Studio-6

Nagrywanie szóstego albumu zespołu – Dark Passion Play.

9-20.09.2006 – perkusja/Jukka

Jukka, 16.10.2006

W sobotę 8 wrzesnia zebraliśmy się po mniej więcej dwóch miesiącach przerwy w nagrywaniu demo. Harmonogram spotkania zawierał jak zwykle ustawienie instrumentów oraz rozmowy o głupich rzeczach. Ale zdołaliśmy przebić się przez kilka piosenek. W niedzielę nie graliśmy wcale, ponieważ mieliśmy do zrobienia coś innego.

Od poniedziałku do środy przedarliśmy się przez nowe piosenki i dokonaliśmy ostatnich zmian. To bardzo satysfakcjonujące, gdy widzisz, że nagranie demo pomaga w wielu późniejszych sprawach. Niektóre piosenki, które na pierwszych nagraniach brzmiały bardzo dobrze musieliśmy całkowicie przerobić. Więc nawet jeśli myślisz, że zrobienie demo to zmarnowanie czasu, tak naprawdę jest to jedyny sposób, by zobaczyć, że to, co dla ciebie brzmi dobrze, w rzeczywistości jest nonsensem. Na szczęście na tym etapie prac możemy dokonywać jeszcze zmian.

W czwartkowy ranek Ewo odebrał mnie z hotelu i rozpoczęła się nasza wyprawa do studia Petrax. Tuomas został w Helsinkach, by wziąć udział w premierze nowej książki Kaczora Donalda, która nosi tytuł „Rokkikukot”. Razem z Ewo zawieźliśmy perkusję do Hollola.

Jak mogliście zobaczyć na jednym z naszych wideoblogów, podróż była po raz kolejny pełna różnych głupich rozmówek. Bawiliśmy się świetnie, to wszystko. Po przywiezieniu sprzętu do Studia Petrax, Ewo pojechał do Helsinek do Tuomasa, by również wziąć udział w premierze Kaczora Donalda. Kai Hahto (Wintersun) był naszym specjalnym gościem, który miał pomóc w strojeniu perkusji, przyjechał wieczorem.

W piątek rano zainstalowaliśmy perkusję z panem Hahto i zaczął on szukać pożądanego dźwięku. W południe przyjechali pan Karmila, Tuomas oraz pan TeeCee i dokonaliśmy ostatnich zmian w brzmieniu perkusji. Dźwięk, którego szukaliśmy został znaleziony zaskakująco szybko, za co serdecznie dziękujemy panu Hahto. Bardziej niż kiedykolwiek zwróciliśmy uwagę na dźwięki, ponieważ w ostatecznym miksie mają zostać wykorzystane prawdziwe brzmienia.

Zobaczymy jak to będzie. Na koniec dnia nagraliśmy jedną, ładną piosenkę, a później poszliśmy do Sauny.

W sobotę rano, gdy tylko Słońce pojawiło się na niebie, rozpoczęliśmy pierwszy dzień nagrań. Szybkie sprawdzenie dźwięków potwierdziło, że nie są potrzebne żadne zmiany. Mogliśmy zabrać się za pierwszą piosenkę. Była ona wolna – mogła być puszczana podczas zwiedzania Północnej Afryki. Nie była trudna do zagrania, ale musieliśmy być pewni, że uderzenia idą płynnie.

Drugim utworem był 14 minutowy „mamut”, w którym partie zmieniają się z podstawowych uderzeń, aż po heavy metalowe riffy Pantery. Na szczęście zmiany w tempie brzmią bardzo dobrze, przez co nagranie nie było trudne. Następnie zarejestrowaliśmy piosenkę, której demo miało tytuł „Woods” – pochodzi to od tradycyjnych fińskich dźwięków, które ona zawiera. Ostatnim utworem dnia był cover, który tym razem nie jest „prawdziwą” piosenką, ale świetnym przykładem sztuki, zawierającym najpiękniejsze motywy, jakie kiedykolwiek powstały. Oryginał nie miał tekstu, więc dodaliśmy je, jednocześnie nie zapominając o pierwotnej atmosferze, ale próbując zamienić to w „prawdziwą” piosenkę.

Wieczorem wszyscy zgodzili się, że powinniśmy być zadowoleni z tego, co zrobiliśmy w tym dniu. Ustaliliśmy, że partie perkusji będziemy nagrywać przez 10 dni, by nie robić nic w pośpiechu. Pomimo że nie pracowaliśmy całego dnia (4-5 godzi,), nagraliśmy 4 piosenki (w tym 14 minutowego „mamuta”), byliśmy więc zadowoleni.

W niedzielę rozpoczęliśmy pracę będąc nadal zachwyconymi z wczorajszym dniem. Pierwszą z kolei była piosenka skupiona wokół riffów Marco oraz refrenu Tuomasa. W części C utworu zmieniliśmy tradycyjny szesnastkowy rytm grany na podwójnej stopie na bębnie basowym na trochę bardziej interesujący i przeplatający się bęben basowy z werblem. Nie jest to trudne do zagrania, ale o wiele ciekawsze.

Później nagraliśmy piosenkę Emppu, w której słychać typowe heavy metalowe wpływy. Szczególnie C-dur przed ostatnim refrenem daje świetny power. Następna była chyba najprostszą z nowego albumu. Ma ona duży potencjał by stać się hitem. Dzień zakończyliśmy balladą, która nie ma wiele partii perkusji, dzięki czemu nie było to trudne zadanie.

Ponownie zadowoleni z rezultatu naszej pracy postanowiliśmy utrudnić sobie zadanie na kolejny dzień poprzez kaca. Emppu odwiedził nas i po skorzystaniu z sauny, obejrzeniu nowego DVD Dream Theater oraz wypiciu wszystkiego, co mieliśmy, wyzwanie było gotowe. Ale polowanie na wyzwania jeszcze się nie skończyło! Dopadło nas ono w rannych godzinach poprzez nagrywanie bluesowej piosenki. Utwór jest zarejestrowany i brzmi całkiem nieźle, może nawet pewnego dnia wypuścimy go na rynek, ale nie sądzę, by znalazł się na nadchodzącym albumie.

