Wywiad z Tuomasem [12.03.14]

Myślałeś o swoim solowym albumie Muzyka zainspirowana Życiem i Czasami Sknerusa 14 lat. Co sprawiło, że w końcu postanowiłeś go wydać?

Około 14 lat. Możliwe, że miały na to wpływ trzy rzeczy. Pierwszą z nich był hałas w mojej głowie, który stał się już zbyt głośny i musiałem go w końcu z siebie wyrzucić. To było jak swędzenie pomiędzy uszami od roku 1999. Po drugie, zdawałem sobie sprawę z tego, że lepiej będzie zapłacić z własnej kieszeni za tak dziwaczny projekt, a wreszcie miałem trochę oszczędności, które mogłem przeznaczyć na ten cel. I po trzecie – uświadomiłem sobie pod koniec zeszłego roku, że będziemy mieć mniej więcej pięciomiesięczną przerwę, więc pomyślałem, że to jest właśnie ten czas.

Skoro tak długo o tym myślałeś, to czy usłyszymy na albumie stare piosenki, czy takie, które napisałeś niedawno?

Wszystkie utwory napisałem przez ostatnie półtora roku. Zawsze gdy czytam historię – słyszę muzykę, ale muzyki, którą słyszałem 10 lat temu nie mogłem nagrać (śmiech). Tak to już ze mną jest, że za każdym razem gdy czytam coś bardzo inspirującego lub widzę piękny obraz, albo zdjęcie natury, zaczynam słyszeć muzykę. Dziwna sprawa.

Więc nie napisałeś niczego na ten album przez 14 lat?

Nie, nie napisałem. Chodzi o to, że zawsze gdy coś napiszę i brzmi to dobrze, nie mogę się doczekać kontynuowania prac. Jestem zbyt niecierpliwy.

Co takiego było w tej historii, że tak bardzo cię zachwyciła? Co czyni ją inną od reszty bajek?

Po pierwsze myślę, że to po prostu wspaniała historia. Dobrze wykonana, piękna, wielowarstwowa, pełna humoru i historycznych faktów oraz jest piekielnie zabawna. Wszystkie te rzeczy połączone z dziecięcą nostalgią. Dorastałem na komiksach Disney’a, a Sknerus i Donald zawsze byli moimi ulubieńcami. Później, na początku lat 90-tych, z nikąd pojawił się ten koleś, Don Rosa. Zacząłem czytać jego historie i to mnie całkowicie rozwaliło. To znaczy, Carl Barks jest naprawdę dobry, ale Don Rosa to wyższa liga, przynajmniej dla mnie.

Jak to wszystko działało? Rosa pracuje dla Disney’a, tak?

To trochę skomplikowane, bo wszyscy wiedzą, że Rosa nie jest w dobrych stosunkach z Disney’em. Właściwie to zapytał mnie na wstępie, czy nie chciałbym zrobić tego albumu w taki sposób, żeby Disney nie miał do niego żadnych praw autorskich. To było moim założeniem od początku, że nie będę używał żadnych imion bohaterów czy tytułów rozdziałów chronionych prawami autorskimi. Jak długo nie nadepniesz nikomu na odcisk, możesz zainspirować się czymkolwiek i uczynić z tego sztukę. To właśnie uczyniłem z tym albumem i dlatego zatytułowałem go Muzyka zainspirowana Życiem i Czasami Sknerusa. Nie dodałem na końcu McKwacza. Po prostu by zachować ostrożność, chociaż słyszałem, że Disney jest bardzo zadowolony z tego projektu. Dali mu swoje błogosławieństwo, ale nie podpisywaliśmy żadnego kontraktu.

Nigy nie wiesz czego można się spodziewać po dużych korporacjach?

Dokładnie. I dlatego jestem bardzo ostrożny i przyjąłem radę Dona (śmiech).

Bez względu na to czy odniesiesz sukces, czy nie – czy widzisz się w tego typu projektach częściej?

