Once Upon a Nightwish

12. Ślepy zaułek

Z końcem 2004 roku, Nightwish ostatecznie podzielił się na dwa obozy. Nieporozumienia w komunikacji oraz samowolne decyzje Marcelo doprowadziły muzyków do ostateczności.

– Wydarzenia z grudnia 2004 dobrze pokazują, jak słaby stał się przepływ informacji w zespole – mówi Jukka. – Negocjowaliśmy występ z Iron Maiden w Polsce. Oferta była bardzo sensowna z perspektywy finansowej, biorąc pod uwagę to, że mielibyśmy grać jako support. Ale Marcelo oczywiście nie chciał potwierdzić występu. Po raz kolejny odbyliśmy poważną rozmowę z Tarją i spytaliśmy, czemu ona i Marcelo nie akceptują ofert występów, zawsze tylko oczekując więcej i więcej pieniędzy.

– Podaliśmy jej kilka przykładów i chcieliśmy wiedzieć, co było nie tak z Maidenami. Chodzi o to, że stawka była w porządku i w końcu udałoby nam się zagrać w Polsce – i to z Iron Maiden. Ale Tarja spytała: „Jaki koncert Iron Maiden?”. Marcelo i nasi menadżerowie przedyskutowali sprawę i Marcelo oznajmił, że nie wezmą w tym udziału, jeśli nie dostaną więcej pieniędzy. Ona nie miała o niczym pojęcia. To jest właśnie to niedoinformowanie.

Tarja oczywiście sama oddzieliła się od reszty zespołu.

– Oznajmiła, że wszystkie decyzje podjęte przez Marcelo są w stu procentach jej własnymi – kontynuuje Jukka. – Oczywistym jest, że nie można winić nikogo innego, jak tylko Tarję, bo to ona upoważniła Marcelo do zajmowania się wszystkim. Wierzy jego opiniom i sądzi, że on jej o wszystkim mówi. Co za tym idzie, my też musimy wierzyć, że to co mówi Marcelo, jest opinią Tarji. Jadą na tym samym wózku. Jednak biorąc pod uwagę, przykładowo, żądania dotyczące koncertów, oczywistym jest, że wiele pomysłów nie pochodziło od Tarji i ona nie miała o nich pojęcia. To były pomysły Marcelo.

W imię ochrony interesów Tarji, Marcelo zaczął się coraz bardziej wtrącać w sprawy Nightwish. Od samego początku Tarja chciała pozostać niezależna od Scene Nation – firmy zajmującej się sprawami zespołu, która była własnością chłopaków – i całkowicie pozostawić swoje sprawy finansowe w rękach Marcelo i NEMS1. Część dochodu, jaki otrzymywała Tarja, była taka sama jak reszty zespołu (20%), lecz ona i Marcelo zaczęli dyktować całemu zespołowi, co powinien zrobić, gdzie jechać i jak dużo pieniędzy, by z tego mieli.

Nieustanne negocjacje Marcelo z King Foo były dla wszystkich męczące. W grudniu stało się oczywiste, że Tarja – która trzymała się z dala od kolegów z zespołu, porozumiewając się z nimi i ich menadżerami wyłącznie przez Marcelo – przestała się interesować resztą grupy, nie dając szansy na poprawę sytuacji. Czara goryczy przelała się na lotnisku w Toronto, 19 grudnia 2004 roku.

– Wszystko się rozsypało w trakcie lotu z Toronto do Helsinek – wspomina Tuomas. – Chyba zaczęło się to stresem na lotnisku – nie mogliśmy zabrać wszystkich rzeczy do samolotu, bo za dużo ważyły. Ewo powiedział do Tarji coś w stylu: „Kiedy Marcelo zobaczy, jak dużo będzie nas kosztowała dopłata za dodatkowe bagaże, prawdopodobnie nigdy więcej nie polecimy do Kanady.” Powiedział to w taki sposób, że Tarja od razu wiedziała, w czym rzecz. Była wściekła i płakała, choć reszta uznała tę sytuację za śmieszną.

Już wcześniej zachowanie pary rozwścieczyło Marco.

– Chwilę przed zdarzeniem na lotnisku, Tarja powiedziała nam, że nie poleci do Australii ani Japonii – mówi dalej Tuomas. – Marco kompletnie opadły ręce i wysłał do Tarji – stojącej jakieś 20 metrów od niego – smsa o treści: „To koniec, żegnam.”. Zagroził, że odejdzie z zespołu.

Kiedy najspokojniejszy i najbardziej obiektywny członek zespołu stracił cierpliwość, wszystko wyglądało na to, że zespół stąpał po bardzo cienkim lodzie.

– Byłem dosłownie wkurwiony – przyznaje Marco. – Dopiero co skończyliśmy trasę i wypiłem parę drinków. Miałem dosyć tego całego zamieszania związanego z organizacją następnej trasy i kiedy znów została odwołana tego dnia, gdy wracaliśmy do domu, wpadłem w szał. Dwóch gości próbuje zarezerwować dla nas koncerty, a ten jeden bez przerwy wszystko niszczy, żądając większej sumy pieniędzy za to i tamto, dyktując, gdzie powinniśmy jeździć i w jakich miejscach grać. Marcelo nie tylko nie rezerwuje występów i nie robi nic, byśmy znaleźli się w konkretnych miejscach, ale myśli też, że ma prawo mówić nam, jak robić wszystko lepiej i jak zarobić więcej pieniędzy. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że nigdzie więcej nie pojadę – jeśli nie będzie trasy w Australii, to dla mnie wszystko jest zakończone.

