Once Upon a Nightwish

14. „End Of An Era” – Zakończenie ery

21 października Nightwish zagrał ostatni koncert z Tarją jako wokalistką zespołu. Po koncercie na Hartwall Arenie Tarja otrzymała list. Poproszono ją, by zaczekała jeden dzień z jego przeczytaniem. Dla Tuomasa cała ta sytuacja była rozszarpująco smutna, ale jednocześnie przyniosła niesamowitą ulgę. Emppu był nieszczęśliwy z powodu rzeczy niewypowiedzianych, ale rozumiał i wspierał decyzję pozostałych. Jukka mówi, że poczuł tylko zupełną ulgę, kiedy to się stało, podczas gdy Marco nie był nawet w stanie o tym wszystkim myśleć. Szok trzymał go jeszcze przez kilka dni.

– Muszę przyznać, że bardzo mnie to zmartwiło – mówi Marco. – Nigdy nie wątpiłem, że ta decyzja jest delikatna, czy że po prostu musiała zapaść, ale mimo to byłem wkurzony przez te wszystkie świetne możliwości, te wszystkie rzeczy, które poszły na zmarnowanie, bo niektórzy nie mogli tego znieść. Tylko dlatego, że byli zbyt krótkowzroczni, nie mogli załatwić pewnych spraw między sobą. Wkurwia mnie, że niektórzy ludzie nie mogą wziąć pod uwagę wspólnego dobra, ale obchodzi ich jedynie własny interes. Gdyby byli w stanie zdobyć się na odrobinę empatii i postawić się na cudzym miejscu, uniknęlibyśmy tego wszystkiego.

Kiedy opublikowano list otwarty na stronie Nightwish 23 października 2005 roku, fińskie media oszalały, a społeczności fanowskie podzieliły się na dwa obozy. Część stanęła po stronie chłopców, uznając Tarję za chciwą sukę, a jej wierni fani zadeklarowali, że opuszczą Nightwish. Winili zespół za to, co się stało, twierdząc, że upublicznienie listu było tchórzliwym i okrutnym sposobem poinformowania ludzi o jej odejściu. Poza mediami muzycznymi i rozrywkowymi, wieść rozniosła się głównie niezauważalnymi kanałami za granicą, ale w Finlandii ten rozpad stał się najwyższym priorytetem podczas głównych wiadomości w YLE, fińskiej korporacji nadawczej. Forum dyskusyjne na stronie zespołu przeciążyło serwer, więc trzeba było ją zamknąć na krótki czas.

Zespół wyraził swoje oficjalne stanowisko w sprawie rozstania jasno w otwartym liście i Tuomas nie miał wiele więcej do powiedzenia na ten temat. I chociaż list ujrzał światło dzienne w niedzielę, publicyści Spinefarmu spędzili cały dzień przy telefonach, rozmawiając z dziennikarzami. Tarja była zupełnie zszokowana i opisywała, jak się czuje, swojemu zaufanemu redaktorowi z dziennika wieczornego Ilta-Sanomat, uznając, że jej wyrzucenie odbyło się w okrutny i smutny sposób. Powiedziała, że jest bardzo zdenerwowana całą tą sprawą i tym, że nadal pozostaje wiele kwestii, które, zarówno ona, jak i inni ludzie, chcieliby poznać. Jej wersję można było poznać na konferencji prasowej w listopadzie.

Jussi Alroth z Helsingin Sanomat wydawał się rozumieć, o co chodzi w tym całym bałaganie; uważał, że Tuomas był bardziej dominującym charakterem w Nightwish niż Tarja. Z jego punktu widzenia, zawsze znajdzie się mnóstwo takich sopranów, jak Tarja, ale tekściarzy podobnych Tuomasowi, już niekoniecznie. Dwa największe fińskie dzienniki wieczorne były jednomyślne w swoich tezach, ale, z korzyścią dla obu, Iltalehti wydrukował list w całości, podczas gdy Ilta-Sanomat zawierał tylko fragment historii, wskazujący Tarję jako jedyną ofiarę tych wydarzeń. Kiedy serwer na stronie zespołu padł, Ilta-Sanomat był zmuszony poskładać całą historię na podstawie urywków z innych forów dyskusyjnych, oddzielając komentarze od faktów. Fińskie fora były przepełnione spekulacjami, każdy zdawał się mieć jasną opinię na temat przyczyn i skutków dramatu Nightwish. Te zdarzenia przerodziły się w operę mydlaną o wymiarze narodowym. W ciągu dwóch tygodni, które minęły od koncertu na Hartwall Arenie, Tuomas udzielił około stu wywiadów. Zespół uzgodnił, że Jukka i Marco nie będą komentowali sprawy w żaden sposób. Emppu wymknął się na Cypr, a po tygodniu od początku tego cyrku, Tuomas wyjechał do Islandii. Tarja, która udała się do Argentyny z Marcelo zaraz po rozstaniu, opublikowała swoją odpowiedź na list chłopców na swojej stronie, 25 października 2005 roku.

Od poranka minionej niedzieli, poproszono mnie o opisanie mojego obecnego stanu dla różnych magazynów, dzienników, radia, telewizji, fanklubów, fanów z Finlandii i całego świata. Tyle że jest fizycznie niemożliwe, żebym każdemu mogła odpowiedzieć z osobna. W związku z tym, zdecydowałam się napisać kilka słów i pozwolić moim fanom, rodzinie i przyjaciołom oraz opinii publicznej dowiedzieć się, jak się czuję po ostatnich wydarzeniach. To czas smutku i bólu, jest mi bardzo trudno o tym mówić.

Teraz znajduję się w Argentynie. Mam nadzieję, że możecie to zrozumieć, po tej szokującej zmianie, porównywalnej do rozwodu. Nie chciałam zostać sama w domu w Finlandii. Mój mąż zarezerwował bilety do Argentyny wiele miesięcy temu, a ja w ostatniej chwili zdecydowałam się polecieć razem z nim.

Ale to, że przebywam teraz w Argentynie, ta odległość, oczywiście nie mogłaby usprawiedliwić braku mojego komentarza na temat obecnej sytuacji.

Ostatni piątek, 21 października, był dniem, na który cały zespół czekał od dłuższego czasu.

Próby zaczęły się wcześnie rano. Byłam bardzo chora i zdenerwowana – do tego stopnia, że nie byłam w stanie śpiewać.

Stresowało mnie też to, że koncert miał być dłuższy niż typowy występ Nightwish. Poza tym, miał z nami wystąpić gość specjalny, miałam więcej razy zmieniać stroje; po raz pierwszy miały się też pojawić telebimy i zwiększono wkład w wyposażenie sceny.

Nie wspominając o tym, że koncert miał być nagrywany i filmowany.

Nasza piątka jednak dała radę i zagrała na Hartwall Arenie.

