Once Upon a Nightwish

10. Cisza przed burzą

Podczas przerwy, Nightwish miałby czas na zrelaksowanie się i wzięcie głębokiego oddechu, ale chłopcy z zespołu nie mogliby usiedzieć spokojnie. Pierwszym, który wyruszył w stronę nowych wyzwań był Tuomas: dołączył do pobocznego projektu For My Pain… rok wcześniej.

– For My Pain… to gotycko–rockowa grupa utworzona przez Alttiego Veteläinena z Eternal Tears Of Sorrow i jest jakąś formą terapii grupowej dla niego i jego przyjaciół. Większość piosenek na albumie została napisana przez gitarzystę Olliego–Pekkę Törrö. Reszta chłopaków to Late Tuohimaa, Pete Sankala i Juha Kylmänen. Nie jest to dla mnie jakiś priorytet, ale ten projekt miał naprawdę wręcz lecznicze działanie po tych wielkich staraniach, żeby utrzymać zespół razem przy Century Child. Dostałem demo od chłopaków i w wolnym czasie robiłem aranżacje, potem po prostu wszedłem do studio i zagrałem piosenki. Reszta dawała mi znać, czy brzmiało w porządku, czy nie.

Tuomas zagrał na albumie Fallen For My Pain… . Później Tapio Wilska nakłonił go, by dołączył do nagrań debiutanckiego albumu zespołu Sethian, Into The Silence. Również Jukka zagrał na tym krążku i można go było zobaczyć na pierwszym i (jak na razie) jedynym koncercie. Następnie Tuomas połączył siły ze znajomymi wysłannikami piekieł z dawnych lat, Timo Rautiainenem i Trio Niskalaukausem.

– Czułem się ogromnie zaszczycony, gdy Timo poprosił mnie o zagranie dla nich partii klawiszowych – mówi Tuomas. – Lubiłem Niskalaukausa jeszcze przed poznaniem Timo. Niskaluakaus napisał kilka idealnych piosenek do headbangingu, zawsze podobały mi się ich teksty – całość zresztą też. Oczywiście zgodziłem się. Ta trasa koncertowa była zdecydowanie najlżejszą, jaką kiedykolwiek odbyłem. Nikt nigdy nie krytykował siebie nawzajem. Wszyscy się dogadywali, zajebiście się bawili przez trzy bite tygodnie i technicznie też nikt nie nawalił. Dla mnie to była idealna trasa.

Wydaje się, że entuzjazm był wzajemny:

– Tuomas pasował po prostu idealnie – komentował później Timo Rautiainen. – Było tak, jakby był z nami od zawsze. Potrzebowaliśmy kogoś do zagrania na keyboardzie na żywo i chcieliśmy, żeby Tuomas dołączył do nas, bo jest takim miłym gościem. Mieliśmy wtedy tak zwane pudełeczko Jaloviiny1 – walizeczkę z butelką Jaloviiny i pięcioma szklankami, a ponieważ Tuomas był szóstym członkiem zespołu, daliśmy mu jego własną, wykonaną na zamówienie walizeczkę, która zawierała butelkę i szklankę. Przyszła nawet z gwarancją!

Z gwarancji wynikało, że gdybyś wysłał walizeczkę do Timo, do Jyväskylä, wkrótce dostałbyś ją „naprawioną”, czyli napełnioną ponownie i z czystą szklanką.

– To gwarancja na całe życie, a serwis naprawdę działa! – śmieje się Tuomas.

Według Rautiainena, Tuomas z powodzeniem zakwalifikowałby się na stałego członka Niskalaukausa.

– Trasa, którą odbyliśmy z Tuomasem, była zdecydowanie najlepszą w całej historii – powiedział Timo po ogłoszeniu przerwy w działaniu zespołu na czas nieokreślony. – Pamiętam, jak bardzo irytujące było uzmysłowienie sobie po pierwszym koncercie, że cała ta zabawa skończy się po zaledwie czternastu występach. Próbowałem sugerować Tuomasowi, żeby porzucił to wszystko związane z Nightwish i dołączył do nas.

Rautiainen znalazł w Tuomasie bratnią duszę – Wydaje mi się, że Tuomas jest trochę nieśmiały, chyba że akurat tworzy muzykę – wtedy jest bardzo ukierunkowany na osiągnięcie celu, artysta w pełnym tego słowa znaczeniu. Debatujemy też w nieskończoność o tym, który z nas ma niższą samoocenę.

Lider Niskalaukausa określa Tuomasa jako osobę odważną, chodzącą własnymi ścieżkami.

– Ogromnie doceniam jego odwagę, szczególnie jako kompozytora. To naprawdę chwalebne, że najważniejsze dla niego jest tworzenie dokładnie takiej muzyki, jaką on sam chce – bez myślenia o tym, jak wysoko zajdzie na amerykańskiej liście przebojów. Nie martwi się o wynik – po prostu tworzy muzykę. Tak przynajmniej ja to odbieram. A przecież mam tylko ciepłe, tęskne wspomnienia z tamtego okresu, kiedy staliśmy w pierwszym szeregu rock’n’rollowego przemysłu!

Podczas przerwy, Tuomas próbował swych sił także jako producent innych artystów, spędzając trochę czasu z Silentium, fińskim zespołem grającym powolny i atmosferyczny metal. Tuomas naprawdę cieszył się ze współpracy przy Suferion – Hamartia of Prudence.

– Odzyskałem trochę mojej radości z pracy dzięki temu projektowi – przyznał później Tuomas. – Gdybym miał dość odwagi, mógłbym tworzyć taki rodzaj muzyki: dziewięciominutowe piosenki, w których ani jedna część się nie powtarza. Nie da się w tym połapać – tempo ciągle się zmienia, śpiew i instrumenty fałszują albo wchodzą poza rytmem, ale oni nadal to robią z tak ogromnym zapałem. Całkowicie poświęcają się muzyce i nigdy na nic nie narzekają. I tak, ta radość, kiedy wokaliście się uda! Naprawdę można to usłyszeć. W tym zespole jest coś szczerego i autentycznego. – Rzeczywiście, dzięki sukcesowi Nightwish, Tuomas stał się bardzo wziętym artystą na scenie muzycznej i ciągle zabiegano o niego przy różnych projektach.

Marco spędził wakacje, nagrywając szósty album zespołu Tarot, Suffer Our Pleasures, wydany przez Spinefarm w maju 2003 r. Basista także nagrał wokal wspierający na płytę Charon The Dying Daylights.

Wyglądało na to, że aktywność Marco i Tuomasa nie może pozostać niezauważona przez fanów.

– Ludzie komentowali w sieci naszą współpracę z innymi zespołami – wydaje mi się, że jesteśmy oficjalnymi heavymetalowymi dziwkami Finlandii! – śmiał się Tuomas w wywiadzie dla magazynu Soundi.

Następnym zespołem, który doznał błogosławieństwa złotej ręki Tuomasa był Kotiteollisuus, fińskie trio, pochodzące z małego miasteczka Lappeenranta. Znani z ich gorzkiego opisu beznadziejnie smutnego fińskiego życia, wschodząca gwiazda w swoim rodzimym kraju. Tuomas zagrał na keyboardzie na albumie Helveistä itään, którym zespół zdobył swoją pierwszą złotą płytę. Tuomas uznał tę współpracę za zarówno pouczającą, jak i dającą satysfakcję i wydaje się, że chłopaki z Kotiteollisuus byli równie usatysfakcjonowani.

– Kotiteollisuus nagrywali Helveistä itään w Tikkala w maju 2003 roku – wspomina Tuomas. – Spotkałem Hynynena2 po raz pierwszy w miejscowym barze i zapytałem, czy potrzebują keyboardu na albumie. Hynynen powiedział, że coś będzie, że Karmila grał trochę z tych rzeczy. Powiedziałem mu, że mieszkam trzydzieści kilometrów stąd, więc jeśli chcieliby, to mogę wpaść i coś popróbować. Tak się stało – i tyle. – W 2005 roku Tuomas ponownie dołączył do Kotiteollisuus, podczas nagrywania ich siódmego albumu i towarzyszył im na trasie koncertowej – ale to inna historia…

Według Jouni Hynynena, Tuomas idealnie pasował do Kotiteollisuusa.

– Oczywiście: jak pięść do nosa, a nawet lepiej. Po tym, jak poznałem Tuomasa, mój stosunek do keyboardu zmienił się diametralnie. Nawet przeszło mi przez myśl, żeby kupić sobie keyboard do domu, by nadać demom trochę barw. Kiedyś uważałem, że keyboardy są strasznie, no cóż, gejowskie, ale to się zmieniło. Chodzi mi o to, że uzyskaliśmy dużo lepszy dźwięk po dodaniu klawiszy.

Hynynen również uważał Tuomasa za wyjątkowego muzyka.

– Wydawał się radzić sobie z wszystkimi swoimi partiami jakby zbyt łatwo, więc zacząłem myśleć, czy rzeczywiście nasze piosenki są aż tak przewidywalne. I cóż, rzeczywiście są – burknął Hynynen. Po chwili kontynuuje: – Tuomas jest dość zamyśloną osobą. Jest trochę skryty i lubi trzymać się na uboczu, ale gdy jest w pobliżu, daje dużo siebie innym. Najlepszym słowem na opisanie go byłoby „ciepły”. I jest też oczywiście mądry, chociaż czasem lubi ukrywać fakty. Nieśmiały, ale nie – niepewny. A czasem jest nawet zbyt skromny. Tuomas jest zasadniczo optymistą, chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że świat jest gównianym miejscem. Na swój naiwny sposób, uważa, że można uczynić świat lepszym miejscem przez tworzenie muzyki i bycie dobrą osobą. Jest tak szczery w swoich przekonaniach, że nawet ja jestem w stanie zaakceptować jego poglądy, a czasem nawet się z nim zgodzić.

Z natury nadpobudliwy Emppu oczywiście również spędził przerwę, pracując. Pisał trochę muzyki dla telewizji i grał w zespołach jego kolegów.

– Mieszkam w małej wsi Kerava i można się czasem nieźle wynudzić – wzdycha Emppu. – Musisz znaleźć sposób na rozerwanie się. Mam przyjaciela, Pekka Heino, który jest dźwiękowcem w firmie reklamowej NitroFX. Są odpowiedzialni za animacje instrukcji bezpieczeństwa dla linii lotniczych Finnair, robili różnego rodzaju reklamy dla Volvo, Renault i stacji telewizyjnej MTV3. Podczas przerwy napisałem dla nich trochę gównianych rzeczy, może dziesięć kawałków. Siedziałem w studiu Pekki, pijąc piwo i brzdąkając na gitarze. Użyli dziewięciu z nich i chcieli więcej. To było jedynie hobby, więc zrobiłem to jako przysługę dla znajomego. Wyczyściłem komputer z wszystkich śmieci i podrzuciłem go Pecce, mówiąc, że może go używać, do czego tylko chce. I tak, na przykład, motyw przewodni w Hockey Night3 został napisany właśnie przeze mnie.

Emppu także stworzył projekt z Pekką i kilkoma innymi znajomymi.