Według Tuomasa, sytuacja wymknęła się spod kontroli w ciągu kliku godzin.

– Jak tylko wsiedliśmy do samolotu, Tarja oznajmiła, że powinniśmy porozmawiać w ciągu półtora tygodnia. Odpowiedziałem: „Jasne, zróbmy to.”. Ale ona mówiła dalej, o tym jak King Foo i Ewo źle się wszystkim zajmują i jak podli jesteśmy. Nie mogłem dłużej tego słuchać.

W następnej chwili granice cierpliwości Tuomasa zostały ostatecznie przekroczone.

– Tarja siadła dwa rzędy za mną. Podszedłem do niej i po prostu wyrzuciłem z siebie wszystko, co nie dawało mi spokoju – kontynuuje Tuomas. – To wtedy Tarja wypowiedziała te legendarne słowa. Wiedziałem, że w tamtym momencie nie było już odwrotu: „Pamiętaj, Tuomas, że nie potrzebuję Nightwish w mojej karierze solowej. Pamiętaj, Tuomas, że mogę opuścić ten zespół z dnia na dzień – w każdej chwili. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz myślał o przyszłości. Sama mogę sobie świetnie dać radę.”

Tuomas nigdy nie zapomniał tych słów, ale raz jeszcze spróbował zbudować most nad wciąż poszerzającą się przepaścią między Tarją i resztą zespołu.

– Próbowałem z nią rozmawiać, pytałem ją: „Czy rozumiesz, jak to jest, kiedy jedna osoba – która nie jest nawet członkiem zespołu – podejmuje wszystkie decyzje? Ostatecznie, mimo że w zespole jest demokracja, to wciąż jest mój zespół: ja go założyłem, ja piszę wszystkie piosenki i teksty.” Ale Tarja odpowiedziała: „Tuomas” – kurwa, zdenerwowało mnie to, że użyła mojego imienia, do położenia nacisku na swoje słowa – „Tuomas, spróbuj zrozumieć, że to nie jest twój zespół, tylko nas wszystkich, włączając techników i menadżerów.”

Tuomas nigdy nie zaprzeczył, że zespół był wspólnym wysiłkiem, to był fakt, który pozostali też na pewno zauważyli.

– Chcemy, żeby decyzje w Nightwish były podejmowane demokratycznie i w większości przypadków tak jest – mówi Jukka. – Ale absurdalne wymagania i samowolne decyzje związane z odwoływaniem występów przez Tarję i Marcelo były oczywiście czymś, co kłóciło się z ideą demokracji. W takim układzie Nightwish był kompletną tyranią.

– Fakt, iż Tuomas nazywa w wywiadach Nightwish swoim zespołem może wydawać się sprzeczny z deklaracją, że zespół jest demokracją – kontynuuje Jukka. – Ale trzeba pamiętać, że nawet jeśli każdy ma prawo głosu, to są sytuacje, w których ktoś musi mieć ostatnie słowo. Są sprawy, o których nie da się decydować wspólnie lub nie ma takiej potrzeby. Byłoby bez sensu gdyby, przykładowo cztery piąte grupy chciało wprowadzić jakieś zmiany w piosence, nawet gdyby jej autor stanowczo twierdził, że utwór brzmi lepiej bez tych zmian. Ostatecznie to Tuomas najlepiej rozumie nasze piosenki i już w początkowych fazach tworzenia jest w stanie usłyszeć to, czego nie słyszą inni. Myślę, że nie jest błędem nazwanie Nightwish demokracją z liderem.

Przez wszystkie lata działalności zespołu, Tuomas nabrał odwagi, by bronić swojego zdania, co, według Jukki, jest pozytywem.

– We wczesnych latach Tuomas podporządkowywał się naszej woli, nawet w sytuacjach, gdy czuł, że ma całkowitą rację. Na szczęście, z biegiem czasu, nabrał pewności siebie i poczucia własnej wartości na tyle, by odważyć się powiedzieć komuś, żeby się po prostu odpieprzył, jeśli czuł, że ktoś go myli. Ale słucha opinii innych – i jeśli my jesteśmy jednomyślni w jakiejś sprawie, może ustąpić, myśląc, że może coś przeoczył.

Tarja często podkreślała, że jej celem jest solowa kariera i jej plany zaczęły wchodzić w życie, kiedy w grudniu 2004 roku nagrała dwie tradycyjne kolędy bożonarodzeniowe „En etsi valtaa, loistoa” („Nie szukam władzy, sławy”) i „Kun joulu on” („Gdy są święta”) na singlu „Yhden enkelin unelma” („Sen jednego anioła).

– Chciałam, żeby te piosenki były częścią singla, bo śpiewałam je w dzieciństwie – powiedziała wtedy Tarja. – Od tamtej pory miałam je w repertuarze koncertowym. Uważam, że są to dwie najpiękniejsze fińskie pieśni bożonarodzeniowe. Bardzo dużo mówią o Finlandii i byciu Finem czy Finką.

Ostatecznym celem Tarji był oczywiście pełny album.

– Singiel to przystawka do świątecznego albumu, który zostanie wydany w 2006 roku – kontynuuje. – Nie wiem, czy te dwa utwory znajdą się na albumie, ale pozostałe piosenki już zostały wybrane. Są wśród nich tradycyjne fińskie pieśni, kilka coverów, kilka nowych utworów i kilka niespodzianek. Obecnie wygląda na to, że będę śpiewała w czterech różnych językach, więc będzie to międzynarodowe wydanie.

