabym się śpiewać klasycznie tak dobrze, jak to tylko możliwe, ale mogłabym się po prostu zatrzymać w tym miejscu. Mogłabym nie odnaleźć niuansów w moim głosie.

Dimov pamięta zabawny epizod z młodości Tarji.

– Mieliśmy razem śpiewać piosenkę Peabo Brysona i Roberty Flack „Tonight I Celebrate My Love” [„Dziś celebruję moją miłość” – przyp. tłum.] na koncercie w 1993 czy 1994 roku. Zadzwoniłem do jej ojca i powiedziałem: „Hej, Teuvo, będziemy śpiewać tę piosenkę miłosną, która może wydawać się trochę nie na miejscu – no wiesz, może nauczyciel i uczennica nie powinni śpiewać razem takiego tekstu, więc myślę, że powinienem spytać o twoją zgodę”. Teuvo odpowiedział: „Śmiało, w Kitee i tak nikt nie rozumie ani słowa po angielsku!”.

Tarja podchodziła do śpiewania co najmniej tak ambitnie, jak Dimov do nauczania.

– Zawsze wiele od siebie wymagałam. Nawet w szkole nigdy nie satysfakcjonowała mnie piątka z minusem – podkreśla Tarja. – Kiedy zabrałam się za śpiewanie, od razu wyczułam, że jestem w tym dobra. W pewnym sensie byłam prawdziwą szczęściarą – niektórzy uczniowie musieli się starać dwa razy bardziej, ale mimo to ja jestem naprawdę bardzo krytyczna wobec siebie i nie odpuszczam sobie tak łatwo. Musiałam z tym żyć i to sprawiło, że chciałam ćwiczyć swój głos.

Szkolenie Tarji było kontynuowane na otwartym uniwersytecie i w Szkole Sztuki i Muzyki dla dorosłych w Savonlinnie.

– Miałam prywatnego nauczyciela, który bardzo mnie wspierał. Nadal dużo występowałam. Mój głos ogromnie się zmienił, nieodwracalnie. Przez pierwsze dwa lata w Savonlinnie wciąż śpiewałam w popowych zespołach, ale to do mnie wcale nie pasowało. Byłam sopranistką, więc czułam, że w muzyce popowej nie mogę śpiewać tak wysoko. Poza tym szkoła była świetna z powodu swej wszechstronności: robiliśmy przedstawienia, nagrywaliśmy coś i próbowaliśmy wielu różnych rzeczy po raz pierwszy w życiu. Tam zaczęłam poważnie koncentrować się na śpiewaniu i zaliczyłam podstawowe egzaminy. Byłam pierwszą osobą w historii szkoły, która zdała śpiewanie z najwyższymi ocenami. To było super – nauczyciel płakał, ja też się mazałam!

Następnym przystankiem była Akademia Sibeliusa w Kuopio. Gra na fortepianie była wcześniej dla Tarji tylko hobby, ale teraz stała się poważną pracą.

– Musiałam zacząć od nowa z ćwiczeniami technicznymi. Podczas pierwszego roku zaliczyłam egzaminy z fortepianu z perfekcyjnymi stopniami, a nauczyciel powiedział, że gdybym wcześniej zaczęła grać na fortepianie, mogłabym zostać pianistką – wspomina Tarja. – Ale to nie interesowało mnie tak bardzo jak śpiew. On zawsze był moim priorytetem.

Według Dimova, Tuomas Holopainen miał kluczowy wpływ na karierę Tarji jako śpiewaczki.

– Tarja zaczęła robić prawdziwe postępy dopiero, gdy zaczęła śpiewać z Tuomasem – zauważa Dimov. – Do tej pory zbierała tylko wpływy i śpiewała tak, jak wymagał tego występ, w którym brała udział poza szkołą.

Chociaż Tarja nie znała Tuomasa osobiście, to słyszała o jego talencie muzycznym w grupach jazz-rockowych Dimova.

– Mieliśmy to samo zaplecze. Śpiewałam nawet w niektórych z ich zespołów jazzowych – wspomina Tarja.

Tarja momentalnie zrobiła wrażenie na Tuomasie.

– Mieliśmy okazję się poznać, gdy ja miałem trzynaście, a ona dwanaście lat – powiedział później Tuomas. – Od samego początku Tarja była bardzo charyzmatyczną osobą, pomimo tego, że sprawiała wrażenie dziewczyny z sąsiedztwa. Coś w niej było: emanowała charyzmą i prawdopodobnie każdy chłopak w gimnazjum w Kitee kiedyś się w niej podkochiwał. Jak mógłbym to opisać…? Blask.

Tarja pamięta, że postrzegała Tuomasa jako odważną osobę.