I chociaż każdy z nas wiedział wcześniej, że bilety są wyprzedane, ostatecznie, kiedy byliśmy już na scenie, zobaczyliśmy te krzyki, brawa i ludzi, którzy wypełnili wszystkie miejsca… Uczucie było niesamowite.

Nigdy nie zapomnę wspaniałości tego doświadczenia. Cudowny odbiór fińskiej publiczności.

Kiedy koncert dobiegł końca, płakałam ze szczęścia na scenie. Tak, ze szczęścia, bo dałam z siebie wszystko – jak zwykle – mimo, że byłam chora. Bo nasza długa trasa zyskała chyba najlepsze możliwe zakończenie i największe uznanie, jakie można zdobyć: brawa i uśmiechnięte twarze.

Wtedy nie wiedziałam, że szybko zapłaczę.

Po koncercie chłopcy poprosili, bym dołączyła do nich za kulisami i przytuliła się z nimi wszystkimi razem [sic!]. To było dziwne, chociaż takie samo jak przed każdym naszym koncertem. Ta tradycja pozostała między nami, mimo napięcia i narastającej presji, funkcjonowała od długiego czasu.

Od razu poczułam potrzebę podziękowania im, co zresztą głośno uczyniłam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.

Potem otrzymałam list i chłopcy powiedzieli mi, żebym przeczytała go następnego dnia. Ten sam list teraz jest podany do publicznej wiadomości.

Przeczytałam go i byłam w szoku.

Nie wiedziałam, co powiedzieć i teraz, kiedy piszę te słowa, nadal nie wiem.

Wyczuwam ogromny gniew w tamtym liście i ciągle mam bardzo mieszane uczucia, ale nie chcę odpowiadać na tę agresję z jeszcze większą złością. Prywatne wiadomości nie powinny wypływać do mediów.

Wiem, że teraz wszyscy będziemy przechodzić przez bardzo smutny okres – nie tylko ja, ale również chłopcy.

Podczas gdy było tyle możliwości, by przekazać mi, to, co chcieli wyrazić w swym liście, nadal nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego woleli rozwiązać to w ten, a nie inny sposób. Jest mi przykro, że chłopcy tak źle mnie zrozumieli. Nie rozpoznaję siebie w osobie, którą opisali.

A napisali pewne okrutne rzeczy o mnie, ale dopiero to, że wmieszali w to mojego męża, Marcelo, przelało czarę goryczy. Jest mężczyzną, którego kocham, moim przyjacielem i największym wsparciem dla mnie w ostatnich latach.

Byliśmy z chłopcami kumplami z zespołu przez dziewięć lat, doświadczyliśmy dobrych czasów. Myślałam, że ich znam, ale się myliłam.

Nadal, wszystko, co się wydarzyło, nie wystarcza, by w moich oczach stali się tymi najgorszymi.

Teraz nadszedł dla nas czas na uspokojenie i zastanowienie się.

Muszę poukładać moje uczucia i obiecuję wkrótce powrócić do życia publicznego. Ogłoszę konferencję prasową, na której opowiem o moich planach na przyszłość. To nie oznacza, że można się spodziewać, że posłużę się tym spotkaniem, by zaatakować kogokolwiek. Bo tak nie będzie.

Cudowna muzyka, którą tworzyliśmy razem nie będzie zniszczona przez ostatnie wydarzenia.

Dziękuję tym wszystkim, którzy mnie wspierali przez cały ten smutny okres. Mojej rodzinie, przyjaciołom, kolegom i ogromnej liczbie fanów. Kocham Was i naprawdę czuję, że Was nie zawiodłam.

Tarja

Odpowiedź Tarji została należycie opisana podczas głównych wiadomości stacji YLE, a list szeroko wyjaśniano i interpretowano we wszystkich mediach, często wbijając szpilki Tarji i Marcelo. Dziennikarka Axa Sorjanen napisała wrogi wpis na blogu pod tytułem Mierna sopranistka z Kitee poszukuje pracy, w którym przewidywała rozczarowującą przyszłość zawodową Tarji. W talk-show Tuomas & Jusso Experience kanału Nelonen dyskutowano na temat otwartego listu, a zwłaszcza zarzutów na temat chciwości Tarji. W programie pojawiły się drogie i kiczowate kryształy ze sklepu internetowego Tarji w ramach dowodu. Same kryształy zniknęły ze strony wkrótce po jego emisji.

„To ten człowiek zniszczył Nightwish” – krzyczał nagłówek Ilta-Sanomat, a obok niego widniało zdjęcie Marcelo. Redakcja odgrzebała roczne raporty firm odpowiedzialnych za interesy zespołu. „Wart milion euro” – głosił tekst, dodając także fałszywie, że Tarji odmówiono partnerstwa w Scene Nation, firmie założonej przez chłopaków z zespołu. Dziennik wieczorny Iltalehti poświęcił wiele miejsca rozważaniom, kto ma szansę zostać nową wokalistką Nightwish.

Różne biura wytwórni zespołu otrzymywały liczne wiadomości od piosenkarek, walczących o pożądane stanowisko. Melissa Ferlaak, wokalistka amerykańskiej grupy Aesma Daeva, która supportowała Nightwish na koncercie w Minneapolis, poinformowała niemiecki Universal, że jest zainteresowana zajęciem miejsca Tarji, chociaż dołączyła do austriackiego zespołu Visions of Atlantis zaledwie tydzień wcześniej. Dobrze znana fińska sopranistka, Marika Krook, która wystąpiła w eliminacjach do Eurowizji rok przed Nightwish, zobowiązała Spinefarm do przekazania jej zainteresowania. King Foo nie odpowiedziało żadnemu kandydatowi. Amerykański fanklub zespołu wydawał się uważać za fakt, że Nicole Bogner, która właśnie opuściła Visions of Atlantis, była jedną z osób, które Nightwish miał rozważać na miejsce Tarji. Zaczęli ją popierać – najwyraźniej uważając, że nowa wokalistka zostanie wybrana zgodnie z wynikiem jakiegoś referendum.

Ilta-Sanomat starał się wywołać gorzką kłótnię między muzykami a Tarją przy pomocy nagłówka: „Ucieczka do Argentyny: Tarja Turunen rozwścieczona krytyką skierowaną w stronę jej męża”, ale aktorzy tego dramatu nie dali się przekonać do wzajemnego obrzucania błotem. Tuomas krótko skomentował w mediach, że Tarja była zawsze mile widziana w Scene Nation, ale przez to, że Marcelo zarządzał jej interesami, gdy spółka powstała, wokalistka nie musiała do niej wstępować. Żadna strona nie obwiniała o nic drugiej i obie ogłosiły, że niczego od siebie nawzajem nie chcą, dla przyszłego dobra wszystkich. Uprzejmość graczy zdawała się frustrować głodnych skandalu reporterów.

Zdaniem Marco ta pokazowa wersja ich relacji, rysowana przez media, była śmieszna.

