Wywiad z Tuomasem [26.09.12]

Tuomas Holopainen z Nightwish o metalu symfonicznym i nowym filmie zespołu, Imaginaerum.

Założony w 1996 roku, Nightwish szybko zyskał popularność w rodzimej Finlandii dzięki swojemu pierwszemu albumowi Angels Fall First z 1997 roku. Ostatecznie, Nightwish osiągnął międzynarodowy sukces w sprzedaży płyt przekraczając ponad osiem milionów na całym świecie. Grupa jednak starała się osiągnąć popularność i uznanie również tutaj w Stanach. Nightwish dostarcza dyszące przesterowane gitary, podwójną stopę, szybkie tempo i zmiany czasu – to są cechy jakiegokolwiek zespołu metalowego. Jednakże ich piosenki łączą w sobie także klasyczne struktury i aranżacje oraz zawierają orkiestrę i chór wzmocnione operową wokalistką – wszystko to, dzięki czemu zespół zyskał określenie „symfoniczny metal”, z którym członkowie czują się komfortowo.

W 2005 roku drogi zespołu i wokalistki, Tarji Turunen, rozeszły się. Po dwuletniej przerwie Nightwish pojawił się z nową wokalistką, Anette Olzon – wokalistką, która nie posiada tego samego operowego głosu jak Turnenen. To była zmiana, która stworzyła podział zarówno fanów jak i krytyków.

Z ostatnim rokiem to wszystko jest już za zespołem. Nightwish wydał swój siódmy album studyjny, zatytułowany Imaginaerum – koncepcyjny album, który stał się pełnometrażowym filmem fabularnym. Jego premiera odbędzie się w Helsinkach w dniu 23 listopada. Nie mylić z filmem dokumentalnym, koncertem lub gwiazdami rocka próbującymi grać, film Imaginaerum oparty jest na historii kompozytora, który cierpi na demencję i na łożu śmierci cofa się do swojego dzieciństwa. Wszystko zestawione z muzyką Nightwish i efektami wizualnymi w prawdziwym stylu.

Ostatnio rozmawialiśmy z tekściarzem, kompozytorem i keyboardzistą Nightwish – Tuomasem Holopainenem – dzień przed planowaną projekcją najnowszego filmu dla reszty zespołu w Montrealu. Opowiadał o filmie, o odpowiedzialności bycia oznaczonym jako dostarczyciel symfonicznego metalu oraz jak się czuje, gdy inni rywalizują ze stylem Nightwish.

Uważasz się za gwiazdę rocka czy za kompozytora? I czy czujesz, że istnieje analogia między nimi?

Jestem daleki od bycia gwiazdą rocka. Podczas całej kariery zespołu nigdy nie rozumiałem pojęcia gwiazda rocka i nigdy nie uważałem Nightwish jako zespół rockowy. Będąc szczerym, nie rozumiem tego. Jestem autorem tekstów, gawędziarzem, kompozytorem. Którekolwiek z tych określeń powinno pasować. Jestem dumny z bycia jednym z nich, ale jeśli chodzi o gwiazdę rocka… Nie ma mowy!

Czy napisałeś już swoje arcydzieło? Jeśli nie, to jak je sobie wyobrażasz?

Jestem usatysfakcjonowany z każdego albumu jaki nagraliśmy do tej pory. Ilekroć dostawałem do rąk ukończoną kopię i słuchałem jej, zawsze byłem bardzo zadowolony. Tak samo było w przypadku Imaginaerum. Nie wiem, czy arcydzieło dopiero nadejdzie czy już zostało zrobione. Nie mnie o tym decydować. Jestem bardzo szczęśliwy z pracy, jaką już wykonaliśmy.

Jaki jest Twój osobisty cel w Nightwish do zrobienia?

Uważam, że bardzo ważna jest ciągłość. Z każdym albumem rzucamy wyzwanie zarówno sobie jak i naszym słuchaczom. Nigdy nie chcemy nagrywać tych samych albumów czy nawet tych samych piosenek – oto nasz cel. Każdy album jest na innym poziomie niż poprzedni i za każdym razem stawialiśmy przed sobą kolejne wyzwania.
Tak samo było z Imaginaerum, ponieważ po Dark Passion Play pomyślałem: Co, do cholery, zrobimy teraz, skoro muzyka była tak różnorodna? Użyliśmy tak wielu elementów. Wtedy dotarło do mnie: Okej, idźmy dalej i spełnijmy marzenie o filmie Nightwish. Tak, takie rzeczy są naszymi celami.

