Wywiad z Tuomasem [29.02.12]

Nightwish miał już bardzo pracowity rok, co było związane z ich najnowszym albumem, Imaginaerum, oraz towarzyszącym mu pełnometrażowym filmem. Z napiętym harmonogramem koncertowym rok 2012 będzie jak tornado dla zespołu i jego fanów.

Imaginaerum jest pierwszym albumem grupy od czasu wydanego w 2007 roku Dark Passion Play oraz drugim nagranym z piosenkarką o potężnym głosie – Anette Olzon – która udowodniła siłę swoich strun głosowych na show w Los Angeles. Ten koncert rozpoczął światową trasę Imaginaerum – jego pełny opis i galeria znajdują się tutaj.

Podczas tego show mieliśmy okazję usiąść z Tuomasem Holopainenem, który jest klawiszowcem, kompozytorem oraz głównym pisarzem tekstów Nightwish. Mówił nam o trasie koncertowej Imaginaerum w 2012 roku, niektórych z jego ulubionych filmów oraz wielu innych rzeczach.

Gratuluję nowego albumu „Imaginaerum”. Co znaczy dla ciebie tytuł tego krążka?

Cóż, sanatorium to miejsce, do którego udajemy się aby uleczyć swoją psychikę. Więc Imaginaerum to miejsce, gdzie udamy się aby leczyć swoją wyobraźnię – taka jest idea tego słowa.

Skąd się wzięła koncepcja albumu?

Cóż, w 2007 roku, kiedy słuchałem „Dark Passion Play”, pomyślałem „Co stanie się dalej? Musimy znaleźć nową koncepcję na kolejny album.” Właśnie wtedy przyszło mi to do głowy, zróbmy film, choć właściwie początkowo pomyślałem o zrobieniu dwunastu krótkich filmów. Więc napisałem te dwanaście historii na papierze, np. ta piosenka dzieje się w cyrku duchów i ma tam miejsce wiele dziwnych rzeczy, i gdy miałem już dwanaście pomysłów po prostu napisałem do nich muzykę i w ten sposób je ożywiłem. Piosenka z jazzowego klubu oczywiście musiała być jazzowa i w taki sposób powstała „Slow, Love, Slow”. Celowo od początku chcieliśmy zrobić bardziej rozbudowany album w porównaniu do poprzedniego. „Dark Passion Play” żegluje po mrocznych wodach, na które nie chcemy już powracać, więc chcieliśmy zrobić coś co jest naprawdę piękne, dziwne i zakręcone tak bardzo, że wywołuje uśmiech na twojej twarzy.

Jakie są twoje ulubione piosenki na tej płycie?

Tak naprawdę to trudno powiedzieć ponieważ mógłbym wybrać takie utwory z każdej poprzedniej płyty, ale tutaj naprawdę nie potrafię. W pewien sposób jest to dla mnie jedna długa piosenka składająca się z 13 rozdziałów, ale „Slow, Love, Slow” jest zdecydowanie najbardziej pozytywnym zaskoczeniem na całej płycie. Chodzi mi o to, że nie wiedzieliśmy jak się zabrać za ten utwór i pomyślałem „Nikt w zespole nie wie jak robić jazzową muzykę, ale po prostu spróbujmy.” Skończyło się na tym, że wyszło bardzo fajnie i również granie go na żywo jest dla nas świetną zabawą.

Czy jest jakiś konkretny termin kiedy fani mogą się spodziewać filmu „Imaginaerum”?

Termin kiedy film powinien być gotowy to połowa kwietnia, więc zakładam, że premiera, jeżeli dojdzie do dystrybucji kinowej, odbędzie się jesienią.

Czy zespół w ogóle pokazuje się w filmie?

Trochę tak, jesteśmy widoczni jako zespół w dwóch różnych scenach grając w tle. To jest coś co podkreślałem rozmawiając z reżyserem, „proszę nie umieszczać zespołu w filmie”, ponieważ chcemy stworzyć wiarygodną historię, a my nie mamy pojęcia o aktorstwie. Nie jesteśmy aktorami więc jeśli dasz nam kilka linijek tekstu, a my spróbujemy to zagrać, to będzie to wyglądało głupio. Nalegał jednak abyśmy pojawili się w filmie bo to nasze dzieło, więc gramy tam jako zespół, to dobry kompromis.

Czy możesz wyjaśnić o czym opowiada film?

Zasadniczo chodzi o tego starego faceta, który był kiedyś kompozytorem i jest bardzo chory; leży w szpitalu na łożu śmierci i przechodzi jeszcze raz przez swoje życie, przez swoje sny – to podstawowa fabuła. To wszystko jest pochwałą życia i jego piękna, wyobraźni i wszystkich walk i złych rzeczy, z którymi musimy się zmierzyć.

Czy brałeś udział w pisaniu fabuły?

To wyszło od reżysera; ja miałem tylko dwanaście pomysłów, dwanaście wizji. W zasadzie to on napisał scenariusz i zbudował fabułę wokół tych pierwotnych wizji. Musieliśmy odpuścić tylko jeden utwór – „Ghost River” – ponieważ nie mieliśmy środków finansowych by zrealizować tą wizję.

Mówiłeś, że jesteś fanem filmów, jakie filmy czy reżyserów podziwiasz, a może nawet czerpiesz z nich inspirację?

Uwielbiam wszystkie rodzaje filmów, nie ma to nic wspólnego z gatunkiem, oczywiście lubię Tima Burtona, Petera Jacksona, Jamesa Camerona. Peter Weir jest jednym z moich ulubionych. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” jest dla mnie jednym z trzech najlepszych filmów wszech czasów. Frank Darabont, on jest niesamowity, „Skazani na Shawshank”, „Zielona Mila”, „Osada” M. Night Shyamalana, „Szósty Zmysł”, niezwykle dobre. Mel Gibson zrobił kilka świetnych filmów, te które wyreżyserował – „Pasja”, „Apocalypto” – są wspaniałe.

Jakie są twoje plany związane z tournee na 2012 rok?

Zaczynamy od Finlandii na początku marca, następnie Rosja, Ukraina, europejskie festiwale, Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Japonia, Australia, Polska. Trasa po Stanach Zjednoczonych powinna się odbyć jesienią, nie mamy jeszcze dokładnych dat czy miejsc, ale sierpień, wrzesień, październik, jakoś w tych okolicach.

Czy jest taka rzecz, którą musisz wziąć ze sobą w trasę? Wyłączając elektronikę.

To będzie mój notes; zawsze mam przy sobie notes i długopis na wypadek gdyby spłynęła na mnie poetycka wena. Potrzebuję tego. (Śmiech)