Poniedziałkowy ranek rozpoczął się po czterech godzinach twardego snu. Piasek w ustach i odrętwienie spowodowało próby pozbierania się. Ale nawet przed otwarciem oczu wiedziałem, że nasze wyzwanie okazało się prawdziwe. Pro jest zawsze pro!!!

Początek nagrań był opóźniony przez to, że nie tylko ja miałem problem z powrotem do siebie. W końcu dotarliśmy do studia i nagraliśmy trzy piosenki. Pierwsza z nich była prawdopodobnie najprostszą z tego albumu, ale w całej swojej prostocie brzmi dobrze. Kolejna ma podobny nastrój do Wish I Had An Angel.

Ostatni utwór, który musieliśmy przecierpieć, jest bardzo dobrym kandydatem na pierwszy singiel z albumu. Ma on bardzo fajny rytm bębnów tak w zwrotkach jak i w partii C. Piosenka ta dla słuchacza wydaje się bardzo prosta, aczkolwiek jest ona jedną z trudniejszych na tej płycie.

Jak tylko przestaliśmy się czuć pijani, poszliśmy spać, by dać z siebie wszystko podczas ostatniego dnia nagrań.

We wtorek obudziliśmy się z uśmiechami na twarzach, myśląc tylko o tym, że mamy już tylko dwie piosenki do nagrania, a potem… IMPREZA! Zaczęliśmy od spokojnej ballady, w której musieliśmy uważać na uderzenia, ponieważ tempo w niej jest strasznie wolne. Podczas odtwarzania tego, rytm wydawał się bardzo niepewny, przez co cała piosenka wydawała się brzmieć w ten sposób. Udało nam się to załatwić dość dobrze i mogliśmy zająć się ostatnim utworem.

Jest to piosenka bardzo szybka, jak na Nightwish, więc wszyscy z nas musieli wytężyć swoje umiejętności. Po upewnieniu się, że brzmi ona dobrze, nadszedł czas na imprezę.

Zrobiliśmy szybką wyprawę do sklepu monopolowego, a później poszliśmy do sauny. We wczesnych godzinach znowu nagraliśmy trochę dobrego materiału, który może kiedyś będzie w jakiś sposób wydany.

W środę spakowaliśmy nasze rzeczy, pożegnaliśmy się i rozpoczęliśmy drogę powrotną, będąc zmęczonymi, ale jednocześnie zadowolonymi z roboty, którą odwaliliśmy. Mieliśmy nagraną perkusję na inny album zespołu, który nie ma potencjału komercyjnego, jak zwykle.

Mogło być gorzej.

 

29-30.10.2006 – Tuomas

Tuomas, 10.11.2006

Właśnie wracamy z Hamburga w Niemczech. Spędziliśmy tam weekend z Ewo i Tonim (King Foo) na spotkaniach z ludźmi z wydawnictwa oraz z Nuclear Blast. Chcieli przesłuchać nowe demo Nightwisha oraz przygotować wstępne plany na 2007 rok. Zebranie poszło bardzo dobrze – zniszczony jeden system nagłośnieniowy, z powodu zbyt głośnego słuchania jednego z utworów, oraz bardzo zadowoleni zwierzchnicy.Ich reakcje były bardzo pochlebne, co oczywiście dodało nam wiele pewności. Wybraliśmy wtedy piosenki na nadchodzące single.

Dyskusja ciągnęła się w naszym hotelowym pokoju. W czasie pytań odnośnie okładki najnowszego ”Talouselämä” – magazynu biznesowego – guru Holopainen zdecydował się opuścić konwersację, gdyż nie rozumiał nic z tego, o czym mówili. Byłem szczęśliwy ze zmiany tematu na te bliższe mnie.
W kilka chwil znalazłem się w barze Clochard wbijając gwoździe w drewniany stół oraz drinki w moją głowę. Byli tam również Kapanen, właściciel legendarnego rock sklepu w Hamburgu, oraz Ville z HIM. Kapanen za każdym razem wygrywa tę niezwykle prostą lecz uzależniającą grę we wbijanie-gwoździ-w-drewniany-stół, ale było to oczywiste. Był jedyną trzeźwą osobą.

Nasza grupka przeniosła się do kolejnego baru, gdzie dołączyli do nas Ewo i Toni. Dziewczyna wisząca na aluminiowej rurze miała urodziny. Razem z Ville zaśpiewaliśmy jej „Sto lat” (Ville śpiewał, ja wydawałem z siebie dźwięki podobne do zepsutego silnika Evinrude), a gest ten zapewnił nam drinki do samego rana. Jeden ze sposobów na zaoszczędzenie pieniędzy, przynajmniej tak sądzę.

Kilka tygodni temu odwiedziłem Emppu w jego studio w Keravie (Finlandia), by sprawdzić jego postępy w nagrywaniu partii gitar na nadchodzący album Nightwisha. Nagrał 13 z 15 ścieżek. 4 linie o 2 różnych brzmieniach (Bogner + Engl & MesaBoogie + Marshall). Na dodatek mamy zamiar zarejestrować jeszcze 2 partie gitar zawierające dźwięki specjalne, gitary rytmiczne oraz solówki. Jest tego tyle co podczas nagrywania „Once”. Wszystko co nagrał Emppu brzmi świetnie i zagrane jest z jak największą starannością.

Najpierw lepszy niż kiedykolwiek efekt nagrań Jukki, a teraz to.

Jestem z was naprawdę zadowolony, chłopaki!