Studiowałeś teorię muzyki przez kilka lat. Jaka była Twoja najważniejsza lekcja i w jaki sposób wykorzystałeś ją w muzyce Nightwish?

Pamiętam jak mój nauczyciel gry na pianinie powiedział mi, gdy miałem jakieś siedem lat: Za każdym razem gdy usiądziesz przed pianinem pamiętaj by grać, nie ćwiczyć. To było coś, co próbowałem czynić cały czas. Naprawdę dobre słowa.

Piszesz aranżacje dla orkiestry zanim wejdziecie do studia?

Oczywiście. Kiedy piszę piosenkę mam dokładne pomysły w mojej głowie, co orkiestra będzie grać. Piszę partie rogów, smyczków i słucham, jak powinna brzmieć. Nagrywam demo za pomocą moich keyboardów, ale nie mam pojęcia jak napisać partyturę dla orkiestry. Na przykład, nie wiem jaka jest skala dla waltorni itd. Wtedy z pomocą przychodzi pan Pip Williams (producent) i zapisuje wszystko na papierze.

To jest bardziej współpraca czy po prostu dajesz mu swoje pomysły i to wszystko?

To jest naprawdę piękne i głębokie. W Imaginaerum przez około 4 miesiące nie robił nic prócz zapisu tych aranżacji. Mogliśmy dzwonić do siebie co najmniej raz dziennie każdego dnia i wymieniać pomysły. Mógł powiedzieć: Myślę, że ta linia nie jest zbyt dobra. Mógłbyś to zrobić inaczej?, lub: Możemy użyć oboju zamiast fletu w tym momencie?. Coś w tym stylu. Wymienialiśmy pomysły tam i spowrotem.

Jak się czujesz, gdy Nightwish jest kategoryzowany jako „metal symfoniczny” i co sądzisz o zespołach, które próbują od lat naśladować wasz zespół?

Oczywiście kocham metal symfoniczny i mogę żyć z tą definicją. Jeśli chcesz nazwać Nightwish metalem symfonicznym to jest to w porządku. Dziś istnieje cała masa tych wielkobrzmiących zespołów z kobiecym wokalem. Nie uważam ich za kopie Nightwish. One wszystkie mają swoją własną tożsamość. Jeśli zespół mówi mi, że jesteśmy dla nich inspiracją to jest to bardzo miłe. Jestem wielkim fanem takich grup jak Within Temptation, Epica itd. Słucham tego materiału cały czas.

Jak bardzo film Imaginaerum opiera się na koncepcji z nagrania? Ty napisałeś scenariusz? Ponadto, czy ścieżka dźwiękowa będzie zawierać nową muzykę, czy będą to po prostu utwory z albumu?

To jest naprawdę dziwna historia, ponieważ początkowo chcieliśmy uzupełnić piosenki, nazwijmy to, teledyskami. Mielibyśmy mieć trzynaście piosenek na albumie i razem z nimi byłoby DVD z teledyskami do każdej piosenki. Taki był oryginalny zamysł. Jednak, gdy wymienialiśmy pomysły z reżyserem, Stobe Harju uznał, że zamiast trzynastu krótkich historii lepiej będzie zrobić pełnometrażowy film. Miało to dla niego większy sens, więc pomyślałem: Okej, dajmy temu szansę. Brzmi to wystarczająco ambitnie.
Stobe był w stanie wziąć trzynaście moich historii i stworzyć z nich jedną, która nie ma nic wspólnego z oryginalnym scenariuszem. Usłyszycie w filmie wszystkie piosenki z Imaginaerum w takiej samej kolejności jak na albumie, tylko przearanżowane. W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że nie możemy użyć oryginalnych wersji piosenek w filmie bo byłoby to po prostu za dużo. Efekty wizualne w filmie są tak ogromne, a muzyka tak pompatyczna, że biłyby się nawzajem.

Zamierzacie wydać również soundtrack?

Oczywiście. Zostanie wydany 9 listopada w Europie. Nadal czekamy na odpowiedź w sprawie amerykańskiego wydania.

Podczas słuchania waszej muzyki, myślę, że odbiorca jest w stanie wyobrazić sobie scenę, która jest prowadzona przez muzykę. Czy czujesz, że efekty w filmie dobrze reprezentują wasz zespół w całości?