I tak się stało. Universal Music wydało obie wersje singla jako minialbum w Niemczech i – co zaskakujące – singiel był również dostępny w Ameryce Południowej jako wydanie NEMS, choć krążyły plotki, że Tarja zabroniła Marcelo wydawać tam singla.

W marcu singiel uzyskał w Finlandii status złotej płyty, co utwierdziło Tarję – a tym bardziej Marcelo – w przekonaniu, że nie potrzebuje już Nightwish. Jeśli Marcelo faktycznie wydał singiel w Ameryce Południowej bez zgody Tarji, mogła to być próba zrobienia czegoś nowego i ustalenia, jak Tarja poradzi sobie jako solowa artystka.

Pomimo niezgodności, Nightwish zebrał się i zespół zagrał na wyprzedanym koncercie w Helsinki Ice Hall 26 grudnia, wspierany przez holenderski After Forever i wokalistę Stratovariusa – Timo Kotipelto – występującego solo pod nazwą Kotipelto. Kilka dni później, Nightwish zagrał w Oberhausen w Niemczech na festiwalu Dark Winter’s Night. Po tym występie nadszedł czas na kolejne spotkanie zespołu.

– Po raz kolejny zebraliśmy się na zespołowym spotkaniu, w Oberhausen – wspomina Tuomas. – To był ostatni raz, kiedy naprawdę rozmawialiśmy z Tarją. Bardzo broniła Marcelo, twierdząc, że on jest odpowiedzialny za uratowanie zespołu. Wychwalała Marcelo, jaki to on jest wspaniały i jak wiele dla nas zrobił. Tarja w końcu zgodziła się nagrać z nami kolejny album, ale nie chciała jechać w trasy trwające więcej niż dwa tygodnie. To była stosunkowo spokojna rozmowa. Siedziałem cicho, bo byłem wkurwiony, Tarja mogła gadać do woli.

– Kiedy już wiedzieliśmy, że Tarja może odejść z dnia na dzień, baliśmy się cokolwiek zrobić – kontynuuje Tuomas. – Nie chcieliśmy jej zdenerwować. Przez kilka lat miałem nadzieję i wierzyłem w to, że dawna Tarja pojawi się, że ona wciąż istnieje i w końcu się obudzi. Wciąż czekałem na ten cud.

Tuomas chciał uwzględnić całą rodzinę Nightwish w decydowaniu o nadchodzących występach.

– Rozumiem to tak, że każda decyzja obejmuje wszystkich – zespół, techników, menadżerów – a jednak Tarja może w każdej chwili powiedzieć, że nie wystąpi w Oslo. Po prostu. Ona nie widzi, że jej decyzje mają wpływ na wszystkich, nie tylko zespół. Obiecaliśmy technikom pracę i zapłatę. Pod tym względem jesteśmy jak każda inna spółka. I nagle szef informuje pracowników, że przez co najmniej tydzień nie będą mieli pracy.

Technicy zgadzają się z Tuomasem.

– Odwołane koncerty naprawdę nas wkurzyły – mówi Pommi-Markku. – Ten zespół angażuje pracę wielu ludzi i, jeśli udałaby się trasa w USA, wszyscy zyskalibyśmy doświadczenie, by wykonywać swoje obowiązki bardziej profesjonalnie. Pieniądze nie są tu aż tak ważne, ale robienie tego, czego chcesz, na takim poziomie, którego większość ludzi nigdy nie osiągnie. W naszym zawodzie to właśnie takie okazje motywują do dalszej pracy.

Jukka także podkreśla wagę solidarności w zespole i grupie, która z nim współpracuje.

– Ustaliliśmy, że Nightwish miał być dla wszystkich priorytetem do końca 2005 roku, włączając techników – mówi perkusista. – Później, na początku 2005 roku, Tarja nagle poinformowała nas, że nie może być koncertów w kwietniu i w maju, bo będzie wydawała płytę swojego brata i sama zajmowała się innymi rzeczami. To zwyczajnie oznaczało zwolnienie dla naszych techników – tak, jakby powiedzieć im: „Wybaczcie, będziecie bez pracy dwa miesiące, damy wam znać, kiedy możecie wrócić!”. Na szczęście wielu naszych techników ma wzięcie, więc mogli się zatrudnić przy jakimś koncercie nawet na tak małej przestrzeni czasu. Dodatkowo, pomimo że nie mieliśmy koncertów, zdecydowaliśmy się zapłacić im za ich czas, bo nie można tak po prostu wyciąć takiego numeru przyjaciołom.

Po wydarzeniach z grudnia 2004 Tarja i Tuomas nie rozmawiali ze sobą. Panowała także cisza w eterze między Marcelo i Ewo, z wyjątkiem spraw, które naprawdę wymagały ich kontaktu, ale nawet wtedy woleli załatwić sprawy mailowo. Jak stwierdził Emppu, kontakty menadżerów opierały się jedynie na byciu totalnym kutasem jeden dla drugiego.

Tuomas zdał sobie sprawę, że będzie musiał grać na zasadach Marcelo.

– Miał tak ścisłą kontrolę nad Tarją, że zrozumieliśmy, iż musimy całować Marcelo w dupę do października 2005 roku, żeby móc zagrać zarezerwowane koncerty – mówi Tuomas. – Zastanawiałem się, dlaczego nie możemy po prostu pozwać Marcelo i powiedzieć całej prawdy, ale szybko zrozumiałem, że łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Jednakże powiedziałem obojgu, Tarji i Marcelo, co myślę, więc w tym wypadku mam czyste sumienie – nie powiedziałem za ich plecami nic, czego bym im nie powiedział w twarz.

