Wywiad z Tuomasem [08.10.07]

Nightwish powrócił. W trzy lata po premierze albumu „Once” w nasze ręce trafił w końcu nowy materiał Finów – „Dark Passion Play”. Trzy lata, to długo. Jednak problemy, z jakimi borykał się zespół w tym czasie, nie pozwoliły im na spokojną pracę nad kolejnym krążkiem. Szokiem dla fanów było wyrzucenie z kapeli dotychczasowej wokalistki Tarji Turunen. Znalezienie godnej następczyni zajęło pozostałym muzykom ponad półtora roku. Czy zaakceptowali ją fani – okaże się wkrótce.

Do tego dochodziło jeszcze napięcie związane z dużymi oczekiwaniami ludzi względem nowego albumu. Poprzednim krążkiem Skandynawowie postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Czy podołali zadaniu? Dowiemy się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. A tymczasem, o tym, co obecnie dzieje się w Nightwish, oraz o najbliższych planach, krótko (ze względu na zmęczenie) Dariuszowi Konickiemu z magazynu „Hard Rocker” opowiedział Tuomas Holopainen.

Witaj Tuomas! Na początek szczere gratulacje! Powróciłeś z tarczą! „Dark Passion Play” to bardzo dobry album! Od jakiegoś czasu dziennikarze znają już ten materiał. Powiedz mi, jakie są ich reakcje. Czy opadło już w Tobie to napięcie, związane z prezentacją nowej muzyki? Czy stres towarzyszący wydaniu „Dark Passion Play” jest większy, niż przy promocji „Once”?

Nie wydaje mi się, żeby był jakiś stres czy ciśnienie. Kiedy dostaliśmy w ręce ostatni album, wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Myślę, że było warto zrobić coś takiego, to spore osiągnięcie nas wszystkich. Większe ciśnienie to wywiady, do tej pory udzieliłem chyba dwustu, a ty jesteś dziś chyba dwunasty (śmiech), ale tak naprawdę nie usłyszałem ani jednego negatywnego słowa. Wszyscy dziennikarze wydają się lubić ten album, to naprawdę budujące…

Ok. W takim razie porozmawiajmy o nowej płycie. Otwierający album „The Poet and the Pendulum” to, według mnie jeden z najciekawszych kawałków w historii Nightwish. Odnoszę wrażenie, że włożyłeś w niego wszystkie swoje uczucia, które nagromadziły się w tobie w ostatnim czasie… Czy mógłbyś opowiedzieć nam coś więcej o tej komozycji? Kto był odpowiedzialny za partie orkiestrowe w tym kawałku?

Ja byłem odpowiedzialny za wszystkie partie orkiestry, zapis nutowy… Zgadzam się z tobą, to jeden z najlepszych utworów, jakie zrobiliśmy do tej pory… Wydaje mi się, że zawarłem w nim wszystkie emocje, jakie targały mną w tamtym momencie. Dlatego też, ten numer jest tak bardzo zróżnicowany. Miejscami delikatny i łagodny, a za chwilę mroczny, wulgarny i ciężki. Stąd też tak duża ilość różnych form muzycznych wykorzystana w tej kompozycji.

Jeżeli chodzi o kolejny na płycie – „Bye, Bye Beautiful” – odnoszę wrażenie, że kawałek ten poświęcony jest Tarji. Czy mam rację? Czy mógłbyś opowiedzieć coś więcej o tym numerze?

Tak, w sumie tak jest, ten utwór jest trochę bardziej agresywny. Ale to nie jest utwór o złości czy nienawiści. Myślę, że jest zrobiony raczej w pozytywnym duchu (śmiech).

Chciałbym spytać o jeszcze jedną kompozycję, „7 Days to the Wolves”. Słynne „Carpe Diem”. Czyżby inspiracją był film „Stowarzyszenie umarłych poetów”? A może po prostu twórczość Walta Withmana? Jak duży wpływ na ciebie mają prace tego pisarza?

Tak, dokładnie, to jeden z moich ulubionych pisarzy, kilka pomysłów wyszło dokładnie stamtąd! To właśnie za sprawą „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” sięgnąłem po utwory Withmana. Chwytaj dzień! Nie pozwól by cokolwiek ci umknęło, bo później możesz tego żałować!

