Floor Jansen o przerwie Nightwish, karierze i kulturze

W wywiadzie dla FaceCulture kilka miesięcy temu Floor podzieliła się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami o muzyce, kulturze, a także mediach społecznościowych. Dziś prezentujemy wam ten wywiad w polskim tłumaczeniu.

Dzień dobry, Floor. Jak się masz?

Dobrze, dziękuję. Bardzo w ciąży (śmiech), ale też bardzo szczęśliwa i zdrowa, więc myślę, że wszystko jest w porządku.

Trzymasz się?

Tak. Chodzenie po schodach jest nieco mniej… łatwe, śpiewanie trochę trudniejsze, ze względu na utrudnione poruszanie się, ale poza tym naprawdę dobrze sobie radzę.

Widziałem zdjęcie, na którym występujesz na scenie w ciąży. Jak było?

Cóż, to było w listopadzie i grudniu, większość koncertów odbyła się właśnie w grudniu. Mimo że z każdym dniem byłam oczywiście coraz wyżej w ciąży,  chciałam nadal pozostać na scenie, dopóki dziecko nie stało się tak duże, że zmniejszałoby powierzchnię płuc – tak jak jest teraz. Śpiewanie było więc zupełnie możliwe, chociaż oczywiście nieco trudniejsze.

Zacznijmy może od Vehicle of Spirit, wydania koncertowego CD i DVD, które przenosi słuchacza w waszą trasę po całym świecie. Czy, gdy wspominasz dzieciństwo, masz jakiś koncert, jakiś występ, który do ciebie wraca, który utkwił ci w głowie na lata?

Tak naprawdę, to nie bardzo. Nie, nic takiego. Jak byłam mała, nie chodziłam na takie koncerty, i szczerze mówiąc, na pierwszy rockowy koncert wybrałam się stosunkowo późno. Ale jako nastolatka poszłam na koncert The Gathering – grali gdzieś w pobliżu, ja miałam jakieś 16 czy 17 lat – i to naprawdę wywarło na mnie wrażenie, to było „to coś”. Zetknęłam się wcześniej z ich muzyką, ale usłyszenie Anneke w takim gatunku muzycznym otworzyło mi oczy, więc kiedy zobaczyłam ich na żywo, to było jak: „Cool! Też chcę to kiedyś robić!”

Słyszałem już wcześniej, jak mówiłaś o The Gathering i Anneke – czy zobaczenie, że coś takiego może robić też kobieta, było dla ciebie czymś ważnym?

Nie jestem pewna, czy to sprawa płci, ale to było zdecydowanie urzekające. Sposób, w jaki Anneke śpiewa, jej głos jest po prostu… wow. No i oczywiście bycie kobietą też mogło mieć z tym coś wspólnego! Nie chciałam zostać jej naśladowczynią, ale pragnęłam robić coś podobnego. A usłyszenie innej kobiety, jej głosu, w połączeniu z ciężkim gitarowym brzmieniem, było czymś, co przyciągnęło mnie bardziej niż wszystko, co słyszałam wcześniej.

Cóż, wtedy na pewno myślałaś o śpiewaniu, ale czy wiedziałaś, w jakim kierunku chcesz podążać? Poszłaś na akademię w Tilburgu, miałaś już plan, jak chcesz śpiewać?

Nie, jeszcze nie. W jakiś sposób The Gathering zasiał we mnie ziarno, chciałam śpiewać w zespole metalowym. I nieco później – kiedy miałam iść na przesłuchanie, po dołączeniu do After Forever (którego głównym wokalem był growl), zanim zostałam wokalistką wspierającą. I marzyłam o pójściu na akademię, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim jestem! Po prostu chciałam robić coś związanego z muzyką, a przez te wszystkie lata mój styl i pragnienia kontynuowania kariery coraz bardziej nabierały kierunku. Oczywiście, kiedy jest się młodym, niczego się jeszcze nie wie (śmiech). I tak powoli to się przeistoczyło w podejście: „Tak, chcę studiować muzykę, ale nie chcę iść na akademię, bo jest zbyt klasyczna, a muzyka, która nie jest klasyczna, jest dla mnie zbyt jazzowa. Nie mam skłonności do dramatyzmu, więc żadna z pozostałych opcji, które były wtedy możliwe, mi nie odpowiadała. Ale ŚPIEWAŁAM w After Forever, zostałam główną wokalistką i zaczęliśmy rozwijać coraz bardziej swoją muzykę. Od początku byliśmy bardzo zawziętym zespołem, więc chcieliśmy zdobyć prawdziwy kontrakt płytowy. A wszystko, co z tego wynieśliśmy, to to, że mogliśmy grać na większych festiwalach, dawać więcej koncertów – i wtedy powoli, ale pewnie, sprawy zaczęły nabierać tempa. Wtedy zdałam sobie sprawę, że akademia nie była już alternatywą na tym etapie naszej kariery. Ale w gazecie pojawił się artykuł o tym, że powstaje akademia rocka i wzięłam After Forever na przesłuchanie. Okazało się, że się dostaliśmy.