Następnego dnia przesłuchaliśmy kolejną kandydatkę na wokalistkę. Przyszła do studia by zaśpiewać kilka nowych piosenek. Brzmiała zadziwiająco dobrze. Wykonała jeden z wolniejszych utworów. Dała mu duszę, co sprawiło, że kompozytor się uśmiechnął.

Pożegnanie z dziewczyną i powrót do studia, by przesłuchać wszystkie piosenki z Emppu. Sprawdziliśmy wszystkie partie, razem z gitarami rytmicznymi oraz solówkami, więc Erno mógł zacząć nagrywanie. Było to dość nudne, wiec zakończyliśmy poprzez wykonanie wzmocnionej whiskey thrashowej wersji legendarnej fińskiej piosenki Tapiego Rautavaary ”Rosvo-Roope”.Nadal jestem tym zawstydzony, niektóre legendy powinny pozostać nietknięte.

Gdy wróciłem do domu, sprawdziłem wszystkie nowe liryki. 13 z nich gotowych, 2 w drodze. Byłem zadowolony, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że to najlepsze, co mogłem zrobić. 3 wersy jednego z liryków zostały ocenzurowane, chociaż… Otrzymałem bardzo uprzejmy list z Londynu mówiący, że mogą one być dość niewłaściwe, ponieważ nie robimy na płycie sequela „Egzorcysty”. Zrozumiałem o co chodzi i napisałem je od nowa. Moje serce krwawiło. Artysta po raz kolejny nie został zrozumiany. Lub tym razem został zrozumiany zbyt dobrze.

Okładka albumu, jak już mówiliśmy, jest wykonywana. Toxic Angel i jego żona Gina (Highest Hopes/End Of An Era) ponownie wykonają grafikę. Wygląda bardzo dobrze! Poprzez Big Blue (autobus – przyp. tłum.) w Los Angeles, pan Jussi Tegelman zakończył komponowanie dodatkowych linii muzycznych na album. Poza braniem sampli z płyt FX, chcieliśmy czegoś przygotowanego przez mistrza, specjalnie dla tych piosenek i na szczęście Jussi zgodził się to dla nas zrobić! Zajmuje się on profesjonalnym tworzeniem muzyki filmowej oraz efektów specjalnych.

Więc, to jest punkt, w którym jesteśmy w tej chwili. Gdy tylko Marco będzie miał chwilę wolnego od Tarotu, mamy zamiar nagrać bas (w czasie najbliższych dwóch tygodni). Później jedyne co możemy robić, to czekać do sesji nagrań z orkiestrą w Abbey Road w Londynie, ponieważ bez tego nie możemy nagrać żadnych klawiszy ani wokali.

Pip Williams dzwoni do mnie codziennie, by wyjaśnić kilka akordów, notek, czy zaproponować nowe aranżacje. Jest w gorącej wodzie kąpany (tak samo jak cały zespół), co jak dla mnie jest dobrym znakiem. Wygląda na to, że lista gości na tym albumie będzie tak samo obszerna, jak książka telefoniczna Kitee. Wliczając w to orkiestrę i chóry oczywiście. Aktualnie wygląda na to, że rozprzestrzeniło się to wszystko na wiele stron, a ja niedługo nie dam rady tego ogarnąć. Ale wiara w naszej grupie powraca. Wierzymy, że gdy skończymy, będzie to najlepszy album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy.

Pisanie akordów dla Pipa, pracowanie z brakującymi częściami liryków oraz próby przed nadchodzącym tournée po Kotiteollisuus. To zajmie cały mój czas w najbliższych dniach.
Na pewno będziemy mieli więcej do powiedzenia. Będziemy w kontakcie.

Uważajcie na siebie, wszyscy.

Największe inspiracje miesiąca:

Filmy: „Dead Poets’ Society”, „Wolf Creek”, „The Notebook”

Książki: Walt Whitman „Leaves Of Grass”, Robin Hobb „Fool’s Fate”

Muzyka: Tarot: Crows Fly Black, Kotiteollisuus: Iankaikkinen, Lady In The Water-Soundtrack, NW – demo, z oraz bez wokalu

TV: Maajussille Morsian (A Bride for Farmer John ??!!)

 

Studio Abbey Road – Ewo

Ewo, 01.01.2007

Niedziela, 17.12.2006, Helsinki – Londyn

Popołudniu mieliśmy spotkanie w siedzibie King Foo dotyczące naszego światowego tournée. Zrobiliśmy wstępne plany, omówiliśmy sytuację z załogą, ogólna atmosfera w grupie została zbadana, 5 filiżanek kawy wypite i cały koszyk bułek zjedzony. Nastrój się poprawił i humor wciąż nam dopisuje. Zapowiada się świetnie!

Później taksówką na lotnisko i do Londynu. Niedługo po przyjeździe, w trakcie rozmowy w barze w lobby hotelu, spotkaliśmy się z pierwszą osobą odnośnie nagrania demo.

Poniedziałek, 18.12.2006, Londyn

Gdy przyjechaliśmy do Studia The Abbey Road w powietrzu czuło się ekscytację oraz echa naszej poprzedniej wizyty tutaj. Pierwsza sesja rozpoczęła się o godzinie 10 rano. Było 66 muzyków. Trwała cały dzień, aż do nagrań chórów późnym wieczorem. Pip Williams jest czarodziejem jeżeli chodzi o orkiestrację! Trochę sałatki w kawiarni na Abbey Road w czasie przerwy na lunch, które zakończyło się odliczaniem do popołudniowej drzemki na bardzo wygodnej sofie w studio – czas spania o 21.30. Nagrywanie heavy metalu jest dość męczącym obowiązkiem.

Wtorek, 19.12.2006, Londyn

W studio wszystko ruszyło z tego miejsca, na którym wczoraj skończyliśmy. Więcej orkiestry i chórów. Poszedłem z Emppu na Oxford Street, by zjeść trochę sushi oraz zrobić świąteczne zakupy. Tuomas, Jukka, Miro i Tero zostali w studio cały dzień. Brawo, wy nadgorliwe bobry!