– Znaliśmy się, to fakt. Jego mama uczyła mnie gry na fortepianie i zawsze mówiliśmy sobie „cześć” w szkole. Tuomas lubił trzymać się na uboczu – chyba dalej to lubi – i zawsze był samotnikiem. Nikt go tak naprawdę nie znał, a ci, którzy go znali, nie mówili o tym. Był niezwykły, w pozytywnym sensie: bardzo dobrze się uczył, ale nigdy o sobie nie mówił. Wydawał się bardzo refleksyjną osobą.

W 1996 roku Tarja była w Kitee podczas przerwy świątecznej.

– Spędziłam semestr w kościelnym oddziale muzycznym Akademii Sibeliusa w Kuopio. To był naprawdę mroźny dzień w Kitee. Tuomas zadzwonił do naszych drzwi. Pamiętam, że miał na sobie zieloną, puchową kurtkę i wojskowe buty. Skromnie powiedział, że chciałby ze mną o czymś porozmawiać. Przyniósł ze sobą kilka kaset i zapytał, czy mogłabym ich posłuchać. Muzyka okazała się naprawdę piękna.

Tuomas pamięta, że Tarja od razu zgodziła się dołączyć do zespołu. Nie mając żadnego pomysłu na linię melodyczną, Tuomas po prostu zostawił to zadanie Tarji.

– Na demie były trzy piosenki, tytuł jednej z nich to „Nightwish” – wspomina Tarja. – Tuomas dał mi tekst i podkład muzyczny i powiedział, że ma już w głowie pewną melodię, ale chętnie usłyszałby moją interpretację.

Wtedy cele nie były postawione zbyt wysoko.

– To wszystko miało być tylko eksperymentem – nagralibyśmy demo, może rozesłalibyśmy je do kilku wytwórni płytowych – mówi Tuomas. – Nie mieliśmy w planach żadnych występów i nie celowaliśmy w kierunku czegoś poważniejszego. Tarja powiedziała, że zaśpiewanie tych piosenek zajmie jej jakieś dwa dni.

– Tuomas zadzwonił do mnie i oznajmił, że mamy wokalistkę – wspomina inżynier Tero Kinnunen. – Pamiętam ten sobotni poranek, kiedy siedzieliśmy i czekaliśmy na nią. Na podwórko wjechał samochód i wysiadła z niego kobieta w futrzanym płaszczu. Pomyślałem, że to jakaś podstarzała trzydziestka, ale wtedy zobaczyłem jej twarz i zorientowałem się, że tak nie jest. Wydaje mi się, że Tarja miała wtedy jakieś siedemnaście, może osiemnaście lat. Studio Huvikeskus w Kitee było wtedy czymś zupełnie innym niż jest teraz. Sterownia była w teatrze, więc ustawiliśmy tam mikrofon I rozpoczęliśmy nagrywanie.

Tarja przeszła przez linie melodyczne z chłopakami, a gdy nadszedł moment, w którym zaczęła śpiewać, wszystkim szczęki opadły na podłogę.

– Kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy jak śpiewa, przeżyliśmy prawdziwy szok – Tuomas zachwyca się przeszłością. – Myślałem, że usłyszymy czysty, młody, piękny dziewczęcy głos w stylu Kari Rueslåtten – zamiast tego Tarja miała wysoki, pompatyczny głos, który już wtedy był klasyczny i przesiąknięty dramatyzmem. Kompletnie nas zaskoczyła.

Tarja miała większe przygotowanie muzyczne niż chłopcy, ale praca w studiu była dla niej nowym doświadczeniem.

– Pierwszy raz w życiu musiałam dać z siebie wszystko w studiu. Myślałam: „Wow, jestem tu całkiem sama i nikt mi nie pomoże!” Byłam bardzo zdenerwowana i podekscytowana. Kiedy mi powiedzieli: „Od tej pory wszystko się nagrywa”, trzęsłam portkami – pomimo że było to tylko demo i nie mieliśmy żadnych planów na przyszłość. To było bardzo ekscytujące przeżycie.

– Jedynym zmartwieniem Tarji było to, czy jej głos będzie pasował do muzyki, ponieważ oczekiwaliśmy czegoś bardziej popowego, no wiesz, może czegoś bardziej jak Sarah Brightman – wspomina Tero. – Tarja ciągle pytała, czy to źle, że w niektórych momentach śpiewa dość głośno i musiałem jej to przyznać: „Tak, mam delikatne problemy z kompresorem…”.

Po pierwszym szoku chłopcy zebrali się w sobie i zobaczyli, jaki skarb mają przed sobą. Majestatyczność i dramatyczne brzmienie Tarji momentalnie znalazło swoich największych fanów.