Czy było to dla ciebie ważne, by mieć teoretyczne przygotowanie muzyczne? Skoro sprawy z After Forever zaczęły nabierać tempa…

Nie stricte teoretyczne, ale myślę, że tak – żeby zostać zawodowym muzykiem, powinno się zdobyć edukację muzyczną. Nie zapominajmy jednak o tym, że cała idea prawdziwej nauki muzyki popularnej czy rockowej wtedy po prostu jeszcze nie istniała, więc to była trochę metoda prób i błędów. I gdy mnie ktoś teraz pyta, czy potrzebujesz edukacji w tym konkretnym stylu muzycznym, nie znam już odpowiedzi. Ponieważ ja skończyłam szkołę, więc się oczywiście wielu rzeczy nauczyłam. A nawet gdybym się nie nauczyła tak szalenie dużo, to dzięki niej miałam już sieć kontaktów na początek, ludzi, których znałam ze szkoły. To pytanie stało się trudniejsze, ale i tak nie ma szans, żeby się komuś udało, jeśli nie ma właściwego nastawienia i odpowiedniej ilości talentu. Musisz posiadać konkretny zestaw cech, które cię doprowadzą do sukcesu, z edukacją czy bez niej. Ale ja wtedy czułam, że to bardzo ważny krok – i wciąż jestem szczęśliwa, że tak się stało. Byłam bardzo ciekawa, chciałam się uczyć wielu nowych rzeczy, więc zaraz po akademii rocka wzięłam też sporo lekcji teatru muzycznego, opery i wiedzy teoretycznej. Teraz wiem dużo muzyce i technikach wokalnych, co mnie ostatecznie bardzo zainteresowało, chociaż się wcale tego nie spodziewałam.

I poruszyłaś teraz, myślę, bardzo ważną kwestię. Istnienia konkretnych cech, niekoniecznie osobowości, które pozwolą osiągnąć sukces. Wydaje mi się, że jedną z nich jest zawziętość, ambicja. Czy ta zawziętość była zawsze w tobie, czy pojawiła się w jakimś konkretnym momencie, na przykład kiedy usłyszałaś The Gathering?

Nie dokładnie tak. Ta zawziętość była raczej jakąś formą marzenia. I kiedy zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, czego potrzebuję, by zbliżyć się do jego realizacji… Cóż, uczymy się krok po kroku, a zawziętość w nas jest albo jej nie ma, tak myślę. A ja musiałam się nauczyć ją mieć. I nauczyć się, co to za sobą niesie, i że im więcej razy coś zrobisz, tym więcej się nauczysz – okej, to trzeba poświęcić. I kiedy masz między dwadzieścia a trzydzieści lat – i to się odnosi do każdego – pracujesz nad tym, co ma być twoją specjalnością. A kiedy zbliżasz się do trzydziestki, zaczynasz się nad tym zastanawiać, jak: czy jestem tam, gdzie myślałam, że będę? – i patrzeć na świat inaczej. Ale kiedy masz niewiele ponad dwadzieścia lat, kiedy wszystko idzie jak z płatka… Oto, co robiłam: należałam do odnoszącego sukcesy zespołu, uczyłam się. A poza tym wiele się nie zastanawiałam. Chciałam, żeby After Forever był największym, najfajniejszym zespołem na świecie i się nauczyć więcej o śpiewaniu i muzyce. To robiłam. Tylko to.

Wspominałaś, że miałaś marzenie – a teraz śpiewasz w jednym z największych metalowych zespołów na świecie – jakie było to marzenie? Czy to coś porównywalnego z miejscem, w którym teraz jesteś?