Wieczorem znalazłem się na wyprzedanym koncercie Cradle Of Filth w Astorii. Zespół był bardzo ściśnięty, a tłum otaczał ich z każdej strony! Również Toni (Peiju, z King Foo) przyjechał w Londyńską mgłę. Po koncercie poszliśmy z naszym agentem do Carlic&Shots, by trochę odpocząć. Więc… Dobranoc!

Środa, 20.12.2006, Londyn

Dzisiejszy dzień był zarezerwowany na nagrania ze wspaniałym dudziarzem, panem Troyem Donockleyem, który również należy do międzynarodowej grupy magików „Magic Circle”. Pip uprzednio „ostrzegł” nas przed fantastycznym muzykiem i magikiem. Troy, poza graniem, pokazywał swoje sztuczki w każdym możliwym momencie, powodując chaos w umysłach za każdym razem. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, bo i tak mi nie uwierzycie… To była prawdziwa magia.

Poznał on też człowieka, który nauczył Uri Geller zginania łyżek. Nie jest dziwnym to, że przez cały wieczór po stołach walały się powyginane łyżki i widelce. Nie wspominając o latających kartach, płonących taliach, etc.

Czwartek, 21.12.2006, Londyn

Pani Nollaig Casey była pierwszym muzykiem gościnnym tego dnia. Ta słodka Irlandka i jej skrzypce były potrzebne do kilku piosenek stylizowanych na celtyckie i proszę, jej wykonanie było genialne. Nagrania trwały do późnego popołudnia i gdy Tuomas z Nollaigiem poszli do baru coś zjeść, ja postanowiłem posłuchać tutejszej hardcorowej grupy, GBH. Świetne show, punk is not dead!
Po powrocie do hotelu wiele znajomych twarzy było w barze, a na stołach pełno było powyginanych łyżek… Wygląda na to, że wypili zbyt wiele filiżanek HouseCoffe.

Piątek, 22.12.2006, Londyn

Ostatni dzień nagrań przeznaczony był dla dwóch męskich sopranów. Byli oni potrzebni tylko do jednej piosenki i wykonali swoją robotę szybko, więc nie zobaczyłem ich nawet w przelocie. Tuomas, Jukka i Mikko byli tam jako świadkowie tego niesamowitego występu. Poczekajcie, a usłyszycie!

Nagrania zakończone, kopie zapasowe zrobione, czas na powrót do domu. I tak można by pomyśleć. Na lotnisku w Heathrow dowiedzieliśmy się, że nasz lot został odwołany przez gęstą mgłę. Kolejny samolot miał startować dopiero w samą wigilię. A więc wróciliśmy do hotelu, zarezerwowaliśmy dwie dodatkowe noce, oraz wypiliśmy kilka filiżanek HouseCofee, by pozbyć się melancholii.

Sobota, 23.12.2006, Londyn

Tego dnia zrobiliśmy szalone świąteczne zakupy oraz zapchaliśmy się sushi. Karmila był zagrożony kupieniem „zbyt wielu śmieci, rupieci oraz bzdur dla rodziny, więc musiałem trzymać go poza tym wszystkim”. Niech te święta będą wesołe!
Godziny chodzenia, bólu stóp, wcześnie do łóżka, ponieważ budzik nastawiony na 5.45! Tego lotu nie możemy przegapić. Inaczej spędzimy święta w hotelu w Londynie.

Niedziela, 24.12.2006, Londyn – Helsinki

Jest! Udało się zdążyć na samolot. Fińska prasa oraz fiński, mięsny obiad (zabrałem klopsy Jukki) miło podniosły nas na duchu. Tuomas z Jukką wynajęli samochód na lotnisku w Helsinkach, by w nim przenocować.

Jakkolwiek, wycieczka była sukcesem i wygląda na to, że końcowa wersja albumu będzie szalona (Tuomas)!!
I nie zapomnijcie o nowym przywitaniu dla Emppu na czas tournée: „Dobry Eetu. Tak, Eetu!”

Wasz Eduardo Pohjola

 

Studio Abbey Road – Kimmo

Kimmo, 05.03.2007

Dzień 1, 21.2.2007, Pobudka 5:45

Na zewnątrz było minus 29 stopni. Cholera. Zastanawiałem się, czy stary LT odpali, bo nie ma ogrzewacza bloku cylindrów. Albo i nie, po naprawie wytrzymuje tylko trzy tygodnie, zwłaszcza w czasie takich mrozów – a już wiosną było wiadome, że ta część się często psuje. Na szczęście odpalił i po dojechaniu do Helsinek, byłem w Seutuli czekając na samolot. „Gwiazdy” leciały innym samolotem, ale była to moja wina, bo za późno kupiłem bilet. Były inne loty, prosto do Londynu, ale ja wybrałem ten przez Oslo. Odlot był mniej więcej o tym samym czasie, ale chłopcy przybyli już 2 godziny wcześniej. Tylko wtedy miałem czas na zastanowienie się, czego powinienem się spodziewać: najbardziej znanego studia na świecie? A nie, zapomnijcie o tym ostatnim! W ciągu tych kilku dni muszę ocenić wszystko, co znane – jeśli będzie to możliwe. Moja obecność tam może być utrapieniem, ale to chyba dobrze.

18:00, nareszcie w Londynie

Tak, nareszcie. Loty były opóźnione, a Heathrow pełne. W Oslo wystartowaliśmy 45 minut później niż planowano, a do tego krążyliśmy przez około 30 minut nad Londynem, zanim wylądowaliśmy. Gdy w końcu dotknęliśmy ziemi, musieliśmy jeszcze przez długi czas siedzieć w oczekiwaniu na miejsce dla naszego samolotu w terminalu.