To był nasz cel od początku. Chcieliśmy zrobić film, który przypominałby nas i który stworzyłby atmosferę albumu. Myślę, że udało nam się to zrobić całkiem dobrze. Widziałem ten film po raz pierwszy około dwa tygodnie temu. Byłem bardzo zadowolony z niego i poczułem ulgę. W niektórych punktach efekty nie wyglądały dobrze, ale teraz wszystko jest już naprawione. Jutro będziemy mieli seans w Montrealu z zespołem i technikami, więc wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani.

Czy ta projekcja będzie pierwszą okazją do zobaczenia filmu przez zespół, oprócz Ciebie?

Trzech z naszej piątki jeszcze nie widziało filmu, więc zabierzemy naszych przyjaciół i całe grono techników by mogli go obejrzeć.

Czy film będzie zawierał angielskie napisy i czy macie już ustaloną datę wydania?

Zdecydowanie. Mówią o kwietniu lub maju na Blu-ray i DVD.

Czym różni się nagrywanie teledysku od pełnometrażowego filmu pomijając dłuższy czas spędzony na planie?

Nagrywanie pełnometrażowego filmu jest bardziej skrupulatne. Martwisz się o każdy kąt i o każdy pojedynczy włos. Twoja głowa musi być na właściwym miejscu. Filmujesz godzina po godzinie by otrzymać zaledwie dwie sekundy. Jest to bardzo subtelny i skomplikowany proces. Filmowanie w Montrealu i wspólne oglądanie było bardzo interesujące, ponieważ nikt z nas nie miał najmniejszego pojęcia o procesie tworzenia filmu.

Byłeś na planie i w montażowni podczas całego procesu?

Byłem w Montrealu przez dwa tygodnie tylko dla zdjęć i całość zostawiłem reżyserowi oraz producentom. Wszystko zaczęło żyć własnym życiem. Było kilka okazji, gdzie chciałem wycięcia niektórych dialogów i poprawienia nieco paru scen. Nie mieliśmy, nazwijmy to, sporów z reżyserem, ale czułem, że w filmie była jedna naprawdę kiepska scena. Powiedział mi: Nie, to musi być tutaj. W końcu nie byłem aż tak zaangażowany.

Czy ta scena, której nie lubiłeś jest w filmie i co to była za linia?

Nie będzie jej w filmie. To była jedna linia, która według mnie powinna zostać wycięta.

Czy masz jakieś zainteresowania w komponowaniu muzyki do filmów? Nad którym chciałbyś pracować?

To by było całkiem ciekawe w przypadku historii, która mnie zainteresuje. Nie chciałbym zrobić komedii romantycznej, powiedzmy, z udziałem Hugh Granta i Julii Roberts. To nie byłoby w moim stylu. Chciałbym spróbować z jakimś horrorem lub dramatem, nawet z filmem dokumentalnym na Discovery Channel.

Imaginarium jest, najprawdopodobniej, najbardziej dramatycznym wydaniem z katalogu Nightwish. Jak przystosujecie muzykę do sceny?

Po prostu gramy piosenki najlepiej jak potrafimy, z całym sercem i z nagraniami orkiestry i chórów w tle. To jedyna droga, dzięki której możemy ożywić te piosenki. Nie ma możliwości byśmy mieli dodatkowych muzyków na scenie. Nie mamy pomieszczenia. Więc, to jedyny sposób w jaki możemy to zrobić. Moglibyśmy w Europie, ponieważ mamy większe sceny. Używamy pirotechniki i dużych ekranów, które dają nam dodatkowe efekty wizualne. Podczas amerykańskiej trasy nasze koncerty są bardziej proste. Szkoda, bo naprawdę chciałbym wnieść pełne występy do USA, ale jest to niemożliwe z tą wielkością miejsc, w których gramy.

Rozumiem, że rezygnujecie z bisów na tej trasie. Dlaczego?

Próbujemy unikać niektórych stereotypów. Robienie bisów jest jednym z największych. Chodzi mi o to, że mówisz Dobranoc. To nasza ostatnia piosenka na dziś i wszyscy klaskają. Potem wracasz. Każdy wie co się dzieje i moim zdaniem, jest to wyczerpana tradycja. Stawiamy sprawę jasno: z nami masz 100 minut a potem outro. To jest trochę pretensjonalne życzyć dobrej nocy, a potem wrócić. To takie oczywiste.

Jeśli nadarzyłaby się taka okazja, chcielibyście dać koncert na żywo, w którym pierwszy akt byłby z Tarją a drugi z Anette?

NIE, NIE! Nie, to byłaby skrajnie grubiańska rzecz do zrobienia.

 


Źródło: Westword | Tłumaczenie: Adrian