Jump to content
Ares

Leaves' Eyes/Liv solo

Recommended Posts

leaves-eyes.png

 

Leaves' Eyes – norweski zespół muzyczny grający muzykę w stylu gothic metal. Zespół powstał w 2003 roku z inicjatywy Liv Kristine i jej męża, Alexandra Krulla.

 

[video=youtube]

 

[video=youtube]

 

[video=youtube]

 

[video=youtube]

 

[video=youtube]

 

Znacie? Lubicie ten zespół i piękną Liv? :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Leaves Eyes to ciekawa historia. Jest to przykład zespołu, który się bardzo rozwinął i w tej chwili jest pierwszoligową kapelą :). Pierwsze dwie płyty były przeciętne i nierówne, słodziutki głos Liv też nie pomagał (najlepsze kawałki były zazwyczaj na Ep-kach i singlach), przełom przyszedł wraz z Njord, które jest udanym wydawnictwem. Następna płyta Meredead, zaprezentowała jeszcze większe elementy folkowe (które zawsze były obecne w muzyce zespołu) i przesunęła grupę w znaczym stopniu w kierunku symphonic/ folk metalu, na tej płycie gościnnie wystąpiła też Maite Itoiz (jedna z moich ulubionych wokalistek) i jej mąż John Kelly (z tych Kelly :P)

 

Ostatnia płyta Symphonies of The Night, to już w ogóle wyśmienita rzecz z zupełnie innym śpiewem Liv. W zeszłym roku dużo tego albumu słuchałem.

 

Leaves Eyes gra w tej chwili w lidze powiedzmy nowej Xandrii, Edenbridge, Epiki, Lyriel, Diabulus in Musica, Ancient Bards itp, czyli może nie koryfeusze gatunku, ale porządne kapele. Za to elementy folkowe są tym, co wyróżnia LE, zawsze używają żywych instrumentów dodatkowych, a nie programowania.

 

Lubię też ich akustyczne wersje różnych kawałków, nawet kiedyś koncert akustyczny obejrzałem.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lubie lajtowe Vinland Saga czy Njord , takie lekkie, przyjemne i niezbyt ambitne granie. Ostatnia płyta "Symphonies Of The Night" to bardzo ciekawe i udane wydawnictwo. Kto by się tego spodziewał? Na plus: naprawdę udane kompozycje i wokal Liv, która nie śpiewa zbyt słodko swoim głosikiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co by się już nie rozdrabniać tematycznie na Liv Kristine solo, to wrzucę tutaj. Świeży singiel i jest to najlepszy solowy singiel Liv od wielu lat, spowity gotyckim klimatem, nawet mi się kojarzy z Teatrem z okresu Aegis. Mam nadzieję, że taka będzie cała płyta, bo jej solowe albumy niestety nieraz zawierały zwykły pop/rock.

 

[video=youtube]

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szpoko, chociaż dużo bardziej słucham indie rocka, ale może być

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brzmi jak The 69 Eyes. I ten gość też podobny do Jyrkiego z The 69 Eyes. :)

A piosenka fajna, teledysk mniej, ale wszystko w klimacie. Wreszcie coś w miarę porządnego od Liv :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widać dużą różnicę w tym jak brzmi głos Liv Kristine teraz w porównaniu z czasami, gdy była wokalistką Theatre of Tragedy. A co do Leaves' Eyes to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ich ostatnia płyta, była naprawdę dobra.

Jeśli chodzi o solowy singiel Liv to jak ktoś już wcześniej trafnie zauważył, przypomina nieco ToT za czasów Aegis więc nie jest źle. Czekam na więcej :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowy album Liv Kristine jest już dostępny. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że to najlepsza jej solowa płyta (o co zresztą nie było trudno). Liv wreszcie nagrała płytę w 100% rockowo-metalową, na albumie nie ma żadnego popowego kawałka (sic!), zatem w stosunku do poprzednich jej wydawnictw nastąpił zwrot o 180 stopni, w ogóle przepaść jaka dzieli ten album od wcześniejszych jest zaskakująca...