Szczęście, że sieć dróg w Londynie jest dobrze zorganizowana. Do hotelu dotarliśmy bez problemów. Tylko kilka skrótów i byłem 300 metrów od miejsca noclegu. Było już dobrze po dwudziestej, więc darowałem sobie odwiedziny w studiu. Dziś mieli tylko zgrywać muzykę, więc tak naprawdę moja obecność jest niepotrzebna. Jutro o 9.30 sesja się zacznie, więc będę obserwował i się uczył.

Dzień 2, 22.02.2007, Pobudka 7.30

Jest lodowato. Nie na zewnątrz. W środku. Wysokie na dwa metry okno przepuszcza pełno zimnego powietrza. Kochani, kilku dobrych, fińskich stolarzy przydałoby się w tym czterogwiazdkowym hotelu. (Uważam, że Brytyjczycy mają swoje własne standardy, po których oceniają, czy to hotel. W Finlandii byłby to hostel.) Po szybkim śniadaniu wycieczka do sklepu, by zakupić nową mapę Londynu – ta nabyta wczoraj przedstawia jedynie centrum, więc Abbey Road nie jest na niej uwzględnione. Po pośpiesznym odnalezieniu drogi, wyruszyłem do studia. Zadzwoniłem do Ewo, który zaprosił mnie na kawę w jego hotelu. 30 minut drogi metrem do hotelu Danubis, gdzie nocowali chłopacy, a stamtąd minuta do Abbey Road Studio. Gdy zbliżyliśmy się do legendarnego przejścia dla pieszych, zacząłem się rozglądać: Gdzie jest studio?

Wszystkie budynki naokoło nas wyglądały identycznie. Mój wzrok wędrował jeszcze chwilę, aż w końcu znalazł miejsce, do którego zmierzamy. Z zewnątrz studio wyglądało bardzo ubogo, ale jak tylko weszliśmy do środka, zdałem sobie sprawę, jak błędnie je oceniłem. Są tam dwie kondygnacje powyżej poziomu ziemi, oraz jedna poniżej. To właśnie tam zlokalizowane jest Studio1. Jest w nim dużo przestrzeni do grania – tutaj będą miały miejsce dzisiejsze i jutrzejsze nagrania.

Gdy dotarliśmy na miejsce, wszystko było już przygotowane: mikrofony zamontowane, podobnie jak wiele par ogromnych słuchawek dla orkiestry (jest tam 66 muzyków, z czego każdy ma swoje własne, mimo to wiele par leżało jeszcze na półkach). Wielki mikser Neve88RS dominował w pomieszczeniu kontrolnym, a słyszeliśmy wszystko dzięki B&W: trzem głośnikom frontowym, subwooferowi oraz pięciu głośnikom z tyłu.

Obecni w studiu:

Aranżer Pip Williams

Dyrygent James Shearman

Inżynier dźwięku Haydn Bendall

Operator ProTools Richard

Dwóch asystentów (Szkoda, że nie stać nas na to w Finlandii)

Mikko Karmila, Jukka, Tuomas, Ewo, Toni

Harmonogram dzisiejszej sesji:

Orkiestra od 10 do 14: 66 muzyków

Od 15 do 18: 51 muzyków

Umiejętności w każdej dziedzinie robiły tak cholernie wielkie wrażenie, że było to aż przerażające. Od pierwszych ujęć muzykalność była zdumiewająca. W pewien sposób ciężko było mi zrozumieć, że orkiestra jedynie czyta swoje notatki i nie miała wcześniej możliwości przesłuchania tego. Z drugiej strony, gdy tylko usłyszałem, co ci ludzie robili wcześniej, nie zadawałem więcej pytań. Dyrygent orkiestry nagrywał z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną, na przykład do filmów o Harrym Potterze. Haydn pracował przy filmach James’a Camerona. Chyba lepiej, by chłopiec ze wsi nie mówił im, co mają robić. Jedynym minusem było to, że słuchanie w sterowni, choć super, było też cholernie GŁOŚNE! Pip powiedział nam, że głośniki B&W są doskonałe do słuchania muzyki, ponieważ elementy sopranów są stale zmieniane. Nie pytam, dlaczego.

Po orkiestracjach nagraliśmy kilka „tradycyjnych” instrumentacji, jak kotły, tor kolejowy, czy kawałek bloku mieszkalnego. Dwie z nich zostały użyte do wydobycia olśniewającego dźwięku z Sądu Dnia Ostatecznego, który Tuomas uważa za najlepszy ze wszystkiego, co w życiu słyszał. Po tym jak bębniarz zakończył swoją partię, wszedł nieśmiało do sterowni z prośbą o kopię zapisu. Chciał zostać nauczycielem muzyki, a ta sesja była według niego jedną z najtrudniejszych. Dodał, że jego uczniowie dostaną trochę nut Nightwisha do zagrania gdy tylko zaczną o sobie zbyt dobrze myśleć. To powinno zmyć uśmieszki z ich twarzy. W czasie nagrań wypiłem dwa kubki kawy, które asystenci mi przynieśli, a także opróżniłem cały koszyk winogron.

Chór od 19 do 22: 33 chórzystów.

Gdy chór zaczynał śpiewać pierwszą piosenkę, byłem zaskoczony tym, że nie mieli jej przećwiczonej, ani nawet wcześniej jej nie słyszeli! Nie było to łatwe zadanie dla nich, ale i tak uporali się z tym w pół godziny. Aktualnie nagrania zaczynają robić się nudne, ponieważ nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Ci ludzie są „Pro”!

Dzień 3, 22.02.2007, Abbey Road Studio

Przyjechałem do studia o 11 – udało mi się usłyszeć ostatnie partie orkiestry. Kolejny pokaz profesjonalizmu, dzięki któremu ponad dwie godziny przeznaczone na nagrania były niewykorzystane. Więc czekaliśmy, ponieważ chór miał zacząć swoją pracę dopiero o 14. Nie mogliśmy nic zrobić, by to przyspieszyć. W końcu piosenkarze przybyli i cytując znanego komentatora sportowego: „Wszystko zostało zrobione!”. Nie pozostało mi nic innego jak podziwianie niesamowitego talentu.