Tuomas zaznacza, że na początku nie było niechęci pomiędzy nim i Marcelo.

– Kiedy zorganizował naszą pierwszą trasę po Ameryce Południowej w 2000 roku, uderzyło mnie w nim to, jak bardzo był sympatyczny. Lubiłem go jako osobę, gdy jeszcze nie miałem pojęcia o pieniądzach. Myślałem, że jest miłym, łagodnym gościem. Marcelo jest bardzo dobrym mówcą. Jeśli go nie znasz, może przekonać cię do wszystkiego.

– Trochę później dowiedzieliśmy się o pewnych sprawach finansowych i o tym, jak prowadzi swój biznes – kontynuuje Tuomas. – Zauważyliśmy też, jaki wpływ ma na Tarję. Ostatecznie okazało się, że pomiędzy mną i Marcelo istnieje najgorsza chemia na świecie. Po prostu nie dogadujemy się na żadnym poziomie. Od grudnia 2004 roku nawet nie powiedzieliśmy do siebie „cześć”. Kilka razy pytał mnie, czy jakaś piosenka ma być na setliście i nic poza tym. Obaj zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma sensu próbować, bo to tylko doprowadzi do kłótni.

Następnym krokiem Tarji było poinformowanie reszty zespołu, że nie weźmie udziału w wydarzeniach promujących album. Począwszy od stycznia 2005 roku nie udzielała żadnych wywiadów i brała udział tylko w najważniejszych sesjach zdjęciowych.

– Decyzja Tarji nie pozostawiła żadnych szans na spotkanie twarzą w twarz i poukładania spraw – wzdycha Marco. – I tak było coraz mniej takich okazji. Próbowaliśmy zorganizować spotkanie zespołu w grudniu w Oberhausen, żeby wszystko ustalić, ale to oczywiście nie pomogło.

Tarja ciągle była chętna do rozmów z prasą o swojej solowej karierze. Czytając wywiady, Tuomas miał wrażenie, że Tarja – śpiewaczka klasyczna – wstydziła się śpiewania w Nightwish.

Pomimo wojny domowej panującej w zespole, Nightwish wciąż triumfował na każdym polu. 22 stycznia 2005 album Once uzyskał w Finlandii potrójny status platynowej płyty. Kończąc rok występami w Europie, Ameryce Południowej i Kanadzie, przyszedł czas na coroczne gale nagród i wyniki ankiet czytelników. Na podstawie ilości nagród, jaką zdobył zespół w Finlandii, można by pomyśleć, że byli jedynym aktywnym zespołem w swoim rodzinnym kraju.

W ankiecie czytelników jednego z najstarszych magazynów młodzieżowych, Suosikki, Nightwish zdobył nagrody w kategoriach „fiński zespół roku”, „fińska piosenka roku” („Nemo”), „fiński album roku” (Once) i „fińska artystka roku” (Tarja). Konkurencyjny magazyn młodzieżowy „Mix” również nagrodził Tarję jako najlepszą artystkę. W Soundi zespół wygrał w kategoriach „fiński zespół”, „fiński wokalista” (Tarja), „fińska piosenka” („Nemo”) i „fiński album” (Once). Największa rockowa stacja radiowa w Finlandii – Radio City – nagrodziło zespół nagrodą Rautakanki („Łom”) w kategorii „metalowe osiągnięcie roku” (Once). Nawet gala Femma organizowana jako ironiczny protest przeciwko wszystkim galom nagród, nie pozostawiła Nightwish niezauważonym, wyróżniając Marco w kategorii „najlepszy wokalista roku”.

Zagraniczne media również o nich nie zapomniały. Chociaż popularność Nightwish w Ameryce Południowej wzrastała z albumu na album, odkąd wydano Wishmaster, to dzięki Once urosła do niewyobrażalnej wielkości. W ankiecie czytelników największego brazylijskiego heavy metalowego magazynu Rock Brigade, Nightwish zgarnął nagrody dla najlepszego zespołu, za najlepszy album, najlepszą piosenkę, najlepszy koncert i najlepszą okładkę albumu. Czytelnicy także zagłosowali na Once jako trzeci najlepszy album w historii (!). Emppu zajął drugie miejsce w kategorii gitarzystów, tak samo jak Marco w kategorii basistów, podczas gdy pozostali członkowie wygrali w swoich kategoriach. Inny brazylijski magazyn, Roadie Crew, wybrał Nighwish jako najlepszy zespół międzynarodowy, Tarję jako najlepszą wokalistkę, Tuomasa jako najlepszego klawiszowca, Once jako najlepszy album, a występ Nightwish jako najlepszy koncert. Dodatkowo Emppu, Jukka i Marco znaleźli się w najlepszej czwórce w swoich kategoriach.

Członkowie zespołu byli oczywiście zdezorientowani, ale i ucieszeni pochwałami.

– Szokujące było czytanie południowoamerykańskich ankiet: „Cóż, wygląda na to, że wyprzedziłam Bruce’a Dickinsona [z Iron Maiden – przyp. aut.]!” – śmieje się Tarja. – A nie jestem nawet rockową laską! Myślę o sobie po prostu jako o dziewczynie z Kitee, która wyjechała studiować muzykę klasyczną, a teraz ludzie głosują na mnie jako na heavymetalową diwę roku! To niewiarygodne. Jestem naprawdę wdzięczna za to, że ludzie potraktowali mnie poważnie, bo robiłam wszystko, wkładając w to serce i szczere uczucie. Nie miałam żadnych wzorów, z których mogłabym brać przykład i podążać za nimi. Na mój własny, specyficzny sposób, próbowałam robić wszystko jak najlepiej. To zwariowane uczucie – czytać, że ludzie na drugim końcu świata wybrali cię jako najlepszego rockowego wokalistę – sprawia, że czujesz się dumny, ale też powoduje śmiech.