Być może nie powinienem tego mówić, ale myślę, że jest to jednorazowy projekt. Nie mam ambicji by działać solo. Cała idea nagrania solowego albumu wydaje mi się trochę nieuczciwa. Już teraz ludzie mówią, że jest to początek końca Nightwisha. To nie byłoby fair wobec innych członków zespołu.

Czy podzieliłeś się z nimi tym pomysłem? Zapytałeś, czy chcieliby nad tym pracować razem z tobą?

Nigdy nawet tego nie rozważałem, bo chciałem, żeby ten album był typowo orkiestralny, więc nie ma tam nawet miejsca na bas, gitarę czy perkusję. To nie ma sensu.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to czy nadal będzie to dla ciebie tylko jednorazowa odskocznia?

Cóż, to czy się sprzeda, czy nie sprzeda, nie jest dla mnie żadną motywacją. Zrobiłem to dlatego że tak wiele czułem, czytając tę historię i chciałem dać coś w zamian Donowi, za tą wspaniałą opowieść. Jeśli sprzeda się milion kopii płyty, to naprawdę żadna różnica. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby tak się stało, ponieważ to by znaczyło, że ludzie uznali to za wspaniałą historię, ale będę całkowicie oddany Nightwishowi przez najbliższe kilka lat.

Koniec końców jesteś muzykiem i jesteś zależny od sprzedaży albumów i tras koncertowych. Potrzebujesz pieniędzy, aby tworzyć sztukę. Czy to nie jest żadną motywacją?

Ja widzę to tak, że nigdy o tym nie myślałem, a mimo to zaszedłem tak daleko. Sprzedaliśmy 8 milionów albumów, chociaż nigdy się tym nie przejmowaliśmy i mogę szczerze powiedzieć, że nie zwracamy na to uwagi. Nagraliśmy film Imaginaerum, który okazał się finansową katastrofą i nikogo to nie obchodzi. Po prostu chcieliśmy to zrobić i wiedzieliśmy, ze to będzie klapa, ale są rzeczy, które po prostu robisz z pewnych powodów i w końcu to owocuje.

To samo było z Metalliką. W sumie myślałem, że wy, jak i oni, będziecie mieli wielu fanów, którzy będą chcieli to zobaczyć, ale najwyraźniej tak się nie stało?

Cóż, życie byłoby strasznie nudne, gdybyś z góry wiedział, co się stanie. Nigdy nie spodziewałem się, że Nightwish zajdzie tak daleko. Według wszystkich statystyk, nie powinno tak być, ale z jakiegoś powodu jest. To czyni życie bardziej interesującym.

Czy po zaangażowaniu się w tak duży projekt, który okazał się klapą, byłbyś w stanie zrobić coś podobnego w przyszłości?

Nie jestem aż tak naiwny, żeby stwierdzić, że pieniądze nic nie znaczą. Oczywiście, że znaczą. Potrzebujemy pieniędzy, żeby zarezerwować ogromną orkiestrę w Londynie, która zagra na naszych albumach i musimy zapłacić technikom oraz managementowi, ekipie i tak dalej, ale po prostu czasami musimy zrobić to, co podpowiada nam serce. W tej chwili pracujemy nad nowym albumem, zarezerwowaliśmy studio i już wiemy jak to będzie wyglądało. Nie będzie filmu, ale będzie teledysk. I to wszystko, co w tej chwili wiemy.

Czy pracując nad solowym albumem, miałeś więcej swobody niż w Nightwish?

Naprawdę ciężko powiedzieć. W pewnym sensie nie, ponieważ byłem ograniczony jednym motywem i jedną historią, ale z drugiej strony całość była moja, więc ma to swoje wady i zalety. Czasami potrzebujesz opinii innych i były momenty, w których brakowało mi bardzo członków zespołu, ale z kolei praca samemu dała mi dużo swobody. Powiedziałbym, że była najlepsza z tych dwóch światów.