Absolutnie, właściwie, tak! Nawet jeśli nie wydaje mi się, że wtedy rozumiałam, co to tak naprawdę miało oznaczać. To była ambicja, marzenie. I to dość zabawne, zobaczyć, jak wszystko zostaje ci w jakimś sensie zabrane, wiesz, jak moje życie się wtedy potoczyło, więc przeszłam odtąd dotąd. Na samo dno przez pewien czas. A wtedy… pojawił się Nightwish. Na prawdę myślę, że potrzebowałam tych wszystkich kroków, zanim do tego doszło – stopniowy wzrost i wielki upadek – by utrzymać poziom, być wystarczająco doświadczonym, by to właściwie zrobić. Ponieważ mając taką karierę, jedną rzeczą jest się dostać na szczyt, ale się na nim utrzymać – to jest dopiero coś, zrobić to w naprawdę zdrowy sposób, tak, żeby móc się tym zajmować teraz i za dziesięć lat. I jestem pewna, że w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. To było marzenie, teraz się spełniło i trzeba je osadzić w rzeczywistości. (śmiech)

Więc to musiało być trochę dziwne…

Tak, to, że przyciągało, ale potrzebowało też trochę przystosowania i nauki, zdecydowanie tak.

Cóż, w poprzednim wywiadzie rozmawialiśmy o tej mroczniejszej stronie, o twoim wypalenie. Nie zagłębiając się w to za bardzo, ale czy z perspektywy czasu uważasz, że te rzeczy, które ci się przytrafiły, były potrzebne, byś mogła się nauczyć innych ważnych rzeczy, by znaleźć się tu, gdzie teraz jesteś?

Tak. Chociaż to było chujowe. Zupełnie tak. Dobrze mnie to nauczyło, co mogę, a czego nie mogę robić. I nauczyło mnie też, żeby nie uważać niczego za mi należne czy jak daleko można zajść jakim kosztem. I poświęcenie, i zawziętość – to wszystko mamy w sobie. Ale jest taki moment, kiedy każdy musi powiedzieć „stop”. I wcześniej bym się nawet nie ośmieliła o tym pomyśleć. Sama bym się męczyła. Ale teraz mam granicę, po której się zatrzymuję. Żeby to było zdrowe na dłuższą metę. I to bardzo dobrze działa… (śmiech)

W twoim życiu kilka lat temu pojawił się Nightwish i mogę sobie wyobrazić, że to było dla ciebie dość trudne, ale i wspaniałe jednocześnie?

Zdecydowanie tak.

Ale teraz zaplanowaliście rok przerwy… nie tylko dlatego, że jesteś w ciąży i urodzisz dziecko, ale i po to, żeby się ustabilizować, bo wiesz, że masz swoje ograniczenia, odsunąć się trochę od tego wszystkiego?

Właściwie tak. Na pewno. Od kiedy dołączyłam do Nightwish, pracowałam non-stop. Miałam też ReVamp, teraz niestety musiałam to przerwać, ale to właśnie dlatego. To było błędne koło, najpierw Nightwish, potem ReVamp, a potem znowu Nightwish. I to się tak ciągło, nie było żadnego rodzaju przerwy. A każdy jej czasem potrzebuje, żeby poukładać swoje sprawy. Sama propozycja przerwy wyszła zresztą od tych członków Nightwish, którzy byli w zespole od początku.

Po dwudziestu latach pracy, chłopcy zdecydowali się na rok przerwy, a ja na początku im przytakiwałam, trochę zawiedziona. Potem zdałam sobie sprawę, że naprawdę jest w życiu więcej rzeczy niż Nightwish. Chociaż zespół to teraz moje życie i kocham to, co robię, mogłabym to robić codziennie. I nierobienie tego sprawia, że znów pragniesz tego jeszcze bardziej. Jednak są chwile, w których trzeba się poświęcić rzeczom ważniejszym, na przykład życiem rodzinnym. Więc kiedy uświadomiłam sobie, że będę miała na to czas, cóż, skorzystaliśmy z okazji.

I żeby to powiedzieć, jeśli chodzi ogólnie o zespół, dla jego dobra i żeby już zostawić to w spokoju… czy rzeczywiście potrzebowali tej przerwy?