– Szkoda, że cała ta sprawa stała się takim jabłkiem niezgody. Żal mi Tarji i współczuję jej, przecież wiadomo. Wiem, jak ciężkie jest życie wokalisty w czasie trasy, przecież ja też musiałam śpiewać, będąc w stanie kompletnego rozkładu. Dla ducha to może być całkowicie beznadziejne.

O rozłamie dyskutowano przy dystrybutorach wody w całym kraju i wydawało się, że każdy ma już wyrobione zdanie o tym, co zaszło. Nawet ówczesny premier Finlandii, Matti Vanhanen, nie uniknął pytania, którą stronę popiera. Cała ta awantura zrobiła z Tarji i Tuomasa celebrytów znanych w całej Finlandii, nawet przez tych, którzy nigdy nie zetknęli się z muzyką zespołu.

Następnym krokiem była próba odnalezienia przyczyn konfliktu w finansach zespołu. Głodne skandalu dzienniki wieczorne porównywały dochody Nightwish i innych fińskich gwiazd muzyki popularnej, jak HIM czy The Rasmus. Komentowano, że pod tym względem Nightwish jest największym zespołem w Finlandii. Nie była to wielka nowina, zwłaszcza że do tego samego wniosku doszedł w 2004 roku dwumiesięcznik City.

Podział w zespole był też oczywiście dyskutowany w jego niemieckiej wytwórni płytowej.

– Cały personel miał mieszane odczucia, ale nie byliśmy zszokowani – powiedział Holger Tiefenbach. – Oświadczenie zespołu, skierowane do Tarji wyjaśnia ich emocje i uczucia całkiem dobrze, więc powiem tylko, że Nightwish będzie znowu dawał czadu w przyszłości – czas pokaże, kiedy otworzymy to piekło!

Wyglądało na to, że najbardziej zaniepokojoną osobą w Nuclear Blast był jej prezes Markus Staiger, z którym kontaktował się już Marcelo, prosząc go o arbitraż między Tarją a zespołem. Marcelo oświadczył także, że jest „możliwe”, że będzie chciał powrócić do roli tła, nawiązując do decyzji podjętej przez zespół. Staiger, najwyraźniej zainspirowany filmem dokumentalnym Metalliki Some Kind of Monster, zaproponował, żeby cały zespół spotkał się z terapeutą i zlikwidował problemy u źródła – i to rozwiąże zaistniałą sytuację. Tuomas natychmiast odrzucił tę sugestię.

Ta wyglądająca na desperacką propozycja Staigera mogła wskazywać na fakt, że Nuclear Blast niezbyt wierzy w „odrodzenie” Nightwish. W grudniu wytwórnia ogłosiła, że wydana zostanie jeszcze jedna wersja Once, tym razem w technologii DualDisc, która „zastąpi” poprzednie DVD z dźwiękiem, najwyraźniej zupełnie ignorując to, że ten album znajduje się już na rynku w dziesięciu innych wersjach Nuclear Blastu. W dodatku planowano wydanie zaledwie godzinnego (za to w cenie normalnej długości) DVD, zatytułowanego Live & Clips w kwietniu, ale Spinefarm i King Foo powstrzymali to przedsięwzięcie.

Kiedy się podliczy: drukowany właśnie śpiewnik, książkę, którą właśnie czytacie, koncertowe DVD i CD End of an Era, można wywnioskować, że Nightwish zapisze się w historii rocka jako zespół z największą liczbą produktów, wydanych w czasie okresu zawieszenia w showbiznesie.

W Finlandii tymczasem wrzenie na temat spadkobierczyni Tarji w zespole ciągle trwało. Niemal każda fińska i zagraniczna wokalistka z klasycznym tłem była rozważana, od heavymetalowych syren po młode śpiewaczki operowe. Liv Kristine Espenaes, liderka norwesko-niemieckiej grupy Leaves’ Eyes znalazła się nawet na okładce Iltalehti, ponieważ powszechnie było wiadomo, że nagrała duet z Marco Hietalą.

W listopadzie Roadrunner ogłosił, że utrzymuje optymistyczne spojrzenie na przyszłość Nightwish.

– Brzmienie i obraz zespołu pozostają zupełnie nienaruszone – powiedział Mike Gitter. – Wiem, że kolejny album rozszerzy wizje Tuomasa jeszcze dalej. Tarja jest wyjątkową wokalistką, nie pomylcie się co do tego, ale na tym świecie jest wiele wyjątkowych wokalistów. Jestem zadowolony, że zespół dał sobie czas na znalezienie nowej frontwoman. Mam nadzieję, że znajdą kogoś, kto jest jedyny w swoim rodzaju. I niekoniecznie będzie w tym coś złego, jeśli będzie zupełnie różna od Tarji. – Gitter podkreśla, w jaki sposób ta nowa sytuacja otworzyła zespół na nowe możliwości. – Prawdę mówiąc, obecna sytuacja sprawia, że Nightwish będzie wreszcie w stanie powrócić do Ameryki. Tarja jest oczywiście ikoną i rozpoznawalną liderką, ale nie należy zapominać, że Nightwish wciąż buduje swoją pozycję w Stanach. Mam przeczucie, że tam to będzie dla nich prawdopodobnie łatwiejsze przejście, niż gdziekolwiek indziej.

Do tej pory system SoundScan wyliczył sześćdziesiąt tysięcy sprzedanych kopii i liczba ta ciągle rośnie – przy zaledwie jedenastu koncertach w USA. To wskazuje, że zespół ma duże szanse powodzenia w tym kraju. Wyniszczająca dla zespołu w Stanach dla zespołu okazała się decyzja Tarji i Marcelo o rezygnacji z trasy w 2004 roku, kiedy Nightwish odniósł duży sukces – jak na zespół, który nigdy nie postawił stopy na amerykańskim lądzie. Zbierali prawdziwych fanów, organizatorzy chcieli ich z powrotem, a presja była silna. Naprawdę myślę, że Nightwish sprzedałby dwieście i więcej tysięcy albumów, gdyby można by ich było zobaczyć w Stanach. To jest klucz – chcesz odnieść sukces w Ameryce, musisz też się godzić na odwiedzanie miejsc takich jak Des Moines czy Tulsa od czasu do czasu. I odnoszę wrażenie, że ta czwórka chłopaków z Nightwish czuje się zobowiązana do robienia właśnie takich rzeczy. Fakt, że zgodzili się podjąć bardzo trudną decyzję wyrzucenia Tarji, mówi wiele o tym, jak istotna jest dla nich muzyka.

Wiem też, że ta czwórka chłopaków miała złamane serca z powodu odwołania tej trasy i przepraszała mnie za to przy wielu różnych okazjach – kontynuuje Gitter. – Zapomnijcie nam to! Bardzo im współczuję! Oni chcieli tu przyjechać i wykonać swoją pracę, tylko po to, by być powstrzymani przez obojętność ich wokalistki.