Niemniej jest to materiał odległy od tego co prezentuje Leaves Eyes. W zasadzie żaden numer z Vervain nie mógłby być kawałkiem LE. Nie uświadczymy tu akustycznych brzmień, folkowych aranży, epickiej symfoniki, chórów itp. Jaka zatem jest solowa płyta Liv? Zdominowana przez gotyk. Balansująca między przebojowym gothic/dark rockiem a gothic metalem (gdzieniegdzie z doomowymi naleciałościami, kilka zagrywek może nawet się kojarzyć z My Dying Bride, choć raczej nie tym bardzo wczesnym). Czuć oczywiście pewne pokrewieństwo z Theatre of Tragedy z okresu Aegis, mimo że płyta zasadniczo ma ciut mocniejsze brzmienie gitar niż wspomniane Aegis, z drugiej strony nie operuje aż takim melancholijnym klimatem, jest bardziej melodyjna i przebojowa (oczywiście w granicach gatunku). Gdyby Teatr dalej kontynuował swój styl z lat 90-tych, zamiast tego co zaprezentowali na Musique i Assembly), to przy usunięciu męskiego wokalu i dodaniu ciutkę przebojowości, tak mogłaby brzmieć hipotetycznie następna płyta Teatru po Aegis.

1.jpg

Na płycie są dwa duety singlowe: Love Decay i Stronghold of Angels z Doro Pesch. W pierwszym wokalista End of Green od razu nasuwa skojarzenie z Raymondem na przykład w Lorelei . W drugim duecie, choć głos Doro nadaje klasycznie rockowy posmak, to muzycznie mamy do czynienia z przestrzenną gotycko-metalową balladą.

Myślę, że to płyta jakiej brakowało w jej dyskografii, Liv w gotyckim wydaniu już od dawna nie słyszeliśmy, więc ta płyta to swego rodzaju brakujące ogniwo, nawiązujące i podejmujące wątek sprzed lat. Nie wiem, ale pasuje mi tu określenie - "mroczna elegancja" (nawet jesli takie sformułowanie brzmi ciut pretensjonalnie :P). Bardzo ciężko wyróżnić jakiś numer, bo to wydawnictwo bardzo równe i bardzo spójne stylistycznie i gatunkowo. Muzyka, teksty, nawet okładka wszystko układa się w jeden całościowy pakiet. Przez to może brakować większego zróżnicowania, ale jest w tym artystyczna konsekwencja.

 

Na koniec ciekawostka: kompozytorami całego materiału są muzycy z Leaves Eyes (na czele z mężem Liv – Alexandrem Krullem). Mamy więc personalnie do czynienia z kamuflowanym albumem Leaves Eyes, który nie ma muzycznie nic wspólnego z LE. Jak widać muzycy tej formacji mają dość szerokie spektrum możliwości.;)

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrząc tylko na okładkę, to się viking metalowo zrobiło :P. Niemniej mam nadzieję, że będzie dużo elementów folkowych, bo to jest coś, co ich wyróżnia z symfometalowej masy. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowy utwór który znajdzie sie na nowej plycie LE nosi tytuł Halvdan the Black co o nim sądzicie? ;)

 

[video=youtube]

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wpada szybko w ucho. Pierwsze co mi przyszło do głowy to: "już prostszej linii melodycznej w refrenie chyba nie można zrobić" :D Podobny do "Hell to the Heaven". Jako singiel jest fajny, ale dupy nie urywa.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na spotify już można przesłuchać nowy utwór zespołu do numeru Halvdan the Black i musze powiedzieć,że jest nieźle :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podobno kawałek "Edge of Steel" został nagrany z Simone Simons. Będzie zatem duet Liv i Simone. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowy album Leave's Eyes jest już (od dwóch dni) dostępny, np. na Spotify. Słuchaliście?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przesłuchałem album kilka razy, więc mogę przedstawić swoją mini-recenzję track-by-track. ;)

 

Sweven

Intro. Na uwagę zasługuje jego soundtrackowy charakter, bogate, folkowe instrumentarium i przepiękny głos Liv. Wprowadza nas w klimat albumu, przenosi do czasów wikingów. Nie podoba mi się jednak głos, który recytuje. Jest naturalny ale i nijaki - ale nie pasuje mi do utworu. Wiem, pierdółka.

 

King of Kings

Jeden z faworytów na płycie. Po raz pierwszy słyszymy też słynny chór Metro Voices, który nagrywał między innymi z Hansem Zimmerem czy Nightwishem.