Piszesz album w kolejności chronologicznej?

Wiedziałem, że piosenki będą w kolejności chronologicznej, ponieważ musiały być. Ale nie pisałem ich po kolei. Pamiętam, że skomponowałem utwór „Glasgow 1877” jako pierwszy i jest on również na początku płyty, ale jako drugi powstał The Last Sled, który jest gdzieś w środku książki.

To były tylko te piosenki czy były też inne, które mogłyby znaleźć się na albumie?

To były tylko te, bez żadnych bonusów. Myślę, że był dodatkowy riff w utworze Duel and Cloudscapes, który porzuciłem, ale to była jedyna rzecz, która nie znajdzie się na albumie. To była praktycznie ta sama sytuacja, co w Nightwish. Po prostu jestem kiepski w tworzeniu dodatków. Nawet nie wiesz, ile kłopotów z tym mieliśmy. Rozumiem zasady utworów bonusowych, ale niemal zawsze takie mamy i musimy sobie radzić z tymi absurdalnymi remiksami, wersjami orkiestralnymi itp. Jest to zabawne wyzwanie i nie mam nic przeciwko temu, ale zawsze wymaga to sporej wyobraźni.

Czy pojawił się pomysł czytania książki wraz ze słuchaniem albumu jako soundtrack do niej?

To byłoby idealne połączenie, ale myślę, że album może być słuchany nawet jeśli nie znasz prac Dona Rosy, albo nie masz książki w ręku. Znam pełno soundtracków filmowych, które kocham słuchać nawet jeśli nigdy nie obejrzałem filmu, więc jest to podobna sytuacja.

Czy masz ulubionych kompozytorów soundtracków?

Na ten moment jest to James Newton Howard, który stworzył ścieżki dźwiękowe do takich filmów, jak: Szósty zmysł, Krwawy diament i Batman: Początek, wraz z Hansem Zimmerem.

Czy widzisz siebie w przyszłości tworzącego soundtrack, na przykład w stylu Trenta Reznora w The Social Network?

W pewnym sensie bardzo bym chciał, ale póki co cieszę się z zespołu. Naprawdę lubię spędzać czas z chłopakami i z Floor, grając koncerty i robiąc różne rzeczy. Może za kilka dekad coś stanie się z Nightwish lub jeśli postanowimy zrobić sobie dłuższą przerwę. Pisanie ścieżek do filmów to jest coś, czego chciałbym spróbować. Mam wrażenie, że nie jest to takie proste jak się wydaje. Musisz przestrzegać zasad filmów i reżysera. Słyszałem od kompozytorów, że musisz zabić swoją swobodę twórczą.

Odtwarzałeś album reszcie zespołu?

Prawdę mówiąc to nie. Zmiksowaliśmy je dwa tygodnie temu i nie miałem okazji ich jeszcze spotkać. Słyszeli singiel, oczywiście, ale nie resztę. Mam zamiar wkrótce spotkać się z nimi by omówić sprawy nadchodzącego albumu, szkice itp., więc będę miał okazję pokazać im moje utwory.

Czy planujesz zrobić kreskówkę współgrającą z albumem?

Nie. Jest to kwestia pieniędzy i praw autorskich Disney’a. Nawet o tym nie myślałem.

Czy planujesz występy na żywo z tymi utworami?

Wątpię, naprawdę. Ale z kolei nie ma rzeczy niemożliwych. Może po trasie z Nightwish wystąpię kilka razy w Londynie z orkiestrą i zagramy cały album od początku do końca. Byłoby wspaniale i bardzo chciałbym to zrobić, ale jest to kwestia planów, pieniędzy, prób itp.

Jak to jest współpracować z taką orkiestrą?