Tarja zdecydowanie nie sprawiała wrażenia obojętnej, kiedy wróciła z Argentyny, by zorganizować konferencję prasową w Helsinkach 11 listopada 2005 r. W monologu, który trwał godzinę, wylała z siebie swoje smutki i opowiadała o historii i kryzysie w zespole. Niewiele nowych spraw wyszło na światło dzienne w czasie tego wydarzenia; większość z tego, co powiedziała, było powtórzeniem tego, co znalazło się w filmie dokumentalnym End of Innocence. Każdemu faktowi towarzyszył opis jej uczuć w danym momencie i, po raz kolejny, reporterzy dowiedzieli się, jak ciężko i źle było Tarji przez cały czas pracy z zespołem.

Albo Tarja cierpiała z całego serca i wciąż nie potrafiła sobie poradzić z tym, co się stało, albo ta konferencja prasowa była w całości starannie zaplanowana, by przyciągnąć publikę za pomocą jej współczucia. Niewiele z tego, co powiedziała czy napisała w liście o odejściu, było potem dyskutowane lub nawet podważane, chociaż wieczorne dzienniki sprzedawały się jak świeże bułeczki, kiedy pisano o Tarji oskarżającej chłopców o „okrutne kłamstwa”.

Wyglądało na to, że Tarja nie była aż taka smutna z powodu niemożliwości kontynuowania kariery z Nightwish – przecież sama już dwukrotnie poinformowała zespół o jej pragnieniu odejścia – ale źle się czuła z tym, że została wyrzucona, i kiedy mówiła o tym na konferencji prasowej, wybuchła płaczem.

Wielu postrzegało całe to przedstawienie jako zupełnie banał i drwinę, mówiąc, że konferencja była dokładnie zaplanowana w marketingowych celach jej solowej kariery, podczas gdy inni ujrzeli w Tarji słodkie i skromne przeciwieństwo diwy, przedstawionej w liście chłopców.

Na koniec konferencji Tarja podziękowała zespołowi za wspólne lata.

– To nie koniec, tak dla zespołu, jak i dla mnie. Nightwish oznacza dla mnie wspaniałą, cudowną muzykę, którą wspólnie tworzyliśmy. Pokazaliśmy, że to możliwe, że fiński zespół odnosi zagraniczny sukces. Nasza piątka wspólnie uczyniła to możliwym. Ja sama nie postrzegam Nightwish jako marzenia jednej osoby ani rockowego zespołu z wokalistką operową, dla mnie to kombinacja całej pracy, którą razem wykonaliśmy. Myślę o przeszłych latach bez goryczy, lecz z radością. W moich wspomnieniach to wspaniałe, znaczące doświadczenie w życiu. Dało mi możliwość zostania piosenkarką i rozwijać siebie, poznawać różnych ludzi na całym świecie i móc występować w swoim imieniu w przyszłości. I jestem Nightwish bardzo za to wdzięczna.

Określenie przez Tarję Nightwish „kombinacją całej pracy, którą razem wykonaliśmy” jest piękne i właściwe. Szkoda, że w każdej innej sytuacji jej słowa i czyny świadczyły o jej niemożliwości postrzegania zespołu jako „nas”.

Najdziwniejszą rzeczą w tej konferencji był srogo wyglądający Marcelo, który siedział i słuchał symultanicznego tłumaczenia monologu Tarji przez swoje słuchawki. Czyżby się obawiał, że Tarja zdradzi coś, czego nie ustalono?

Prasa była bardzo chętna, by poznać spojrzenie Tuomasa, ale kompozytor zachował dystans. Czuł, że winien jest fanom wytłumaczenie, i dlatego właśnie pojawił się w talk show Arto Nyberga 12 listopada 2005 roku, uznając jednocześnie, że to ostatni raz, kiedy mówi o rozstaniu z Tarją publicznie. Kiedy Nyberg zapytał o następczynię Tarji, Tuomas powiedział, że nie ma jeszcze żadnych poważnych kandydatek, natomiast na sugestię powrotu Tarji do zespołu, stwierdził, że taka myśl jest „raczej odległym marzeniem na obecnym etapie”. Zdanie zostało oczywiście szybko usunięte z oryginalnego kontekstu i następnego dnia w popołudniowych gazetach zagościły już nagłówki: „Powrót Tarji do Nightwish jest możliwy”.

Werdykt Helsingin Sanomat i kilku innych gazet był następujący: Tuomas, dzięki swoim wspaniałym umiejętnością retorycznym, wygrał rundę pierwszą.

Jukkę z kolei denerwowały insynuacje Tarji, że oskarżenia chłopców nie były oparte na rzeczywistości.

– Jeśli chce zaprzeczyć tym oskarżeniom, może upierać się przy tym, że my wyolbrzymiamy sprawy wymienione w liście, czy coś w tym stylu, a nie twierdzić, że każde słowo jest kłamstwem. Większość z tego, co znajduje się w tym tekście, znajduje dowody w e-mailach i innych tego typu rzeczach – mówi Jukka. Tuomas za to jest smutny, że Tarja nie potrafi zrozumieć powodów, które przeważyły szalę przy podejmowaniu decyzji.

– Nigdy nie było dla nas problemem, że Tarja nie uczestniczyła w próbach zespołu czy pisaniu piosenek albo że nie zgadzała się na udział w wywiadach przez ostatni rok. Wszystko grało mimo tych wszystkich rzeczy. Ale Tarja chyba nigdy nie zdawała sobie sprawy z jej miejsca w zespole. Gdyby widziała, jak niewiele robiła dla zespołu, byłaby o wiele skromniejsza.

Wyglądało na to, że nikt nie żałował swoich decyzji, nawet sposobu, w jaki wyrzucono z zespołu Tarję.

– Zrobiliśmy to, co było trzeba, nie bacząc na konsekwencje – powiedział Marco, podsumowując sytuację pod koniec 2005 roku. – Powinniśmy być dumni, że mieliśmy dość jaj, żeby podjąć taką decyzję. Gdybyśmy się po prostu zamknęli, nagrali album, na którym zaśpiewałaby Tarja, prawdopodobnie nadal sprzedawalibyśmy się w szaleńczym tempie. Na szczęście zauważyliśmy, że jeśli tak postąpimy, będzie to oznaczało powolną śmierć dla całego zespołu.

– Nie było innej możliwości wyrzucenia Tarji – tłumaczy Jukka. – Najpierw myślałem, że najlepiej będzie jej dać list i jednocześnie powiedzieć jej i Marcelo o naszej decyzji twarzą w twarz. Ale skończyło się na innym rozwiązaniu, chociażby dlatego, że kończyliśmy osiemnastomiesięczną trasę. To był świetny koncert i Tarja była po nim bardzo szczęśliwa, więc gdybyśmy przekazali jej wiadomość od razu, dopiero wyszlibyśmy na kompletnych dupków. Wyobraźcie sobie te nagłówki. Chociaż wiele ludzi może uważać, że nasz list był tchórzliwym posunięciem albo że powinniśmy poczekać kilka dni, powinni wziąć pod uwagę, że my nie wiedzieliśmy, kiedy Tarja będzie wyjeżdżać do Argentyny. Oczywiście chcieliśmy, żeby wszyscy członkowie zespołu byli obecni, kiedy wręczaliśmy jej list. Po koncercie na Hartwall Arenie byłoby bardzo ciężko zebrać się nam wszystkim w jednym pomieszczeniu.