– Zawsze jest fajnie być znanym – zgadza się Jukka. – To oznacza, że twój zespół jest ważny dla wielu ludzi, chociaż nie ma wartości samo w sobie. Wciąż muszę przyznać, że gdy trzy czy cztery czasopisma wymieniły mnie w zeszłym roku jako jednego z trzech najlepszych perkusistów, połechtało to moje ego – nawet bardzo. Mówiąc szczerze, zawsze sprawdzamy ankiety i jeśli jesteśmy gdzieś blisko końca listy, to sprawia, że zastanawiamy się, co poszło nie tak.

Tuomas także przyznaje się do śledzenia ankiet czytelników, choć robi to z pewną powściągliwością.

– Takie uznanie oczywiście sprawia, że czujemy się dobrze i powodują wzrost samooceny, ale nic poza tym.

– Ten zespół nie jest żądny rozgłosu – kontynuuje Tuomas. – Jeśli jesteśmy nominowani w jakimś rozdaniu nagród, nikt tak naprawdę nie skacze z radości mówiąc: „Super, ja chcę jechać.” Wyjście na galę oznacza, że musisz przedstawić się ludziom, przemawiać i trzymać z celebrytami. Z Nightwish sytuacja jest zupełnie odwrotna: po otrzymaniu zaproszenia, rzucamy kostką, kto musi wziąć w tym udział. Myślę, że tak jest lepiej, w pewnym sensie. Naprawdę bardzo trudne jest dla mnie życie towarzyskie i trzymanie się z ludźmi, których nie znam. Jest tylko jeden dobry mówca w zespole, ktoś kto może chwycić mikrofon i mówić do kompletnie obcych osób i jest to Marco. Na NRJ [stacja radiowa – przyp. aut.] Music Awards miałem nadzieję, że przegramy i nie będziemy musieli wychodzić na scenę i wygłaszać przemówienia. Po prostu nie czuję się dobrze, pełniąc takie funkcje.

Życzenie Tuomasa nie spełniło się, bo musiał pójść i odebrać nagrody dla najlepszego fińskiego artysty, za najlepszą fińską piosenkę („Nemo”), najlepszy teledysk („Nemo”) i najlepszą piosenkę nordycką („Nemo”).

W lutym Marco i Emppu byli zajęci prezentowaniem swoich instrumentów na trasie po Finlandii zorganizowanej przez ich sponsora, sklep muzyczny Musamaailma [Świat muzy – przyp. tłum.]. Później w tym miesiącu Marcelo – w imieniu Tarji – poinformował King Foo, że trasa po USA, ustalona na kwiecień i maj, musi zostać odwołana.

– Zostaliśmy poinformowani przez Marcelo, że żadne z nich nie weźmie nigdy więcej udziału w tournée po USA – mówi Marco. – Ponadto, zorganizowali sobie oddzielny transport na następny dzień, rozpoczynający trasę po Europie, dzięki czemu nie mogliśmy się z nimi zobaczyć i omówić sprawy. Po prostu sami podjęli decyzję. Podczas prób organizowania trasy po USA, chłopcy z King Foo przez kilka miesięcy wysyłali e-maile do Marcelo, w stylu: „Co z tym zrobimy, co im odpowiemy?”. A potem dostaliśmy tę wiadomość. Później Tarja mówiła w wywiadach, że ona nic o tym nie wiedziała. Znów zastanawia mnie, kto podejmował te wszystkie decyzje.

Jednak chłopcy wciąż nie tracili nadziei, kiedy informowali amerykańską wytwórnię Roadrunner, że zespół będzie musiał zmienić zaplanowaną trasę. Poniższe zawiadomienie zostało wysłane do Mike’a Gittera:

Oświadczenie Tuomasa Holopainena / Nightwish:

W kwietniu i maju 2005, kiedy mieliśmy zamiar odbyć drugą trasę po USA, Tarja zdecydowała się pracować nad swoimi własnymi projektami. To oznacza, że nigdzie nie odbędą się jakiekolwiek występy Nightwish.

Ta decyzja została podjęta wyłącznie przez Tarję; pozostała część zespołu była przygotowana do odbycia trasy w uzgodnionym terminie. Tak więc proszę, aby skontaktował się Pan z osobistym menadżerem Tarji, Marcelo Cabulim, jeśli potrzebuje Pan więcej informacji lub chce poznać powody tej decyzji, bo to naprawdę jest wszystko, co wiemy w danym momencie.

Oczywiście rozumiemy rozczarowanie i złość naszych drogich fanów z USA, którzy już kupili bilety na te kwietniowe i majowe koncerty, ale jedyne, co możemy w tym momencie powiedzieć to to, że pojawimy się w USA pod koniec 2005!

Z poważaniem,

Tuomas & Nightwish

Tuomas i chłopcy musieli zwyczajnie przełknąć swój gniew. W lutym 2005, Tuomas miał już napisane kilka piosenek na nowy album, ale relacja pomiędzy zespołem a Tarją była tak napięta, że nawet nie chciał ich jej pokazywać.