– Pekka robił te reklamy i pewnego razu w jego studiu były skrzypaczki z orkiestry helsińskiej. Postanowiliśmy zrobić demo. Ja nagrałem gitary w domu, a wokale i skrzypce zrobiliśmy w studiu. Mika Jussila zajął się masteringiem całości. Pewnie można by to nazwać hard rockiem, w stylu Van Halen albo Bon Jovi… Zespół nazwaliśmy Brother Firetribe, co – jeśli przetłumaczyć to na fiński, to otrzyma się dosłownie: Veli Paloheimo, czyli sławnego tenisistę – gramy tenis metal! Tribe jest tylko zespołem na dobre czasy, tworzonym przez kilku gości z Kerawy, ale myślę, że to trochę poważniejszy projekt niż inne. Pierwsze piosenki napisaliśmy już gdzieś w 2001 roku.

Wydaje się, że ten hardrockowy projekt był dla Emppu bardzo cenny.

– Chłopaki całkowicie mi ufają – mogę robić to, co mi się podoba i decydować, co brzmi najlepiej. Myślę, że to właśnie zaufanie jest tym, co cenię sobie najbardziej. Granie w Nightwish też mogłoby być bardziej satysfakcjonujące, gdybym mógł pracować nad piosenkami w domu, tak jak lubię. Gdyby coś nie brzmiało jak powinno, mógłbym w spokoju pracować nad tym, aż byłoby dobrze. Obecnie mamy producentów i kompozytora piosenek: niemal każdy w studio zagląda mi przez ramię, gdy pracuję. To jest uciążliwe i destruktywne, kiedy ktoś mi mówi, że mam grać coś, co jest zupełnie niezgodne z moją wizją. To sprawia, że nie czuję zaufania do moich pomysłów ze strony tych ludzi i całość staje się jak praca. Po prostu grasz, co ci każą, a zespół jest szczęśliwy.

Podczas przerwy Emppu stanął też w szeregach melodyczno–hardrockowego zespołu Altaria z Pietarsaari. Jak na ironię, Emppu zagrał sześć solówek na ich albumie i można było go zobaczyć na żywo podczas kilku występów.

Metalowa scena muzyczna wydaje się być pełna osób, które uważają, że prawdziwi metalowcy powinni upierać się przy swoim i unikać innych rodzajów muzyki, ale Emppu się z tym nie zgadza. Wydaje się, że stosuje to samo motto, którego Tero użył do opisania swoich miłosnych przygód – „Kiedy zbyt wybredny będziesz, z ręką na chuju uwiędniesz” – w tym sensie, że jak za dużo kaprysisz, dobra okazja cię omija i kończysz, nic nie robiąc. To, że Emppu zagrał na albumie fińskiego wokalisty Janne Hurme typu iskelmä mogło być postrzegane jako jawna obraza osób trzymających się kurczowo sztywnych granic metalu.4

– Hurme był na koncercie Altarii w Tampere i zaśpiewał z nami na scenie dwie piosenki – wspomina Emppu. – Pod koniec wieczoru, napiliśmy się i wkrótce zostaliśmy najlepszymi kumplami. Następnego ranka dostałem od niego wiadomość: „Jak tam kac?”. No cóż, był spory. Zapytał się, czy nie byłbym zainteresowany zagraniem solówki na jego albumie. Powiedział, że zamierza dodać trochę rockowych brzmień do jego albumu, nie zostając przy samej lekkiej muzyce. Co u diabła, pomyślałem, spróbuję, ale kiedy usłyszałem piosenkę, to była ona tak humppa, jak tylko humppa może być!5 Album ukazał się w styczniu 2003 roku, ale nie było na nim tej piosenki z moim solo. Jani z Sonaty Arctiki zagrał partie gitarowe na dwóch piosenkach i te piosenki były na albumie. Wydaje mi się, że Jani nie miał problemów z nagraniem tych piosenek, może dlatego, że jest bardziej w stylu Yngwie Malmsteen. Początek piosenki jest bardzo iskelmä, ale kiedy Jani zaczyna swój atak widdly-widdly, weterani prawdopodobnie przewróciliby się w swoich tanecznych butach!

Podczas gdy członkowie Nightwish byli zajęci pobocznymi projektami, media nadal wychwalały osiągnięcia zespołu z narastającym zapałem. W 2001 roku Nightwish wygrał coroczne głosowanie magazynu Soundi, uznanie, które wiele znaczyło dla Tuomasa.

– Dwa największe wydarzenia ostatniego czasu to głosowanie magazynu Soundi i artykuł Finnaira – mówił wiosną 2003 roku. – Głosowanie czytelników Soundi było największym głosowaniem, jakie kiedykolwiek miało miejsce w Finlandii, a Nightwish został nagodzony w kategorii „najlepszy fiński zespół rockowy”. Innym świetnym zdarzeniem było opublikowanie artykułu na pierwszej stronie grudniowo–styczniowego wydania Blue Wings, magazynu publikowanego przez Finnair. Ten tekst, zatytułowany Rozkwit i powrót Nightwish, dotarł do ogromnej liczby ludzi w przeciągu dwóch miesięcy – można było go znaleźć w każdej kieszonce siedzenia każdego samolotu linii Finnair i przy każdym terminalu na lotniskach. W tym czasie mogło go przeczytać około milion ludzi. Gdy udzielałem tego wywiadu, nawet nie wiedziałem, dla jakiego magazynu on był. Gdy w końcu się dowiedziałem, zabrakło mi słów z zachwytu.

Wyglądało na to, że zespół stał się prawdziwym ulubieńcem mediów. Na corocznej gali rozdania nagród Emma w Helsinkach, oprócz otrzymania tytułu „najlepszego artysty roku”, Nightwish został uhonorowany również nagrodą „Export Emma” dla najlepiej sprzedającego się zagranicą zespołu ostatnich lat. W niemieckim, gotyckim magazynie Orkus, Century Child wybrano na album roku. Rock Hard – największy metalowy magazyn w Europie – i brytyjski Powerplay nagrodzili Century Child tym samym wyróżnieniem.

Były to szczęśliwe czasy także ze względu na życie prywatne członków zespołu. Na przełomie roku, Tarja poślubiła Marcelo, a Jukka został ojcem jego pierwszej córki, Luny.

– Jak każdy może się domyślić, bycie daleko od domu przez tak długi czas, kiedy nagrywamy album, odbywamy trasy koncertowe, wymaga wiele cierpliwości i zrozumienia ze strony rodziny – mówi Jukka. – Chciałbym bardzo podziękować mojej żonie, że miała tyle siły, by przez to przejść. Od teraz jeszcze trudniej mi będzie wyjeżdżać w długie trasy – kontakt z dzieckiem będę musiał utrzymywać przez rozmowy wideo, ale w końcu to wszystko kwestia organizacji. I jak wrócisz do domu, docenisz to nawet jeszcze bardziej.

Nightwish spróbował także swoich sił w cudownym świecie poruszających się obrazów. Mający premierę podczas Tampere Film Festival, 7 marca 2003 roku, fiński film niezależny Kohtalon kirja (Księga Przeznaczenia) jest epizodycznym filmem fantasy reklamowanym jako „pierwszy miejski film typu western/horror/wojenny/akcji/sci–fi”. Po raz pierwszy muzykę Nightwish można było usłyszeć na srebrnym ekranie, bowiem „End of All Hope” wybrzmiewa w czasie, kiedy ksiądz przeszukuje zamek w Transylwanii, aby ocalić swoją siostrę od krwiożerczych wampirów. Gdy sytuacja staje się beznadziejna, mrożąca krew w żyłach historia przybiera niespodziewanego obrotu: ksiądz odnajduje Księgę Przeznaczenia, dając swojej duszy drugą szansę. Ten epizod rozpoczyna przygodę, która rozciąga się na wieki.

– Chcieli użyć piosenki, którą już nagraliśmy – powiedział Tuomas o filmie, który okazał się nie być Obywatelem Kanem. – Mieli materiał od Children of Bodom, Norther i kilku innych zespołów. Jest tam kawałek naszej piosenki i „End of All Hope” można usłyszeć podczas napisów końcowych. Wydaje mi się, że Księga Przeznaczenia była czymś w rodzaju końcowego projektu w szkole filmowej. Chłopaki zapytali się mnie, czy mogliby użyć piosenki, a ja dałem im pozwolenie. Próbują mnie namówić, abym skomponował ścieżkę dźwiękową do ich nadchodzącego filmu, ale myślę, że nie będę miał na to czasu.

W czerwcu 2003 roku, Nightwish rozpoczął drugą trasę koncertową promującą Century Child. Trasa, z podtytułem „Lato niewinności” (od: End of Innocence), rozpoczęła się sekretnym wyprzedanym koncertem w Stella Star Club w Helsinkach, obskurnym miejscu o pojemności 400 ludzi, gdzie Nightwish zagrał pod pseudonimem End of Innocence. Zanim wyruszyli za granicę, zespół zagrał na festiwalu Raumanmeren Juhannus, otrzymując trzecie pod względem wielkości honorarium w historii fińskiego rocka za występ. Zwyczajny chaos rozpoczął się w drodze do Norwegii, pierwszego państwa na liście koncertów. Pojawił się również nowy technik od gitar.

– Ta europejska trasa była dla Kimi Tuunainena praktycznie chrztem bojowym – mówi Jukka. – To była jego pierwsza długa trasa. Jechaliśmy przez Szwecję, przeskoczyliśmy na prom do Niemiec i ledwo mieliśmy czas, żeby coś zjeść i pograć na automatach, zanim prom dobił do brzegu. Cała reszta już zbiegła na pokład dla samochodów, by złapać autobus, ale Kimi musiał się wysrać. Pokład samochodowy był już wtedy praktycznie pusty. – Nie mogli już zrobić nic innego, jak zostawić nieszczęsnego Kimiego. – Powiedzieliśmy personelowi, że jeszcze jeden z nas został na wyższym pokładzie. Powiedzieli nam, że jeśli chcielibyśmy wyjść, by go poszukać, to również utknęlibyśmy na pokładzie, bo statek właśnie miał odpływać z portu.

– Wysrałem się i pobiegłem na pokład samochodowy, ale nie było żadnego cholernego autobusu – wspomina nieszczęsny technik. – Poszedłem sprawdzić wyższe pokłady, ale tam też nie było autobusów, jedynie samochody. Nagle zrozumiałem, że nie tylko autobus odjechał beze mnie, ale te wszystkie auta były nowe – prom mógł w każdej sekundzie wypłynąć powrotem do Szwecji. Popędziłem z powrotem na pokład, gdzie był nasz autobus, ale już zamknęli luk załadunkowy. Pobiegłem na drugi koniec, gdzie koleś zatrzasnął drzwi przed moją twarzą. Próbowałem mu wytłumaczyć moim popieprzonym angielskim, że muszę się szybko wydostać, ale on tylko stwierdził: „Nic nie mogę zrobić”. Utknąłem. Bez komórki, bez paszportu, nic. W końcu tamten gość postanowił mi pomóc, wziął mnie do biura, skąd mogłem chociaż zadzwonić.

– Czekaliśmy w porcie godzinami, aby Kimi wrócił tym statkiem, chociaż i tak już się spieszyliśmy – mówi Jukka.

Większość koncertów trasy „Lato niewinności” była różnymi festiwalami i, według menedżerów, około czterysta tysięcy ludzi zobaczyło w tym czasie Nightwish, mimo że zespół wystąpił jedynie dwadzieścia kilka razy. Ta krótka trasa nie mogła jednak odbyć się bez komplikacji.