– Pomyśleliśmy też, że nie byłoby za fajnie, gdyby pierwszą rzeczą, którą fani zobaczą na naszej stronie po tym, kiedy wrócą z koncertu, byłaby informacja o rozstaniu – kontynuuje Jukka. – Dlatego zdecydowaliśmy się trochę poczekać. I nadal czuliśmy, że powinniśmy opublikować list w Internecie, żeby wszyscy mogli go obejrzeć, bo gdybyśmy po prostu ogłosili, że Tarja została wyrzucona z powodu jakichś „różnic muzycznych” czy czegoś w tym rodzaju, media same wykopywałyby nasze brudy. W ten sposób każdy mógł poznać powody, dlaczego zwolniliśmy Tarję poprzez list. Po przeczytaniu go, nikt nie musiałby spekulować, czy została wyrzucona, czy odeszła ze swojej własnej inicjatywy.

Sceptycy mogą się zastanawiać, czy celem zespołu było też znokautowanie Tarji – wyrzucenie jej, zanim sama odeszła z Nightwish. Temu zaprzecza jednak Jukka.

– Nie o to chodziło. Prawdę mówiąc, Tarji wydawało się, że z jej strony to gest wielkiej wspaniałomyślności, żeby nagrać z nami jeszcze jeden album, poświęcić nam swój bardzo cenny czas – to mówi wiele o jej kompletnym braku szacunku wobec jej kolegów z zespołu. Kiedy ona ciągle nam powtarzała coś w stylu: „Tak miło jest popracować nad moją solową karierą raz na jakiś czas, robić muzykę, którą tak naprawdę kocham”, my nie mogliśmy jej po prostu pozwolić wykorzystać następnego albumu Nightwish i wielkich koncertów, które po nim nastąpią. To był najwyższy czas, by jej powiedzieć, że nie ma nic w tym, co robiła ona i jej menadżer, co mogłoby usprawiedliwić im pozostawanie częścią czegoś tak wspaniałego, jak Nightwish. Musieliśmy kryć się z gniewem, który czuliśmy, przez tak długi czas, że chcieliśmy ją wyrzucić z systemu najszybciej, jak się dało.

Wygląda na to, że muzycy Nightwish nie chcieli się już dać formować wedle życzenia Marcelo i Tarji nigdy więcej.

– Jestem przekonany, że nasz następny album byłby wielkim sukcesem, ale jaki jest sens w wydawaniu albumu, który sprzedaje się w milionie kopii i zagraniu kilku koncertów dla maksymalnego zysku? – Jukka polemizuje. – To nie jest właściwy sposób załatwiania spraw. W momencie, w którym naszym głównym zmartwieniem będzie zarobienie możliwie największej liczby pieniędzy z jak najmniejszej liczby koncertów, wszyscy w zespole, mam nadzieję, zauważą, że nadszedł czas na emeryturę i zajęcia się czymś zupełnie innym.

Oskarżenia Tarji, że chłopcy nie dbali o jej dobre samopoczucie także zdenerwowały Jukkę.

– Podczas swojej konferencji prasowej narzekała, że czasami nie zapewniano jej nawet pomieszczenia przy scenie, w którym mogłaby się przebierać i że nikt nie interesował się jej potrzebami. A ja mogę zaręczyć, że gdziekolwiek to było fizycznie możliwe, taki pokój czy kabina była przy scenie na czas. Inna sprawa, że technicy czasem mają nawet ważniejsze rzeczy do zrobienia przed koncertem – na przykład, kiedy nie ma zasilania do wzmacniaczy na pięć minut przed koncertem albo miejscowi technicy popieprzyli kanały na mikserze – i jakim trzeba być debilem, żeby nie rozumieć, że budowanie jej pierdolonej kabiny nie jest w tym momencie najważniejsze? Po co jej osobisty menedżer na trasie, w takim razie? Czy ten cudowny interpretator potrzeb Tarji nie mógłby postawić kiosku, wedle potrzeb samej wielkiej Artystki?

Z kolei na Marco konferencja prasowa Tarji nie wywarła takiego wrażenia.

– Jakby to powiedzieć… cóż, było dość patetycznie. Właściwie nie przywiązywałem do tego uwagi. Ludzie mogą mówić publicznie, co chcą, a my możemy ciągle zaprzeczać swoje wzajemne zarzuty do usranej śmierci, ale kto jeszcze nie ma tego w dupie? Wszystkie możliwe nagłówki zostały już napisane, wszyscy już mają swoje zdanie na ten temat, wyrobione na podstawie tego, kogo najbardziej lubią – albo popierają Tarję, bo jest taka słodka i kochana, albo zespół, bo robi dobrą muzykę.

Tak czy inaczej, Marco czuł ulgę, że nie musieli wciąż chodzić na palcach wokół Tarji i Marcelo. Przynajmniej przez ostatnie osiemnaście miesięcy sprawy wyglądały tak, jakby ich dwoje wykorzystywało Nightwish dla swoich własnych celów.

– Wyraźnie widać, że mieli plan – mówi Marco. – Przygotowywali sobie grunt pod solową karierę Tarji. Dla mnie wygląda to tak, jakby oczekiwali na dogodny moment, kiedy będą mieli całkiem sporą sumkę pieniędzy, dość, by z niej spokojnie wyżyć przez jakiś czas. Ale jeśli wokalistka wykorzystuje zespół, by promować siebie, zespół powinien też mieć prawo wykorzystać wokalistkę w tym samym celu. I tu się pomylili – nie chcąc już w ogóle promować zespołu.

Marco dostrzega winę zarówno w Marcelo, jak i w Tarji.

– Takie jest moje zdanie: tym, który zdał sobie sprawę z możliwości maszynki do pieniędzy, był z pewnością pan Cabuli. Za to z komentarzy Tarji wywnioskowałem, że przejęła poglądy swojego męża. Myślała, że, na przykład, nie będzie potrzeby zabrać menadżerów zespołu do Ameryki Południowej i wydać na to mnóstwa pieniędzy, bo będzie tam z nami Marcelo. Więc Tarja przynajmniej częściowo zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje, chociaż szczerze wątpię, że kiedykolwiek słyszała – już nie mówiąc o tym, czy widziała na własne oczy – o niektórych e-mailach, kontraktach czy ofertach, o których my wiedzieliśmy.