Na początku nowego roku ciężką sytuację dostrzegła ich fińska wytwórnia, Spinefarm. Zespół poradził sobie z wcześniejszym kryzysem, więc Riku Pääkkönen miał nadzieję, że z tym też sobie poradzą. Pääkkönen podkreślał, że problem, z jakim zmaga się zespół, nie jest niczym niezwykłym.

– Nie są pierwszymi artystami na świecie, którzy zaczęli walczyć o błahe sprawy po tym, jak odnieśli sukces. To zdarzało się już wcześniej i prawdopodobnie będzie zdarzać się nadal. Kiedy grupa zaczyna odnosić wielkie sukcesy, różni ludzie zaczynają się przy niej kręcić i każdy chce coś na tym zyskać. W takiej sytuacji trudno jest myśleć racjonalnie. Po dziesięciu czy dwudziestu latach, możesz się obudzić i pomyśleć: „Cholera, byłem głupi.” Kiedy bałagan się powiększa, jest coraz trudniej wszystko poukładać. Każdy jest zmuszony pójść na kompromis i zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie się na nic zgadzał.

Tuomas czuł, że problemy zmniejszyły się do dwóch zbiorów wartości.

– Wszystko opiera się na fakcie, że lubisz grać w danym zespole, lubisz muzykę i ludzi, z którymi ją tworzysz. Najważniejszą dla mnie rzeczą jest wyrażanie siebie poprzez muzykę i przebywanie z fajnymi ludźmi. Jesteśmy prawie jak rodzina, kiedy jesteśmy w trasie, zwiedzamy nowe miejsca i poznajemy nowych ludzi. Dla mnie wystarczające jest, by dostać co miesiąc trochę pieniędzy – tyle, żeby mieć co włożyć do garnka. Prawda jest taka, że każdy z nas zarabia teraz cholernie dużo kasy, dużo ponad przeciętną, więc naprawdę nie powinno być aż tak ważne, czy dostaniesz sześćdziesiąt czy osiemdziesiąt tysiaków za koncert. Jesteśmy w końcu muzykami rockowymi i nie powinniśmy myśleć o takich bzdetach każdego dnia.

W całej tej złości, czasem pojawiała się też nostalgia.

– Kiedyś, kiedy jeszcze Marcelo nie podążał za nami w każde miejsce, Tarja czasem jeździła z nami w busie – wzdycha Tuomas. – Czasem nawet piła z nami lampkę wina po koncertach. Była o wiele bardziej szczęśliwa, zadowolona, częściej się śmiała. Ostatni miły czas, jaki przeżywaliśmy razem, był w październiku w Szwecji, kiedy nie było z nami Marcelo. Kiedy jest obecny, Tarja nie chce robić nic z zespołem. Kiedy go nie ma, Tarja jest częścią zespołu i wszyscy się dobrze bawią.

Tuomas nie chciał uwierzyć, że Tarja mogłaby życzyć źle Nightwish, jednak – w jego opinii – dała Marcelo zbyt dużą władzę nad sobą.

– Poznałem Tarję, kiedy miała trzynaście lat. Zawsze była łatwowierna. Jeśli przez długi czas powtarzałoby się jej, że Paryż jest stolicą Finlandii, w końcu by w to uwierzyła. To dlatego Marcelo ma nad nią tak dużą władzę. Bycie zakochanym sprawia, że robi się dziwne rzeczy. Prawda jest taka, że Marcelo powoduje rozpad zespołu.

Tarja także czuła, że sytuacja robiła się coraz bardziej skomplikowana. Komunikacja nie działała, okoliczności nie były przychylne i reprezentowanie zespołu już jej nie interesowało.

– Informacje zwyczajnie nie przepływały, nawet gdy było sześciu menadżerów na pokładzie – wściekała się później Tarja. – Ktoś o czymś wie, ktoś inny nie, ktoś się o coś martwi, a ktoś inny ma to gdzieś. Mamy odmienne osobowości i to oczywiście stwarza presję, kiedy podróżuje się razem przez długi czas. Wiem to, bo każda twarz zaczyna mnie wkurzać, kiedy przez dłuższy czas nie ma drugiej kobiety, która poszłaby ze mną np. kupić nowe buty. Zawsze miałam nadzieję, że będziemy mieli możliwość więcej rozmawiać, ale może nie jest nam dane dzielić się tym, co czujemy. Jeśli starasz się kogoś zmienić, to się źle skończy dla wszystkich. Bycie w zespole jest jak bycie w związku: jeśli próbujesz nakłonić osobę, by robiła wszystko tak, jak ty chcesz, będziesz miał kłopoty. Musisz po prostu iść dalej i zaakceptować pewne rzeczy. Jesteśmy w pięcioosobowym związku: jedna kobieta i czterech mężczyzn. Zboczone, nie?

Tarja nie potrafiła znaleźć sposobu na zmniejszenie napięcia.

– Chciałam żebyśmy porozmawiali, ale nie miałam więcej pomysłów. Nie chciałam wywierać na nich nacisku i wymagać, by zmienili pewne rzeczy. Było ich tak wiele, że czułam, iż nic nie mogę z tym zrobić. Ostatecznie było tak, jakby nikt się nie przejmował. Myślę, że to jest właśnie to, do czego doszliśmy. Trasy nie podobały mi się już tak, jak we wcześniejszych latach, kiedy wszystko było nowe i ekscytujące. W każdym razie, i tak nie miałam wtedy pojęcia, co tak naprawdę robię. Nie wiedziałam, czego chcę od tego zespołu. Teraz widzę sprawy w innym świetle.

