Relacja z koncertu – Tesla (T-Mobile Arena), Praga 2012

Po czteroletnim odwyku od Nightwish z wielką niecierpliwością wyczekiwałam premiery Imaginaerum i pojawienia się dat trasy koncertowej. Ku mojej wielkiej rozpaczy nie było w nich Polski. Tragedia, co tu robić? Jedziemy za granicę, nie ma innego wyjścia! Dobra… zbieramy ekipę i jedziemy do Pragi – termin odpowiada, blisko no i dość tanio… Decyzja zapadła. Wchodzę na czeski portal z biletami – strefa golden wyprzedana. Dobra trudno, bierzemy normalną płytę! Kupiłam bilety i po paru dniach miałam je już w rękach. Zostało nam tylko odliczać dni do 30 kwietnia.
W dniu koncertu pogoda była wręcz za dobra. Zero chmurki na niebie, zero najmniejszego podmuchu wiatru, żar lejący się z nieba i plus 30 stopni na dworze. Przeciągaliśmy wyjście z hotelu do maximum, bo i tak nie zależało nam być na początku kolejki, nie mając goldenów. Dojechaliśmy pod Arenę jakieś 2h przed wpuszczaniem a tam ‘czarne tłumy’ przed wejściem ;) Tourbusy stoją zaraz obok, fani na luzie stoją bez kolejki, połowa leży na trawnikach. Udało nam się dojść bardzo blisko wejścia no i czekamy. Wbiegliśmy na salę no i jesteśmy – stoimy bliżej prawej strony zaraz przy pierwszej barierce gdzie płyta oddzielała się od goldenów – nie jest źle. Podczas oczekiwania rzuciła mi się w oczy wierna fanka NW, która dumnie w strefie pod sceną paradowała w białych kozaczkach, blond włosach, różowych tipsach i różowej kurtce :D Obok niej stał chłopak z wielkim transparentem: Marry me, Anette. Supporty: Eklipse i Battle Beast bardzo mi się podobały. Dały dobry wstęp poprzedzający główną gwiazdę i rozruszały publikę. Przerwy między występami były dość krótkie, nie było opóźnień i Nightwish zaczął swój show parę minut po 21. Wielka kotara zasłania scenę, za nią bujany fotel i słyszymy pierwsze dźwięki Taikatalvi. Następnie Storytime. Podczas refrenu kotara opada i widzimy zespół w całej okazałości. Aneta w mocnym makijażu i czarnej sukience – no no, ładnie wygląda. Ognie buchają, światła co chwilę zmieniają kolory. Cudowne efekty wizualne! Dalej WIHaA… Emppu tupie nogą do rytmu, Marco odgarnia włosy, Jukka pełen zaciesz na twarzy, Aneta pełna koncentracja a Tuo co? Oczywiście już wińsko poszło w ruch, jakby inaczej ;) Zaraz jednak wraca ponownie do grania na swojej klawiszowo-organowej fortecy. Amaranth z długim intro no i nadszedł czas na cudowne Scaretale! Na ekranach za perkusją wyświetla się ogromna karuzela i rozpoczynamy zabawę. Ta piosenka jest stworzona dla Anette, uwielbiam jej interpretację! Ze szczególnym uwzględnieniem : SQEEEEEELIING PIGGSS! Potem mamy jazzowe Slow, Love, Slow i na scenie pojawia się Troy. Czas na IWMTB! Chyba na tej piosence zdarłam sobie najbardziej gardło. Pląsy Anette po scenie były tak komiczne, że nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać, no ale w końcu przecież to IWMTB. Po tym skocznym utworze nadszedł czas na istny horror. Jakiś cudowny człowiek postanowił wejść na goldeny z małym dzieckiem i hyc bierze go na barana przez co tworzy dwumetrową wieżę, zasłaniającą mi cały środek sceny. No ja pier*ole! Ludzie dookoła zaczynają przeklinać, no ale co poradzić? Przesunęłam się w bok ile się dało i trudno. Słyszę cudowne Come cover me – końcówka Anette brzmiała rewelacyjnie! Dalej mamy spokojne Ptaki, Nemo akustyczne i Islandera – na którym cała sala wypełniła się