Było bardzo prawdopodobne, że zmiana w składzie zespołu nadszarpnie wpływy ze sprzedaży albumów, ale nie wygląda na to, żeby to przeszkadzało Jukce.

– Nie mówię, że nie było fajnie być jednym z największych europejskich rockowych zespołów przez ostatnie dwa lata, ale to nie jest główny powód, dla którego to robimy. Nawet jeśli następny album sprzeda się w zaledwie stu tysiącach kopii, ale zagramy porządną trasę, to nadal będzie zabawa, w dodatku bardzo zadowalająca.

– To dość zabawne, słyszeć, jak ludzie zastanawiają się, czy my naprawdę rozumiemy, jaką niedźwiedzią przysługę wyświadczyliśmy sprzedaży naszych albumów swoją decyzją – uśmiecha się Jukka. – A gdybyśmy próbowali robić wszystko, jak dawniej, wszyscy byliby wkurzeni. Lepiej jest mniej zarobić i być szczęśliwym, niż sprzedać dwa miliony płyt, zagrać śmieszne dwadzieścia kilka koncertów i wciąż tłumić w sobie gniew, każdej minuty w ciągu dnia.

Dla nowszych „fanów” Nightwish, którzy przekonali się do zespołu głównie za sprawą szumu, rozstanie z Tarją wydawało się być tym samym, co rozwiązanie grupy. Jukka zdaje sobie z tego sprawę.

– Sądząc po tym, o czym ludzie dyskutują na forum internetowym Ilta-Sanomat i innych tego typu stronach, wygląda na to, że wiele ludzi kupiło Once, bo Tarja znalazła się na okładce jakiegoś popularnego magazynu. Dla tych ludzi Nightwish to Tarja Turunen i jej zespół-tło. Dla nich jesteśmy jej grupą i jestem przekonany, że stracimy wielu z takich słuchaczy. Ale mam nadzieję i wierzę w to, że większość naszych fanów da też szansę naszemu nowemu albumowi.

Emppu jest jedynym z załogi, który mówi, że rozumie też punkt widzenia Tarji i Marcelo. Jego zdaniem, wiele wydarzyło się na trasie, którą menadżerowie mogli lepiej przygotować.

– Ufam King Foo, ale czasem miałem wrażenie, że menadżerowie ciągle uczyli się zarządzać wszystkim. Powinniśmy byli mieć profesjonalnego menadżera, który załatwiałby wszystko we właściwy sposób, także w kwestiach kontraktów i tym podobnych. Czasem odnoszę wrażenie, że dla naszych menadżerów najważniejsze jest załapanie się na trasę i imprezowanie, podczas gdy przyziemne ustalenia pozostają na drugim miejscu. Gdyby się bardziej skoncentrowali na tych wszystkich drobnostkach, każdemu żyłoby się lepiej podczas trasy. Dla Tarji to stanowiło duży problem, nawet zanim zaczęła przesadzać z wymaganiami. Weźmy na przykład tę trasę po Stanach – oczywiście byliśmy tam po raz pierwszy, więc nie mogliśmy sobie życzyć nie wiadomo czego, ale to, że na miejscu nie było nawet prysznica, z pewnością jest wkurzające. Do zadań menadżera należy upewnienie się, że nie zagramy w miejscach, takich jak to. I szczerze mówiąc, wolałbym się spotkać z fanami przed koncertem, a nie po, ponieważ wtedy jestem spocony i brudny. Jeśli są jacyś ludzie z fanklubu w pobliżu koncertu, Ewo powinien mieć dość jaj, żeby im powiedzieć, że tym razem nie będzie spotkania fanów z zespołem. Z tego, co wiem, Jukka i Tuomas całkowicie ufają King Foo, ale ja nadal myślę, że nie są prawdziwymi zawodowcami, wysokiej klasy profesjonalistami.

Według Emppu, to Toni jest biznesmenem w King Foo, natomiast Ewo zajmuje się głównie marketingiem.

– Można by się spodziewać, ze jeden menadżer by wystarczył, a my mieliśmy jeszcze w dodatku Cabuliego – podjął temat Emppu. – Mam nieodparte wrażenie, że wszystko działałoby lepiej, gdybyśmy załatwiali wszystko na jeden sposób: Cabuliego albo King Foo, ale my mieliśmy dwa wrogie obozy. Cabuli był bardziej szczegółowy, nawet podczas trasy. Gdy czegoś na miejscu brakowało, poszedłby potrząsnąć nieco promotorami. Ale Ewo i reszta po prostu potakiwali, byli zbyt mili i próbowali się ze wszystkimi zakolegować. I potem zespół na tym cierpiał. Zawsze można było mieć pewność, że drinki będą w pogotowiu przez cały czas, ale cała reszta nie była tak natychmiastowo załatwiana.

Na temat kwestii biznesowych Emppu również ma coś do powiedzenia.

– Nasz pierwszy kontrakt płytowy był, jaki był. Cabuli okazał się bardzo przydatny, dzięki jego zdolności do przeglądania umów na wylot, widząc w nich różne kruczki prawne – nawet w kontraktach, które King Foo już zaakceptowało. Załatwiał też nam wyższe udziały niż King Foo; tak naprawdę Cabuli był lepszym biznesmenem niż oni. Gdyby miał okazję załatwiać sprawy po swojemu, część z nich potoczyłaby się lepiej, część pewnie gorzej. Myślę, że to jakiś przejaw argentyńskiej mentalności… W Finlandii biznesmeni tego rodzaju dość szybko są łapani, podczas gdy w Argentynie prawdopodobnie mogą robić, co im się żywnie podoba. Słyszałem mnóstwo opowieści, ale nie wiadomo, którym wierzyć.

Po tym, jak Emppu powiedział menadżerom, co mu leży na sercu, musi przyznać, ze wiele się zmieniło.

– Nasi menadżerowie spotkali się z wieloma krętaczami, wiele widzieli, i jestem pewny, że wynieśli z tego sporo doświadczenia – nawet, jeśli takie „lekcje” dały im w kość. Ewo i Toni są idealną parą, obaj są okropnie istotni, ale nie jestem pewien, czy nie mają też jakiegoś wewnętrznego problemu z komunikacją. Powinni mieć jasny podział obowiązków – jeden powinien zajmować się sprawami finansowymi, a drugi marketingiem. A póki co obaj załatwiają koncerty to tu, to tam.

Fani – zawsze na bieżąco ze wszystkimi i wszystkim związanym z Nightwish – chętnie komentowali też sprawę menadżerów. Jukka przeglądał te dyskusje z ironicznym uśmiechem.