– Ekipa wyskoczyła z kolejnym sloganem: „Ta dziewczyna to żołnierz!” – wspomina Wilska. – Tarja była chora cały czas, a gdy zespół znajdował się na scenie, ja byłem odpowiedzialny za „konserwację Tarji” – dbałem o to, czy miała ręczniki i wodę pod ręką i właściwie upewniałem się, czy jeszcze żyje. Wtedy zdałem sobie sprawę, jaka z niej twarda sztuka. Czasem schodziła ze sceny podczas przerwy i zazwyczaj przychodziła do mnie, gdziekolwiek bym nie był, po prostu by pożartować, ale na tej konkretnej trasie kilka razy zemdlała podczas schodzenia ze sceny, bo była tak bardzo chora. Musieliśmy wtedy próbować ją ocucić – suszyliśmy jej twarz ręcznikiem, dawaliśmy zimnej wody i trzymaliśmy wentylator nad jej głową, by ją schłodzić. Czasem sobie myśleliśmy: „Ona tu zaraz umrze czy co?”, ale za każdym razem, gdy zaczynała się środkowa część piosenki, wstawała, wchodziła na scenę i powracała do swojej pozy, jak gdyby nigdy nic. Patrzyliśmy z boku sceny i mówiliśmy: „Niech mnie diabli!”. Chodzi mi o to, że może i Tarja nie zawsze jest najłatwiejszą na świecie jednostką do zajmowania się, ale jako osoba jest otwarta, niewiarygodnie słodka i życzliwa.

Mimo że każdy członek był całkowicie oddany zespołowi, a podróżowanie – głównie zabawą, to, pomijając pojedyncze trudności, napięcie dalej rosło pod skorupą. Tarję niepokoił brak komunikacji pomiędzy członkami zespołu i zaczęła się coraz bardziej oddalać od innych. Miała już dość podróżowania autobusem i chorowania cały czas.

– Pozostawanie zdrową podczas trasy jest bardzo trudne – powiedziała Tarja w 2003 roku. – Wszyscy jesteśmy ciągle chorzy, a wokalistom jest nawet ciężej. Chciałabym, żebyśmy w przyszłości nie podróżowali autobusem. Cały czas mówię, że gdybyśmy podróżowali pociągiem, moglibyśmy zagrać dziesięć koncertów więcej. Wielu dziennikarzy też zachorowało podczas tej trasy – jeden facet z Metal Hammera zapytał mnie: „Jak, do diabła, wykonujesz swoją pracę, podróżując w taki sposób?”. No cóż, nie wykonuję – to jest problem. Gdybym śpiewała normalny heavy metal, używałabym całej siły mojego gardła do śpiewania i w końcu straciłabym głos. Ale że dbam o moje struny głosowe, jestem jeszcze bardziej wrażliwa niż wcześniej. Naprawdę muszę trzymać głos w dobrej kondycji – nie mogę go zalać alkoholem ani zrujnować paleniem. Człowiek ma tylko jedną krtań i zestaw małych strun głosowych i nie potrzeba wiele, by je zniszczyć. Nie chcę do tego dopuścić.

Chociaż zespołowi udało się rozwinąć swój własny sposób komunikacji niewerbalnej, właściwe i wzajemne zrozumienie jest trudne do osiągnięcia, gdy nie dochodzi do żadnych konwersacji.

– Znam tych chłopców, mimo że praktycznie nie rozmawiamy ze sobą – powiedziała Tarja. – Naprawdę jest mało prawdziwych rozmów. Naprawdę szkoda. Rano zawsze jestem pierwszą osobą, która się pyta, co u całej reszty. Dopiero niedawno – na ostatniej trasie – chłopcy zaczęli się pytać mnie, jak ja się mam. Myślę, że to ogromny postęp tak czy siak, naprawdę świetnie było poczuć, że zwracali na mnie uwagę. To nie tak, że mam potrzebę bycia ciągle w centrum uwagi, jak, „Wielka artystka Tarja Turunen jest tutaj, halo, czy ktokolwiek zauważył?”. To nie tak. Wystarczy, gdy zapytają, co u mnie i życzą mi miłego poranka. Omawianie spraw i dbanie o komfort psychiczny wystarczy, by ludzie trzymali się razem – podkreśla Tarja. – W przyszłości będę żądała nawet więcej tego typu rzeczy. Nie jest łatwo być w takiej „rodzinie” jak ta – jeśli jedna osoba zaczyna zachowywać się złośliwie, wpływa to na wszystko i wszystkich. Jeśli na pokładzie jest kilku dupków, chcesz opuścić statek. I to nawet nie chodzi o jednostki, wszyscy jesteśmy inni, ale gdy coś jest nie tak, musisz być w stanie to omówić. Nie można zostawić problemu tylko dlatego, że nie chce ci się o nim gadać – a po wszystkim, on dalej będzie siedział w twojej głowie, zatruwając twoje myśli cały czas, a pewnego pięknego dnia to wszystko wybuchnie i wywiąże się z tego kłótnia”.

Jukka uważa, że zespół zawsze próbował zwracać uwagę na Tarję.

– Zawsze pytaliśmy jej jak się ma jej głos, jak się czuje, jaki był jej pokój w hotelu. Niestety, często jej odpowiedź brzmiała: „niedobrze” albo „mój głos jest zmęczony”. Od lat czytamy wywiady i za każdym razem Tarja wydaje się „czuć źle”.

Na początku września 2003 roku, Nightwish w końcu rozwinął swoje skrzydła w kierunku Ameryki Północnej i zagrał dwa koncerty w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy występ miał miejsce na festiwalu ProgPower w Atlancie (stan Georgia), gdzie organizator stawał na głowie, by gwiazda czuła się jak w domu. Dla zespołu była zarezerwowana limuzyna, Tarja otrzymała tuziny róż na zapleczu. Podczas ProgPower, Tuomas po raz pierwszy spotkał się ze swoim duchowym kolegą, cierpiącym na raka – Markiem Bruelandem.

Mark musiał opuścić szpital, by zobaczyć Nightwish, co oznaczało dosłownie śmierć.

– W miarę, gdy termin się zbliżał, stan zdrowia Marka zaczął się pogarszać i on zdawał sobie z tego sprawę – wspomina matka Marka, Georgene. – Powiedział do mnie: „Mamo, chcę jechać do Atlanty. Chcę zobaczyć Tuomasa, zanim umrę”. Jego lekarze bardzo się martwili, że ten wyjazd może go zabić i bałam się zabrać go do samolotu, bo był bardzo słaby. Niemniej jednak, wzięliśmy jego wózek i spakowaliśmy tyle leków, ile mogliśmy. Lot do Atlanty zajął prawie pięć godzin.

Po wielu komplikacjach, Georgene była w końcu w stanie skontaktować się z Tuomasem, który obiecał Marcowi spotkanie z jego pokoju hotelowym.

– To było bardzo wzruszające spotkanie – kontynuuje Georgene. – Było mi przykro, że Tuomas nie poznał Marca wcześniej, gdy jeszcze miał się lepiej. Pamiętam, jak Tuomas wszedł do pokoju i stał tam, no wiecie, bardzo nieśmiały. Marc był już wtedy bardzo słaby. Ich dwójka tylko patrzyła się na siebie przez chwilę. Nie wiedzieli, co powiedzieć. Tuomas zapytał się Marka, czy nie chciałby pójść na próbę dźwięku, oczywiście chciał. Tuomas poszedł po jakieś fanowskie gadżety i za chwilę wrócił z Ewo. Mieli kilka koszulek dla Marka, w tym koszulkę Angels Fall First z obrazkiem Tarji – jestem pewna, że rozumiecie, dlaczego wybrał akurat tę konkretną. Gdy dotarliśmy na próbę, Marc poczuł się wystarczająco na siłach, by wstać w wózka i pospacerować. Na zapleczu uściskał Tarję i poznał resztę zespołu. Później siedział z Tarją i razem obserwowali, co się działo na scenie.

Pomimo tego, że Marc był bardzo chory, czerpał przyjemność z tego przeżycia całym sercem.

– Był tak szczęśliwy, że mógł tam być razem z Tuomasem – wspomina Georgene. – Postanowiliśmy, że lepiej będzie go zabrać z powrotem do hotelu, żeby odpoczął i wziął lekarstwa przed koncertem, bo jego brzuch był bardzo spuchnięty od raka i bardzo cierpiał. Przepisano mu morfinę i lekarstwo spowodowało, że zwymiotował.

Koncert miał zacząć się około dwudziestej pierwszej, i chociaż Marc na początku czuł, że nie da rady, w końcu na szczęście zebrał siły.

– Jak tylko występ się zaczął z dźwiękami „Bless The Child”, rozejrzałam się – i zobaczyłam mojego męża, Ewo i całą resztę ekipy, pomagających Markowi na scenie, pchając jego wózek na podjazd – mówi Georgene. – Organizator, Glenn Harveston, zaczął płakać. Marc siedział na swoim wózku, a jego oczy zrobiły się takie duże, kiedy słuchał piosenki i pozyskiwał siłę z muzyki. Siedział tam i machał głową. Marc bawił się wspaniale. Gdy przyszedł czas na „Walking in the Air”, Tuomas podszedł do mikrofonu i zadedykował piosenkę jego drogiemu przyjacielowi Markowi Bruelandowi z San Diego, a Marc, słysząc to, wstał z wózka, wszedł na scenę i uściskał Tuomasa. Wtedy Marc się odwrócił, pochwycił mikrofon i powiedział: „Tuomas to mój brat”. Tuomas uściskał Marka ponownie i pomógł mu wrócić na wózek. Tarja odwróciła się i śpiewała do niego, a Marc słał jej całusy. Na końcu piosenki, zarówno Tarja, jak i Tuomas podeszli do Marca i go przytulili. Po występie, Jukka dał mu swoją pałeczkę, a Ewo przyniósł setlistę.

Georgene jest bardzo wdzięczna całej ekipie.

– Nie jestem w stanie wyrazić, ile miłości ci młodzi ludzie dali mojemu synowi. Nosili jego wózek w tę i z powrotem, byli przy nim i doglądali, jak się czuje, a Tuomas i ekipa nawet pomagali mu wsiąść do taksówki. Mimo, że Tuomas był wyczerpany po koncercie, chciał zrobić to wszystko. Marc był bardzo zmęczony, więc musieliśmy wrócić do naszego hotelu.

Marc zmarł dwa tygodnie po koncercie.

– Po występie w Atlancie, Tuomas wręczył Markowi prezent od jego mamy. To był mały, kryształowy przycisk do papieru, na którym znajdował sie anioł. Mama Tuomasa dołączyła także piękny liścik. Marc był wpatrzony w ten przycisk – mówi Georgene.

Tuomas oczywiście nie miał pojęcia, jak mało czasu zostało Marcowi, a zespół musiał kontynuować swoją podróż. Drugi amerykański koncert odbył się w Nowym Jorku, w legendarnym brooklińskim klubie L’Amours Rock, gdzie zespół miał zobaczyć drugą stronę podróżowania po Stanach. Tragikomedia zaczęła się już na klubowym parkingu.

