Relacja Marzyciela ze spotkania z Nightwishem

Kiedyś miałem marzenie, a oto ono!
Dark Chest of Wonders

Marcin, podopieczny fundacji Mam Marzenie, chciał się spotkać z zespołem Nightwish. Wbrew pozorom spotkanie z tak zapracowanymi muzykami jest nie lada wyzwaniem! Niemniej jednak, nie ma rzeczy niemożliwych. :)
Jakiś czas temu napisała do nas wolontariuszka owej fundacji z prośbą o pomoc w skontaktowaniu się z zespołem. Po kilku próbach udało się i wyznaczono termin spotkania na 17 lutego w Joensuu, w Finlandii.

Dzięki wsparciu wolontariuszy i fanów udało się zebrać środki na spełnienie marzenia Marcina.

marzyciel-marcinMarcin z zespołem Nightwish, siostrą i wolontariuszką.

A oto relacja, którą podzielił się z nami Marcin:

(…) Po przybyciu na wyznaczone miejsca w samolocie wraz z siostrą byliśmy bardzo podekscytowani chociaż nie było to widocznie po mojej twarzy, może skryte ale też bardzo cieszyłem się. Co mi się najbardziej podobało w locie? hmm… Myślę, że z działu „loty samolotami podczas całej wyprawy” najbardziej podobały mi się rozmowy z Panią Patrycją, dzięki takim rozmowom czas nie istniał, co usiadłem na fotelu, zapiąwszy pas zagadaliśmy się i zaledwie po chwilce już musiałem odpinać zważywszy na lądowanie :) Przelot samolotem to jest coś niesamowitego, wzbijanie się ponad chmury, i opadanie na lądowanie, jakich rzeczy człowiek dokonał, że tak masywna, żelazna maszyna wzbija się w powietrze i szybuje ponad chmurami. Człowiek nawet sobie nie uświadamia czasami jak mali jesteśmy na Ziemi,z lotu samolotu jak to wszystko można łatwo zburzyć, zupełnie jak przyciskanie mrówek palcem. Po przylocie z Warszawy do Helsinek podczas wsiadania do autobusu, weszła wokalistka zespołu wraz z Troy’em, byłem zszokowany na maksa i osłupiałem, pół głosem w ten czas odezwałem się do Pani Patrycji, że to Floor, wokalistka zespołu i taka dziwna sytuacja no ale zagadaliśmy do nich, bardzo się ucieszyli, razem też się nie widzieli jakiś czas to też całą podróż rozmawiali ze sobą, na dodatek jeszcze miałem miejsca w samolocie przed nimi to też uwierzyć nie mogłem. Siedziałem na fotelu tuż przed wokalistką!Wreszcie jesteśmy w docelowej miejscowości – Joensuu. Ludzie są tutaj bardzo mili. Już na miejscu, po wyjściu z lotniska nie musieliśmy martwić się numerami po taksówkę bowiem ujrzawszy pewnego miłego Pana podszedł do nas po czym okazało się, że jest taksówkarzem. Facet bardzo miły, dynamika wraz z płynnością jazdy umiliła nam podróż do hotelu :) Po zarejestrowaniu się w recepcji, otrzymaliśmy karty pokojowe dzięki którym mogliśmy dostać się do pokoju, włączyć światło . Finlandia zgotowała nam wiele niespodzianek, a jedną z nich już na starcie, po wejściu do windy, mieliśmy szklaną ścianę windy na przeciwko drzwi wejściowych tak, że jadąc w górę windą mogliśmy widzieć z jaką prędkością jedziemy. Może to dla innych okazać się normalne gdyż w większych miastach typu Warszawa, tak jest co nie miałem sposobu widzieć a, że w domu takiej windy nie mam to zrobiła na mnie wielce dobre wrażenie! Po znalezieniu naszego pokoju na piętrze trzecim, nareszcie mogliśmy odpocząć, położyć bagaże, umyć się i włączyć fińską telewizje. Tak minął dzień pierwszy – dzień podróży.
Nazajutrz nie marnującani chwili dłużej po śniadaniu wyszliśmy zwiedzać miasto. Ale chwila, co jest grane wychodzimy a tu co? Jakby wymarłe miasto, liczba ludzi w Niedziele jest naprawdę nikła. W sumie co niby mieliby robić w mieście na zimie… Przy pomocy szczęścia zapytaliśmy przypadkowego przechodnia o jakąś najbliższą restauracje, bez problemowo dogadaliśmy się. Po chwili znaleźliśmy odpowiednią dla nas restauracje i jak wynikało z rozmowy – bardzo dobrą restauracje ze szwedzkim stołem i super łazienką ze światłem ultrafioletowym, które powodowało zmianę kolorów gdy się zobaczyło w lustrze wyglądało sie totalnie jak zombie. W życiu tak dziwnej łazienki nie widziałem. Po zjedzeniu obiadu, kontynuowaliśmy zwiedzanie tak bogatego miasteczka. Co jakiś czas po ośnieżonych ulicach mieliśmy okazje widzieć .. rowerzystów :) Podczas zwiedzania mieliśmy okazje zobaczyć też, podgrzewany chodnik, siedzący posąg na ławce, zapierające dech w piersiach grafitti na ogrodzeniach budowy, wielki żelazny rower, teatr sztuki czy nawet most rozkładający się przed statkiem:) No cóż dzień kolejny tak właśnie minął – na zwiedzaniu, następnie kolacja w restauracji z Koreańczykami i dziwnymi umundurowanymi klientami. Po obfitej kolacji, postanowiliśmy wrócić do hotelu by odpocząć na wielki chwalebny kolejny dzień – dzień spotkania.