– Dość zabawne było czytanie „profesjonalnych” komentarzy na forum dyskusyjnym. Zgodnie z jednym z nich, taki mistrz menadżerstwa, jak Cabuli, nie powinien mieć żadnych problemów ze znalezieniem nowego zespołu dla Tarji, w którym odniosłaby jeszcze większy sukces, niż kiedykolwiek z Nightwish. Cóż, spieprzenie przyszłej kariery Tarji z pewnością wymagałoby ogromnej ilości talentu, więc tak, oczywiście Tarja odniesie sukces. Ale nie myślę, że to dzięki Cabuliemu. W ogóle, nazywanie Marcelo „mistrzem menadżerstwa” jest dość śmieszne, skoro spierdalanie spraw i doprowadzenie do ostatecznego rozłamu w zespole stanowią bezdyskusyjny dowód jego talentów.

Wyrzucenie Tarji nie rozwiązało jednak wszystkich problemów, które wiązały się z nią i Marcelo. W grudniu 2005 roku, Scene Nation zainwestowało właśnie znaczącą sumę na produkcję DVD End of an Era. By wydać to DVD, Spinefarm potrzebował podpisów Tarji i Marcelo. Ten z kolei nie odpowiedział na pytania w żaden sposób, dopóki Universal Music Finland nie zostało dodane do odbiorców e-maila. Po tym, wiadomość Marcelo nadeszła w ciągu dwóch godzin.

W połowie grudnia, Marcelo wysłała Spinefarmowi, Scene Nation, King Foo Entertainment, firmie wydawniczej Tuomasa, Potoska Publishing i członkom Nightwish propozycję poufnego porozumienia. Zgodnie z nim, żadna z zainteresowanych stron, związanych z okresem zespołu z Tarją, nie będzie mogła publicznie źle się wypowiedzieć na temat Tarji lub NEMS przez dziesięć kolejnych lat. Każda taka informacja dotycząca Tarji lub NEMS miałaby być najpierw uzgodniona z Marcelo.

Jako karę za naruszenie kontraktu, Marcelo zaproponował odszkodowanie w absurdalej wysokości dwustu pięćdziesięciu tysięcy euro. Co więcej, gdyby więcej niż jedna ze związanych kontraktem stron rozsiewałaby nieprzychylne informacje na temat Cabuliego lub Tarji, każda z nich musiałaby zapłacić pełne odszkodowanie – co znaczy, że gdyby któremuś z członków zespołu wymsknęło się coś niepochlebnego o NEMS, pozostali chłopcy również musieliby sięgnąć do swoich kieszeni. Gdyby Marcelo po prostu poczułby, że niektóre strony porozumienia upubliczniły niepożądane informacje, sprawę rozstrzygałoby sądownie.

Poufność tej umowy przyniosła wiele pytań. Po pierwsze, czy Tarji nie zaświeciła się w głowie czerwona lampka? Czy wiedziała o propozycji, zanim została złożona? Mimo wszystko, dla niej też jest tam miejsce na podpis. Dlaczego Marcelo chciał, by zespół, menadżerowie, Scene Nation, a nawet wytwórnia – milczeli? Czego się obawiał?

Jak można się było spodziewać, żadna ze stron nie podpisała umowy, według której płaciłaby absurdalnie wysokie odszkodowanie za otworzenie ust. Co więcej, zgodnie z fińskim prawem kontrakt byłby zwyczajnie nieważny: gdyby władze zainteresowały się finansami jednej ze stron z jakiegokolwiek powodu, miałyby obowiązek upublicznić wszystkie informacje na temat jej partnerów finansowych z klauzulą wykonalności – niezależnie od tego, czy są one poufne, czy nie.

Pod koniec stycznia 2006 roku, Marcelo zwrócił się z prośbą do Spinefarmu po dodatkową zaliczkę za nadchodzące DVD. Suma była dokładnie taka sama, jak składka Tarji na koszty produkcji płyty, wciąż niewpłacona przez nich do Scene Nation. Innymi słowy, Marcelo próbował nakłonić Spinefarm do opłacenia składki Tarji na koszty produkcji. Chociaż zaliczki zostały już ustalone ze Spinefarmem i Universalem, w dodatku żaden inny członek zespołu nie otrzymał specjalnej zaliczki, więc żądania Marcelo nie zostały spełnione.

Aby temu przeciwdziałać, Cabuli powiedział Spinefarmowi, że jeżeli strony nie podpiszą porozumienia, które zaproponował, Tarja nie podpisze umowy licencyjnej DVD i koncertówki End of an Era. W dodatku, Marcelo zażądał, by nazwa wykonawcy na okładce została zmieniona na „Tarja & Nightwish”, skoro zawsze była solową artystką w zespole. To wymaganie wywołało wyłącznie rozbawienie w biurach Spinefarmu, lecz groźby dotyczące End of an Era przelały czarę goryczy – Pääkkönen wymyślił, jak wydać w Finlandii to DVD, niezależnie od tego, czy podpiszą umowę, czy nie, a skandaliczna sugestia Marcelo o poufnym porozumienia wyciekła do Iltalehti.

Dawniej Marcelo załatwiał sprawy dla niemieckiej grupy powermetalowej Gamma Ray. Gdy zatem wiadomość o wyrzuceniu Tarji dotarła do Niemiec, autor tej książki otrzymał SMS-a od członków zespołu, życzących Marcelo miłej podróży do piekła.

Książka o Tarji jest najwyraźniej planowana na przyszłość. Wygląda na to, że Marcelo wciąż nie nauczył się myśleć dalej niż zaliczki, chociaż, jak plotkowano, żądał tak dużych zadatków, że podczas pisania, wciąż nie potrafił znaleźć wydawcy książki. Mówiono, że co najmniej jeden duży fiński wydawca dosłownie wyśmiał menadżera w swoim biurze.

I chociaż ktoś może uważać, że jest on chciwy i krótkowzroczny – albo że jest po prostu niekompetentnym menadżerem – nie ma potrzeby demonizowania Marcelo. Koniec końców, trzeba pamiętać, że przyczyny rozpadu zespołu mogą z pewnością zostać przypisane każdemu związanego z grupą.

Można winić Tarję za pozwalanie, by jej potrzeby primadonny wpływały na jej decyzje. Była w centrum uwagi od czasów dzieciństwa – nawet znęcała się nas innymi w szkole z tego powodu – wydawało się, że ciągle potrzebowała specjalnej uwagi i troski. Jeśli jej nie otrzymywała, wszystko było nie tak.

Przez długi czas, jedynym zmartwieniem Tarji pozostawała jej sztuka i marzenie o eksploracji jej głosu przez całe życie. Podczas trasy z zespołem, koncentrowała się na dbaniu, by jej żywienie nie zagroziło tej podróży odkryć. Jej największym błędem mogło być przekazanie całej kontroli nad jej finansami innej osobie, która zdawała się stawiać interesy pary przed zespołem. W jakimś stopniu musiała być świadoma tego, jak niszcząco na wszystkich członków zespołu wpływały działania Marcelo. Pomimo tego, Tarja, jako kobieta zasadami, brała stronę swojego męża w każdej sprawie, nawet kiedy musiała rozumieć, że Marcelo się mylił. I gdzieś po drodze odepchnęła jej największych fanów – kolegów z zespołu.