– Występ w Nowym Jorku był niesamowicie ekscytujący – śmieje się Tommi Stolt, oświetleniowiec. – Panel sterowania światłami miał baterie, które oczywiście padły w samym środku koncertu. To miejsce miało być „legendarne”, ale dla mnie wyglądało jak podupadła dyskoteka. Gdy przyjechaliśmy, wszedłem tam i zapytałem pierwszego lepszego ochroniarza, który tam stał: „Przepraszam, gdzie jest scena?”, „Stoi pan na niej” – odpowiedział. Tak, świetnie. Podczas „Walking in the Air” zauważyłem, że z sufitu zwisa ogromna kula dyskotekowa. Tarja miała trochę problem z utrzymaniem normalnego wyrazu twarzy, gdy ją odpaliłem. Ale tak, wszyscy odebrali to jako dobry żart.

– W innym pomieszczeniu równocześnie grało coś koło jedenastu lokalnych zespołów – wspomina Jukka. – Baterie w panelu sterowania światłami wysiadły podczas koncertu, ale myślę, że nie była to wielka strata, skoro cały sprzęt składał się może z czterech reflektorów. Nigdy nie graliśmy z tak gównianym sprzętem, ale parkiet klubu był pełny i myślę, że daliśmy czadowy koncert.

Za kulisami, catering dla całego zespołu składał się z dwóch pizz rozmiaru rodzinnego i bez jakichkolwiek napoi. Gdy organizator przyszedł zobaczyć, czy wszystko jest w porządku, był zaskoczony, że zespół nie dostał żądanych napoi, więc przyniósł grupie jeden sześciopak piwa.

Gdy zespół i ekipa pojechali do hotelu po występie, dowiedzieli się, że zamiast siedmiu dwuosobowych pokoi, całej grupie zarezerwowano dwa „siedmioosobowe” pokoje, czyli pokoje dla czterech osób z dodatkowymi łóżkami – i nie było wciąż dość łóżek, żeby się poruszać. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, Tarja spędziła noc w tym samym apartamencie z resztą zespołu, chociaż nie w tym samym pokoju. Gdy Tommi rozbił się na swoim łóżku, odpadło jego dno. Szybsi wygrywali z wolniejszymi w bijatyce o miejsca w tym kolektywnym mieszkaniu, więc Emppu – który, jak zwykle, zwiał po koncercie – kiedy wrócił, nie mógł już znaleźć żadnego wolnego łóżka, więc był zmuszony spać na podłodze ze skórzaną kurtką zamiast koca.

L’amours groziło zawaleniem już jesienią 2003 roku. Na szczęście, to miejsce już nie istnieje.

We wrześniu 2003, zespół udał się do Rosji, by zakończyć trasę. Wtedy już każdy miał powyżej uszu latania, podróży autokarami i braku prywatności.

– W sumie, to zaskakujące, że nie mieliśmy dość oglądania naszych twarzy już wcześniej – mówi Tuomas. – Najgorszy okres, przez który przechodziliśmy, był w czasach Wishmastera, ale z czasem dojrzewasz interpersonalnie, uczysz się, jak szanować siebie nawzajem i indywidualny styl życia każdego. Fakt, że Emppu zawsze biegał dookoła i zapominał różnych rzeczy, mógł wcześniej irytować innych, ale teraz każdy rozumie, że Emppu po prostu taki jest. Jest naszym drogim przyjacielem, a my wszyscy mamy nasze własne, niezmienne osobowości i dziwactwa. Wszyscy jesteśmy już dorośli i potrafimy spojrzeć na życie z innej perspektywy, niż kiedy mieliśmy dwadzieścia lat. Były wzloty i upadki, ale nie nauczysz się inaczej niż przez życie. Akceptowanie słabości innych i docenianie ich mocnych stron tworzy harmonię.

Współpraca Nightwish z inżynierem FOH, Arim Suomim, zakończyła się po trasie „Lato niewinności”. Wilska czule wspomina swojego byłego towarzysza broni:

– Sumi jest drogim, odwiecznym przyjacielem. To on zawsze opuszczał zaplecze sceny jako ostatni, sprawdzając, czy nikt nie zapomniał swoich rzeczy. Sumi miał również śmieszne pomysły, na przykład mógł zbudować torbę na zakupy z taśmy samoprzylepnej tak, że mógłbyś nieść alkohol i dodatki do drinków, które zostały z zaplecza, do hotelu.

Sumi wyszedł także z pomysłem „spotkań technicznych”.

– Sumi zawsze zgłaszał potrzebę takich spotkań po kilku głębszych – śmieje się Wilska. – Ekipa była zawsze wołana do jego pokoju hotelowego o trzeciej nad ranem. Każdy siedział w kółku wokół Sumiego. Z butelką wódki w rękach, wyzywał wszystkich od najgorszych, na przykład: „Nie wykonujesz swojej pracy! Ty, ty jebany ciulu, nigdy nie nauczyłeś się, jak dostrajać perkusję! A ty tam: czy byłoby możliwe, gdybyś wreszcie nauczył się używać tę cholerną płytę kompaktową? W tamtej jednej piosence, niech to szlag trafi, gitara była tak bardzo niedostrojona!” Oczywiście braliśmy pod uwagę jego rady i na następnym koncercie wszystko szło gładko.

Wraz z powrotem do domu wyglądało na to, że wszystko przemawia na korzyść Nightwish – morale i motywacja do pracy były cały czas na wysokim poziomie, występy – świetne, a zespół prawdopodobnie silniejszy niż zwykle.

– Wydaje mi się, że głównym powodem zwiększonej chemii między nami było to, że cała trasa szła tak dobrze – zapewnia Tuomas. – Graliśmy na wyprzedanych koncertach, wszystkie były dobrze płatne i dobrze nas traktowano, ale dla mnie najlepsze było to świetne uczucie wewnątrz zespołu. Cała trasa była spełnieniem marzeń. Po prostu niesamowita!

Trasa była również swoistym katharsis dla Tarji.

Century Child był oczyszczającym albumem – przyznaje. – Po Wishmasterze mieliśmy kryzys – nie można było nawet powiedzieć, że Nightwish w ogóle istniał – ale Century Child odkaziło powietrze. Pokazało nam, że nadal możemy to pociągnąć. Nasza kariera wystartowała i album naprawdę dawał radę, więc uzmysłowiliśmy sobie, że wcale nie jest tak źle. Było trochę świetnych momentów i niesamowitych koncertów. Century Child otworzyło nam wiele furtek, a my przeżywaliśmy świetne chwile, mając okazję grać na tych dużych wydarzeniach i wybierać, co chcemy robić. Fani w Finlandii i na całym świecie nas wspierali. Bez nich prawdopodobnie nie mielibyśmy siły, żeby zrobić tak wiele.

Do tego czasu, Century Child zdobyła podwójną platynę w Finlandii, a zespół wystąpił przed czerysta pięćdziesięcioma tysiącami ludzi w dwudziestu trzech krajach w ramach „World Tour of the Century” [Światowej Trasy Stulecia – przyp. tłum.] i „Summer of Innocence”. Album osiągnął piąte miejsce na niemieckiej liście najlepiej sprzedających się albumów, trzydzieste drugie miejsce we Francji, piętnaste miejsce w Austrii, pięćdziesiąte trzecie w Szwecji, pięćdziesiąte w Szwajcarii i trzynaste w Grecji. W drugiej połowie 2003 roku sprzedano dwieście tysięcy kopii albumu na całym świecie.

Szybki sukces spowodował, że członkowie zespołu zaczęli się zastanawiać nad tym, gdzie są jako grupa i jako jednostki – ale też: czym dokładnie jest sukces i jak na nich wpłynął.

– Dziennikarze często pytają, co według mnie jest tajemnicą sukcesu Nightwish – mówił Tuomas. – Myślę, że to wszystko sprowadza się do szczerości: jako zespół jesteśmy tak prawdziwi i uczciwi jak to tylko możliwe w przemyśle muzycznym. Ludzie – słuchacze, fani, media – mają wrodzony zmysł osądzania, czy muzyka, której słuchają jest prawdziwa, czy nie i mogą jej wierzyć przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu. Wierzę, że ludzie potrafią usłyszeć, czy jesteśmy naprawdę szczerzy w tym, co robimy. Oczywiście, mamy też swoje wady – możemy mieć głupie teksty piosenek i głupie żarciki na scenie, możemy wyglądać jak durnie, ale myślę, że wciąż widać, że robimy to z całego naszego serca i trwamy przy naszych śmiesznych sauno-elfowych tekstach. Muzyka powinna być wehikułem dla uczuć i dlatego to robimy – nie dla pieniędzy ani fanek, jeżdżących za zespołem. Myślę, że ludzie to słyszą w naszej muzyce.

Muzyka wydaje się być rzeczą świętą dla Tuomasa, czymś, co powinno być dążyć do bezwzględnej uczciwości.

– Naprawdę szanuję takie zespoły, jak The Gathering czy Paradise Lost, które całkowicie zmieniły swój styl, bo chciały robić coś innego. Jeśli Paradise Lost zechce zagrać gothic metal, to nagrają gotycki album, jeśli będą chcieli zrobić coś w stylu Depeche Mode, to zrobią to – to jest zajebiste! Nie muszą się ukrywać za nazwą czy gatunkiem, w stylu: „Paradise Lost gra wyłącznie gothic metal”. Powinieneś robić dokładnie to, co chcesz. Może to oklepane, ale uważam, że muzyka jest jakimś rodzajem świętości i nie powinno się jej szkalować, produkując masowo album za albumem, w kółko te same rzeczy, tylko po to, żeby dogodzić fanom. Zespół nie może być winiony za bycie „komercyjnym” tylko dlatego, że ich albumy sprzedają się dobrze, ale wtedy, gdy zespół sprzedaje swoją duszę i zaczyna tworzyć muzykę na podstawie tego, co jest popularne i dobrze się sprzedaje. Wtedy może być nazwany „komercyjnym”. Jeśli o to chodzi, Nightwish nigdy nie był takim komercyjnym zespołem.

Dzięki sukcesowi Century Child, Nightwish zdobył pozycję, której pragną tysiące zespołów. Mimo to, niektórzy mogą twierdzić, że przez nieustanne podróżowanie część uroku w graniu na żywo może znikać, a „uprzywilejowana pozycja” zaczyna się stawać kolejnym dniem w biurze.

– To nasz mały cud, że nie przydarzyło się nam coś takiego przez cały ten czas – wspomina Tuomas. – Momenty, kiedy tak się czułem można zliczyć na palcach jednej ręki. Był tylko jeden występ w Niemczech, kiedy myślałem, że praca, która wykonuję, jest całkowicie błaha. Nie czułem nic – ani publiczność, ani piosenki w ogóle mnie nie ekscytowały. Coś takiego wydarzyło się może trzy razy w całej mojej karierze. Ale nie sposób przewidzieć, czy występ okaże się być dobry czy zły. Po prostu nie ma żadnego przepisu, żeby wywnioskować to na zapas. Czasem czujesz się niewiarygodnie świetnie przed pójściem na scenę, ale występ kończy się rutynowo. Czasem możesz czuć, że wszystko będzie koszmarem, a kończysz, grając jeden z najlepszych koncertów w życiu. To są tajemnicze sprawy, których nie jesteś w stanie wytłumaczyć, i myślę, że to wszystko jest częścią fascynacji tą pracą.

Tarja również uświadomiła sobie, jak wiele drzwi otworzył przed nią Nightwish.