– Tak, byliśmy trochę podjarani – śmieje się Tero. – myślę, że „Etiäinen” wyszło najlepiej, dlatego znalazło się również na drugim demie, które wydaliśmy jako Angels Fall First. Występ Tarji był nawet lepszy na pierwszym demie. Wpadliśmy też na pomysł, żeby użyć orkiestrowego brzmienia, co było czymś nowym w muzyce metalowej w tamtych czasach. Children of Bodom również to zaadoptowali, ale my byliśmy przed nimi. Było kilka zmian w motywach z naprawdę słabymi aranżacjami, więc dorzuciliśmy trochę orkiestralnego brzmienia, żeby polepszyć efekt. W zasadzie dodaliśmy wszelkiego rodzaju bombowe efekty w miejscach, gdzie coś było nie tak – gitary akustyczne, klawisze i bomby! Na demie były trzy piosenki o średniej długości około pięciu minut. Pracowaliśmy nad projektem dość długo, ale partię klawiszowe były gotowe chyba po miesiącu nagrywania podczas weekendów. Potem przez kilka dni nagrywaliśmy klawisze, a na końcu do studia weszła Tarja i nagrała wokal w ciągu jednego dnia. Chyba tego samego dnia zmiksowaliśmy demo – nie żeby trzeba było wiele poprawiać, po prostu dodaliśmy trochę echa i tego typu rzeczy.

Wygląda na to, że Nightwish miał po drodze wiele szczęścia.

– Ludzie często myślą, że to wszystko było dokładnie zaplanowane – mówi Tuomas. – Coś jak: weź trochę heavy metalu, dodaj atmosferyczne brzmienie i dorzuć operowe wokale, ale mogę szczerze powiedzieć, że to było czyste szczęście. Po prostu zrobiliśmy to demo z trzema piosenkami, które okazało się całkiem niezłe. Trzy piosenki z gitarą akustyczną, fletem, wokalem Tarji, keyboardem i niczym więcej. Dwie dziewczyny, Anni Summala i Anna-Mari Pekkinen, zagrały na fletach. Wszystko, do czego początkowo dążył Nightwish, można usłyszeć na tym demie, ale uważam, że to było duże osiągnięcie.

Pierwsze demo Nightwish nie zostało oficjalnie wydane, co sprawiło, że Emppu odetchnął z ulgą.

– Całe szczęście, że nigdzie tego nie wysłaliśmy! Uważam, że demo byłoby wystarczająco przyzwoite, gdybyśmy nagrali je jeszcze raz. To znaczy, to było zupełnie coś innego, z żeńskim wokalem w stylu operowym i tak dalej, ale sposób produkcji nie był zbyt dobry.

– To było nagrane na kasecie i myślę, że istnieje mniej niż dziesięć kopii – mówi Tuomas. – Nie było żadnej okładki, nigdy ich nigdzie nie sprzedaliśmy. Rozesłaliśmy trzy czy cztery kasety – prawdopodobnie do Century Media, Massacre i Spinefarm – ale nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Wysłaliśmy też jedną kopię do fińskiego magazynu muzycznego Soundi, żeby napisali recenzję, ich analiza przeszła już do legendy.

Oto recenzja dema:

Jest to pewnego rodzaju rock progresywny, zawierający eteryczne elementy z partiami śpiewu klasycznego. Wokale są świetne i nie da się również skrytykować gry, ale odpowiedź na pytanie, czy piosenki, z całą ich pomysłowością i obfitością nastroju, spełniają swoje zadanie jest bardziej złożonym zagadnieniem.

Zespół pisze: „Chcielibyśmy wzbudzić zainteresowanie wytwórni płytowych”, ale jestem przekonany, że wydawnictwa skupione na sprzedaży albumów nie są gotowe na podjęcie ryzyka z tak marginalnym materiałem. Nie ma szans na granie tego w radiu, co w pewnym sensie jest haniebne.

– JUKKA JUNTTILA, SOUNDI 4/97

W żargonie zespołu, główną zawartość tej recenzji można skrócić do jednej linijki: „gówniany zespół, gówniany sprzęt, brak komercyjnego potencjału!”

Gdy tylko Tuomas wyszedł z wojska, zespół wrócił do studia Huvikeskus. 19 kwietnia 1997 roku zaczęli pracować nad demem składającym się z siedmiu piosenek, w procesie, który trwał prawdopodobnie miesiąc. Gdy demo było gotowe, Tuomas był już zajęty innym zespołem.

– Tuomas pojechał w trasę z Nattvindens Gråt i Babylon Whores – mówi Jukka. – Podczas gdy on był w trasie, my dostaliśmy informację, że mamy kontrakt.

 


Tłumaczenie: Evi