O 19 nagraliśmy partie dość nietypowego instrumentu: klawesynu prosto z Węgier. Coś przypominające pianino, ale z usuniętą pokrywą i klawiaturą – gra się na tym poprzez uderzanie prosto w struny dwiema pałeczkami. W całym Londynie jest tylko ta jedna osoba potrafiąca grać na klawesynie. Nie oznacza to, że nie umie ona grać, czy coś w tym stylu. Jest wręcz przeciwnie! Nie ma sensu rozpoczynać gry na tym instrumencie w Londynie, dopóki ten koleś jest gdzieś w pobliżu.

A więc tak było podczas nagrywania chórów oraz orkiestry. Dysk twardy został zabrany, ze studia usunięto mikrofony – zrobili to asystenci – oraz wyruszyliśmy z powrotem do hotelu.

Podsumowując:

Niestety musiałem wrócić do Finlandii wczesnym rankiem w sobotę, przez co ominąłem nagrania chóru gospel, który rejestrowany był w Studiu2. W tym samym studiu grupa zwana The Beatles również nagrywała swoje piosenki! Później, z tego co słyszałem, było pełno rzeczy wartych zobaczenia i usłyszenia. Mam nadzieję, że chłopacy zrobili wiele zdjęć.

Przed tą sesją kwestionowałem cały wysiłek grupy: jechać do Anglii, by nagrać orkiestrę i chóry. Nie zrobię tego nigdy więcej: jakość była i jest niesamowita, a wszystko wykonane było bardzo szybko, skupiliśmy się na głównej rzeczy – zawartości. Dźwięk ze Studia1 znacznie wpłynął na ostateczne brzmienie albumu. W Finlandii musielibyśmy zarezerwować całą operę, a wszystko szło by znacznie ciężej. Z niecierpliwością czekam, by usłyszeć nowy album.

 

02-21.03.2007 – nagrywanie wokali

Anette, 13.05.2007

02.03.2007

Więc nadszedł czas na mnie, nową wokalistkę, by napisać w dzienniku coś o nagrywaniu wokalu na najnowszy album.

Moja podróż zakończyła się o stosunkowo późnej porze w bardzo ładnym studiu, gdzie zostałam przywitana przez kilku chłopców i inżynierów. Ponieważ był to wieczór, zjedliśmy tylko obiad, a ciężką pracę zostawiliśmy na nadchodzące dnie.

03.03.2007

Pierwszy dzień nagrań rozpoczął się od pysznego, pożywnego śniadania o 9:30. Później wybraliśmy mikrofon, który dobrze rejestruje mój głos. Następnie czas na pierwszy utwór, który jest dość szybki i ma w sobie „kopa”. Razem z Marco podzieliliśmy partie między siebie. Szło nam to dość płynnie, więc skończyliśmy zaledwie kilka godzin później. Ponieważ byłam gotowa na nagrywanie kolejnej piosenki tego samego dnia, zdrzemnęłam się, by mieć więcej energii. Po obiedzie kontynuowaliśmy nagrania. Ten utwór wymaga kilku różnych technik śpiewu, odpowiedniego skupienia oraz wiele serca włożonego w jego wykonanie.

Pracowaliśmy nad tym kilka godzin, a później pojechaliśmy się zrelaksować. Miejsce odpoczynku było wspaniałe, ponieważ mogliśmy tam być sobą, co bardzo lubię z powodu całej tej dyskrecji wokół nas w tym czasie, gdyż paparazzi są wszędzie. Chłopcy byli całkowicie pochłonięci horrorami – to było nasze cowieczorne zajęcie – i muszę powiedzieć, że moje nerwy będą potrzebowały odpoczynku po tych kilku tygodniach.

04.03.2007

Obudziłam się wcześnie i z bardzo dobrym humorem, więc postanowiłam wybrać się na krótki spacer, napawając się wszystkim. Następnie krótkie przygotowania do dalszych nagrań. Wykonałam je płynnie. Po południu zrobiliśmy sobie krótką przerwę by się zrelaksować . Było bardzo fajnie :-)

Trochę później rozpoczęliśmy pracę nad utworem „Eva” – ma on być wypuszczony już w maju, ale tylko w wersji do pobrania. Jest to dość smutna piosenka, ogólnie pełna emocji. Nagrywało nam się bardzo dobrze. Dzień był cały zapełniony pracą. Po raz kolejny spałam przy zapalonym świetle – powodem były horrory.

05.03.2007

Po śniadaniu kontynuowaliśmy pracę nad utworem „Eva” poprzez nagranie harmonii. Dały one piosence „to coś”. Cieszę się, że będzie to pierwsza piosenka, w której usłyszycie mój głos w Nightwishu i mam nadzieję, że dotrze ona do Was w ten sam sposób, w jaki dotarła do mnie… Jest naprawdę niesamowita! Ponieważ wszystko szło płynnie, postanowiliśmy rozpocząć nagrywanie kolejnego pięknego utworu.

Będzie on brzmiał bardzo dobrze z całą orkiestracją i chórami. Śpiewanie go za każdym razem sprawia wielką przyjemność. Rozkoszowałam się więc tym całe popołudnie, a później odpoczywałam mając do towarzystwa tylko siebie. Wkładanie wielu emocji w śpiew powoduje lekki kryzys, dlatego postanowiłam obejrzeć kilka komedii… Nie horrorów…

06.03.2007

Po relaksującym i wyśmienitym śnie podeszliśmy do wszystkiego bez stresu i nie pracowaliśmy aż do lunchu. Zaczęliśmy od nagrania harmonii do piosenki, którą rejestrowaliśmy już wczoraj wieczorem. Skończyliśmy jeszcze przed obiadem. Później zabraliśmy się za piątą już piosenkę. Była to kolejna, w której musiałam podzielić się tekstem z Marco. Po nagraniu moich partii nadeszła noc.