Tak, zdecydowanie. Nie dlatego, że było źle, ale właśnie dlatego, że BYŁO DOBRZE. By móc z czystym sumieniem stwierdzić, że sprawy mają się tak dobrze, że można je na chwilę odłożyć. To coś naprawdę wyjątkowego, luksus, na który większość ludzi nigdy nie będzie mogła sobie pozwolić. Kiedy sobie uświadomiliśmy, że my możemy, bo właściwie dlaczego nie, postanowiliśmy, że poczekamy i inni na nas zaczekają, ale wrócimy z energią, której byśmy nigdy nie mieli bez takiej przerwy. To wspaniałe, rzeczywiście powiedzieć: „okej, robiłem to przez dwadzieścia lat, a teraz zajmę się czymś zupełnie innym”. WOW, to jest dobre dla wszystkich, to bardzo zdrowe.

Przed chwilą wspomniałaś o tym, jak musiałaś powiedzieć, że nie masz już czasu by się zajmować ReVamp. W naszym ostatnim wywiadzie z tobą, mówiłaś, że to było miejsce, gdzie możesz się wyżyć artystycznie poza Nightwish. Czy widzisz siebie bardziej angażującą się w Nightwish, czy masz jakieś inne plany?

Cóż, problemem była kombinacja dwóch zespołów, pojawiało się zbyt dużo obowiązków. Ale nie robić nic oprócz Nightwish, nie o to chodziło, to nie jest takie czarno-białe.

Z przyjemnością zaangażowałabym się bardziej w Nightwish, jeśli to możliwe, jeśli mogę właściwie coś dodać – co z Tuomasem jako autorem piosenek jest niemal niemożliwe, to fakt i to jest porządku. Ale w 2008 roku napisałam album, rockowy album. To zupełnie inna muzyka. Z Jørnem Landem z Pagan’s Mind – i oboje wyszliśmy z tym daleko poza nasze strefy komfortu. Napisaliśmy album, który miał być czymś w rodzaju projektu pobocznego między albumami After Forever, ale kiedy wszystko się pozmieniało, zespół skończył działalność i wstrzymałam cały ten projekt. I chciałam znowu nad tym pracować, więc skontaktowałam się z nim rok temu. „Okej, mój 2017 będzie wyglądał tak, miałbyś na to ochotę, chciałbyś to zrobić po raz kolejny, wiesz, przejrzeć tę muzykę, zobaczyć, co mamy, i to dokończyć”. To jest coś, co chciałabym zrealizować. Najważniejsze jest jednak to, żeby zająć się tym albo czymkolwiek innym w tym roku, nie ma sprecyzowanych terminów. Ani żadnych oczekiwań. Tylko tyle, by robić muzykę, kiedy zachcę i w jakim stylu zachcę. To coś, co wiem, że nie jestem jedynym członkiem Nightwish, który ma to w planach. To luksus, z którego powinniśmy skorzystać i tak zrobimy. Muzyka to wciąż, mam nadzieję, dla mnie wielka pasja, więc tak, byłoby fajnie.

Cóż, to chyba trudne, bo wydaje mi się, że tego zazwyczaj nie odbiera się jak pracę?

Nie, w tym sensie to nie jest trudne… Kiedy przychodzi czas procesu twórczego z Nightwish, to ma termin i mnóstwo oczekiwań. Ale one płyną głównie od nas samych. A praca, cóż, nie wiem, ja tak naprawdę nigdy nie nazywam tego pracą.

Wydaje mi się, że powiedziałaś w wywiadzie, że na Endless Forms Most Beautiful właściwie nie mogliście wykorzystać twojego operowego głosu. Może za wcześnie, by o to pytać, ale czy rozmawialiście już o tym w kwestii przyszłych projektów?

Rozmawialiśmy o tym przy Endless Forms Most Beautiful. Tak naprawdę nie chodziło o to, że tego nie chcieliśmy, to po prostu nie pasowało do muzyki. Więc na tym albumie jest trochę opery, ale nie za dużo. I wiem, że są ludzie, którzy by chętnie usłyszeli jej więcej – ale jest też dużo ludzi, którym się to nigdy nie podobało, więc według mnie to kwestia gustu. Ważne natomiast jest to, że używamy tylko tego, co rzeczywiście pasuje. Więc to jest kolor w palecie barw – i jeśli pasuje, używamy go, a jeśli nie, to nie. Tak to widzimy i mamy trochę planów, które mogą angażować trochę śpiewu operowego, ale to trochę mętne, bo to nadal funkcjonuje na zasadzie, że kolor pasuje lub nie. A to naprawdę tak nie działa, że jeśli coś się da, trzeba od razu tak zrobić.

I nie chodzi o to, że wam się to nie podobało?