Ciekawy dialog w refrenie pomiędzy Liv, tym długowłosym growlerem* a w/w chórem jest mocnym elementem tego utworu.

 

*- znam tylko Liv jeśli chodzi o członków bandu :(

 

Halvdan the Black

Ciekawe intro, wikingowski chór oraz bębny i nagle... Wkracza Metro Voices. Ten utwór to doskonały przykład, że nawet tak słynny chór nie uratuje kiepskiej kompozycji. Muzycznie jest dobrze, ale linie wokalne i refreny są bardzo odtwórcze, nudne. Szkoda, bo utwór miałby potencjał.

 

The Waking Eye

Kolejny faworyt. Bardzo dobry wybór na singla. Melodyczny, Liv czarująca głosem, wpadający w ucho. Taki Liściastooki trademark: ciężkie gitary, delikatna symfonia i delikatny, słodki głos Liv. Tutaj to wszystko działa i idealnie się ze sobą łączy.

 

Feast of the Year

Krótkie intro do następnego utworu. Brzmi jak muzyczka z festynu (albo lepiej, "uczty" jak w tytule). Przyjemna melodia, która pokazuje folkowy charakter krążka. Nic by się jednak nie stało gdyby go na albumie nie było. ;)

 

Vengeance venom

Refren jeszcze ujdzie, ale utwór jako całokształt jest dla mnie nudny i odtwórczy. Z reguły go pomijam. Może instrumental byłby ciekawszy?

 

Sacred Vow

Interesujące intro, które wprowadza nas do kolejnego nudnego kawałka. Nie wiem ile razy musiałbym go przesłuchać żeby zapamiętać refren. Next!

 

Edge of Steel

No i tutaj kolejny faworyt. Lubię dosłownie wszystko w tym utworze, intro, kompozycję, linie wokalne, partie chórów, refren... i przede wszystkim duet Liv z Simone z Epiki. Utwór zdecydowanie na plus.

 

Heraldskwaedi

Ballada, bardzo klimatyczna. Leaves' Eyes wiedzą jak napisać dobry, spokojny utwór. ;)

 

Blazing Waters

Kolejny duet i znów bardzo klimatyczny. Ciekawe partie chórów, wokalizy oraz gitarowy riff. Refren wpada w ucho, jest melodycznie, momentami folkowo. Jak najbardziej na plus.

 

Two Swords

Momentami brzmi jak skoczna piracka szanta śpiewana w tawernie po wypiciu zbyt dużej ilości rumu. Mam mieszane uczucia co do tego utworu. Wyróżnia się na tle innych, ale nie przekonuje mnie.

 

Zgadzacie się? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedyś słuchałem Vinland Saga i było to moje pierwsze zetknięcie z zespołem, które nie wypadło jakoś zachecająco, bo do wczoraj poza "Norwegian Lovesong" i coverami "To France" i "Scarborough Fair" niczego z ich twórczości nie kojarzyłem.

Wczoraj, zachęcony postami w tym wątku zabrałem się za przesłuchanie ich nowszych wydawnictw. Na razie za mną tylko jedno przesłuchanie krążków Meredead i Symphonies of the Night, wiec nic konkretnego nie powiem poza stwierdzeniem, że zacheciło mnie to do dalszego wsluchania się w twórczość LE. Folkowe klimaty w połączeniu z odrobiną ciężaru to coś co mi się podoba :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z Leaves' Eyes mam taki sam problem, jaki miałam kiedyś z The Gathering. Podchodziłam miljon razy do ich dyskografii i za każdym razem zniechęcałam się na samym początku. Jakoś mi to nie leżało i już. Z The G. sprawa rozwiązała się sama i teraz jest to jeden z moich ulubionych zespołów. A do Leaves' Eyes nadal nie mogę

się przekonać.

 

Był ten singiel, który Liv nagrała z chyba Herim z Tyr, o ile dobrze pamiętam - nie podobał mi się.

Całe Vervain - nie podobało mi się.

Jedyna piosenka Leaves', którą lubię, to Velvet Heart z Meredead. I na tym koniec.

 

Także do nowego albumu Leaves' podchodzę trochę ostrożnie, jakby nawet niechętnie, ale ciągle mam nadzieję, że mnie pozytywnie zaskoczą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.