– Sukces otworzył mi drogę do wielu różnych rzeczy. Miałam okazję tworzyć muzykę z wieloma interesującymi osobami. Ludzie wiedzą, jakim muzykiem dziś jestem i rozumieją wartość Nightwish. Niewiele jest rzeczy, których jeszcze nie widzieliśmy. Na dodatek pracowałam na sukces Nightwish, ale mimo że zespół stawał się coraz sławniejszy, ten sukces nie uderzył mi do głowy – podkreśla Tarja. – To była dla mnie radość – widzieć, że nikt w zespole nie stracił głowy. Żaden z nas nie utracił poczucia rzeczywistości i nie budował zamków na lodzie. Naprawdę szanuję to. Gdybym miała pracować z ludźmi, którzy nie stąpają po ziemi, wszystko byłoby dużo trudniejsze. Ludzie dookoła mnie mają dobre nastawienie i wartości moralne. Wciąż pamiętamy, skąd pochodzimy. Niektórzy ludzie stają się uzależnieni od sukcesu, ale ci, co mają zdrowsze podejście do życia, mogą śmiać się z ich głupoty.

Dla artysty zdolność określenia różnicy między publicznym a prywatnym sobą jest niezbędna do osiągnięcia wewnętrznego balansu – razem z dużą dozą zdrowego rozsądku.

– W pewien narcystyczny sposób, lubię uwagę, którą poświęca mi się w Nightwish, chociaż nie mogę jej znieść w prywatnym życiu – mówi Tarja. – Jest taki moment na scenie, kiedy naprawdę możesz czerpać z tego radość, ale w innych sytuacjach to jest po prostu bolesne. Z drugiej strony, jest to również podtrzymująca siła – oczywiście wszyscy potrzebujemy uwagi.

Pomimo przynależności do grupy, której inni członkowie kiedyś byli kiedyś dumni z wyzywającego, nie najmodniejszego wizerunku, Tarja – symboliczny przywódca zespołu i centrum zainteresowań fanów – początkowo wstydziła się swojego wyglądu.

– Nawet jak byłam młodsza, zawsze narzekałam, że nie jestem jak inni, nie mając figury, by włożyć minispódniczkę czy coś w tym stylu – wyznaje. – Moja mama miała dość, ponieważ ciągle narzekałam na moje łydki – mówiła, że powinnam być szczęśliwa z tego, jak stworzył mnie Bóg. Później znów mówiła, że za piękno trzeba cierpieć. Nigdy nie byłam całkiem z siebie zadowolona, w taki czy inny sposób, zawsze chciałam nałożyć coś na siebie. Nigdy nie chciałam nosić czegoś wyzywającego lub być kimś, kim nie jestem. Ale bycie nieśmiałym – to mój słaby punkt.

Uczucia Tarji w tej kwestii zdają się jednak zmieniać od czasu do czasu. Kiedy obejmuje rolę odjazdowej pierwszoplanowej damy, nie wydaje się, aby była spięta z powodu swojego wyglądu.

– Nigdy nie płakałam nad tym, jak wyglądam, chociaż ludzie stale mnie obserwują, śledzą to, jak wyglądam i co robię – stwierdza spokojnie. W naturalny sposób pozyskała pewność siebie przez te lata. – Na początku byłam naprawdę nieśmiałą dziewczyną, a w właściwie nadal nią jestem. Ale kiedy wiesz, kim jesteś, możesz być całkiem naturalna w sposób, jakim cię stworzył Bóg. W mojej pracy oczywiście muszę dbać o wygląd – muszę reprezentować zespół w wywiadach i zdjęciach, i muszę być „twarzą” Nightwish. Nie mogę iść skruszona na zdjęcia promocyjne albo udzielać wywiadu. Muzyka jest dramatyczna, a mój wygląd musi to do pewnego stopnia oddawać. Muszę o siebie dbać.

W pewnym momencie jedzenie stało się problemem dla Tarji.

– Ten grzyb drożdżowy, czy cokolwiek to jest w moim organizmie, mógł pojawić się w każdym punkcie mojego życia, ale wydaje mi się, że gdybym prowadziła spokojny tryb życia – po prostu została w domu i nie podróżowała tak dużo – mogłoby to jeszcze nie być problemem. W trasie jemy wszystkie możliwe rodzaje jedzenia, a moje ciało nigdy nie przywykło do ciągłych zmian flory bakteryjnej.

W pewnym sensie, Tarja jest typową fińską kobietą – czyli niezwykle utalentowaną w sztuce pomniejszania własnych zasług.

– Często marudzę Cabuliemu, jaka jestem „cholernie gruba”. To prawdopodobnie dużo o mnie mówi. Ale dziecięca pucołowatość, którą miałam w początkowym okresie Nightwish, zniknęła w naturalny sposób. Nie zrobiłam wiele, żeby ją zgubić, chociaż zaczęłam bardziej o siebie dbać, ćwiczyć i tak dalej. Muszę też przyznać, że zaczęłam rozwijać zainteresowania w kierunku mody. Kupuję magazyny do czytania w samolocie, czy coś w tym stylu, albo idę na pokaz mody. Poznałam kilku znajomych z tego świata. Ale zdecydowanie nie chodzę w kółko z torbą Diora na ramieniu! Po prostu interesuję się pięknem i dbaniem o nie w ogólnym znaczeniu. Mimo wszystko, jestem wciąż tą samą Tarją, jaką byłam przed Nightwish. Ludzie, z którymi utrzymuję kontakt, mają mnie za takiego samego wariata, jakim byłam wcześniej. Oczywiście, dorosłam przez te lata – taki rodzaj życia, męczące media i popularność zmusiły mnie do radzenia sobie z wieloma rzeczami i myślenia o moim wizerunku publicznym, a także o tym, jak publiczna osoba różni się od tej części mnie, która jest prywatna.

Nawet jeśli sukces i sława zawsze zmieniają ludzi w jakimś stopniu, ekipa Nightwish uważa, że udaje im się unikać najgorszych problemów. Według Jukki, najbardziej zmienili się ludzie spoza zespołu, którzy podążali za jego sławą.

– Kiedy skończymy album lub trasę i możemy jechać do domu, staram się prowadzić normalne życie, ale nieważne, jak bardzo bym się starał próbować zapomnieć o zespole, pierwszą rzeczą, jaką twoi przyjaciele chcą wiedzieć, jest to, jak było w trasie, jak album. A ty mówisz coś w stylu: „Tak, tak, było w porządku, ale co u ciebie – jak szkoła, jak wszystko?”, a oni: „Dobrze, dobrze, ale opowiedz mi o koncertach, mieliście duże tłumy? Zdaje mi się, że to jest coś, z czym po prostu musimy sobie radzić. Inni poruszą ten temat, nawet, jeśli ty tego nie zrobisz.”

– To prawda, wydaje się, że ludzie nie mają innych tematów do rozmowy – przytakuje Tarja. –W pewnym momencie naprawdę mnie to irytowało. Za każdym razem, jak widziałam się z moimi starymi przyjaciółmi, pytali mnie, jak się mają sprawy z zespołem. Bardzo rzadko się zdarzało, żeby ktoś się zapytał, jak u mnie, jak moje życie. To było jak zimny prysznic – spotykasz kogoś i mówisz jemu jak bardzo się cieszysz, że widzisz go czy ją, ale jedynym, co słyszysz jest: „Wszystko w porządku w Nightwish? Musi ci się świetnie wieść, radio i gazety naprawdę was kochają”. To naprawdę mnie wkurza, że ludzie nie byli rzeczywiście zainteresowani mną jako osobą. Ale mam szczęście – w tym sensie, że moi przyjaciele byli starszymi ode mnie, zawsze wspierającymi ludzi, którzy są w stanie widzieć rzeczy takimi, jakimi naprawdę są.

Zdaniem Jukki, członkowie zespołu niewiele się zmienili, ale przyznaje, że nie jest najlepszą osobą by to oceniać.

– Domyślam się, że powinieneś spytać o to przyjaciół i partnerów – mówi. – Z mojego punktu widzenia jedyną prawdziwą zmianą są zewnętrzne okoliczności. Po tym jak wyszedł nasz pierwszy album, zagraliśmy jedynie jeden koncert w Huvikeskus w Kitee i kilka innych gdzieś w Finlandii. Dziś mamy szansę koncertować cały rok i grać dla tysięcy ludzi z całego świata. Myślę, że to wspaniałe, że żadnemu z nas nie przyszło do głowy dać sobie z tym spokój. W każdym razie mam taką nadzieję.

Ludzie bliscy zespołowi podzielają ocenę Jukki.

– Szczerze mówiąc największa zmianą w Nightwish jest zmiana ich wyglądu – twierdzi Jarmo Lautamaki. – Jestem pewny, że w tamtych czasach wielu ludzi założyłoby się, że ci małomiasteczkowi chłopcy nie wytrzymają presji. Wiesz, gdy album wkracza na pierwszą pozycję a na plakatach jest napisane: „koncert wyprzedany”, można spodziewać się, że zespół natychmiastowo zmieni się w najgorszy sort dupków. W tym przypadku tak się nie stało. Podróżowałem z nimi przez lata w Finlandii i nigdy nie zauważyłem, żeby zachowywali się w sposób sugerujący, że nie dają sobie z tym rady.

Wilska również chce zwrócić uwagę na brutalną rzeczywistość fińskiej sceny rockowej.

– W Finlandii zawsze znajdzie się ktoś, kto przypomni ci jakim dupkiem jesteś – drwi. – Po koncercie Tarja jest często tak wyczerpana, że niemal musimy ją nieść za scenę by złapała oddech. Gdy idziesz z nią przez tłum w mniejszym klubie jak Tavastia [w Helsinkach] i jeśli nie zatrzyma się by wysłuchiwać życiowych historii zmęczonych pijaków, by dać osiem autografów oraz porozmawiać z czyjąś dziewczyną przez telefon na zasadzie „Nie zgadniesz, mam tutaj Tarję Turunen” – wtedy faktycznie jest cholernie arogancką diwą!

Mimo tego że Nightwish zgromadził potężną grupę fanów, Tuomas nie jest zmęczony fanami rojącymi się wokół niego.

– Dawanie autografów i spotykanie się z fanami cały czas sprawia mi radość. To kwestia sumienia. Czuję, że to mój obowiązek – jeśli nie jestem chory czy mocno zmęczony po występie, powinienem wyjść do fanów. To część mojej pracy. Nie chcę brzmieć w stylu: „Jesteśmy najbardziej przyjaznym zespołem na świecie, dajemy autografy i w ogóle”, po prostu myślę, że taka jest kolej rzeczy. Dołączając do Nightwish, wymagana jest chęć dawania autografów – mówi Tuomas.

Nawet jeśli Tuomas okazjonalnie buja w obłokach, jego stopy są twardo osadzone na ziemi i poprzez swoją karierę był zdeterminowany by pamiętać o swoich korzeniach.

– Nadal mam dobry kontakt ze starymi przyjaciółmi z gimnazjum i szkoły średniej. Gdy jestem w domu, utrzymuję z nimi relacje. Nie potrafię sobie wyobrazić żadnego z nich mówiącego, że stałem się aroganckim „Panem Gwiada Rocka”, który nie interesuje się swoimi znajomymi. Potrafię rozmawiać z nimi o wielu rzeczach niezwiązanych z Nightwish. Gdy się spotykamy, możemy mówić jakieś pięć minut o zespole, ale wkrótce temat przechodzi na cycki czy coś, jak za dawnych czasów.

Nightwish jest znany z pływania pod banderą swojego rodzinnego miasta, Kitee, a w szczególności Tuomas, który często wychwala swoje stare ukochane miejsce.