07.03.2007

Obudziłam się bardzo wcześnie, ponieważ dostałam wiadomość sms… arrrgghhh… o 8.20… puiihh… Poczułam, że powinnam wziąć szybki prysznic, jeszcze przed śniadaniem, by się rozbudzić. Byłam lekko zmęczona, zdecydowałam się więc na pójście na długi spacer, by moje ciało wróciło do porządku dziennego. Czułam się później lepiej. Pomaga mi to też lepiej śpiewać. Dziś Marco miał nagrać swoje partie, więc moim zadaniem było siedzenie i słuchanie go. Jak zwykle brzmiał świetnie, a słuchanie go było ogromną przyjemnością. Ta piosenka będzie pełna mocy. Po tym, jak Marco nagrał to, co musiał, ja zabrałam się za śpiewanie.

Zarejestrowaliśmy refreny, oraz trochę tego i tamtego zanim nadszedł czas obiadu oraz przerwy, by dać odpocząć naszym głosom. Nagraliśmy całą masę harmonii w tej tylko jednej piosence, przez co czułam się lekko zakręcona przez wszystkie notki w mojej głowie… :-) Ale piosenka została skończona i po przerwie

Marco mógł zabrać się za jego własną kompozycję. Jest to utwór z akustycznym brzmieniem oraz wpływami celtyckimi. Marco sam go napisał. Dodałam trochę wokali w tle i nagrałam je po tym, jak Marco skończył swoje partie.

08.03.2007

Dziś Marco miał dalej nagrywać piosenkę, w której tylko on śpiewa, więc mogłam sobie odpocząć i podziwiać jego głos. Jest to utwór przepełniony złością, a jak doskonale wiecie, Marco potrafi wykorzystać swój wokal nawet do pełnych mocy piosenek. Późnym popołudniem skończył pracę, więc tym razem ja zabrałam się za nagrywanie 14 minutowego arcydzieła – udało nam się zarejestrować pierwsze wersy. Nie przemęczaliśmy się. Później poszliśmy na obiad, a następnie spać – zaraz po przesłuchaniu wszystkich utworów, które nagraliśmy do tej pory. Ukończonych jest już 7! Wow, to całkowicie zadziwiająco dobra praca! Poczuliśmy też, że powinniśmy odpocząć i wziąć urlop. Postanowiliśmy więc zrobić sobie wolny weekend i kontynuować pracę w niedzielę wieczorem.

11.03.2007

Powrót do pracy po kilku dniach przerwy. Zaczęliśmy od nagrania dalszej części 14 minutowej piosenki. Poświęciliśmy na to cały dzień. Czułam, jak gdyby ciało i głos odpoczęły zbyt mocno i potrzebowały teraz czasu na ponowne wdrożenie się w biznes, nie przemęczaliśmy się więc, nagrywaliśmy kawałek po kawałku, dopóki wszystkie moje partie nie zostały ukończone. Brakuje tylko wokalu Marco. Utwór ma bardzo dużo różnych elementów, dużo energii, emocji, delikatności oraz brutalności. Wszystko połączone razem sprawia, że jest to niesamowite doświadczenie, coś jak film… Ale posłuchacie sami… Po nagraniach odpoczynek po ciężkim dniu.

12.03.2007

Dziś nagraliśmy piosenkę, która w zamyśle miała być bonusem, ale po przesłuchaniu jej wszyscy poczuliśmy, że chyba jednak powinna znaleźć się na płycie… ;=) Jest bardzo wesoła i melodyjna, a refren łatwo wpada w ucho. Skończyliśmy wszystko do popołudnia, kiedy to odwiedził nas dziennikarz, by posłuchać nowych utworów oraz przeprowadzić ze mną wywiad. Okazał się on być wspaniałym człowiekiem. Mieliśmy w godzinach wieczornych taki podmuch, że wszystko skończyło się dopiero w nocy… Wśród największych wyczynów znajdzie się śpiew Tuomasa oraz dziennikarza… growl, który będzie można usłyszeć w najbardziej agresywnej piosence na albumie… Bardzo śmieszne nocne nagrywania z, mogę Was zapewnić, dużą dawką śmiechu… ;=)

13.03.2007

Po nocnej imprezie wszyscy byliśmy zmęczeni, więc po raz kolejny doszliśmy do wniosku, że nie warto się przemęczać. Musiałam nałożyć trochę makijażu i ładnie się ubrać, ponieważ miałam udzielić wywiadu, a fotograf miał zrobić kilka zdjęć. Miałam zaczerwienione oczy, ale jako że nie piłam zbyt wiele w nocy, czułam się w miarę dobrze. Po południu dziennikarz opuścił dom, a my zabraliśmy się za piosenkę, która ma trochę wpływów etnicznych. Zaśpiewałam trochę jak ludzie Saami. Jest więc to mix piaszczystej pustyni spotykającej Laponię, a jednocześnie świetna piosenka ;=) Przed pójściem spać oglądaliśmy jeszcze telewizję.

14.03.2007

Obudziłam się z okropnym bólem głowy, przez co nie czułam się zbyt dobrze. Moje ciało było obolałe, wzięłam więc trochę środków przeciwbólowych i wróciłam do łóżka. Niestety nic mi nie mogło pomóc, a gdy już zabraliśmy się za nagrania, żaden utwór nie chciał wyjść tak, jak powinien. Byliśmy zmuszeni do dnia przerwy dla mojego zdrowia. Wzięłam trochę leków przeciwko grypie, usiadłam przed telewizorem i tak spędziłam cały dzień. Zły dzień, ale mieliśmy przynajmniej dzień przerwy.