W opinii Tarji problemy zespołu mają wiele wspólnego z odmiennym stylem życia.

– Nie chcę jeździć w długie trasy i to kłóci się z tym, czego chcą chłopcy. Dla nich to jest rock’n’roll, ale ja to widzę inaczej. Dla mnie to zawsze jest bardziej męczące fizycznie, niż im się wydaje. Po wszystkich doświadczeniach, doszłam do wniosku, że muszę bardziej o siebie zadbać. Im starsza jestem, tym gorzej moje ciało radzi sobie z rzeczami, przez które musimy przejść.

– Kocham śpiewać w Nightwish – uparcie twierdzi Tarja. – Uwielbiam występować na scenie i tworzyć muzykę z tymi ludźmi, ale chciałabym, żeby na tym się kończyło. Byłoby wspaniale, gdybym mogła śpiewać na koncercie od czasu do czasu, gdybym nie musiała być w trasie trwającej tygodnie. Za każdym razem jest trudniej. I chłopcy piją alkohol. Mam złe doświadczenia z osobami, które to robią. Zawsze mam przez to dreszcze. Nie potrafię ufać ludziom, którzy piją. Jeśli zaczęliby brać narkotyki, nie byłoby mnie tutaj. To jest moja granica. Alkohol to alkohol i wydaje mi się, że jest częścią przedstawienia, ale nie rozumiem, czemu każdy dzień musi wyglądać tak jak teraz.

W opinii Tarji dołączenie Marcelo do ekipy na trasie było pozytywną zmianą.

– Lubię podróżować, ale nie lubię czekania na lotniskach. Interesuje mnie kultura i w końcu mam z kim pójść pozwiedzać. Kiedy byłam sama, nie mogłam nigdzie pójść. Cały czas bałam się myśląc: „O mój Boże, a co jeśli znów zdarzy się wypadek w Guadalajarze?” Nigdzie nie chodziłam sama, po prostu siedziałam w pokoju w hotelu. Musiałam wyłączyć tą jebaną klimatyzację od razu, jak weszłam, żeby nie mieć problemów z głosem i siedziałam tak przez pięć czy sześć godzin. Jeśli ktoś wcześniej powiedział, że kilka bloków dalej jest dobry sklep z butami, bardzo chciałam tam pójść. Ale po prostu nie mogłam. Wspaniałe jest to, że teraz za każdym razem mogę pójść i zobaczyć kościoły czy coś.

Tarja i Marcelo coraz bardziej izolowali się od zespołu, a kontakt z Ewo słabł, aż w końcu się urwał. Tarja powiedziała Toniemu Peiju, że ona i Marcelo już nie ufają Ewo, bo jest strasznie sarkastyczny. Nie mogła znieść dowcipnego sposobu, w jaki Ewo odpowiadał na ich skargi. Według Peiju, King Foo po prostu grało na takich samych zasadach jak Marcelo.

– Nauczyliśmy się, że nic nigdy nie pasuje Marcelo – mówi Peiju. – Kiedy pewien europejski organizator proponował nam koncert i mówił, że albo przyjmujemy ofertę, albo nie, Marcelo zawsze odmawiał. Nic nie wyglądało dla niego wystarczająco dobrze. W końcu zdecydowaliśmy się zagrać w jego gierkę i wymyśliliśmy pewien plan. Po otrzymaniu oferty o określonej kwocie, mówiliśmy Marcelo, że wynosi ona o jedną piątą mniej niż w rzeczywistości. On oczywiście mówił, że Tarja nie wystąpi za takie pieniądze, ale możliwe, że zgodzą się, jeśli będziemy się targować o jedną piątą kwoty. Po jakimś czasie mówiliśmy Marcelo, że organizator się zgodził i zespół mógł wystąpić. Wyglądało na to, że Marcelo miał nas za kompletnych idiotów. Tarja pewnie myśli, że Marcelo zdobył bardzo dużo pieniędzy dla zespołu i udowodnił, że jest niezbędny, choć w rzeczywistości nie zarobił dla nich nawet centa. Musieliśmy tak postąpić, bo inaczej połowa koncertów by się nie odbyła. To było szaleństwo.

– Najbardziej wkurzającą rzeczą było to, że kiedy otrzymywaliśmy ostateczną propozycję organizatora, Marcelo ją torpedował – kontynuuje Peiju. – Po dwóch tygodniach Marcelo wracał i mówił, że ostatecznie mogliby się zgodzić, jeśli dostaną pięć tysięcy więcej forsy. Podawaliśmy wiadomość dalej, do organizatora, ale w tym momencie koncert był już od dwóch tygodni odwołany. To jest szantażowanie nas, no wiesz – organizator musiał poinformować publiczność, że koncert został odwołany, a jednak wciąż prowadziliśmy negocjacje co do niego.

Nikt nie miał odwagi stanąć twarzą w twarz z Tarją i powiedzieć jej, że gdy występ jest potwierdzony, pojedzie tam, gdzie jej każą, bo tak robią wszyscy pozostali. Bali się, że mogłaby odmówić wystąpienia na jakimkolwiek koncercie.

– Tarja jest osobą, która przesadnie dramatyzuje, więc mogłaby łatwo zrealizować swoją groźbę – powiedział wtedy Tuomas. – Jeśli będziesz ją zbytnio naciskał, może powiedzieć: „To by było na tyle” i po prostu odejść. Trzeba z nią współpracować, żeby koncerty się odbyły.