– Mieszkałem w Kitee całe moje życie. Kilka osób powiedziało mi, że utknąłem w tej „małej wiosce”, wśród nich byli nawet ludzie z Kitee. Myślałem jakiś czas o przeprowadzce do Helsinek lub gdziekolwiek, ale po koncertowaniu po świecie i zobaczeniu miejsc jak Sao Paolo, zrozumiałem, że tutaj mam wszystko czego potrzebuję. Kitee jest naprawdę najlepszym miejscem dla mnie.

Kitee ma również specjalne miejsce w sercu Jukki.

– Przed wyruszeniem w trasę po świecie z Nightwish, byłem tylko w Szwecji. W tamtym czasie czułem, że Kitee było tak cholernie małym i trywialnym miejscem, ale teraz gdy zobaczyłem świat, zawsze tęsknię za domem, Kitee lub Joensuu. Tęsknię za ciszą i spokojem.

Mieszkańcy Kitee także zdają się być dumni ze swoich sławnych synów oraz córki a serdeczny regionalizm zespołu nie przeszedł niezauważony. Niemniej jednak powrót po trasie do domu i codziennych obowiązków nie zawsze jest łatwy.

– Zawsze mam to niewiarygodne poczucie pustki i przez pierwszy dzień, dwa, zachowuję się jak totalny dupek – przyznaje Tuomas. – Mama i tata są tymi, którzy muszą to znosić i czasami mam przez moje zachowanie ogromnego kaca moralnego. Robią co w ich mocy, a wtedy pojawiam się ze swoim dziwnym zachowaniem. Nie było mnie miesiąc i witają mnie w stylu „Cześć, jak się masz? Przy okazji – przyszedł do ciebie list z banku”, a ja mogłem kłapnąć: „Po prostu zostawcie mnie w spokoju!”. To sprawia, że czuję się naprawdę źle, ponieważ chcą dla mnie dobrze, oraz nadal żyję pod ich dachem. Mój tata mógł ugotować stek na obiad i położyć świeczki na stół by świętować mój powrót, a ja jedynie potrafiłem zachowywać się jak kutas. Natychmiast po powiedzeniu czegoś wrednego zadaję sobie pytanie: „Dlaczego musiałem to powiedzieć?”. Rodzice są praktycznie jedynymi osobami, których mam w Kitee i czasami są zmuszeni do przyjmowania zbyt wielkiej ilości gówna ode mnie.

Według Jukki, granie w zespole odnoszącym sukcesy nieodwołalnie zmienia życie towarzyskie.

– To naturalnie stawia pewne ograniczenia w normalnych, osobistych relacjach. Nie mam żadnych starych przyjaciół oprócz Emppu i innego przyjaciela z dzieciństwa, Jere Mutanen. Jeśli natkniemy się na siebie w barze, to będziemy paplać, ale rzadko dzwonimy lub piszemy do siebie wiadomości. Przyczyną jest zwykły brak czasu. Gdy wreszcie mam okazję spędzić trochę czasu w domu, mam inne obowiązki niż wyjście ze znajomymi. Nawet nie interesuje mnie udzielanie się towarzysko, bo wiem, że gdy wyruszymy w trasę, znowu będzie w kółko tak samo – nie będę miał czasu, żeby utrzymywać kontakt z przyjaciółmi, więc czułbym się winny. Granie w zespole na takim poziomie zabija część twoich relacji towarzyskich, ale również poznajesz nowych przyjaciół, nawet tych dobrych, przez zespół.

Jukka, zadeklarowany pracoholik, przyznaje, że jego codzienne życie przez Nightwish zmieniło się pod wieloma względami. Po tym, jak Scene Nation zostało założone, by dbać o sprawy biznesowe zespołu, Jukka stał się przewodniczącym rady w firmie. W praktyce zajmuje się również towarami promocyjnymi Nightwish i sklepami internetowymi: Nightwish Shop i More Music.

Dla średniej wielkości zespołu, jakim jest Nightwish, przychody pozyskiwane ze sprzedaży towarów promocyjnych są w rzeczywistości tak ważne jak sprzedaż albumów, jeśli nie nawet ważniejsze. Dla zespołu ma sens posiadanie kontroli nad sprzedażą ciuchów, plakatów, książek z tras koncertowych i innych rzeczy, jako że dostajemy znacząco większy procent zysku niż ze sprzedaży albumów, pomniejszanego przez pośredników, którzy biorą swój udział poprzez sprzedaż hurtową, rozprowadzanie i sprzedaż detaliczną.

Gdy Nightwish powoli urastał do rangi międzynarodowego fenomenu, musiał oczywiście stawić czoło stałym kosztom „sprzedawania się”. Zespół ma kontrolę nad projektami koszulek, które sprzedają, ale nie są w żaden sposób odpowiedzialni za wszystkie rzeczy na rynku – kompilacja wytwórni Drakkar i dziesięć różnych wersji przełomowego albumu Nightwish wypuszczonych przez Nuclear Blast są tylko kilkoma rzeczami, którymi zespół nie jest zachwycony. Chociaż zespół niełatwo użycza swojej nazwy dla każdego starego wyjadacza kapitalizmu, nadal wydaje się, że krąży sporo tandety. Tuomas stwierdził kiedyś w wywiadzie dla Soundi, że chociaż coś w stylu „nadmuchiwanej Tarji” prawdopodobnie byłoby dużym hitem, zespół nie zdecyduje się na produkowanie takich towarów, nawet jeśli ich logo już jest drukowane na wszystkich rodzajach rzeczy, od prezerwatyw po butelki do piwa.

Marco nie widzi nic złego w produktach sygnowanych przez zespół.

– Doskonale rozumiem środowisko fanów, sam, jako nastolatek, byłem fanem wielu zespołów. Trzymałem autograf Ronniego Jamesa Dio na honorowym miejscu, na półce z książkami i kolekcjonowałem siedmiocalowe single, na których były bonusowe utwory, niedostępne nigdzie indziej. Dlatego wszystko to rozumiem – kubki, koce i inne rzeczy – tak długo, jak spełniają swoje zadanie i uszczęśliwiają ludzi. Z drugiej strony, ludzi zbierają w dzisiejszych czasach zbyt wiele bezużytecznych śmieci. Ale na pewno nie zmuszamy nikogo, żeby coś kupował, więc o ile mi wiadomo, firma może produkować dalej. Nie potrafię wymyślić na poczekaniu czegoś, na czym nie chciałbym widzieć swojego zdjęcia. Na pewno za nic w świecie nie popierałbym kampanii Georga W. Busha. I nie promowałbym broni.

Dla Jukki Nightwish jest pracą całodobową i wydaje się też jego najwyższym priorytetem.

– Cała moja tożsamość bazuje na Nightwish. Podczas normalnego dnia nie ma chyba nawet dziesięciu minut, w których nie myślałbym o zespole, muzyce, aranżacjach, albo jakiej osobie z tego otoczenia. I chociaż siedzę przed komputerem przez dziesięć-dwanaście godzin każdego dnia robiąc to, uważam że jest to przywilejem, a nie brzemieniem.

– Dobrze, że mamy w zespole kogoś takiego jak Jukka, ale dwie takie osoby to już byłoby za dużo – śmieje się Tuomas. – Jukka jest naszym strażnikiem banku. Kiedyś liczył każdy wydany pieniądz, i bardzo dobrze, bo mnie to wcale nie obchodzi. Ale kiedy byliśmy w trasie przez sześć tygodni, ciągle w autokarze, i chcieliśmy dla odmiany przespać się w hotelu, trochę mnie wkurzało, gdy Jukka zaczął kalkulować czy nie lepiej byłoby pojechać do tańszego miejsca dwadzieścia kilometrów dalej. Często narzeka też na nasze honoraria, i potrafi się nieźle wkurzyć o procent, jaki dostajemy z merchu. Jukka wie kiedy twardo postawić na swoim, potrafi być chamem, gdy jest taka potrzeba, więc pewnie byłby dobrym menedżerem. Nie owija w bawełnę i nie dba tylko o siebie. Gdyby w Nightwish było pięć takich osób jak ja, bylibyśmy komercyjną katastrofą.

Dokładność Jukki wynika z jego silnego poczucia sprawiedliwości.

– Pieniądze nie są najważniejsze, ale chcę się dobrze zająć finansami zespołu, żeby żaden skurwiel nas nie okradał – podkreśla. – A gdy przychodzi do wydatków na trasy koncertowe i nagrywanie albumów, zawsze przedkładam jakość ponad ilość. Nigdy nie porzuciliśmy jakiegoś pomysłu, tylko po to, by zaoszczędzić i zawsze organizujemy wszystko w najlepszy możliwy sposób w obrębie budżetu. Jeśli potrzebujemy więcej świateł, mamy je, a jeśli mamy jakiś specjalny koncert, załatwiamy więcej pirotechniki. Ale jeśli jakiś dupek próbuje nas naciągnąć na koszty, albo w inny sposób zajebać nasze pieniądze, to mogę się zamienić we wrednego skurwysyna.

Jukka nie ma współczucia dla osób odpowiedzialnych za wykroczenia finansowe.

– Sprzedawanie merchu podczas trasy to wielka niesprawiedliwość i mam nadzieję, że ktoś szybko się tym zajmie. Uważam za oburzający fakt, że ktoś może przyznać koncesję tylko jednej firmie, dając jej ekskluzywne prawo do sprzedaży merchu zespołu i zarabianiu dwadzieścia-trzydzieści od całkowitej sprzedaży produktów, które to my zaprojektowaliśmy, wyprodukowaliśmy i zapłaciliśmy za nie. Przy wliczeniu w to wszystko VAT-u, w najgorszym wypadku zespół dostaje mniej niż firma sprzedająca ich produkty. I nie ma takiej możliwości, żeby zespół sam zajął się sprzedażą w miejscu koncertu – jeśli ta jedna firma tego nie robi, to nikt inny też. Więc żeby było jasne, to właśnie dlatego ceny podczas większych imprez są takie wysokie: te skurwiele biorą dla siebie gruby kawałek ciasta.

Pomimo jego zainteresowania sprawami finansowymi, nie ma opcji żeby Jukka wskoczył w garnitur.

– Jukka jest przede wszystkim muzykiem i rockmanem, nie biznesmenem – mówi Tuomas. – Jest świetnym perkusistą, nigdy nie mogłem na to narzekać. Jest też najbardziej przyjazny fanom z nas wszystkich, odpowiada na e-maile, wypowiada się na forum, rozdaje autografy. Jest też bardzo pewny siebie, powiedziałbym że nawet nieustępliwy, ale wie kiedy odpuścić.

Wygląda na to, że w zespole Tuomas i Jukka są jak pracowite mrówki.

– Jest duża różnica pomiędzy ilością pracy jaką wykonujemy my i reszta grupy – przyznaje Tuomas. – Nie marwi mnie to, bo każdy z nas ma swoją rolę i robi to co lubi, ale nie da się zaprzeczyć, że różnica jest ogromna. Obowiązki Jukki są namacalne – finanse, zawieranie układów, i tym podobne – podczas gdy ja odwalam pracę umysłową, pisanie piosenek i tekstów.

Wydaje się, że praca którą obciążony jest Jukka może być zbyt ciężka, bo u perkusisty pojawiły się symptomy wypalenia zawodowego w 2003 roku.