Można także winić resztę zespołu, która najwyraźniej wiele się nie nauczyła po problemach, które miał z Samim i pozostawiła sprawy niezałatwione również z Tarją i Marcelo. Czekając, aż problemy rozwiążą się same, chłopcy owijali w bawełnę, nie potrafiąc się skonfrontować i przedyskutować problemy wprost. Zarówno dla Tuomasa, jak i dla Tarji, najważniejszą kwestią jest ich sztuka – w przypadku Tuomasa, sztuka Nightwish. Wydawał się po prostu zbyt miły, by rozpocząć kłótnię i frustrował się, kiedy sprawy szły nie po jego myśli. Problemy w zespole były zwyczajnie nieomawiane, nie próbowano ich w żaden sposób rozwiązywać. Emppu gonił za swoimi marzeniami we własnych projektach, nie w Nightwish, i w ten sposób odsunął się jak najdalej mógł od problemów w zespole. Jukka i Marco mówili, co myślą podczas konfliktu, ale koniec końców przełknęli swoje niezadowolenie, tak jak reszta zespołu.

Już mówiliśmy o ataku paniki Nuclear Blastu po zwolnieniu Tarji, ale fińska wytwórnia zespołu, Spinefarm też nie jest bez winy. Dlaczego Marcelo miał kontraktowe prawa tak samo w stosunku do Nightwish, jak i pobocznych projektów członków zespołu, chociaż nie powinno być między tym żadnego związku? Dlaczego niemal każde żądanie Marcelo zostało spełnione, kiedy Tarja była jeszcze członkinią Nightwish?

Trzeba też powiedzieć, że King Foo także się zhańbiło, kiedy Marcelo zaczął komplikować sprawy. Dwóch fińskich menadżerów pod koniec zdawało się już poddawać, ostatecznie robiąc z tego wyścig rujnowania spraw. Nieważne, która strona zaczęła tę grę, profesjonaliści powinni potrafić komunikować się obiektywnie. Czy naprawdę nie było sposobu, by załatwiać sprawy bardziej pokojowo? Dlaczego Tuomas musiał osobiście skarcić Marcelo, kiedy sytuacja stała się nie do zniesienia? Czy menedżerowie z King Foo próbowali odsunąć od siebie odpowiedzialność, kiedy powinni pozostać nieugięci i skonfrontować się z Marcelo? Mimo całego respektu dla King Foo i zespołu, za jakąkolwiek zdolność do pracy pod taką ogromną presją. I chociaż Marcelo skłócał wszystkich ze sobą – a nawet doprowadził do podjęcia trudnej decyzji o zwolnieniu Tarji – zespół wciąż był w stanie zagrać z nią czterdzieści dziewięć koncertów.

Wygląda na to że nikt w całej organizacji nie chciał wyrzucić Tarji, wszyscy chcieli się tylko pozbyć jej menadżera, który we wszystko się mieszał. W przypadku Tarji było to wyrzucenie dziecka razem z kąpielą.

Zarówno Tarja, jak i reszta grupy, skupili się na różnych projektach. Tarja nagrała cover klasyka Davida Bowiego – „Heroes” na Master of Chant V mniszego chóru gregoriańskiego. Marco śpiewał na trzykoncertowej trasie Raskasta joulua i w chórkach na albumach Eternal Tears of Sorrow, Defuse i Stoner Kings, ale też Verjnuarmu, grupie wykonującej heavy metal z tekstami piosenek w fińskim dialekcie savo. Emppu skończył nagrywanie debiutanckiego albumu swojego zespołu Von Krom, który wciąż poszukuje wytwórni płytowej. Inny projekt gitarzysty, Brother Fiertribe, już zakontraktowany, swój debiutancki album, False Metal (pastisz metalowego motta Mannowaru – przyp. aut.) wydał w czerwcu 2006 roku.

Emmpu jest zadowolony z płyty Brother Firetribe, zwłaszcza z procesu nagrywania.

– To była świetna zabawa. Tylko my, chłopcy z Keravy, spędzający wolny czas, grający lekką muzykę, pijący dużo… Nie mogę powiedzieć, że rzeczywiście odkryłem swoją duszę na tym albumie, ale byłem naprawdę zmotywowany – ponieważ to po prostu muzyka dla dziewczyn!

Emmpu zagrał też na solowym albumie Almah Edu Falaschiego, obecnego wokalisty Angry.

– Poznałem Edu na naszej trasie po Japonii i wymieniliśmy się adresami mailowymi – wspomina Emppu. – Zaczął zasypywać mnie wiadomościami jakiś czas temu, chciał, żebym zagrał na jego solowej płycie. Mówił, że przyjedzie do Keravy na jakieś dziesięć dni, ale powiedziałem, że ma być tutaj minus dwadzieścia stopni Celsjusza, i sam zaczął się zastanawiać, czy nie poradzę sobie sam z tym projektem. Cóż, ostatecznie przyjechał na pięć dni. To było miłe, że mogłem pracować nad projektem w domu.

Jesienią 2006 roku Emppu zagrał też gitarową solówkę wspólnie z Zacharym Hietalą na nowym krążku Tarota, Crows Fly Back. Jukka z kolei był zajęty w domu.

– Nasze drugie dziecko, Niki, urodził się po zakończeniu trasy Once, 19 grudnia, więc w jakiś sposób jest niemal symbolem odrodzenia Nightwish – zastanawia się Jukka. – Jest widać mistrzem wyczucia czasu i teraz mam możliwość pozostania z nim w domu, dopóki nie skończy półtora roku. To bardzo dobre, mieć inne ważne rzeczy w życiu poza pracą. Nightwish jest dla mnie taki ważny, że gdybym nie miał dzieci, prawdopodobnie stres by mnie już wykończył. Od czasu do czasu sprawiają, że zapominam o zespole.

Tuomas skoncentrował się na tym, na czym zna się najlepiej: pisaniu nowej muzyki dla Nightwish.

Kiedy burza się uspokoiła, ludzie wydawali się już zaakceptować trudną decyzję. Na początku 2006 roku, Nightwish został zaprezentowany z nagrodą Rautakanki na festiwalu Finnish Metal Expo za „metalowy wyczyn roku” – przetrwanie zmiany składu i medialnego cyrku, który po nim nastąpił. Zespół otrzymał też nagrodę Femma za zupełne przejęcie mediów, tak samo jak nagrody Emma w kategoriach: najlepiej sprzedający się album za Highest Hopes i najpopularniejszy fiński wykonawca. Eläkeläiset, zespół grający humorystyczną humppę, również złożył swoisty hołd Nightwish, nagrywając wersję „Nemo” zatytułowaną „Jukolan hummpa”. Z kolei kompilacja Nightwish, Highest Hopes, pokryła się podwójną platyną na początku 2006 roku.

Patrząc wstecz, na to wszystko, co przeszedł Nightwish – mogło być znacznie gorzej.