Do kawałka „Amaranth” nakręciliście teledysk.

Tak. Stąd też nasza wizyta w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstawał. Kilkanaście dni w słońcu znakomicie nas zregenerowało. To właściwie nie była praca, a wakacje (śmiech). Fragmenty z naszym udziałem kręciliśmy w studio, resztę nakręcono w plenerach, gdzie okazaliśmy się już zupełnie nieprzydatni (śmiech). Myślę, że gotowy klip powinien spodobać się naszym fanom.

W sieci pojawił się również numer „While Your Lips Are Still Red” wykorzystany w filmie „Lieska”. Powiedz mi jak doszło do tego, że znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu i dlaczego nie ma go na płycie?

Wiesz, pomysł tego utworu wyszedł, kiedy nagraliśmy już wszystkie partie perkusji i gitar na album, poza tym to właściwie nie jest kawałek Nightwish. Reżyser chciał, żebym zrobił ten utwór sam, nie jako kapela. To nie jest utwór Nightwish, ale bardzo możliwe, że damy go jako bonus na pierwszy singel.

Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o wokale, to z każdą płytą coraz większe pole do popisu dostaje Marco. Czy w trakcie komponowania materiału takie fragmenty powstają od razu z myślą o nim, czy dopiero później stwierdzasz, że do jakiegoś tam tematu pasowałby głos Marco?

Prawdę powiedziawszy to prawie za każdym razem wychodzi przypadkiem, a przynajmniej tak było przy tym albumie. Musieliśmy najpierw dać wolną rękę naszej nowej wokalistce, potem pracowaliśmy nad liniami wokalnymi Marco…

A tak przy okazji to co myślisz o ostatnim krążku Tarot – „Crows Fly Black”?

Bardzo mi się podoba, naprawdę! Z tego co wiem, długo nad tym pracowali, to też była ciężka robota!

Zdarzyło się kiedyś byście razem z Tarot grali na wspólnym koncercie, a Marco śpiewał w obu kapelach?

Do tej pory – nie. Ale, szczerze powiedziawszy już o tym myśleliśmy, ale nie wiem czy Marco dałby radę. Może jeden koncert tak, ale całą trasę… Obie kapele wymagają naprawdę sporo energii od niego.

Czy zostały wam jeszcze jakieś kompozycje – odrzuty po ostatniej sesji? Jeżeli tak, to czy planujesz ich wydanie w przyszłości?

Właściwie, to mamy dwa, jeden zostanie wykorzystany przy najbliższym singlu. Drugi utwór to cover, utwór z filmu „Piano” [„Fortepian”]. W oryginalne to utwór instrumentalny, ale dopisaliśmy do niego tekst, więc to pełny utwór. Ale nie wiem czy uda nam się to wydać, bo na razie nie mamy na to zgody. Facet który to skomponował [Michael Nyman – przyp. red.] nie chce się zgodzić, nie podoba mu się ta wersja, musimy to wziąć pod uwagę.

Czy mógłbyś na swój sposób zinterpretować nam okładkę nowej płyty?

To jest właśnie Pendulum [wahadło]. Okładka koresponduje właśnie z utworem o który wcześniej pytałeś, pasuje kolorystycznie… Zresztą na początku cały album miał nosić tytuł „The Poet and the Pendulum”.

Tuomas, nie da się nie spytać o nową wokalistkę. Powiedz mi proszę, czy odejście Tarji to było naprawdę zło konieczne? Oczywiście nie mam nic przeciwko Anette, ale czy nie masz obaw, czy zostanie zaakceptowana przez dotychczasowych fanów zespołu?

Patrzymy zawsze z optymizmem w przyszłość, ale jasne, że były jakieś obawy jak zostanie przyjęta Anette. Nie da się tego zakwestionować, że Tarja była wręcz ikoną zespołu… Ale do tej pory wszyscy są bardzo mili, i naprawdę pozytywnie nastawieni do Anette, chyba nie mamy się już o co martwić.

 


 

Źródło: Interia