Nie, nie, nie. Nie postrzegam tego jako moją specjalność w żaden sposób. To jest coś, co mogę robić, ale jest też mnóstwo innych rzeczy, które potrafię. I to przede wszystkim uwielbiam w Nightwish, tę różnorodność, która naprawdę wymaga wszystkich rodzajów dźwięków i stylów i… Cóż, dla mnie to działa tak: jeśli pasuje, to pasuje, jeśli nie, cóż, dobrze.

Powiedziałaś, że jest przynajmniej jedna rzecz, której się nauczyłaś o swoim głosie, będąc w Nightwish.

Absolutnie! Tak, bardziej niż kiedykolwiek poszerzyły się moje możliwości. W ReVamp robiłam to sama, bardziej w stylu ekstremalnym. W Nightwish bardziej prowokuje mnie śpiew w stylach komercyjnych. No i śpiewanie nieco niżej, zwłaszcza delikatniej. Wcześniej czasem śpiewałam delikatnie, ale heavy metal nie zawsze się prosi o delikatny śpiew. Ale Nightwish z całą swoją dynamiką tego wymagał i to było naprawdę, naprawdę świetne – bawić się tym. To coś, co z wielką przyjemnością bym poszerzyła i zbadała, co mogę robić – w tym sensie, tak.

I mogę założyć, że jeszcze nie zaczęliście pisać?

Nie zaczęliśmy, nie. Nie. O to chodziło, cały ten pomysł z tym wolnym rokiem, że nawet praca „za kulisami”, jak pisanie, też nie będzie wykonywana. Dzieją się jedynie sprawy w wymiarze biznesowym, czyli przygotowujemy się na to, co będziemy robić w 2018 i inne plany, wszystko już ruszyło. Ale jeśli chodzi o pisanie, przygotowywanie koncertów czy coś w tym rodzaju – to jest zupełnie zawieszone.

Czy podczas twojej poprzedniej przerwy ze śpiewaniem za tym nie tęskniłaś?

Cóż, różnica między robieniem przerwy dobrowolnie a robieniem przerwy z powodu choroby jest ogromna. Kiedy byłam chora, jednym z objawów wypalenia było to, że nie chciałam robić nic. Nie mogłam. Jest się tak wykończonym, że nie podoba ci się nic. NIC. I na pewno nie jest to ani praca, ani cokolwiek, co robiłeś wcześniej. Więc nie lubiłam muzyki, nie lubiłam metalu, nie lubiłam koncertów, nie lubiłam śpiewania, myślałam, ze wszystko jest kompletną katastrofą i nie chciałam już tego robić nigdy więcej. Ale poza tym nic.

To stan psychiczny, w który się wpada bardzo często. Tak czy inaczej, ja przez to przeszłam. Więc wtedy nie tęskniłam za tym wszystkim. Tęskniłam za życiem, które ma sens, ponieważ kiedy jest się chorym, tak naprawdę nie ma się życia. To bardzo, bardzo ciężki okres. Ale teraz mam przerwę i jestem zdrowa, jestem szczęśliwa i mam inne sprawy, które będą dla mnie ważne, tak jak to dziecko. Więc to ogromna różnica. I tak, będę za tym tęsknić, już tęsknię. To znaczy, ostatni koncert Nightwish był w październiku, teraz mamy luty (a nie, nadal styczeń) – a ja już mam wrażenie, że minęły wieki, już się nie mogę doczekać. (śmiech)

Cóż, o tym pomyślałem, kiedy zobaczyłem Vehicle of Spirit – kiedy widzisz siebie na scenie, czy to przypomina ci tamte momenty? To znaczy, nie chciałabyś tam wrócić?

Tak, kiedy słyszę intro, jakby adrenalina zaczęła już się wydzielać i tak, tak to wygląda – to ja, siedzę na kanapie, oglądając siebie, jak robiłam to rok temu. Tak, wiem, że będę za tym tęsknić, zdecydowanie.

A teraz, gdybyś cofnęła się myślami do czasu, kiedy miałaś siedemnaście lat, czy to podekscytowanie, które czujesz teraz, wchodząc na scenę – czy ono jest takie samo, jak kiedy zaczynałaś?