Następnego ranka, po skonsumowaniu śniadania, udaliśmy się w kierunku hotelu gdzie spotkać mieliśmy z owym zespołem. Przybyliśmy troszkę przed czasem ponieważ spotkaliśmy Tuomasa wraz z Troy’em i Floor już parkujących pod hotelem, najwyraźniej nie siedzieli tu w tym hotelu tylko po prostu, specjalnie podjechali jak się później okazuje z rozmów byli tu tylko przelotem. Zaczekaliśmy zatem na nich żeby się przywitać i razem wejść do hotelu, po wejściu zorientowaliśmy się, że jako pozostali członkowie zespołu witali się po długiej przerwie i tak naprawdę nie widzieli się szmat czasu i najwyraźniej zmuszeni byliśmy poczekać chwilkę. Zaraz po tym jak się przywitali Tuo zaprosił nas na fotele obok nich bo spotkaliśmy się w restauracji tam w hotelu, pozwoliłem im zamówić dla mnie colę żeby lepiej mi się rozmawiało i nie zaschło w gardle ale z wszystkich wrażeń i cały szok spowodował paraliż i po prostu byłem w pełni zachwytu. Miałem możność udzielić wywiadu z montażystą zespołu tak jak wolontariuszka, stawiałem czoła otwartym pytaniom! Po udzielonym wywiadzie oraz rozmowie z Nightwish’em i masami pytaniami jakich ich zalewałem m.in, skąd Tuo bierze takie inspiracje do pisania tekstów, czy zdarza im się zapomnieć tekstów na scenie, ile zajmuje mniej więcej nauka takowego tekstu na pamięć i wiele innych! przeszliśmy do części autografów i zdjęć oraz plakatów jakimi obdarzył nas współpracownik owego zepsołu. Ten zabawny moment gdy wolonatriuszka, prawdę powiedziawszy nie interesowała się tematem zespołu czyli też nie miała powodów wybiegać w przyszłość z wiadomościami, i tak dostajemy te plakaty (z nowego albumu singielowego Tuomasa, „The life and times of scrooge”) i Pani Patrycja, przy Tuomasie tak patrzy na plakat po czym takie zdziwienie i.. „a co to jest?” a Tuo taką śmieszną twarzą.. „emm, to jest mój singielowy album” hahahah! Troy jeszcze na koniec zaprezentował nam sztuczkę z monetą – niesamowita zresztą, której ujawnić nie mogę bo wyraźny zakaz dostałem: „No youtube, its just for you, private” Ten czas z nimi bardzo szybko zleciał co od razu może jakoś znikła radość z twarzy choć w sercu cieszyłem się bardzo ale nie dawałem się we znaki. Przed rozstaniem się już z nimi Emppu, gitarzysta podarował mi swoją kostkę do gitary.. To tak wspaniały prezent- naprawdę. Dla mnie to jest coś wielkiego. Wcisnął mi to w rękę, uśmiechnął się i uścisnął mnie, ja po prostu nie odnajdywałem się w tamtym momencie, tu wokalistka z prawej strony gitarzysta mi daje prezent, tu Tuomas za mną, miazga! :) Miałem tą chwilę stanąć u boku wielkich ludzi! Może – fakt, są to zwykli ludzie, tak samo robią kupę czy jedzą czy mają potrzebę spania jak my! Ja wiedziałem o tym, ale bardziej to dotarło do mnie jak już się z nimi rozstaliśmy i mam żal do siebie, że nie wykorzystałem w pełni możliwości owe chwile. Ale i tak jestem wniebowzięty (a raczej byłem) :) Nie zależało mi, że może mnie obsypią jakimiś rzeczami, płytami, plakatami – po prostu nie zależy mi. Ja tylko chciałem podzielić z nimi czas, tak prywatnie, zobaczyć ich od strony tych normalnych ludzi a nie ‚maskotek’ wychodzących na scenę, dający autografy i zdjęcia i tyle..Spędziliśmy z nimi godzinkę, najwyraźniej nie pływali w nadmiarze czasu. Wracamy do hotelu poodkładać emocje na bok wraz z plakatami i autografami. Odpoczywamy oglądając międzyczasie fińskie Sochi, kilka godzin później udajemy się coś zjeść wiadomo, coś dobrego…
Wszystko co dobre szybko się kończy. Cieszę się niezmiernie, że mogłem się widzieć z Nightwish było niesamowicie super, brak słów na opisanie emocji . Jestem wdzięczny za zaangażowanie wszystkich osób w to wydarzenie, także sponsorom! Pozdrawiam wszystkich ludzi z tego miejsca i warto marzyć i dążyć do tego. Jedni mogą napisać, że jednak „ale zaraz zaraz jest fundacja to pomogą Ci” no tak, ale bądź co bądź to jest marzenie, a z pomocą innych zawsze jest łatwiej. Nigdy bym tego nie dokonał bez Was. :)

Marcinowi gratulujemy spełnionego marzenia, a fundacji dziękujemy za trud i determinację! Bardzo się cieszymy, że choć trochę mogliśmy Wam pomóc. :)