To jest piękne! Nagrywamy z tymi samymi ludźmi od albumu Once (2004). Ten sam orkiestrator, chóry, muzycy, perkusiści. Widziałem nawet wiolonczelistę, który machał głową gdy nagrywaliśmy jedną z naszych piosenek. To 52 ludzi z 3 perkusistami. Ten proces zawsze idzie gładko. To są najlepsi muzycy na świecie. To niewiarygodne! Nigdy nie robią prób i nie słyszą piosenek przed nagrywaniem. Po prostu zakładają słuchawki i grają. Godzinę później wszystko jest gotowe.

Jaki jest plan na następny album Nightwish?

Stworzyłem sobie harmonogram i powinienem mieć wszystkie piosenki gotowe na początku maja. Mam już dziewięć utworów i Marco odwiedził mnie tydzień temu i dał mi płytę CD pełną riffów. Prawie skończyliśmy i spodziewamy się 12 piosenek razem. Spotkamy się 1 czerwca w moim mieście rodzinnym, gdzie mamy wynajęte obozowisko na trzy miesiące. To właśnie tam stworzyliśmy poprzedni album, więc jest to samo miejsce, w którym odbędą się próby, aranżacje, gdzie będziemy wędkować, jeździe na nartach wodnych, nagrywać, upijać się i, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, album będzie gotowy na przełomie roku.

Czy nagrywanie albumu w środku lata w jakimkolwiek stopniu wpływa na jego brzmienie w porównaniu do nagrywania zimą?

Coś musi być na rzeczy. Nie wiem, co z nagrywaniem, ponieważ jestem w środku pomieszczenia. Ale jako autor piosenek nie potrafię stworzyć nic latem albo wieczorami. To zabawne – niemal zawsze tworzę rano albo po południu, a gdy zegar wybija piątą lub szóstą – kończę (śmiech). A zespół nazywa się Nightwish [„Nocne Życzenie” – przyp. tłum.], czujesz to (śmiech)? Jestem rannym ptaszkiem i kocham wcześnie wstawać.

Te 12 utworów, o których wspomniałeś – jak długo zwykle zajmie Wam ukończenie ich?

Naprawdę ciężko to zmierzyć, ponieważ piosenki tworzą się w mojej głowie cały czas. Kilka utworów z nowego albumu powstało już dwa lata temu. Powiedzmy, że ukończenie wszystkiego zajmuje mi od 6 do 12 miesięcy całodobowego pisania piosenek.

Co Floor wniesie do nowego albumu?

Przyniesie wiele interpretacji, trochę aranżacji i oczywiście pozytywnej energii, ale nie będzie brała udziału w pisaniu piosenek. Powiedziała mi, że ma zespół ReVamp [jej projekt] i że ja z Marco damy sobie radę sami.

Co z Nightwishem i wokalistkami? Czy to jest rodzaj chemii?

Tak, coś w tym stylu. Nie chcę się za bardzo w to zagłębiać, ponieważ jest to niekończąca się opowieść, wiecznie kręcąca się karuzela. Może tkwi w tym też pewnego rodzaju nieszczęście.

Czy Nightwish może mieć kiedykolwiek wokalistę?

Nie, myślę, że to musi być wokalistka. To jest bardzo zmysłowa część zespołu i tym, czym on jest. Była zawsze, od początku istnienia Nightwish i od momentu, w którym założyłem go w sierpniu 1996 wiedziałem, że będzie kobieta na wokalu. To się nigdy nie zmieni.

To już prawie 20 lat temu. Przejażdżka była udana, zgaduję?

Tak, było wiele wzlotów i upadków i wszystko pomiędzy. Czasami jest to naprawdę dziwne, chciałoby się rzec: „Co do diabła się dzieje?”. Właśnie skończyłem czytać książkę Rexa Browna [Pantera, Kill Devil Hill] i inne zespoły mają podobne problemy. Jesteśmy z mniejszej ligi w porównaniu do niektórych z nich.

Nie jest to niespodzianką, ponieważ tworzycie zespół. Spędzacie ze sobą bardzo dużo czasu w porównaniu do innych ludzi, normalnie pracujących.