15.03.2007

Ponieważ nadal nie czułam się zbyt dobrze, odpoczywałam aż do 13.30, kiedy to zaczęliśmy nagrania bonusowego utworu. Bardzo wesoła, miła dla uszu piosenka, brzmiąca na fińską i ogólnie skandynawską. Szło nam dobrze i skończyliśmy już o 19.30. Był to czas na odpoczynek.

16.03.2007

Nie przemęczałam się od rana, poszłam jak zwykle na spacer i dopiero o 13.30 zaczęliśmy dalsze nagrania. Dzisiejsza piosenka była napisana w dość wysokiej tonacji jak dla mnie, więc bałam się o mój głos, który nie brzmi dobrze z powodu grypy. Na szczęście po krótkiej rozgrzewce brzmiał w miarę znośnie. Piosenka należy do wolniejszych i po tym jak nagrałam demo, pokochałam śpiewanie tego utworu. Ma bardzo ciekawy tekst oraz melancholijny refren, który do mnie trafia. Rozkoszowałam się śpiewaniem właśnie z tego powodu. Po obiedzie i kolejnych nagraniach poszłam do sauny, by odpocząć przed snem. Poczułam się o wiele lepiej, co zadowoliło mnie, ponieważ mamy jeszcze dwie piosenki do nagrania.

17.03.2007

I znowu weekend… Ale mimo to kontynuujemy nagrania, ponieważ dni zlatują nam szybko… Mamy dziś piosenkę, do której muzykę ułożył Emppu, a tekst napisał Tuomas. Gdy śpiewałam ją pierwszy raz do demo, wydawała się fatalna i bardzo trudna do zaśpiewania, z powodu jej melodii, która co chwilę się zmienia… Tuomas zastanawiał się przez jakiś czas i poprosił mnie, bym wykonała ją bez zmieniania tempa. Wyszło dobrze… Uważam, że ta piosenka jest fatalna, ale też jednocześnie niesamowita ze względu na jej bit oraz melodię. Eksperymentowaliśmy przez cały dzień, wiele razy mówiąc: „Nie, nie damy rady”, by później powiedzieć: „Woow, świetne…”. Bardzo wesoły dzień, jeden z tych, w których próbowaliśmy bardzo wielu rzeczy, a później intensywnie myśleliśmy, by rozwiązać problemy. Ale gdy już zakończyliśmy nagrywanie wokali, a Tuomas dodał trochę dźwięków syntezatorów, poczuliśmy, że jest to świetna piosenka z kilkoma upiornymi elementami. Myślę, że to połączenie „The Grudge” („Klątwa”) z filmami Tima Burtona. W czasie wolnym, w którym mieliśmy odpoczywać, nadal nagrywaliśmy piosenki, aż do 23!

18.03.2007

Niedziela – ostatni dzień nagrań wokalu. Pozostała nam jedna piosenka, bonus, co do którego nie jesteśmy pewni, czy wydamy go, ponieważ kompozytor nie powiedział jeszcze swojego „tak”. Trzymamy więc skrzyżowane palce i oczywiście nagramy ten utwór. Jest to bardzo, bardzo ładna piosenka i tekst Tuomasa wpasowuje się doskonale. Aczkolwiek byłam lekko zdenerwowana, ponieważ pod koniec jest ona bardzo wysoka i znajduje się tam kilka trudnych partii. Chłopcy byli bardzo mili i pomocni, więc gdy tylko zaczęliśmy pracę, pozwoliłam piosence płynąć i jakoś to wyszło. Tuomas dodał swoje syntezatory i wszystko brzmiało doskonale! Mam nadzieję, że kompozytor powie „tak”, ponieważ byłabym zdruzgotana, gdybyśmy nie wypuścili tego utworu.

19.03.2007

Moja praca została ukończona. Teraz tylko Marco musi nagrać to, co pozostawił tu i tam w piosenkach. Jak zwykle po dodaniu wokalu Marco wszystko brzmiało jeszcze lepiej. W czasie gdy on nagrywał, ja musiałam przyjmować gości. Kilkoro ludzi z wytwórni oraz inni. Wszyscy spędziliśmy czas miło i przyjemnie. Cały dzień pełno było ludzi. Wieczorem spożyliśmy pyszny posiłek. Następnie goście opuścili nas i mogliśmy wreszcie odpocząć.

20.03.2007

Ostatnią rzeczą, która nam pozostała jest przesłuchanie wszystkiego oraz naprawienie ewentualnych błędów. A później wszystko idzie do miksowania. Dzień spędziliśmy na pakowaniu się oraz poprawianiu CD. Później zjedliśmy ostatni wspólny obiad. Wieczorem urządziliśmy imprezę!! Świetna zabawa i muszę powiedzieć, że po byciu trzeźwym podczas nagrań, by brzmieć dobrze, teraz pozwoliłam sobie na drinki oraz zabawę z chłopcami.Nie byłam wcale śpiąca… Rano nie czułam się zbyt dobrze, ale warto było! Cudowny wieczór!

21.03.2007

Zatem 3 tygodnie nagrywania oraz bycia poza domem zakończyły się. Czułam się jednocześnie wesoła i smutna. Towarzyszą mi mieszane uczucia oczywiście. Ponieważ cały ten czas był niesamowicie satysfakcjonujący, ale jednocześnie pełen pracy. Ale i tak byłam smutna, ponieważ opuszczałam miejsce, w którym spałam przez tyle nocy, tak wiele się śmiałam, obgryzałam paznokcie ze strachu po oglądaniu horrorów, jadłam wspaniałe posiłki, byłam razem z moją nową rodziną oraz śpiewałam na każdy możliwy sposób, wytężając mój głos jak tylko mogłam… Co za cudowny czas! A co najlepsze – to jest dopiero początek! Do zobaczenia wszystkim!

 

Źródło: Nightwish.com | Tłumaczenie: Sebastian