– W związku z papierkową robotą dotyczącą Scene Nation, sam zajmowałem się sklepem Nightwish, pakowaniem, wysyłaniem maili, wszystkim. Gdy wracałem do domu ze studia, czy próby, wypełniałem zamówienia, płaciłem rachunki i wysyłałem faktury. Po pewnym czasi zdałem sobie sprawę, że pracuję czternaście-osiemnaście godzin dziennie. Trwało to około dwa-cztery miesiące, a pracy tylko przybywało. Nie mogłem zrobić nic innego, ciągle tylko pracowałem, a komputer wypluwał kolejną robotę. Doba była za krótka. Kończyła mi się energia i cierpiałem na ciężkie stadium wypalenia zawodowego. Nie spałem od kilku dni, gdy w końcu poszedłem do lekarza. Powiedziałem, żeby dał mi jakieś lekarstwo, które mnie znokautuje, ale po prostu rozpadnę się na kawałki.

Na szczęście Jukka w porę zdał sobie sprawę, co się dzieje i nie musiał brać dłuższego urlopu.

– Podjąłem decyzję o zatrudnieniu kogoś z zewnątrz do pakowania zamówień ze sklepu Nightwish, więc mogłem skoncentrować się tylko na papierkowej robocie. To wiele ułatwiło.

Po roku prac nad dokumentem o Nightwish, ujrzał on w końcu światło dzienne w 2003 roku. Podczas trzech tras koncertowych zespół i ich ekipa zarejestrowali ogromną ilość materiału na wideo, z którego Ewo, Tuomas i reżyser Timo Halo przygotowali film End of Innocence, który w poruszający sposób dokumentuje karierę grupy. Pierwsze wywiady do tej książki były przeprowadzane na rodzinnej wyspie Tuomasa, w miejscu gdzie narodził się Nightwish, i jeśli los pozwoli będą one również podwaliną dla dokumentu Timo Halo. Przygotował on wcześniej sekcję Deleted Scenes na DVD From Wishes to Eternity.

– Wczesną jesienią 2002 roku zadzwonił do mnie Ewo i zapytał, czy byłbym zainteresowany projektem, który byłby takim dłuższym Deleted Scenes, filmem przedstawiającym zamęt podczas trasy – wspomina Timo Halo. – Przez lata zespół i ich załoga nagrali ogrom materiału, ponad 50 godzin. Później, po naszej podróży do Kitee, miałem jeszcze dodatkowe siedem godzin.

Halo, Ewo i Tuomas przebrnęli przez materiał w domu Ewo, a Halo podkreślał jak ważne jest stworzenie „kręgosłupa” filmu.

– Możesz oglądać przez pół godziny bandę wygłupiających się kolesi, to nie problem, ale sytuacja zmienia się, gdy jest to godzina – mówi. – Pod koniec mieliśmy dłuższy „kręgosłup” dla filmu, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Na jednej z naszych poniedziałkowych sesji Ewo powiedział mi, że Mape jedzie do Kitee, żeby przeprowadzić wywiad z Tuomasem i Jukką do swojej książki. To było jak dar niebios, postanowiłem się przyłączyć. Początkowym pomysłem było nagranie lokalnych pejzaży, pokazanie skąd pochodzą i dobra zabawa – pójście do sauny i upicie się w barze Karhu, coś w tym stylu. Ale ta wycieczka stała się czymś więcej. Podczas jazdy pociągiem do Kitee pytałem Mape’a, „czym jest Nightwish – co sprawia, że Tuomas dostaje to, czego pragnie?”

Halo chciał zbadać duchowy krajobraz Nightwish poprzez zaprezentowanie odbiorcy fińskiej dziczy, wielkiego źródła inspiracji zespołu.

– Nie mogliśmy nagrać filmu w lepszych okolicznościach: nadeszła jesień, wszystko pokryło się głębokimi kolorami. Samo to może częściowo wyjaśnić, na przykład, południowoamerykańskim fanom, jak i gdzie narodziła się muzyka Nightwish.

– Nagraliśmy trochę nieformalnego materiału w piątek i spędziliśmy zabawny wieczór z Tuomasem, Jukką, Wilską, Tero oraz kilkoma innymi kolesiami z Kitee. W sobotę, gdy wszyscy mieliśmy kaca, ruszyliśmy na rodzinną wyspę Tuomasa i zaczęliśmy filmować na poważnie. Cały wywiad zamieszczony w filmie jest tak naprawdę jednym, długim ujęciem.

Według Halo, w zrobieniu filmu pomogło wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności.

– W chatce była odpowiednia grupa ludzi – Tuomas, Jukka i Wilska. Wilska miał kilka zabawnych anegdotek o zespole, a Tuomas i Jukka mówili o historii grupy, uzupełniając się nawzajem. Pod koniec wieczoru w ciemniejącej chatce zostałem tylko ja, Tuomas i Mape. Mape zadał kilka trafnych pytań, które przeniosły Tuomasa do czasów Century Child i mrocznych momentów, które dodały albumowi mocy. Pozwoliliśmy mu mówićo ciężkich sprawach, tylko co jakiś czas któryś z nas zadawał mu pytanie by coś sprecyzować. Gdy Tuomas mówił o bardziej delikatnych rzeczach – problematycznym roku i jego decyzji, by opuścić zespół – żaden z nas się nie odezwał. Słońce już wtedy zaszło i kamera nie mogła wyłowić Tuomasa z ciemności. Było słychać tylko jego głos, a my siedzieliśmy w ciszy i słuchaliśmy.

Wiele niespodziewanych rzeczy zostało uwiecznionych na filmie w tej niesamowitej atmosferze.

– Do opisania tego dnia na wyspie i atmosfery panującej w dokumencie używam dwóch słów – tylko się nie śmiej! – Czas Apokalipsy. Im późniejsza stawała się noc, a wody pod łódką ciemniejsze, tym mroczniejsze sprawy były wyciągane. Dlatego na samym początku filmu przedstawiona jest ponura myśl: „Czy to możliwe, że nie wszystko jest tak wspaniałe, jak mówią magazyny?”

End of Innocence kluczy pomiędzy lekką i poważną linią narracji.

– Gdy temat okazuje się trochę zawstydzający, albo jeśli mowa o czymś, z czego nikt nie jest dumny, po prostu sypiemy więcej soli na rany. Na przykład, gdy Tuomas mówi o wersie „Scent of a woman was not mine” jest on ciągle powtarzany w filmie. A gdy chłopaki odmawiają rozmowy na temat teledysku do „Sacrament of Wilderness” jak na złość zostaje on pokazany. Musisz umieć śmiać się z siebie.

W odcinku „Rok, w którym wszystko się rozpadło” zastosowano bardziej poważną formę narracji.

– Chciałem stworzyć złowieszczą atmosferę w tej części – kontynuuje Halo. – Kluczowym wydarzeniem jest sekwencja z konferencji prasowej w Rosji. Nikt się nie uśmiecha i łatwo zauważyć, że nie wszystko jest w porządku. Kolejn krótki moment, który świetnie opisuje ten rok, został znaleziony w materiale nagranym podczas koncertu Lutakko w Jyväskylä – Tarja pokazująca środkowy palec. To tak bardzo gryzie się z jej charakterem, że czyni ten gest ekstremalnie wymownym. Epizod kończy się materiałem, na którym widać tylko pustą ławkę. Przypadkowo kamera dalej kręciła i można dosłyszeć gorącą dyskusję w tle. Założę się, że nawet przez chwilę nikt nie pomyślał o tym, że to znajdzie się na DVD.

Wygląda na to, że kamera rzeczywiście uchwyciła uczucia i wydarzenia, których znaczenie zespół odkrył dopiero później.

– Wybrałem tytuł dokumentu dopiero podczas fazy edycyjnej. Tuomas mówił o „utracie niewinności” i uznałem, że to całkiem dobrze opisuje główny wątek filmu. Jednak istniały już filmy o tym tytule, „koniec niewinności” wydawał się jedynym słusznym wyborem. Okazało się, że film trwa nieco ponad dwie godziny. Z czasem stało się jasne co było niepotrzebne i mogło zostać wycięte. Nightwish ma też wielu niepełnoletnich fanów, więc nie wszystkie historie i słowa mogły zostać użyte. Postprodukcja dokumentu była gotowa pod koniec lata, a DVD zostało wydane jesienią 2003 roku.

Halo wychwala Tuomasa i jego wkład w film.

– Podczas końcowych tygodni edycji Tuomas był ze mną aby zatwierdzić wersję końcową. Rozumiał język kina i chyba podobało mu się oglądanie materiału, śmiał się i kolejny raz przeżywał te późnojesienne dni, kiedy snuł opowieści. Czasami był cichy i niezdecydowany, pytał mnie czy naprawdę jest konieczne zdradzanie niektórych spraw w filmie, ale koniec końców przekonał się, że wiem co robię.

Według Halo, niewinność zespołu mogła zostać utracone, ale ich szczerość pozostała nietknięta.

– Chociaż Tuomas stracił swoją niewinność, to mam nadzieję, że uda mu się zachować szczerość, której świadkiem byłem w Kitee. Tuomas jest artystą. Artysta wykonuje swoją pracę używając najważniejszego mięśnia w ludzkim ciele: serca. A Tuomas ma wielkie serce. Nagranie End of Innocence nie byłoby możliwe, gdyby nie był na tyle odważny, żeby przekazać nam swoje najbardziej prywatne i bolesne myśli.

Oglądanie dokumentu było trudne również dla rodziców Tuomasa.

– „Szokujący” mogłoby być zbyt mocnym słowem, ale muszę przyznać, że to było duże doświadczenie – mówi matka Tuomasa, Kirsti Nortia-Holopainen. – Nawet sam Tuomas powiedział, że gdyby wiedział jak ten film wyjdzie, to trochę by przystopowali. To mi trochę przeszkadza w tym dokumencie. Uważam, że Tuomas częściowo otworzył swoje serce, bo myślał, że wywiad jest przeprowadzany tylko na potrzeby książki. Zapytałam gol, dlaczego nie rozwiązał tego zawczasu – dla przykładu, wątpię żeby nbosił wełnianą czapkę przez cały czas, gdyby wiedział, że to pojawi się w filmie.

– Czułam się źle, gdy widziałam jak niosą Tuomasa do hotelu, podczas gdy jest pijany do nieprzytomności – mówi Kirsti. – Kolejną rzeczą, która mi się nie podobała, to te wyczyny Tommiego [Super Disco]. Ale pomyślałam, że może jestem za stara, żeby zrozumieć ten rodzaj humoru. Byłam zaskoczona, że DVD zebrało takie dobre recenzje. Tuomas dostawał długie listy z zagranicy, a ludzie mówili, że film jest fantastyczny i jak to wspaniale, że ktoś potrafi być taki szczery. Jedna z fińskich gazet podziwiała to, z jaką łatwością Tuomas opowiadał historie. Cóż, wydaje mi się, że to dlatego, iż nie zdawał sobie sprawy z tego, że to będzie na DVD! Czasami zastanawiam się też, czy Tuomas ma potrzebę poszargania swojej reputacji „dobrego chłopca” poprzez upublicznianie takich rzeczy. A może to po prostu nieodłączna część bycia w kapeli rockowej – musisz pokazywać takie rzeczy, żeby zespół utrzymał popularność.

– Patrzenie jak twoje własne dziecko traci przytomność jest oczywiście okropne, ale to jeszcze nie koniec świata – komentuje Pentti, ojciec Tuomasa.