Absolutnie. Jest jeszcze jedna rzecz i Marco ją bardzo dobrze określił. Wyglądamy jak banda neandertalczyków przeciwko kobietom i domyślam się, że tak to musi wyglądać, że jesteśmy ekipą szowinistycznymi świniami, czy coś. Ale prawda jest taka, że zespół jest pełen facetów, którzy mają dobre relacje z kobietami – naszymi dziewczynami, żonami, siostrami, matkami – są całymi naszymi światami. Pełne miłości i bez żadnych konfliktów. To wszystko, co chciałem powiedzieć (śmiech).

Od teraz, za 12 lat będziecie obchodzić 30 rocznicę jako zespół. Czy widzisz wszystkie trzy wokalistki na scenie, grające coś razem?

Czemu nie? Trzymanie uraz i życie w nienawiści nigdy nie jest dobre, więc naprawdę mam nadzieję, że pewnego dnia wystąpią razem. Takie rzeczy potrzebują czasu.

Domyślam się, że po wydaniu nowego albumu zamierzacie ruszyć z pełną, światową trasą?

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to zamierzamy zacząć w kwietniu 2015, zagrać na paru letnich festiwalach itp. Myślę, że będziemy koncertować do końca 2016. Około półtora roku.

Wspomniałeś, że nigdy nie myślałeś, że Nightwish zajdzie tak daleko. Co sprawiło, że tak postrzegałeś tę sprawę?

Kiedy wydaliśmy pierwszy album, każdy z nas studiował lub gdzieś pracował. Ja miałem zostać biologiem, Jukka informatykiem itp. Graliśmy ten gotycki power metal z kobiecym, operowym wokalem, a to wszystko miało oznaki katastrofy. Ale coś się wydarzyło i uświadomiliśmy sobie, że coś w tym jest. Nikt z nas tak naprawdę nie cieszył się ze studiowania i ja nie lubiłem takiego życia. Po około czterech miesiącach wróciłem do moich rodziców. Pożyczyłem pieniądze od taty żeby kupić keyboard, napisać piosenki na Oceanborn (1998), wydać album i… oto jesteśmy na tej samej ścieżce.

Byłeś buntownikiem w rodzinie?

Jestem dozgonnie wdzięczny rodzicom, ponieważ to musiało wyglądać okropnie. Studiowałem biologię w uniwersytecie i nagle wróciłem do domu i powiedziałem „Mogę z wami mieszkać? I czy pożyczycie mi pieniądze na instrument bym mógł grać metal?”. Nigdy nic nie powiedzieli. Dali mi pieniądze i powiedzieli „jak najbardziej możesz zostać”. Mówię o miłości do rodziców, ale cóż, jesteśmy niezłą gromadką. Moja siostra jest urologiem, mój brat patologiem a ja gram metal (śmiech).

Pewnie macie ciekawe rozmowy przy obiedzie?

Tak, jest wiele ciekawych historii (śmiech).

Czy kiedykolwiek oddałeś pieniądze rodzicom?

Tak. To było 8800 marek. Jakieś 1500 euro.

Czy pojawiają się na koncertach gdy gracie w Finlandii?

Tak. Są na emeryturze i jest to naprawdę wspaniałe, że w pełni z tego korzystają. Podróżują cały czas, a kiedy jesteśmy na trasie, tak planują wyjazd żeby obejrzeć wiele naszych występów. Byli w Los Angeles, San Diego, Las Vegas i w całej Europie i Finlandii. To naprawdę cudowne. Moja mama zawsze nosi koszulkę Nightwish. Jeśli idzie na zakupy do sklepu spożywczego albo na mecz baseballa, zawsze ma na sobie nasz t-shirt. Ma 73 lata i kiedyś zobaczyłem ją w koszulce Children of Bodom Follow the Reaper. Spytałem ją „Czy wiesz co to jest?” (śmiech). Jest wspaniała.

 


 

Autor: Metalshrine | Tłumaczenie: Adrian, Evi