białymi światełkami, chyba jeszcze lepszy widok niż w Krakowie. Kolejny utwór do skakania LotW i Aneta znów weszła na scenę. Ku mojej wielkiej radości dwumetrowa wieża poszła sobie na drugą stronę płyty i odsłoniła mi widok na calutką scenę. Czerwone światła, ognie buchają, gorąco jak w piecu… To zwiastuje tylko Planet Hell! Zabrakło mi bardzo tej piosenki w 2008, więc tutaj wyszalałam się całkowicie. Ghost River również na żywo zaprezentowało się znakomicie, normalnie odlot… ponownie słyszę DttW. Przyznaję, nie za bardzo przepadam za tą piosenką, ale na żywo daje radę. Następnie znów widzę Troy’a na scenie. Czyżby OtHaFA? Tak! Tak! Publika skacze i śpiewa całą piosenkę, Aneta znów robi swoje śmieszne wygibasy, a Emppu z Marco ganiają się po scenie. Po tym mamy chwilę przerwy, ledwo stoję na nogach, a moje gardło to istna sahara ;) Nagle Tuomas zaczyna grać cudowny początek Finlandii, hipnotyzując tym publikę na parę minut. Ocknęłam się dopiero słysząc Song of Myself, również jedną z moich ulubionych piosenek na IM. Na koniec koncertu słyszymy LRotD i zespół z wielkimi uśmiechami na twarzach schodzi ze sceny, przedtem kłaniając się parę razy przed publiką. W tle leci instrumentalne Imaginaerum. Ufff jak gorąco! Nie mogę mówić! Ludzie wody! To było obłędne! Ile grali piosenek? 19! Rany jak dużo! Mimo, że stałam dalej od sceny i przez kilka utworów miałam wieżę przed sobą wyszłam z hali przeszczęśliwa, mijając po drodze dwie dziewczyny wyrywające sobie pałeczkę od perkusji Jukki.
Po wyjściu na dwór oprzytomnieliśmy, bo na szczęście było już o wiele chłodniej. Idziemy w stronę busów a co tam. Usiadłam na środku wyjazdu na betonie ledwo przytomna i niedowierzałam co działo się w przeciągu ostatnich dwóch godzin. Po drodze kupiłam plakat promujący trasę no i czekamy razem z grupą innych fanów. Po chwili widzę jak Ewo i ludzie z ekipy Battle Beast kręcą się dookoła. Nie mija 5 minut i widzę jak Tuomek z walizką na kółkach wychodzi z budynku i idzie do busa przy którym stoimy. Zaraz za nim pojawił się Julek z flaszką, Troy z jednym z ochroniarzy, który zaraz gdy się zatrzymał zaczął nam dziękować żeśmy na koncert przyszli. Potem mówił, że Troy jest zajebisty i czy nam się podobał występ. Normalnie mega facet :D Zrobiliśmy sobie wszyscy z każdym zdjęcia, wzięłam podpisy na plakacie i wyszłyśmy z tłumu, który osiągał coraz to większe rozmiary i chłopaki zginęli nam z oczu. Po paru chwilach widzimy jak z budynku wychodzą slalomem Marco z kolesiem z Battle Beast, który ma pokaźną butelkę w dłoni. Prawie wszyscy zajęci byli Tuo i Jukką, że prawie pierwsza podeszłam do nich. I wtedy zaczął się istny cyrk :D Marco zaczął robić dziwaczne miny, cały czas się śmiał i powtarzał w kółko, że wcale nie jest pijany. Koleś z BB chciał nas częstować %, ale odmówiłyśmy. Wzięłam autograf no i teraz kurcze przydałoby się zrobić zdjęcie. Chce razem ze znajomą… więc kto nam zrobi zdjęcie? Oczywiście pan z BB zgłosił się na ochotnika – moja mina bezcenna – rany boskie byleby nie upuścił mi aparatu! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i zdjęcia wyszły. Z relacji innych dowiedziałam się później, że Emppu tez był w tym tłumie przy busach a ja ślepa byłam chyba i go nie zauważyłam ;p Anette też nie widziałyśmy, no ale i tak całą drogę powrotną do Polski nie schodził mi banan z twarzy, że tak wszystko pięknie się ułożyło.