Tym, co najbardziej wkurzało Tuomasa, było zachowanie Tarji, które czasem wahało się między arogancją a jawną chciwością.

– Ma trochę racji w swojej krytyce, ale jej nastawienie do pracy wkurwia mnie najbardziej. Jest jedyną osobą, która kiedykolwiek spytała o więcej pieniędzy za występy. Co innego, gdyby przyszła i powiedziała: „Chłopcy, nie dam rady, zróbmy miesiąc przerwy w trasie”, ale zamiast tego mówi: „Tak, zagramy, jeśli dostaniemy pięćdziesiąt procent więcej forsy”. Byłoby zajebiście usłyszeć, dlaczego ona śpiewa w tym zespole. Z takim nastawieniem, na pewno chodzi o pieniądze.

Kiedy Tuomas dowiedział się w lutym, że Tarja i Marcelo poinformowali Ewo, że wciąż nie są zainteresowani występami w Australii, Tuomas się wściekł. Po raz pierwszy naskoczył na Marcelo, pisząc do niego e-maila, używając słów, brzmiących jak ostateczne ostrzeżenie.

Cześć Marcelo. Chciałbym się osobiście dowiedzieć, co myślisz o ewentualnej trasie po Australii we wrześniu. Słyszałem od Ewo, że Ty i Tarja w ogóle nie jesteście tym zainteresowani. Takie rzeczy powinny być omawiane przynajmniej przez cały zespół, a jednak wciąż Ty jesteś tym, który pociąga za sznurki i decyduje za nas o wszystkim. My też mamy swoje zdanie, ambicje i pragnienia. Jestem pewien, że to rozumiesz.

Nie chcę zabrzmieć jak męczennik, ale przez ostatnie osiem lat poświęcałem wszystko dla tego zespołu. Włożyłem w niego duszę, stworzyłem świat muzyki i ucieczki w marzenia, a także straciłem po drodze cenne rzeczy, bo ten zespół jest miłością mojego życia. Nightwish jest wszystkim, co chcę robić i wszystkim, co potrafię robić, a jednak nie mam już nad nim kontroli. Z całych sił staramy się, by Tarja była szczęśliwa, żeby mogła czuć się komfortowo w trasach i pomiędzy nimi. Mogę udzielać wszystkich wywiadów, chłopcy mogą brać udział we wszystkich spotkaniach, nie ma problemu. Tarja może latać, kiedy tylko zechce; zawsze ma Ciebie – to wszystko jest bardziej niż w porządku. Ale bardzo często da się odczuć, że to, co się teraz dzieje, to zbyt wiele. Przede wszystkim, pieniądze grają zbyt dużą rolę. Nie masz pojęcia jak ja (i chłopcy) się czujemy.

Trzymaj się,

Tuomas

Spokojny Tuomas bywał czasem tak rozwścieczony, że Marco musiał próbować go uspokoić.

– Kilka razy widziałem go tupiącego nogą i mówiącego, jak pewne rzeczy mają być zrobione. Tak się dzieje. Tuomas nie boi się mówić tego, co myśli i jest w stanie poradzić sobie z konfliktami. Wiem, że to on próbował nakłonić Tarję i Marcelo na wyjazd do Australii. Nawet jeśli Tuomas wydaje się być pokojowo nastawioną osobą, która lubi trzymać dystans, widziałem go w stanie takiego rozdrażnienia, że musiałem go uspokajać. Czasem po prostu tak musi być.

Złapani w pułapkę bez wyjścia, chłopcy musieli schować dumę do kieszeni. Ktoś mógłby się zastanawiać jak to możliwe, że – nawet po wiadomości Tuomasa – Cabuli nie rozumiał, w jakiej sytuacji stawia Tarję i zespół.

Ostatecznie muzycy zaczęli naśladować taktykę Marcelo.

– Musieliśmy mu powiedzieć, że jeśli on nie zgadza się na wyjazd do Australii, my nie pojedziemy do Ameryki Południowej – mówi Jukka. – Takie same pieniądze dostalibyśmy w Japonii i Australii, więc zastanawialiśmy się, dlaczego niby mielibyśmy pominąć pierwszą trasę, a zamiast niej odbyć drugą. Byliśmy zdania, że jeśli nie pojedziemy do Japonii i Australii, to nie pojedziemy też na kolejny występ do Argentyny – czy na każdy inny organizowany w Ameryce Południowej przez menadżera Tarji. Jeśli planowanie tras byłoby oparte na pieniądzach oraz korzyściach płynących ze sprzedaży albumów, to Ameryka Południowa i tak nie wchodziłaby w grę. Nie, żeby Australia i Japonia były lepsze – odbyliśmy te koncerty wiedząc, że będziemy mieli szczęście, jeśli wyjdziemy na zero – ale to były dla nas nowe kraje i odbycie tam trasy mogłoby pomóc w sprzedaży albumów. Byliśmy zmuszeni do używania takiej taktyki i to oczywiście ich wkurwiło. Ale co poradzisz…

Nightwish był popularniejszy niż zwykle, ale większość jego energii była zmarnowana na kłótnie. Muzycy byli wściekli z powodu ciągłego konfliktu charakterów.


1 NEMS Enetrpises to wytwórnia założona przez Marcelo w 1987 r. w Argentynie, zajmująca się głównie dystrybucją płyt takich zespołów jak np. Saxon, Blind Guardian, Gamma Ray czy Mannowar w Ameryce Południowej – przyp. red.


Tłumaczenie: hietAla