Nie. Nie, może większe… Człowiek się zmienia z wiekiem. Między siedemnastym a trzydziestym piątym rokiem życia. To też zależy od tego, kiedy jest koncert, jak wiele występów się dało wcześniej i jak się czujesz. Nie każdy koncert zaczyna się w ten sam sposób. Ale zawsze jest inne podekscytowanie. To jest wspaniała cecha nie bycia siedemnastolatką, ale trzydziestopięciolatką, że masz o wiele więcej kontroli nad tym, kim tak naprawdę jesteś. Znasz siebie lepiej, wiesz, co potrafisz lepiej. I jest to cudowne uczucie pewności, które czuję, kiedy wchodzę z Nightwish na scenę. To nie jest coś, co można mieć w wieku siedemnastu lat… I to wciąż przynosi podekscytowanie, ale na zupełnie innym poziomie.

Ale cóż, Nightwish był już wielką marką, kiedy do niego dołączyłaś…

Skoro tak mówisz… (śmiech)

Prawdę mówiąc, są inne wokalistki, które się na tobie w jakiś sposób wzorują. Ale ta pewność siebie – długo ci zajęło poczuć tę samą pewność, jaką czułaś w ReVamp czy After Forever?

To była zupełnie inna pewność siebie, w pewnym sensie. Ponieważ rzeczywiście, założyłam ReVamp, należałam do pierwszych członków After Forever – ale teraz wkraczam w coś, co już istnieje. Pisałam muzykę dla After Forever i ReVamp. A teraz będę śpiewać, podczas gdy muzykę pisze ktoś inny. To się inaczej odczuwa. Więc oczekiwania były inne, ale dobrze się stało, że mój początek w Nightwish był taki nagły. Między moim „tak, przyjadę” i pierwszym koncertem było tak mało czasu, że mogłam się tylko skupić na nauce piosenek. Nie na tym, co ludzie powiedzą – oczywiście zastanawiałam się, co pomyśli o mnie zespół, ale tak naprawdę nie myślałam wiele więcej. Tylko chciałam zrobić to naprawdę dobrze, ale nie mogłam właściwie myśleć o tym, co inni ludzie sobie pomyślą albo kogo zastępuję. To nastąpiło później. Ale kiedy już się tym zajmowałam.

Mówiliśmy o pewnego rodzaju kulturze, w której teraz żyjemy, mediach społecznościowych, gdzie wszyscy mogą wyrażać swoją opinię. Czy byłaś tego świadoma, że byłaś w jakiś sposób oceniana?

Oczywiście, tak. Odczułam to, nawet chociaż grałam koncert dla około dwóch tysięcy ludzi w Seattle i po chwili to znalazło się w sieci. I to wiem najpierw – pierwszy raz śpiewając te piosenki, mając też straszną grypę, więc tracąc też część głosu, nie mogąc nawet śpiewać mocno, mogłam tylko śpiewać tylko moim rejestrem głowowym. Więc nie byłam w najlepszym stanie i tak naprawdę nie znałam jeszcze za dobrze piosenek, wszystko było zupełnie, zupełnie nowe i nieprzygotowane – tak zostaję przestawiona reszcie świata w Nightwish. Huraaa. Ale ze względu na nadzwyczajne okoliczności, nie wiem, ludzie dali mi trochę pobłażania. I jestem pewna, że byli tam ludzie, którzy myśleli: „niee, nie lubię jej” czy „nie, to powinna być znów Tarja” i cóż, każdy ma swoje zdanie. Ale na tym etapie, jedyne, co mogłam zrobić, to PRZETRWAĆ. Upewnić się, że robię to dobrze oraz czynię postępy, że my jako grupa przetrwamy to wszystko. I dbać, byśmy zagrali przyzwoite koncerty dla ludzi, których spotkamy na żywo, ale też całego świata w sieci. I czułam takie ciepłe powitanie od fanów. Jestem pewna, że w Internecie był jakiś shitstorm, ale nie patrzyłam, bo nie było na to czasu.

Ten fakt, że każdy ma prawo do własnej opinii – to naprawdę zabawne, ta różnica między tym, co ludzie mówią, kiedy cię spotykają, a co piszą w Internecie. To bywa tak skrajnie różne. Ludzie powinni się umieć zachowywać w sieci, tak byłoby może lepiej.

A tobie, jako osobie publicznej, jest ciężko się z tym zmierzać? Ci ludzie mają pewne oczekiwania, pomysły na twój temat, które niekoniecznie mogą być prawdziwe.