Nawet w opinii Tuomasa End of Innocence jest dość intensywnym dokumentem.

– Widziałem go w całości raz, ale już nie jestem w stanie oglądać go od samego początku, bo to zbyt bolesne. To było ekstremalnie osobiste. Na przykład moment, w którym wyjaśniam odejście Samiego przyprawia mnie o zgagę. Jestem pewien, że widz może tam wyczuć szczerość. To inny rodzaj DVD o zespole i nie żałuję, że je nagraliśmy, ale okropnie ciężko jest wytłumaczyć, dlaczego zrobiliśmy to w ten sposób. Chyba zawsze skłanialiśmy się do robienia rzeczy trochę inaczej, zaczynając od tego, że chcialiśmy mieć kobiecy wokal w heavy metalowej kapeli. Zawsze byliśmy nowatorscy i robiliśmy wszystko po swojemu, nawet biorąc udział w Konkursie Piosenki Eurowizji. Z DVD jest podobnie.

Jednak wiele rzeczy, które były jeszcze bardziej osobiste, zostało usuniętych z filmu.

– Było dużo mocniejszego materiału, który został wyedytowany – mówi Tuomas. – O wiele scen musiałem walczyć z Halo. Na przykład nie chciałem załączać tego nagrania z Himos, na którym jestem niesiony do mojego pokoju hotelowego, ale udało mu się mnie przekonać, że jest to ważne, powiedział że ta scena po prostu musi się tam znaleźć. Może z tym jest tak samo, jak z pisaniem piosenek, które są dla mnie bardzo osobiste: piszę je, pomimo tego że wiem, iż setki tysięcy osób usłyszą to i przeczytają. Dzielenie się swoim bólem daje pewnego rodzaju perwersyjną satysfakcję – może inni przeżyli kiedyś to samo co ty. Wielu ludzi pytało mnie dlaczego otwieram serce przed całym światem w swoich tekstach. To dobre pytanie. Może to sposób na odnalezienie ulgi, i może właśnie dlatego End of Innocence jest tak szczere i otwarte.

Tuomas zawsze podkreślał, że Nightwish spełnia rolę jego pamiętnika, ale End of Innocence pokazało w końcu co go motywuje i jak ważnym i potężnym instrumentem autoekspresji naprawdę jest jego zespół. Wydaje się, że w centrum tego wszystkiego jest konkretne pragnienie.

– Zawsze pragnąłem odpowiedniej równowagi we wszystkim co robię – przyznaje się Tuomas w dokumencie. – Chciałbym nie być cały czas taki zestresowany. Tęsknię za uczuciem szczęścia, dumy z siebie, możliwości wybaczenia sobie. Stosowna równowaga we wszystkim co robię, bez popadania w rutynę – tego najbardziej pragnę.

Również Jukka mówi, że muzyka, którą pisze Tuomas, rodzi się z uczuć większych niż życie, a przynajmniej większych niż życie codzienne.

– Kiedy piszesz piosenki, kompozycje, dorobek twórczy, jak robi to Tuomas, to musi się za tym kryć większa siła – silne uczucie, jak pragnienie, miłość, albo inna wyświechtana rzecz. Najważniejsze w dobrej muzyce jest to, że w swoim rdzeniu musi mieć jakąś tajemnicę, coś mistycznego. Nigdy nie możesz odkryć wszystkich kart i stracić tej otoczki tajemniczości. Tuomas ciągle ją ma.

Nightwish zdecydowanie przyniósł Tuomasowi trochę równowagi, której tak pragnął.

– Dzięki Nightwish jestem w stanie wyrzucić z siebie wszystkie skrajne emocje, myśli i pragniena. Na przykład ostatni wers „Gethsemane” jest bardzo osobisty, ale mimo to, chciałem żeby tam pozostał, dzięki temu czułem się dużo lepiej. W tej piosence nic nie zostało pominięte. Albo „Ever Dream”, też jest bardzo osobista. W tym utworze wyznaję swoje uczucia i tęsknotę wobec konkretnej osoby. Wszystko jest w tej piosence. Fani zapewne odczytują to zupełnie inaczej, ale to w porządku. Możesz interpretować utwory na wiele różnych sposobów.

– Kiedy pozbędziesz się jednej rzeczy, zawsze pojawiają się na jej miejsce inne problemy i pragnienia – kontynuuje Tuomas. – To dobrze, bo nie chcesz żeby twoje uczucia zniknęły. Moment, w którym przestanę pragnąć, będzie momentem, w którym Nightwish przestanie wydawać albumy.W tej chwili mam w głowie wiele rzeczy, których pragnę i o których chcę głośno mówić. Wysłuchasz ich na następnej płycie.

Zanim rozpoczęły się nagrania, członkowie zespołu zajmowali się różnymi projektami. W październiku 2003 roku Drakkar w końcu wypuścił solowy album Adriana Barilari, na który kilka lat wcześniej w Kitee Emppu, Jukka i Sami Vänskä nagrali swoje partie. Barilari jest znany jako wokalista argentyńskiej kapeli Rata Blanca, zespołu który sprzedał ponad milion albumów w Ameryce Południowej. Poza graniem na albumie, Emppu napisał też utwór, który stał się znany jako „Recuerdo en la Piel” oraz, ze swoim technikiem gitarowym Kimim Tuunainenem, kawałka, który Barilari nazwał „Owner of a Dream” [„Właściciel snu” – przyp. tłum.].

– To był bezsensowny projekt – śmieje się Emppu. – Marcelo z tym wyszedł. Nie miałem nic innego do roboty, więc coś tam nagraliśmy. Właściwie to okropny materiał.

W swoim rodzinnym kraju, Nightwish szybko stawał się ukochanym zespołem. Tarja i jej mąż zostali zaproszeni na przyjęcie u prezydenta z okazji Dnia Niepodległości, gdzie wszystkich przyćmiła swoim blaskiem. Fińska telewizja nazwała ją na swojej stronie internetowej najbardziej imponująco ubraną kobietą wieczoru, a popołudniowe gazety „królową nocy”. Pod koniec grudnia, Tarja dała swój własny koncert świąteczny pierwszy raz od trzech lat, kontynuując tradycję, którą rozpoczęła w młodym wieku. Miał on miejsce w kościele Valkeala przed publicznością składającą się z sześciuset osób.

W styczniu 2004 roku Nightwish rozpoczął nagrywanie nowego albumu, a w lutym ukazała się metalowa opera Aina – Days of Rising Doom, wydana przez wokalistkę Amandę Somerville i niemieckich producentów metalowych, Saschę Paetha i Miro, w której Emppu i Marco wystąpili jako muzycy sesyjni. Do 2004 roku różne opery metalowe i albumy o tematach fantasy stały się tak oklepane, że było to wręcz irytujące, a Aida wydawała się nie na czasie, jeszcze przed wydaniem. Hans van Vuuren, właściciel duńskiego Transmission Records, zamówił album u Paetha. Muzycy i producenci wymieniali się piosenkami i ich częściami pomiędzy sobą za pomocą e-maili, nigdy nie spotykając się twarzą w twarz. Emppu zagrał tam jedną solówkę, a Marco zaśpiewał rolę Syriusa, partię która trwa jakieś dwadzieścia sekund.

Dla Marco i Emppu projekt był interesującą pracą dodatkową.

– Musiałem przeczytać szczątkowe streszczenie, żeby poznać temat – wspomina Marco. – To była typowa mieszanka fantasy i heroicznego heavy metalu. To czasami dział, a czasami nie, ale w tym przypadku wyglądało na to, że projekt jest dobrej jakości – w końcu jeśli mieli ludzi takich jak Glenn Hughes [były wokalista i basista Deep Purple], to chyba ja też mogłem się tym zainteresować. Nie chodzi o to, że wielkie nazwiska są takie ważne, ale pomyślałem, że projekt musi być profesjonalny, widząc w nim kolesi, którzy raczej nie braliby udziału w jakimś licealnym musicalu.

– To był fajny projekt, bo brali w nim udział świetni muzycy, jak Glenn Houghes i Michael Kiske [były wokalista Helloween] – potwierdza Emppu. – Zabawnie było być częścią tego miszmaszu i grać w tej samej piaskownicy, co duzi chłopcy. Poza tym, był tam też mój kumpel, Jens Johansson ze Stratovariusa, który grał też w projekcie Barilari. Po tym jak dostałem piosenki na e-maila, pracowałem nad nimi w domu, coś tam dodałem i odesłałem materiał z powrotem. Mogłem spróbować czegoś nowego na spokojnie w domu. Dlatego lubię tego typu projekty.

Emppu miał wiele innych projektów, nad którymi pracował. W Marcu 2004 roku fińska piosenkarka popowa, Irina, zaprezentowała swój debiutancki album Vahva [Mocny – przyp. tłum.], na którym Emppu gra na gitarze akustycznej w utworze „Kuolee hiljaa” [„Umiera cisza” – przyp. tłum.], a bardzo popularna fińska grupa pop punkowa, Apulanta, wydała album Kiila [Klin – przyp. tłum.], na którym w zamykającej go piosence „Kaukaa lähelle” [„Z daleka – blisko” – przyp. tłum.] gra Emppu. Te dwa projekty łączy osoba Toniego Wirtanena, wokalisty, gitarzysty i autora tekstów Apulanty, który między innymi „odkrył” Irinę.

– Znałem Toniego, więc granie na albumie Apulanty było jakby… przysługą wyświadczoną staremu punk rockmenowi – chichocze Emppu. – Mam z nim umowę o współpracy i wzajemnym wsparciu.

Zarówno Vahva Iriny, jak i Kiila Apulanty pokryły się platyną.

Emppu i Toni Wirtanen grali też razem w kapeli Von Krom.

– Wokalista Anthony von Krom [Wirtanen] jest najpodlejszym szowinistą w kosmosie – uśmiecha się Emppu. – Nightwish to prawdziwa praca, ale Von Krom to po prostu zabawa, bez stresu i tym podobnych – chociaż myślę, że dla Toniego byłoby straszne, gdyby Von Krom się rozpadło, bo nie miał okazji jeszcze koncertować za granicą. Ale głównie chodzi tu o zabawę i szerzenie starego, dobrego heavy metalu lat osiemdziesiątych. Piosenki piszemy wspólnie z Tonim, ale to on jest autorem tekstów.

Poboczne projekty były dla muzyków dobrą okazją na złapanie oddechu i naładowanie baterii przed cyrkiem, który miał się rozpętać po wypuszczeniu kolejnego albumu Nightwish.

 

1     Jaloviina to marka fińskiego trunku, który składa się z koniaku     rozcieńczonego wódką – przyp. aut.

2     Juoni Hynynen, gitarzysta i wokalista Kotiteollisuusa – przyp.     aut.

3     Hockey Night to cotygodniowy program na MTV3 tamtych lat     – przyp. aut.

4     Ukuty bezpośrednio z niemieckiego słowa Schlager, tj. hit,     muzyka iskelmä, w której wyróżnia się Hurme, może być     opisywana jako bezpieczniejsza strona Barry Manilowa – przyp. aut.

5     Humppa, z taktem na dwie czwarte, to rodzaj fińskiej muzyki     tanecznej, który prawdopodobnie może być nazwany wiejską odmianą     iskelmä – przyp. aut.

 


Tłumaczenie: Evi, Arrow, Adrian