Myślę, że czasami tak. Kiedy oczekiwanie w ogóle nie pokrywa się z rzeczywistością. I kiedy spotykają mnie ludzie, na przykład tacy, którzy naprawdę chcą zrobić zdjęcie lub dostać autograf, w momencie, w którym nie ma takiej możliwości. I trzeba powiedzieć „nie”. Odmówić komuś to okropna rzecz, nie chcę tego robić, ale czasami MUSZĘ. Ponieważ nie mogę. Jestem zbyt zmęczona lub muszę się skupić na czymś innym. Takie zdjęcie czy autograf to dodatek dla fanów, chociaż oni mogą pomyśleć, że to się im należy. Ale to nieprawda. Należy ci się świetny występ. To obiecujemy. Zaśpiewam dla was najlepiej, jak potrafię. Dam z siebie wszystko, co mam, na koncercie. Wszystko poza tym to dodatek. To coś, co zawsze sprawia mi trudność, ponieważ rozumiem, że ludzie chcą dostać mały kawałek mnie, ale czasami nie mam go, żeby im go dać. Bo nie ma już żadnego. I to jest naprawdę trudne. Ale przynajmniej mamy tu jakąś konfrontację twarzą w twarz, prawdziwą ludzką interakcję.
Cokolwiek by się czasami nie działo w sieci, to zupełnie inny świat, od którego pragnę coraz bardziej i bardziej uciec. Na przykład od mediów społecznościowych, gdzie naprawdę potrzebuję innego nazwiska, bo nie ma w tym nic społecznościowego.

Cóż, zgadzam się. Zatem ostatnie pytanie, którym w pewien sposób zatoczymy koło. Czy spotkałaś – cóż zakładam, że tak – ale czy spotkałaś Anneke van Giersbergen?

Tak, właściwie nawet wiele razy.

Jaki był ten pierwszy raz? Pamiętasz?

Wydaje mi się, że to mogło mieć miejsce podczas sesji zdjęciowej dla magazynu Aardschock, na okładkę z Arjenem Lucassenem – Arjen, Simone z Epiki, Anneke i ja – a my byłyśmy „aniołkami Arjena”. Myślę, że to był pierwszy raz, kiedy się naprawdę spotkałyśmy. A przynajmniej pierwszy, który przychodzi mi do głowy, gdzie… Tak, tak. I spotkałyśmy się od tego czasu, nawet kilka bardziej prywatnych, osobistych chwil, kiedy się odwiedzałyśmy, ale…

Porozmawiałyście, dała ci jakieś rady o przemyśle muzycznym?

Nie, wtedy już byłam na etapie, w którym sprawy nabierały tempa. Ale udało mi się jej powiedzieć coś w stylu: „tak żebyś wiedziała, to dzięki tobie”. Nadal myślę, że we wszystkim, co robi, wykazuje się fantastycznym talentem i że wspaniale było ją poznać i zobaczyć, co robi. Ona jest też kimś, kto po prostu to robi, zajmuje się rzeczami każdego gatunku. Taki prawdziwy muzyk, który chce zbadać wszystko, co chwila ma nowe projekty i tak, fajnie, świetna robota, dziewczyno.

Czy zdajesz sobie sprawę – ponieważ podróżujesz po całym świecie, grając muzykę – że odgrywasz dość podobną rolę dla młodych kobiet dla ludzi na widowni, jak Anneke dla ciebie?

Wiem, ale bardzo ciężko mi to zrozumieć. Bo uważam, że to wspaniałe, naprawdę wyjątkowe, a także wielki honor. Słyszałam o tym, jestem tego świadoma i myślę, że to naprawdę wielka, wielka rzecz.

Jest może jakaś reakcja fana, kogoś, kto do ciebie podszedł, która zapadła ci w pamięci?

Cóż, pamiętam ludzi, którzy mówili mi, że to daje im pewnego rodzaju pewność siebie – że „skoro ty mogłaś, to ja też mogę. I bardzo podoba mi się to, co robisz, chciałbym robić to samo. Ale nie to samo, bo jestem sobą.” Wiesz, nie chcę, żeby ktoś mnie tylko kopiował, pragnę inspirować. To wielki honor, dawać ludziom w ten sposób siłę, to coś właściwie niewyobrażalnego, ale naprawdę fajnego. To zapadło mi w pamięci, tak.

Cały wywiad w języku angielskim możecie zobaczyć na YouTube w trzech częściach (1, 2, 3).


Źródło: FaceCulture | Tłumaczenie: PaulaEija